Mój mąż nie wierzy, że po 25 latach wspólnego życia, nadal jestem w nim zakochana

Jestem nadal zakochana w swoim mężu, mamy 25 lat pożycia małżeńskiego. Nigdy tak naprawdę nie kłóciliśmy się i rozumiemy się bez słów.

Pierwszy raz zobaczyłam go na ławce w parku. Bardzo elegancki, a zarazem miał styl sportowy. Siedział tam w białych spodniach i błękitnej koszulce polo. Miał czarne, bujne włosy i wąsa. Jego oczy były magiczne, wystarczyło tylko raz w nie spojrzeć i nogi się uginały. Miał miodowy kolor cery, który magnetycznie przyciągał wzrok przechodniów. Ja nie byłam wyjątkiem. Gdy tylko spojrzałam na niego, moje serce prawie wyskoczyło z piersi. To była miłość od pierwszego wejrzenia.

Następnego dnia, znów poszłam na spacer do tego parku, tą samą alejką. Siedział na ławce, mrużąc błogie oczy, pod ostatnimi ciepłymi promieniami jesiennego słońca.

Od tego momentu, zaczęłam chodzić na spacer codziennie o tej samej porze. Zdarzały się dni, kiedy go nie widziałam. Wtedy do mojej głowy wkradały się ponure myśli, a czas do kolejnego spotkania, ciągnął się jak guma.

Pogoda stopniowo się pogarszała, ale on nadal codziennie siedział w parku. Czasem drżący, czasem otulony w czarny, wełniany płaszcz. Jednak zawsze miał to samo spojrzenie, które tak mnie paraliżowało.

Był obojętny na wszystkich przechodniów, w tym na mnie. Czasami jednak, gdy się rozglądałam, widziałam, że patrzy w moją stronę. Jednak nie było w tym żadnej zachęty, żadnej nadziei, żadnego większego zainteresowania moją osobą.

Gdy wreszcie nabrałam odwagi, usiadłam na ławce obok niego. Nie odsunął się ode mnie, ale też nie usiadł bliżej. Rzadkie płatki śniegu wirowały w powietrzu, osiadając na jego gęstych wąsach.

Nigdy nie lubiłam mężczyzn z wąsami, ale u niego w ogóle mi to nie przeszkadzało. Chyba zawsze jest tak, że wszystko jest idealne u tych, których się kocha.

Teraz po 25 latach, postanowiłam odnowić swoje wspomnienia i powiedzieć wszystko Markowi. Ogarnęły mnie emocje. Energicznie opisywałam swoje uczucia do niego. Opowiadałam mu, co wtedy czułam, kiedy pierwszy raz go zobaczyłam. Mówiłam o jego oczach w kolorze miodu, gęstych włosach i wąsie, oraz mojej czarnej sukience z motylkiem, którą wtedy miałam na sobie, jak usiadłam obok niego.

Kiedy przeszłam do trzeciej rundy, wymieniając cnoty mojego ukochanego, mąż zapytał:

– Powiedz mi wprost, czego chcesz?

Nagle poczułam, jakbym spadała z urwiska do lodowatej rzeki:

– Chcę, żebyśmy zamieszkali we trójkę!

Mój wyrozumiały, wspaniały, prawie bezkonfliktowy mąż, zgodził się!

Tak w naszej rodzinie pojawił się kot. Czarny, z białym motylkiem na szyi, z białymi rękawiczkami na przednich łapkach i miodowymi oczami.

Nazwaliśmy go Bazyl, bo żadne inne imię do niego nie pasowało.

Kot pojawił się w naszym domu zupełnie przypadkowo, było mi go po prostu żal. Marek jednak uznał, że dlatego tak pięknie do niego mówiłam, bo chciałam zatrzymać kotka. Zapewniłam go jednak, że nadal bardzo go kocham.

Oceń artykuł
TwojaCena
Mój mąż nie wierzy, że po 25 latach wspólnego życia, nadal jestem w nim zakochana