Do kogo przyszłaś? rzucił chłopak siedzący za kontuarem, nie odrywając wzroku od swojego smartfona. Jego modna fryzura i markowy sweter z daleka obwieszczały własne poczucie ważności oraz całkowitą obojętność na otaczający świat.
Jadwiga Andrzejewska poprawiła prostą, lecz dobrej jakości torebkę na ramieniu. Celowo ubrała się tak, aby nie zwracać na siebie uwagi: skromna bluzka, spódnica sięgająca kolan, wygodne buty na płaskim obcasie.
Poprzedni dyrektor, zmęczony, siwowłosy Grzegorz, z którym załatwiała sprzedaż firmy, uśmiechnął się, gdy usłyszał o jej planie. Koń trojański, Jadwigo Andrzejewska powiedział z uznaniem. Wpadną w sidła, nie zauważą przynęty. Nigdy nie domyślą się, kim naprawdę jesteś aż do momentu, gdy będzie już za późno.
Jestem waszą nową współpracownicą. Przyszłam do działu dokumentacji powiedziała spokojnym, cichym głosem, celowo unikając wszelkiego rozkazującego tonu.
Chłopak w końcu podniósł na nią wzrok. Zmierzyl ją od stóp do głów: od podniszczonych butów po starannie uczesane siwe włosy i w jego spojrzeniu błysnęła otwarta, bezwstydna kpina. Nawet nie próbował tego ukryć. Ach, tak. Mówili, że przyjdzie ktoś nowy. Odebrałaś kartę wstępu u ochrony? Tak, mam ją tutaj. Leniwie wskazał na kołowrót, jakby pokazywał drogę zagubionemu owadzie. Gdzieś tam z tyłu będzie twoje stanowisko pracy. Jakoś sobie poradzisz.
Jadwiga Andrzejewska skinęła głową. Poradzę sobie powtórzyła w myślach, wchodząc do biura open space, które brzęczało jak ul. Przez czterdzieści lat już radziła sobie w labiryntach życia. Po nagłej śmierci męża prawie bankrutujące przedsiębiorstwo rozwinęła w kwitnący biznes. Zarządzała skomplikowanymi inwestycjami, które pomnożyły jej majątek. I odkryła, jak nie zwariować od nudy i samotności w ogromnym, pustym domu w wieku sześćdziesięciu pięciu lat. Ta kwitnąca, lecz od środka gnijąca firma informatyczna przynajmniej tak to czuła była dla niej najbardziej ekscytującym wyzwaniem w ostatnich czasach.
Jej biurko stało w najbardziej oddalonym kącie, tuż obok drzwi do archiwum. Stare, z porysowanym blatem i skrzypiącym krzesłem przypominało małą wyspę z przeszłości w oceanie błyszczącej technologii. Już się wdrażasz? zabrzmiał za jej plecami mdląco słodki głos. Przed nią stała Agnieszka, kierowniczka działu marketingu, w kostiumie w kolorze kości słoniowej, idealnie wyprasowanym… Drogie perfumy i zapach sukcesu otaczały ją. Staram się uśmiechnęła się łagodnie Jadwiga Andrzejewska. Będziesz musiała przejrzeć zeszłoroczne umowy dotyczące projektu Altair. Są w archiwum. Nie sądzę, żeby to było trudne w jej głosie przebijała się wyniosła wyższość, jakby dawała proste zadanie osobie upośledzonej umysłowo.
Agnieszka patrzyła na nią jak na jakąś dziwną, wymarłą skamielinę. Gdy odeszła krokiem wojskowym, Jadwiga Andrzejewska usłyszała za plecami cichy chichot. W dziale kadr zupełnie odbiło. Niedługo zaczną przyjmować dinozaury. Jadwiga Andrzejewska udała, że nie słyszała. Musiała jeszcze rozejrzeć się wokół. Ruszyła w stronę działu rozwoju i zatrzymała się przed przeszkloną salą konferencyjną, gdzie kilku młodych ludzi żywo dyskutowało o czymś. Pani, czegoś pani szuka? zwrócił się do niej wysoki chłopak, wychodząc zza swojego biurka. Stanisław, główny programista. Przyszła gwiazda firmy przynajmniej tak było napisane w jego charakterystyce. Charakterystyce, którą, jak się wydawało, sam o sobie napisał. Tak, drogi, szukam archiwum.
