A co, szkoda ci czy jak?

-No wiesz, Kinga, po co ci takie wielkie mieszkanie? Sama jesteś. Ani dzieci, ani faceta nie masz. Z przyjaciółmi to też, jak rozumiem, u ciebie średnio. No po co ci ta dwupokojowa? A nas jest piątka i w jednym pokoju się dusimy. Zdecyduj się, córciu. Zresztą, jak moi chłopacy podrosną, to się znowu zamienimy. No, jak ci się taki układ podoba? tata patrzył na nią uważnie, z lekką nutą wyczekiwania.

A jak się jej podoba? Ciekawe, co on sobie myśli. Jak można spokojnie patrzeć na to, że tata, z którym lata nie miała kontaktu, nagle pojawia się w jej życiu I jeszcze wyskakuje z genialną propozycją. Kingę aż zamurowało. Nawet się nie spodziewała, że ludzka bezczelność może mieć takie granice. A co do przyjaciół oczywiście, że Kinga miała ludzi wokół siebie. Tylu, ilu potrzebowała.

-No to jak, Kinia, przybijamy piątkę? ojciec czekał z niecierpliwością.
-A co z mamą?
-Z mamą? zgłupiał tata.
-No, czasem wpada dwa razy w miesiącu, zostaje na kilka dni, czasem na tydzień. Drugi pokój jest absolutnie niezbędny.
-Dwa razy w miesiącu? Żaden problem! Mam w garażu stary fotel rozkładany. Oczyszczę, odświeżę i na kuchni postawimy. I co? Fajnie, nie? Nawet lodówka zaraz obok zaśmiał się. Nie trzeba daleko chodzić. Tu masz łóżko, tu stołówka

Kinga patrzyła na niego i już nawet się nie obrażała. Słowa ojca o tym, że jest sama, samotna, bez przyszłości przestały na nią działać. Po prostu o-nie-mia-ła z zaskoczenia. Jak on w ogóle może tak lekko myśleć o takich rzeczach? Serio, on uważa, że jest najmądrzejszy, a reszta to głupcy?

-Kinio, naprawdę Dobry deal dla ciebie. No sama pomyśl mama jest u ciebie raptem dwa razy w miesiącu. A my tu codziennie się cisnę z rodziną. Czujesz różnicę?

Tak, jasne On tu ze swoją rodziną. Kinga im rodziną nigdy nie była. Dla niego istniały tylko te dzieciaki z nowego małżeństwa i żona, która biega wokół garnków. Córka z pierwszego ślubu to tylko taki szczegół. Kinga westchnęła. Nawet nie chciało jej się z nim przekomarzać, ciekawiło ją tylko kiedy tata pojmie, że nie jest jedynym mądrym na świecie.

-Tato, dopiero co spłaciłam kredyt na to mieszkanie. Kilka lat na to ciężko pracowałam Szkoda mi, wiesz?

-Oj, tylko nie rób z tego telenoweli. Pracowała Ty miałaś porządny start, nie pamiętasz? spojrzał na nią z przekąsem.

Start? No pięknie. On wszystko wie najlepiej. Start faktycznie był dobry, ale nie dzięki niemu, tylko dzięki mamie. Kinga chciała to powiedzieć, ale się powstrzymała. Po co mówić, skoro on i tak tego nie zrozumie?

-Tato Zastanowię się powiedziała w końcu.
-A no, zastanów się, jasne! Myślenie nie zabronione, nie? poklepał ją po ramieniu.

***

-Kinia, no trzeba go było wysłać na księżyc i byłby spokój! Zamienić mieszkania A może jeszcze mu podarować? Przecież dzieci ma i MUSI mieć większe! Co za absurd! mama oburzona chodziła z kąta w kąt.

-Mamo jakoś głupio tak. W końcu to mój ojciec zawstydziła się Kinga.

-Dziewczyno! Błagam cię! Głupio? Wiesz co jest głupie? Że jemu nie jest głupio ładować się w nieswoje sprawy i żądać cudzej własności. To trzeba wiedzieć i przyjąć, że taki już jest. Uwielbia ułatwienia, nie da się ukryć. I nie przejmuj się tym jego gadaniem. To nie twoja wina, jasne? uśmiechnęła się i pogładziła córkę po ręku.

-Nie przejmuję się. Po prostu to nie pierwszy raz z takim tekstem do mnie podchodzi. Na początku myślałam, że nie zrozumiałam, albo mi się przesłyszało. Trudno mi uwierzyć, że ktoś może być taki bezczelny On zawsze taki był? I jak razem żyliście też? Kinga była szczerze zdziwiona.

-Zawsze. Ty nie znasz go dobrze, bo poznaliście się dopiero parę lat temu. Ja też się zastanawiam, czemu nagle teraz sobie o tobie przypomniał, po tylu latach przerwy. Przecież ja nigdy nie miałam nic przeciwko waszemu kontaktowi. Tylko, że on sam nigdy nie chciał. A kiedy się rozwodziliśmy bardzo się frustrował, że mieszkania po mojej mamie nie możemy podzielić. Przecież tam mieszkał! Wyobrażasz sobie? mama zaśmiała się, choć oczy wciąż poważne.

