Maksymilianie, co to jest? zapytała surowo Bogna, trzymając w dłoniach różową koszulę. Co to za różowa plama? Czy to czyjś pomadka? Tak? A więc znów zostałeś po godzinach w pracy
Bogno, co takiego mówisz? zmęczony odpowiedział Maks, rozpakowując narzędzia medyczne. Jestem na dyżurze. Jaka pomadka? W naszym oddziale jest tylko pielęgniarka, babcia Nadia. Naprawdę… jestem wykończony.
Bogna wygnęła usta, zgniecie koszulę i pobiegła do łazienki. Maksymilian westchnął ciężko.
Minęło już ponad sześć miesięcy od kiedy Bogna i Maksymilian byli razem. Wszystko w ich życiu wydawało się idealne, oprócz jednego Bogna była niezwykle zazdrosną dziewczyną. Potrafiła znajdować podejrzenia nawet tam, gdzie ich nie było.
No, spójrz jęczała Bogna. On na pewno mnie zdradza. Zobacz to.
Wyciągnęła koszulę siostrance, Katarzynie, i skrzyżowała ręce. Była bardzo przygnębiona.
Katarzyna spojrzała na koszulę, wciągnęła zapach plamy i roześmiała się.
Co się śmiejesz? obraziła się Bogna.
To plama po dżemie owocowym.
Bogna natychmiast wyciągnęła koszulę z rąk siostry i wąchała ją ponownie. Zaskoczenie mieszało się na jej twarzy z zakłopotaniem.
Czas się uspokoić. Nie rozumiem, skąd bierzesz taką dziwną podejrzliwość.
Usiadła naprzeciw Katarzyny.
Nie tylko zaczęliśmy się spotykać. Wyciągnęłam go z poprzedniego związku wyznała, odwracając wzrok. Rozumiesz? Zdradził swoją byłą ze mną. I ja Na początku wydawało mi się, że ode mnie nie odejdzie, ale potem zrozumiałam, że tak odejdzie. I jak!
To nie powód, by rozmawiać o zdradzie. Naucz się ufać.
Ufam sprzeciwiła się Bogna. Po prostu wciąż się martwię. Boję się go stracić.
Katarzyna pokręciła głową, nie wiedząc co powiedzieć.
Gdzie byłeś? zapytała Bogna, krzyżując ramiona. Pierwsza godzina nocna.
Maksymilian westchnął znużony.
Bogno, sama pozwoliłaś mi poczekać przy chłopakach. Oglądaliśmy mecz. Trochę się posiedzieliśmy, odpoczęliśmy. Co się stało?
Dawid już dawno w domu, dzwoniłam do Lidi. Gdzie byłeś przez ostatnie dwie godziny?
Sergiusz wyjechał wcześniej, bo obiecał żonie, a my zostaliśmy tylko we dwoje. Bogno, uspokój się. Idź spać.
Maksymilian przeszedł do sypialni i położył się na łóżku. Chciał zapomnieć, odwrócić myśl od jej chronicznych zazdrości, przywrócić spokój duszy, tak jak kiedyś. Lecz Bogna znowu wszystko popsuła, jak zwykle.
Bogna wyszła z marketu i ruszyła w stronę domu. Patrzyła w telefon, nie zauważając niczego wokół. Nagle odwróciła głowę i zamarła. Po drugiej stronie ulicy przy szyi Maksymiliana stała jakaś blondynka, radośnie coś opowiadając, a on bez wstydu przytulał ją do siebie.
Oczy Bogny przybrały się w welon; rzuciła torbę z zakupami i ruszyła w stronę chłopaka. Chwyciwszy ją za rękę, odciągnęła na bok.
Wiedziałam! wykrzyknęła. Wiedziałam, że mnie zdradzasz. Wiedziałam! Jesteś bezwzględny. Kłamiesz od zawsze. Nie potrząsnęła głową. Nie, miałam rację! Ty, ty zdrajco!
Maksymilian spojrzał na nią w mroku, jego dłonie kurczyły się od gniewu, a oczy rzucały oskarżycielski rzut na blondynkę, która stała z boku, nie rozumiejąc nic.
Bogno
Nie odzywaj się do mnie. Znam już twoje wymówki. Nie chcę słuchać bezsensownych usprawiedliwień.
To moja siostra. Kuzynka przerwał go Maksymilian.
Co? Bogna zamarła.
Córka ciotki Ireny. Znałaś ją. A Wiktoria to moja siostra, dorastałyśmy razem. Lepiej wróć do domu, tam dokończymy rozmowę.
Bogna ustąpiła i odeszła, zostawiając zdziwioną dziewczynę z krótkim: przepraszam.
