Wyszłam za bogatego faceta, a teraz moi krewni myślą, że mogą prosić mnie o pieniądze. A gdzie byli, kiedy my potrzebowaliśmy pomocy?


Urodziłam się w biednej rodzinie. Pamiętam, jak w dzieciństwie rodzice zawsze oszczędzali na sobie, aby moje siostry i ja miały to, co najlepsze. Przez całe dzieciństwo marzyłam, żeby dorosnąć i pomóc rodzicom. Zdarzało się, że moja mama nie miała pieniędzy na zakup farby do włosów. Było mi smutno, że chodziła z siwymi włosami, podczas gdy inne matki chodziły do fryzjerów. Skończyłam szkołę i dostałam się na studia. Zawsze starałam się dobrze uczyć. Chciałam mieć jak najlepsze wykształcenie, żeby mieć dobrze płatną pracę, by wyciągnąć rodziców z biedy. Podczas studiów pracowałam na pół etatu, żeby nie brać pieniędzy od rodziców. Pamiętam, jak za pierwszą pensję kupiłam mamie nową bluzkę. Wybuchła łzami, a ja nigdy nie zapomnę jej emocji. Na trzecim roku poznałam mojego przyszłego męża Adama. Od pierwszego roku studiów tworzył aplikacje na telefony, a teraz jest biznesmenem i ma własną firmę oraz kilka salonów z telefonami.

Kiedy wzięliśmy ślub i moi krewni dowiedzieli się o statusie mojego męża, natychmiast przypomnieli sobie o moim istnieniu. Pamiętam kilka przypadków, kiedy moi rodzice byli w złej sytuacji finansowej. Raz, gdy nie mieli pieniędzy na chleb, ojciec zadzwonił do swojego brata i poprosił o pożyczenie pieniędzy, mówiąc, że nie ma czym nakarmić dzieci, ale brat mu odmówił, chociaż miał pieniądze. Innym razem, gdy siostra zachorowała i wylądowała w szpitalu, potrzebne były pieniądze na leki, mama zwróciła się z prośbą o pożyczkę do swojej rodziny, lecz także spotkała się z odmową. Pomogli jej wtedy sąsiedzi – obcy ludzie, którzy okazali się być bardziej życzliwi niż własna rodzina.

A teraz nikt z krewnych tego nie pamięta. Dzwonią prawie codziennie i proszą o pieniądze na różne rzeczy. I nie są to sprawy „pierwszej potrzeby” np. na jedzenie czy leki. Chcą pożyczać na inwestycje albo zakup nowego samochodu. A gdzie oni byli, kiedy my naprawdę potrzebowaliśmy pomocy?

Chociaż jestem żoną bogatego człowieka, nie zrezygnowałam z pracy. Jestem nauczycielką, moja pensja jest niewielka, ale kocham to co robię, a to, co zarobię oddaję rodzicom. Ostatnio mój mąż podarował im wczasy nad morzem. Zawsze jednak sprzeciwiam się, gdy chce pomóc komuś z mojej dalszej rodziny, bo oni na to nie zasługują.

Parę dni temu zadzwonił mój wujek, brat ojca i mówi: „Cześć, jak się masz? Słuchaj, mój syn miał wypadek i leży w szpitalu. Potrzebuje drogiego leczenia, a my nie mamy pieniędzy. Czy mogłabyś pomóc? Oddamy ci później, z odsetkami”.

Wiem doskonale, że jego synowi nic nie jest. Widziałem go wczoraj z żoną i dzieckiem w galerii handlowej. Był zdrowy jak byk. Moi bliscy próbują wszystkich sposobów, aby uzyskać od nas pieniądze. Ale ja nie jestem głupia. Nie zamierzam nikomu pomagać, tylko rodzicom i siostrom.

Myślę, że postępuję właściwie.

Oceń artykuł
TwojaCena
Wyszłam za bogatego faceta, a teraz moi krewni myślą, że mogą prosić mnie o pieniądze. A gdzie byli, kiedy my potrzebowaliśmy pomocy?