Stanisław uśmiechnął się, a następnie odwrócił do kolegów, którzy z zainteresowaniem obserwowali scenę, jakby oglądali darmowy cyrk. Babciu, chyba pani trafiła do złego działu. Archiwum jest tam w tamtą stronę machnął nieokreślenie w kierunku biurka kobiety. My tu wykonujemy poważną pracę. Taką, o której pani nawet nie śni. Towarzystwo za nim cicho się roześmiało. Jadwiga Andrzejewska poczuła, jak wewnątrz zaczyna wypływać zimny, spokojny gniew. Patrzyła na zadowolone twarze, na drogi zegarek na nadgarstku Stanisława. Wszystko to zostało kupione za jej pieniądze. Dziękuję odpowiedziała równym głosem. Teraz już dokładnie wiem, dokąd mam iść.
Archiwum było małym, duszącym pomieszczeniem bez okna. Jadwiga Andrzejewska zabrała się do pracy. Teczka Altair szybko się znalazła. Metodycznie zaczęła przeglądać papiery. Umowy, załączniki, protokoły odbioru. Na papierze wszystko wyglądało idealnie. Ale jej wprawne oko natychmiast wychwyciło kilka podejrzanych szczegółów. W aktach dotyczących podwykonawcy o nazwie Kiber-Systemy kwoty były zaokrąglane do pełnych tysięcy mogło to być niedbalstwo, ale mogło też być celowe, aby ukryć prawdziwe rozliczenia. Sformułowania wykonanych prac były niejasne: usługi doradcze, wsparcie analityczne, optymalizacja procesów. Klasyczne metody wyprowadzania pieniędzy znane jej jeszcze z lat dziewięćdziesiątych.
Po kilku godzinach skrzypnęły drzwi. W progu pojawiła się młoda dziewczyna o przestraszonych oczach. Dzień dobry. Jestem Kasia z księgowości. Agnieszka powiedziała, że pani tu jest… Pewnie trudno bez dostępu elektronicznego? Mogę pomóc. W głosie dziewczyny nie było ani odrobiny pogardy. Dziękuję, Kasiu. Byłoby bardzo miło z twojej strony. Ech, to naprawdę nic wielkiego. Tylko że oni… no… nie zawsze rozumieją, że nie każdy urodził się z tabletem w ręku jąkała się Kasia i poczerwieniała. Podczas gdy Kasia sensownie wyjaśniała interfejs programu, Jadwiga Andrzejewska pomyślała, że nawet w najbardziej błotnistym bagnie można znaleźć czyste źródło.
Ledwie Kasia wyszła, w drzwiach pojawił się Stanisław. No, pilnie potrzebuję kopii umowy z Kiber-Systemy. Mówił tak, jakby wydawał polecenie służącej. Dzień dobry odpowiedziała spokojnie Jadwiga Andrzejewska. Właśnie przeglądam te dokumenty. Daj mi minutę. Minutę? Ja nie mam minuty. Za pięć minut mam połączenie. Dlaczego to jeszcze nie jest zdigitalizowane? Co oni tu w ogóle robią? Pycha była jego słabym punktem. Był przekonany, że nikt a zwłaszcza ta stara kobieta nie odważy się ani nie będzie w stanie sprawdzić jego pracy. Dziś jest mój pierwszy dzień pracy odpowiedziała równym głosem. I staram się uporządkować to, czego inni nie zrobili przede mną. Nie obchodzi mnie to! przerwał i podszedłszy do biurka, bez żadnej uprzejmości wyrwał jej z rąk poszukiwaną teczkę. Wy, starzy, zawsze tylko problemy z wami! Następnie wybiegł jak burza i trzasnął za sobą drzwiami. Jadwiga Andrzejewska nie spojrzała za nim. Widziała już wszystko, co trzeba.
Wyjęła telefon i wybrała numer swojego prywatnego prawnika. Arkadiuszu, dzień dobry. Proszę sprawdzić jedną firmę. Nazywają się Kiber-Systemy. Czuję, że mogą mieć bardzo interesujące grono właścicieli. Następnego ranka telefon zawibrował. Jadwigo Andrzejewska, miała pani rację. Kiber-Systemy to pusta spółka-słup. Zarejestrowana na nazwisko pewnego Nowaka. Kuzyna Stanisława, głównego programisty. Klasyczny trik. Dziękuję, Arkadiuszu. Dokładnie tego chciałam się dowiedzieć.