W domu Maksymilian wrócił późno. Był bardzo zraniony. Jego wargi były tak ściśnięte, że zdawały się nie istnieć, a oczy nie patrzyły już na Bognę.
Maksymilianie
Mam dosyć wyznał. Nie rozumiem, skąd bierzesz tak silną zazdrość. Nie mogę. Od kiedy zaczęliśmy się spotykać, słyszę ciągłe uwagi. W twoich oczach jest nieustanne podejrzenie. Zazdrościsz mi o pacjentów, pielęgniarki, lekarzy, każdy latarniowy słup. To już wykracza poza granice I Jestem naprawdę zmęczony.
Maksymilianie! wykrzykiwała Bogna. Chcesz mnie pożegnać? Proszę, kocham cię! Przebacz mi, proszę. Nie wiem, co we mnie się budzi, ale postaram się, by to się nie powtórzyło. Proszę
Bogna opadła przed nim na kolana, chwyciła go za ręce i wpatrywała się w oczy. Maksymilianowi było przykro, naprawdę kochał ją i zakończył dla niej związek trwający ponad pięć lat. Nigdy nie pomyślał, że odważy się tak bardzo, ale Bogna podbiła jego duszę. A teraz Teraz wgryzły się w niego wątpliwości od środka.
Kocham cię szepnął, ściskając jej dłoń i spotykając jej wzrok. Ale wszystko, co robisz, jest nienormalne. Nie mogę tak żyć
Nie będę już jęknęła Bogna. Nigdy. Zostań ze mną. Nie rozumiesz, nie dam rady bez ciebie.
Maksymilian wypuścił powietrze i przyciągnął ją do siebie. Nie mógł ją opuścić, nie mógł zostawić po tym, co zrobiła.
Przez kilka miesięcy ich związek kwitł, Bogna nie zazdrościła mu przynajmniej nie okazywała tego, a on cieszył się jej towarzystwem, nie przychodził już tak wcześnie do pracy i nie zostawał dłużej.
Nadszedł jesienny czas chorób, pacjentów przybyło. Maksymilian nie mógł przychodzić wcześniej, był wyczerpany, więc jedli kolację w domu i szli spać.
Bogna znowu zaczęła podejrzewać najgorsze. Najpierw usiłowała mu uwierzyć, nie pytać, dlaczego jego koszula pachnie obcymi perfumami. W ich szpitalu panował głównie kobiecy personel w podeszłym wieku, więc nie było powodów do niepokoju. Ale z każdym dniem podejrzenia rosły, obserwowała go, przeglądała koszule, próbowała coś wydedukować.
Pewnego wieczoru po pracy Maksymilian od razu ruszył pod prysznic. Tym razem spędził w nim niewiele czasu, chcąc jak najszybciej wrócić do łóżka. Cichutko otworzył drzwi i zobaczył, jak Bogna coś szybko przewija w jego telefonie.
Bogno Co robisz?
Dziewczyna drgnęła i odrzuciła telefon.
Nic, po prostu zadzwonić muszę.
Maksymilian spojrzał na jej różowy futerał leżący na łóżku.
A swój nie masz?
Jest rozładowany.
Ekran telefonu Ksenii rozbłysł, ktoś napisał:
Naprawdę? Całkowicie rozładowany? To jeszcze kłamiesz. zmarszczył brwi Maksymilian. Może mam się jeszcze coś o tobie dowiedzieć?
Przepraszam skłoniła głowę.
No i znalazłaś to, czego szukałaś? Miejsce Marple zirytowany wymamrotał.
Bogna pokręciła głową.
Maksymilian milcząco podszedł do szafy i zaczął pakować rzeczy. Bogna zerwała się z łóżka i chwyciła jego rękę.
Proszę, nie! Nie chcę tego. Już nie będę. Wierzę ci, Maksymilianie!
Nie, Bogno, po raz pierwszy wybaczyłem, drugi raz nie chcę wpaść w pułapkę. Mam dosyć. Chcę po prostu żyć spokojnie. Mieć zaufanie i wiedzieć, że mi ufają. A to nie jest życie
Po pół godzinie chłopak spakował wszystko pod szum jej płaczu. Siedziała na łóżku, obejmując kolana.
Kocham cię. Prawda. Ale nie mogę dłużej. A ty? Nie zmienisz się.
Maksymilian opuścił wynajmowane mieszkanie i pojechał do rodziców. Był naprawdę wyczerpany.
Niewiarę zawsze niszczy relacje, nawet te najtrwalsze. A potem człowiek ocenia sam siebie. Być może Bogna czuła, że kiedyś Maksymilian ją zdradzi, tak jak zdradził swoją byłą. Ale to ona go wybrała. Wybrała takiego mężczyznę. Bez zaufania nie ma ani miłości, ani przyjaźni, ani żadnego związku. To jej największy błąd.




