Dokładnie trzydzieści lat temu, przedstawiłam mojego przyszłego męża rodzicom. Chociaż przyjęli go serdecznie, po obiedzie ojciec powiedział mi:
– Kasiu, nie wychodź za niego. Jesteś mądrą, wykształconą dziewczyną, a on jest tylko zwykłym chłopakiem ze wsi. O czym będziesz z nim rozmawiać? Zawsze będzie między wami przepaść, zwana „inteligencją”.
Sprzeciwiałam się wtedy. Uważałam, że ojciec się myli, bo wykształcenie zawsze można zdobyć. Po naszym ślubie, namówiłam Włodka, żeby zapisał się do technikum dla dorosłych.
On w ogóle się nie uczył, ja robiłam mu zadania i pisałam notatki. Mój mąż ledwo zdał pierwszą klasę, a potem przestał chodzić na zajęcia.
– Chcesz, to sama idź i się ucz. Daj mi spokój – powiedział.
Po porzuceniu szkoły, nadal pracował na wsi, jako kierowca traktora. Przynosił pieniądze do domu i to mu wystarczało. Z biegiem lat, zauważyłam, że nasz związek, był zupełnie bez uczuć z jego srony. Nie dawał mi żadnych prezentów, nie był romantyczny. Gdy się oburzałam, mówił: „Dałem Ci dwa wspaniałe prezenty, biegają po mieszkaniu”. Chodziło mu o nasze córki. Poza pracą, w domu nie robił nic. Kiedy trzeba było wymienić okna, poprosiłam go o to, a on powiedział: „Musisz sama je wymienić”. Nie był to jeden przypadek, wszystkie porządki domowe zostawiał mnie. Uważał, że to praca dla kobiety.
Kiedy dziewczynki dorosły i odeszły od nas, zrozumiałam, że przy Włodku zmarnowałam swoje życie. Być może tylko moje dzieci uczyniły mnie szczęśliwą przez trzydzieści lat małżeństwa. Tata miał rację, po prostu nie mieliśmy o czym rozmawiać. Filmy, które ja lubiłam, on nie lubił i odwrotnie. Tak samo było z jedzeniem, rozrywką, książkami i podróżami. Po prostu mieszkaliśmy w tym samym mieszkaniu, ale osobno. Nie widzę sensu składania pozwu o rozwód, boję się zostać sama i nie chcę dzielić majątku. Ostatnio Włodek lubi sobie wypić, zbiera wszystkich okolicznych pijaczków i przyprowadza ich do naszego domu. Muszę ich wyrzucać, czasem nawet wzywać policję. Jedyne co mogę zrobić, to uzbroić się w cierpliwość i znosić mojego męża, takiego, jaki jest.