Kulminacja nastąpiła po obiedzie. Całe biuro zwołano na cotygodniowe zebranie. Agnieszka promieniała, mówiąc o sukcesach. Ojej, wydaje się, że zapomniałam wydrukować raport konwersji. Jadwigo odezwała się przez mikrofon, jej głos brzmiał trująco słodko , bądź tak uprzejma, przynieś z archiwum teczkę za czwarty kwartał. Ale tym razem postaraj się nie zgubić. Po sali przebiegł cichy chichot. Jadwiga Andrzejewska wstała w milczeniu. Punkt powrotu został już przekroczony. Kilka minut później wróciła. Stanisław stał z Agnieszką i coś sobie szeptali. A oto i nasz wybawiciel! oznajmił głośno Stanisław. Mogłaby pani być trochę szybsza. Czas to pieniądz. Szczególnie nasze pieniądze. A to jedno słowo nasze było ostatnią kroplą.
Jadwiga Andrzejewska wyprostowała się. Poprzednie przygarbienie zniknęło bez śladu. Jej spojrzenie stwardniało. Ma pan rację, Stanisławie. Czas rzeczywiście to pieniądz. Zwłaszcza te pieniądze, które prano przez firmę o nazwie Kiber-Systemy. Nie uważa pan, że ten projekt był osobiście dla pana znacznie bardziej dochodowy niż dla samej firmy? Twarz Stanisława się zmieniła. Uśmiech zwiędł na niej. Ja… ja nie rozumiem, o czym pani mówi. Naprawdę? To może zechce pan wyjaśnić obecnym, w jakim stopniu pokrewieństwa pozostaje z pewnym panem Nowakiem? W sali konferencyjnej zapadła martwa cisza. Agnieszka próbowała ratować sytuację. Przepraszam, ale jakim prawem ta… nasza pracownica wtrąca się do naszych spraw finansowych? Jadwiga Andrzejewska nie spojrzała na nią. Powoli obeszła stół i zatrzymała się na jego czele. Moje prawo jest najprostsze. Pozwólcie, że się przedstawię. Jadwiga Andrzejewska. Nowa właścicielka firmy.
Gdyby w sali wybuchła bomba, zdumienie byłoby mniejsze. Stanisławie kontynuowała lodowatym głosem , jest pan zwolniony. Moi prawnicy skontaktują się z panem i pańskim kuzynem. Radzę, aby nie opuszczał pan miasta. Stanisław się skulił i w milczeniu usiadł na krześle. Pani, Agnieszko, również jest pani zwolniona. Z powodu niekompetencji zawodowej i zatruwania atmosfery w miejscu pracy. Twarz Agnieszki poczerwieniała. Jak pani śmie! Śmiem odparła ostro Jadwiga Andrzejewska. Ma pani godzinę na spakowanie rzeczy. Ochrona odprowadzi panią. To dotyczy wszystkich, którzy uważają wiek za powód do kpin. Młody recepcjonista i kilku programistów z działu mogą odejść. W sali zapanował strach. W najbliższych dniach rozpocznie się w firmie pełny audyt.
Jej wzrok trafił na skrytą w odległym kącie sali przestraszoną twarz Kasi. Katarzyno, proszę podejść tutaj. Kasia drżąc podeszła do stołu. W ciągu dwóch dni była pani jedyną pracownicą, która wykazała nie tylko profesjonalizm, ale i podstawowe człowieczeństwo. Właśnie tworzę nowy dział kontroli wewnętrznej i chciałabym, aby pani również była członkiem mojego zespołu. Jutro omówimy pani nową rolę i szczegóły szkolenia. Kasia zdumiona otworzyła usta, ale nie mogła wydobyć głosu. Da pani radę powiedziała stanowczo Jadwiga Andrzejewska. A teraz niech wszyscy wrócą do pracy. Wyjątkiem są zwolnieni. Dzień pracy trwa dalej.
Odwróciła się i wyszła, pozostawiając za sobą rozpadający się świat, zbudowany na pysze i wyższości. Nie czuła triumfu. Tylko zimne, ciche zadowolenie to, które odczuwa człowiek po dobrze wykonanej pracy. Bo aby zbudować dom na solidnych fundamentach, najpierw trzeba oczyścić teren z zgnilizny. I właśnie wtedy zaczęła wielką czystkę, co teraz, po upływie wielu lat, wspominam z refleksją nad tym, jak ważne jest stawianie czoła korupcji i braku szacunku. Do kogo przyszłaś? rzucił chłopak siedzący za kontuarem, nie odrywając wzroku od swojego smartfona. Jego modna fryzura i markowy sweter z daleka obwieszczały własne poczucie ważności oraz całkowitą obojętność na otaczający świat.