-To może najlepiej w ogóle przestać się z nim kontaktować, co? Jak myślisz?

-Nie, Kinia. Nie zniżaj się do tego. I tak, masz rację, to twój ojciec. Co jak co, ale rodzina taka jaka jest.

-Ta rodzina On nas swoją rodziną nie nazywa, jeśli coś westchnęła Kinga.

Mama wzruszyła ramionami. Wiedziała, że to prawda. Ale co miała zrobić? Życie samo pokaże

Kinga też wzruszyła ramionami i odwróciła się do okna. Dziwne to wszystko. Tamta rodzina dla niego jest całym światem, a ona taka przypadkowa. Oczywiście, tata może opowiadać godzinami o swoich synach kiedy zaczęli chodzić, kto pierwszy miał mleczaka, kto jakie bajki lubi, jak się wypróżnia i co lubi jeść. Jego nowa żona chodząca opiekuńczość. A Kinga po prostu nikim.

-Dobra, mamo, przestanę się przejmować i nie dam się sprowokować. Jak będzie naciskał powiem po prostu nie Może lepiej tak czasem coś powiedzieć, niż w ogóle zerwać kontakt. Masa ludzi w ogóle nie zna swoich ojców. No i przynajmniej nie chleje jak wielu. Nie?

-Chyba tak mama kiwnęła niepewnie głową.

Następne spotkanie z ojcem wypadło za tydzień. Tym razem u niego, jak cała rodzinka wybyła do przychodni.

-Kinio, akurat dobrze, że przyszłaś. Chcę ci pokazać, jaki tu fajny jest zabudowany regał! Wielki jak pokój! Zmieścisz tu wszystkie graty. A tapeta, zobacz żywa, prawda? z entuzjazmem oprowadzał ją po przedpokoju.
-Tato
-A kuchnia? Taka malutka, ale przytulna. Tu dla mamy fotel postawimy, nie? Lodówka co prawda stara, nie taka jak u ciebie, ale z czasem wymienisz. Mam nawet kartę rabatową do takiego porządnego sklepu
-Tato, czemu znowu zaczynasz ten temat Po co mi twoja lodówka, twoje tapety, twoje rabaty zrobiło jej się naprawdę smutno.
-Jak to po co? Musisz wiedzieć, gdzie masz się przenieść! Musisz wiedzieć, co na ciebie czeka, no nie? patrzył na nią, ale Kinga czuła, jakby patrzył przez nią
-Tato, przepraszam, że może dałam ci nadzieję ale nie zamierzam się tu przeprowadzać. Lubię swoją kawalerkę powiedziała cicho, lekko speszona.
-Dobra, dobra. Ale zobacz jeszcze łazienkę! Specjalnie wymieniałem, nówka nieśmigana. Kibelek świetny, polski paplał dalej, jakby nie słyszał, co mówi.
-Jesteś głuchy?! Powiedziałam, że nie zamierzam się przeprowadzać! Podoba mi się moje mieszkanie i niczego nie zamierzam zmieniać! Nie będzie żadnej zamiany! nagle wybuchła. Na niego, na siebie, na cały ten absurdalny układ
-Nie będzie zamiany? Żal ci? To po co w ogóle przyszłaś? Po co tu wchodzisz? Tak nie można. Kinga, liczyłem na ciebie! A ty Ty mnie rozczarowałaś spojrzał na nią całkiem obcym wzrokiem. Kinga opuściła głowę i po cichu wyszła z mieszkania

Szła przez jesienne ulice Warszawy i nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać. Zatrzymała się, wyjęła telefon i usunęła numer ojca oraz wszystkie kontakty do niego. I nagle poczuła ulgę. Cóż zrobić Pewnie to jedyna słuszna decyzja. A ojciec? Jak będzie chciał, to się odezwie zadzwoni, napisze, może przyjedzie Ale gdzieś w środku Kinga była pewna, że już nie. Bo nie ma po co. Zamiana przecież nie wyszłaPo kilku dniach, gdy nowa cisza już dobrze rozgościła się w jej mieszkaniu, Kinga poczuła coś dziwnego nie pustkę, lecz cichą, lepką satysfakcję. Przeszła przez burzę myśli, wątpliwości, żalów. A teraz była tylko ona, jej wygodna kanapa i kubek herbaty z cytryną. Spojrzała w okno między dachem a szarą chmurą przemykało stado gołębi. Każdy z nich w swoim powietrznym rytmie.

Zamknęła oczy. Posłuchała bicia własnego serca, pulsu który odzyskiwał równowagę. Po raz pierwszy od lat poczuła, że jej życie jest tylko jej. Nie do wymiany, nie do negocjacji. Że nawet samotność bywa piękną, własną przestrzenią, której nie trzeba się wstydzić.

Po godzinie zadzwoniła mama. Kinga nie odebrała od razu, tylko patrzyła przez chwilę na wyświetlający się numer. Potem uśmiechnęła się sama do siebie, odebrała, i zamiast cześć powiedziała po prostu:
Dziękuję, mamo. Już wszystko dobrze. Jestem u siebie. Naprawdę.

Oceń artykuł
TwojaCena
A co, szkoda ci czy jak?