ZAPISKI Z SZPITALNEGO ŁÓŻKA
Proszę pani, przyjmijcie i wyprowadźcie go do zdrowia! Ja już się boję do niego podejść, nie mówiąc o karmieniu łyżeczką kobieta z hukiem rzuciła reklamówkę z jedzeniem na łóżko, na którym leżał jej chory mąż.
Nie martwcie się tak. Pani mąż wyzdrowieje. Teraz potrzebuje po prostu troskliwej opieki. Pomogę panu Michałowi stanąć na nogi odpowiedziałam spokojnie, starając się uspokoić żonę pacjenta z gruźlicą. Dla mnie, jako dla pielęgniarki, to był kolejny przypadek.
Michała przywieziono do naszego szpitala w bardzo ciężkim stanie, ale szanse na przeżycie miał całkiem duże. Przede wszystkim bardzo chciał żyć, a to już połowa sukcesu. Szkoda, że jego żona, Aniela, nie wierzyła w medycynę. Miałam wrażenie, że Aniela już zawczasu przekreśliła swojego męża.
Zerkając w przyszłość, powinnam dodać, że syn Michała i Anieli, po wielu latach, także zachoruje na otwartą gruźlicę. Aniela od razu skreśli syna Jurka. Ale Jurek wyzdrowieje.
Michał, mimo trudnej diagnozy, ciągle żartował, śmiał się i bardzo chciał jak najszybciej opuścić oddział gruźliczy. W tej wsi, gdzie mieszkał z rodziną, nie było szpitala, przez co Aniela rzadko do niego zaglądała. Żal mi go było taki zaniedbany, samotny, w podniszczonych ubraniach.
Michał, nie obraźcie się, jeśli przyniosę wam jakieś rzeczy na zmianę? Widzę, że nawet kapci nie macie, chodzicie w zwykłych butach. Przyjmiecie ode mnie paczuszkę? starałam się zażartować.
Od pani, Jagoda, nawet lekarstwo miałoby urok trucizny. Ale proszę już nic nie przynosić. Dajcie mi po prostu wyzdrowieć, a potem… Michał delikatnie ujął moją dłoń.
Ostrożnie wysunęłam rękę i wyszłam z sali.
Serce waliło mi jak oszalałe. Czyżbym się zakochała? Nie chcę jednak burzyć czyjegoś małżeństwa. To grzech. I tak nic z tego nie będzie. Na cudzym nieszczęściu… Ale sercu nie rozkażesz, nie zna żadnych zakazów. Skok na głęboką wodę
Coraz częściej odwiedzałam salę Michała, długo rozmawialiśmy. Noce w pracy są długie a z nim rozmowy były głębokie i otwarte. Niepostrzeżenie przeszliśmy na ty.
Michał miał pięcioletniego synka.
Jurek jest cały do swojej mamy śliczny, taki pogodny. Wiesz, Jagoda, naprawdę kochałem Anielę. Świat przed nią rozpościerałem. Aniela to namiętna, pociągająca kobieta, furia w łóżku. Ale kocha tylko siebie. To egoizm gorszy niż trucizna. Popatrz, dziś opiekuje się mną obca osoba, a nie żona Michał westchnął ciężko.
Ale Anielę dzielą od ciebie kilometry. Nie da się tak kursować codziennie próbowałam ją tłumaczyć.
Daj spokój, Jagoda! Wiesz, jak mówią: żona kochała męża i kupiła mu miejsce w więzieniu. Do kochanków za góry i lasy potrafi pobiec. Wiem swoje Michał aż się zdenerwował.
Spokojnej nocy, Michał. Niczego nie rób w złości, wszystko się ułoży zgasiłam światło i wyszłam cicho.
Wcale nie było mu lekko. Bezradnie leżał w szpitalu, a żona bawiła się gdzieś w świecie. Niby nie wyrok, ale dla mrówki i rosa to potop.
Po tygodniu usłyszałam hałas z jego sali. Zajrzałam.
Żebyś mi tu więcej nie wracała, szmato! Wynocha! wrzeszczał Michał na przerażoną Anielę.
Wyskoczyła z sali jak z procy.
Co się stało? zapytałam zaskoczona.
Michał odwrócił się do ściany i nawet nie drgnął. Pod kołdrą trzęsły mu się ramiona. Podałam mu zastrzyk uspokajający.
Minął miesiąc. Aniela nie pojawiła się ani razu.
Michał, może zadzwonić po twoją żonę? spytałam, niepewna.
Dzięki, Jagoda. Nie trzeba. Rozwodzimy się powiedział spokojnie.
Przez chorobę? Przecież wychodzisz na prostą nie rozumiałam.
Pamiętasz, jak wyrzuciłem Anielę? Przyszła tylko po to, żeby mi powiedzieć o kochanku. Chciała go wprowadzić do naszego domu, bo ja podobno już niepewny, a ona potrzebuje kogoś do pomocy. Dach przecieka… Michał urwał milczenie.
Straszne aż zabrakło mi słów.
Później Aniela przyjechała z tym mężczyzną. Michał go nie widział, ale z okna widziałam wszystko jak na dłoni. Facet siedział na ławce przed blokiem, nerwowo palił papierosa i czekał na Anielę. Po godzinie wyszła, pocałowała go w policzek, rzuciła jakiś żart i razem szybko odeszli.
Michał, wychodzisz dziś do domu zakomunikowałam.
Jagoda, chciałem cię o coś zapytać… A zresztą, nieważne Michał się zawahał.
Michał, zgadzam się. O to ci chodziło, prawda? odważyłam się powiedzieć wprost.
Otworzył się wtedy:
Jagoda, nie mam już domu. Mogę zamieszkać u ciebie? Z Anielą to już koniec. Wychodzi za mąż.
Michał, mam dziecko. Jeśli je zaakceptujesz, możemy stworzyć rodzinę przyznałam się szczerze.
Dziecko nie przeszkadza. Już je pokochałem spojrzał mi w oczy tak, że aż się rozczuliłam, jak śnieżynka na ciepłej rękawiczce.
Minęło od tego czasu wiele lat i zim.
Z Michałem mamy dwójkę wspólnych dzieci. Udało się nam stworzyć przytulny, kochający dom. Jurek, syn Michała, często odwiedza nas ze swoją rodziną. Moja córka z pierwszego związku mieszka za granicą. Chociaż, mówiąc szczerze, nie byłam wtedy mężatką. Po prostu młodość, łatwo się wtedy człowiek potyka.
Zaufałam chłopakowi, który obiecywał mi niekończącą się miłość, roztaczał obraz wspólnej przyszłości. Ale ta melodia nigdy nie zabrzmiała. Nie wyszło. Ani trochę jednak nie żałuję.
Co do Anieli wychodziła jeszcze kilka razy za mąż, urodziła syna związanego z jakimś robotnikiem na kontrakcie. Syn przez całe życie miał poważne zaburzenia psychiczne. Aniela nie dbała o niego, nie kochała, trzymała się od niego z daleka. Chłopak dorastał sam, nie wadząc matce. Po jej śmierci trafił do domu opieki.
My z Michałem jesteśmy już staruszkami, ale kochamy się nawet mocniej niż kiedyś. Idziemy przez życie ramię w ramię, celebrujemy każdą chwilę, każdy wspólny oddech, każde spojrzenie.