Jadwiga Andrzejewska poprawiła prostą, lecz dobrej jakości torebkę na ramieniu. Celowo ubrała się tak, aby nie zwracać na siebie uwagi: skromna bluzka, spódnica sięgająca kolan, wygodne buty na płaskim obcasie.
Poprzedni dyrektor, zmęczony, siwowłosy Grzegorz, z którym załatwiała sprzedaż firmy, uśmiechnął się, gdy usłyszał o jej planie. Koń trojański, Jadwigo Andrzejewska powiedział z uznaniem. Wpadną w sidła, nie zauważą przynęty. Nigdy nie domyślą się, kim naprawdę jesteś aż do momentu, gdy będzie już za późno.
Jestem waszą nową współpracownicą. Przyszłam do działu dokumentacji powiedziała spokojnym, cichym głosem, celowo unikając wszelkiego rozkazującego tonu.
Chłopak w końcu podniósł na nią wzrok. Zmierzyl ją od stóp do głów: od podniszczonych butów po starannie uczesane siwe włosy i w jego spojrzeniu błysnęła otwarta, bezwstydna kpina. Nawet nie próbował tego ukryć. Ach, tak. Mówili, że przyjdzie ktoś nowy. Odebrałaś kartę wstępu u ochrony? Tak, mam ją tutaj. Leniwie wskazał na kołowrót, jakby pokazywał drogę zagubionemu owadzie. Gdzieś tam z tyłu będzie twoje stanowisko pracy. Jakoś sobie poradzisz.
Jadwiga Andrzejewska skinęła głową. Poradzę sobie powtórzyła w myślach, wchodząc do biura open space, które brzęczało jak ul. Przez czterdzieści lat już radziła sobie w labiryntach życia. Po nagłej śmierci męża prawie bankrutujące przedsiębiorstwo rozwinęła w kwitnący biznes. Zarządzała skomplikowanymi inwestycjami, które pomnożyły jej majątek. I odkryła, jak nie zwariować od nudy i samotności w ogromnym, pustym domu w wieku sześćdziesięciu pięciu lat. Ta kwitnąca, lecz od środka gnijąca firma informatyczna przynajmniej tak to czuła była dla niej najbardziej ekscytującym wyzwaniem w ostatnich czasach.
Jej biurko stało w najbardziej oddalonym kącie, tuż obok drzwi do archiwum. Stare, z porysowanym blatem i skrzypiącym krzesłem przypominało małą wyspę z przeszłości w oceanie błyszczącej technologii. Już się wdrażasz? zabrzmiał za jej plecami mdląco słodki głos. Przed nią stała Agnieszka, kierowniczka działu marketingu, w kostiumie w kolorze kości słoniowej, idealnie wyprasowanym… Drogie perfumy i zapach sukcesu otaczały ją. Staram się uśmiechnęła się łagodnie Jadwiga Andrzejewska. Będziesz musiała przejrzeć zeszłoroczne umowy dotyczące projektu Altair. Są w archiwum. Nie sądzę, żeby to było trudne w jej głosie przebijała się wyniosła wyższość, jakby dawała proste zadanie osobie upośledzonej umysłowo.
Agnieszka patrzyła na nią jak na jakąś dziwną, wymarłą skamielinę. Gdy odeszła krokiem wojskowym, Jadwiga Andrzejewska usłyszała za plecami cichy chichot. W dziale kadr zupełnie odbiło. Niedługo zaczną przyjmować dinozaury. Jadwiga Andrzejewska udała, że nie słyszała. Musiała jeszcze rozejrzeć się wokół. Ruszyła w stronę działu rozwoju i zatrzymała się przed przeszkloną salą konferencyjną, gdzie kilku młodych ludzi żywo dyskutowało o czymś. Pani, czegoś pani szuka? zwrócił się do niej wysoki chłopak, wychodząc zza swojego biurka. Stanisław, główny programista. Przyszła gwiazda firmy przynajmniej tak było napisane w jego charakterystyce. Charakterystyce, którą, jak się wydawało, sam o sobie napisał. Tak, drogi, szukam archiwum.
Stanisław uśmiechnął się, a następnie odwrócił do kolegów, którzy z zainteresowaniem obserwowali scenę, jakby oglądali darmowy cyrk. Babciu, chyba pani trafiła do złego działu. Archiwum jest tam w tamtą stronę machnął nieokreślenie w kierunku biurka kobiety. My tu wykonujemy poważną pracę. Taką, o której pani nawet nie śni. Towarzystwo za nim cicho się roześmiało. Jadwiga Andrzejewska poczuła, jak wewnątrz zaczyna wypływać zimny, spokojny gniew. Patrzyła na zadowolone twarze, na drogi zegarek na nadgarstku Stanisława. Wszystko to zostało kupione za jej pieniądze. Dziękuję odpowiedziała równym głosem. Teraz już dokładnie wiem, dokąd mam iść.
Archiwum było małym, duszącym pomieszczeniem bez okna. Jadwiga Andrzejewska zabrała się do pracy. Teczka Altair szybko się znalazła. Metodycznie zaczęła przeglądać papiery. Umowy, załączniki, protokoły odbioru. Na papierze wszystko wyglądało idealnie. Ale jej wprawne oko natychmiast wychwyciło kilka podejrzanych szczegółów. W aktach dotyczących podwykonawcy o nazwie Kiber-Systemy kwoty były zaokrąglane do pełnych tysięcy mogło to być niedbalstwo, ale mogło też być celowe, aby ukryć prawdziwe rozliczenia. Sformułowania wykonanych prac były niejasne: usługi doradcze, wsparcie analityczne, optymalizacja procesów. Klasyczne metody wyprowadzania pieniędzy znane jej jeszcze z lat dziewięćdziesiątych.
Po kilku godzinach skrzypnęły drzwi. W progu pojawiła się młoda dziewczyna o przestraszonych oczach. Dzień dobry. Jestem Kasia z księgowości. Agnieszka powiedziała, że pani tu jest… Pewnie trudno bez dostępu elektronicznego? Mogę pomóc. W głosie dziewczyny nie było ani odrobiny pogardy. Dziękuję, Kasiu. Byłoby bardzo miło z twojej strony. Ech, to naprawdę nic wielkiego. Tylko że oni… no… nie zawsze rozumieją, że nie każdy urodził się z tabletem w ręku jąkała się Kasia i poczerwieniała. Podczas gdy Kasia sensownie wyjaśniała interfejs programu, Jadwiga Andrzejewska pomyślała, że nawet w najbardziej błotnistym bagnie można znaleźć czyste źródło.
Ledwie Kasia wyszła, w drzwiach pojawił się Stanisław. No, pilnie potrzebuję kopii umowy z Kiber-Systemy. Mówił tak, jakby wydawał polecenie służącej. Dzień dobry odpowiedziała spokojnie Jadwiga Andrzejewska. Właśnie przeglądam te dokumenty. Daj mi minutę. Minutę? Ja nie mam minuty. Za pięć minut mam połączenie. Dlaczego to jeszcze nie jest zdigitalizowane? Co oni tu w ogóle robią? Pycha była jego słabym punktem. Był przekonany, że nikt a zwłaszcza ta stara kobieta nie odważy się ani nie będzie w stanie sprawdzić jego pracy. Dziś jest mój pierwszy dzień pracy odpowiedziała równym głosem. I staram się uporządkować to, czego inni nie zrobili przede mną. Nie obchodzi mnie to! przerwał i podszedłszy do biurka, bez żadnej uprzejmości wyrwał jej z rąk poszukiwaną teczkę. Wy, starzy, zawsze tylko problemy z wami! Następnie wybiegł jak burza i trzasnął za sobą drzwiami. Jadwiga Andrzejewska nie spojrzała za nim. Widziała już wszystko, co trzeba.
Wyjęła telefon i wybrała numer swojego prywatnego prawnika. Arkadiuszu, dzień dobry. Proszę sprawdzić jedną firmę. Nazywają się Kiber-Systemy. Czuję, że mogą mieć bardzo interesujące grono właścicieli. Następnego ranka telefon zawibrował. Jadwigo Andrzejewska, miała pani rację. Kiber-Systemy to pusta spółka-słup. Zarejestrowana na nazwisko pewnego Nowaka. Kuzyna Stanisława, głównego programisty. Klasyczny trik. Dziękuję, Arkadiuszu. Dokładnie tego chciałam się dowiedzieć.
Kulminacja nastąpiła po obiedzie. Całe biuro zwołano na cotygodniowe zebranie. Agnieszka promieniała, mówiąc o sukcesach. Ojej, wydaje się, że zapomniałam wydrukować raport konwersji. Jadwigo odezwała się przez mikrofon, jej głos brzmiał trująco słodko , bądź tak uprzejma, przynieś z archiwum teczkę za czwarty kwartał. Ale tym razem postaraj się nie zgubić. Po sali przebiegł cichy chichot. Jadwiga Andrzejewska wstała w milczeniu. Punkt powrotu został już przekroczony. Kilka minut później wróciła. Stanisław stał z Agnieszką i coś sobie szeptali. A oto i nasz wybawiciel! oznajmił głośno Stanisław. Mogłaby pani być trochę szybsza. Czas to pieniądz. Szczególnie nasze pieniądze. A to jedno słowo nasze było ostatnią kroplą.
Jadwiga Andrzejewska wyprostowała się. Poprzednie przygarbienie zniknęło bez śladu. Jej spojrzenie stwardniało. Ma pan rację, Stanisławie. Czas rzeczywiście to pieniądz. Zwłaszcza te pieniądze, które prano przez firmę o nazwie Kiber-Systemy. Nie uważa pan, że ten projekt był osobiście dla pana znacznie bardziej dochodowy niż dla samej firmy? Twarz Stanisława się zmieniła. Uśmiech zwiędł na niej. Ja… ja nie rozumiem, o czym pani mówi. Naprawdę? To może zechce pan wyjaśnić obecnym, w jakim stopniu pokrewieństwa pozostaje z pewnym panem Nowakiem? W sali konferencyjnej zapadła martwa cisza. Agnieszka próbowała ratować sytuację. Przepraszam, ale jakim prawem ta… nasza pracownica wtrąca się do naszych spraw finansowych? Jadwiga Andrzejewska nie spojrzała na nią. Powoli obeszła stół i zatrzymała się na jego czele. Moje prawo jest najprostsze. Pozwólcie, że się przedstawię. Jadwiga Andrzejewska. Nowa właścicielka firmy.
Gdyby w sali wybuchła bomba, zdumienie byłoby mniejsze. Stanisławie kontynuowała lodowatym głosem , jest pan zwolniony. Moi prawnicy skontaktują się z panem i pańskim kuzynem. Radzę, aby nie opuszczał pan miasta. Stanisław się skulił i w milczeniu usiadł na krześle. Pani, Agnieszko, również jest pani zwolniona. Z powodu niekompetencji zawodowej i zatruwania atmosfery w miejscu pracy. Twarz Agnieszki poczerwieniała. Jak pani śmie! Śmiem odparła ostro Jadwiga Andrzejewska. Ma pani godzinę na spakowanie rzeczy. Ochrona odprowadzi panią. To dotyczy wszystkich, którzy uważają wiek za powód do kpin. Młody recepcjonista i kilku programistów z działu mogą odejść. W sali zapanował strach. W najbliższych dniach rozpocznie się w firmie pełny audyt.
Jej wzrok trafił na skrytą w odległym kącie sali przestraszoną twarz Kasi. Katarzyno, proszę podejść tutaj. Kasia drżąc podeszła do stołu. W ciągu dwóch dni była pani jedyną pracownicą, która wykazała nie tylko profesjonalizm, ale i podstawowe człowieczeństwo. Właśnie tworzę nowy dział kontroli wewnętrznej i chciałabym, aby pani również była członkiem mojego zespołu. Jutro omówimy pani nową rolę i szczegóły szkolenia. Kasia zdumiona otworzyła usta, ale nie mogła wydobyć głosu. Da pani radę powiedziała stanowczo Jadwiga Andrzejewska. A teraz niech wszyscy wrócą do pracy. Wyjątkiem są zwolnieni. Dzień pracy trwa dalej.
Odwróciła się i wyszła, pozostawiając za sobą rozpadający się świat, zbudowany na pysze i wyższości. Nie czuła triumfu. Tylko zimne, ciche zadowolenie to, które odczuwa człowiek po dobrze wykonanej pracy. Bo aby zbudować dom na solidnych fundamentach, najpierw trzeba oczyścić teren z zgnilizny. I właśnie wtedy zaczęła wielką czystkę, co teraz, po upływie wielu lat, wspominam z refleksją nad tym, jak ważne jest stawianie czoła korupcji i braku szacunku.




