Bez trzeba
Tomasz otworzył drzwi i zobaczył na stole w kuchni trzy talerze z zaschniętymi kluskami, przewrócony kubek po jogurcie i otwarty zeszyt w kratkę. Plecak Stasia leżał rozrzucony na środku przedpokoju, a Jagoda siedziała na kanapie z nosem w telefonie.
Odstawił torbę na podłogę, zdjął buty. Chciał już coś powiedzieć o tych talerzach, ale usta zamknęły mu się z wyczerpania. Po prostu podszedł do stołu, chwycił jeden talerz i zaniósł do zlewu.
Tata, ja zaraz umyję rzuciła Jagoda, nie odrywając wzroku od ekranu.
No dobrze.
Odkręcił wodę, podstawił talerz pod strumień. Kluski rozmokły, popłynęły do odpływu. Zakręcił kran i na moment zamarł, patrząc na mokre naczynie.
Jagoda, gdzie Staś?
U siebie. Matmę robi.
A ty?
Już wszystko zrobiłam.
Tomasz wytarł dłonie o ręcznik i ruszył do pokoju Stasia. Syn leżał na dywanie, podpierając się na łokciu, a w zeszycie stało półtora zadania.
Cześć powiedział Tomasz.
Cześć.
Jak tam?
Dobrze.
Lekcje?
Robię.
Tomasz przysiadł na brzegu łóżka. Staś rzucił na niego krótkie spojrzenie, potem znów zatopił się w zeszycie.
Tato, co jest?
Sam nie wiem powiedział Tomasz cicho. Chyba się po prostu zmęczyłem.
Serio nie wiedział. Od rana dzwoniła jego matka, żeby przyszła pomóc z szafą, później w pracy przeciągające się zebranie do osiemnastej, zatłoczone metro i tłum przy drzwiach. A teraz siedział w pokoju Stasia i czuł, że nie ma siły mówić ani o talerzach, ani o lekcjach, ani o porządku. Nie chciał być funkcją, która wraca do domu i włącza się automatycznie.
Chodźmy na kuchnię, razem zaproponował nagle.
Ale po co?
Pogadać po prostu.
Staś skrzywił się.
Znowu o tej dwói z polskiego?
Nie. Tak po prostu, pogadać.
Tato, nie skończyłem zadania.
Dokończysz później. Pięć minut.
Wyszedł, zawołał Jagodę. Dziewczyna podniosła wzrok, westchnęła niezadowolona.
Na serio?
Na serio.
Rzuciła telefon na kanapę i poszła za nim. Staś wyszedł z pokoju i zatrzymał się w progu kuchni, jakby nie był pewien, czy wejść.
Tomasz usiadł przy stole, odsunął zeszyt na bok. Jagoda usiadła naprzeciwko, Staś przysunął się nieśmiało na krześle.
Co się stało? spytała Jagoda.
Nic się nie stało.
To po co wołasz?
Spojrzał na nią, potem na Stasia. U chłopaka w oczach strach, wyczekiwał katastrofy.
Chcę po prostu pogadać powiedział Tomasz. Bez trzeba zrobić lekcje, trzeba umyć naczynia, bez tych wszystkich muszę.
To co, naczyń można nie myć? odważył się spytać Staś.
Umyjemy potem. Mam coś innego na myśli.
Jagoda skrzyżowała ręce na piersi.
Jesteś dzisiaj jakiś inny.
Tak, przyznał. Chyba już mam dość udawania, że wszystko gra.
Zapadła cisza. Szukał słów, ale w głowie była pustka.
Nie wiem, jak to powinno brzmieć, zaczął. Ale czuję, że wszyscy trochę udajemy. Ja wracam, wy udajecie, że wszystko jest okej, ja udaję, że wierzę. Gawędzimy o szkole, jedzeniu, a tak naprawdę w ogóle nie rozmawiamy.
Tato, obciążasz nas, powiedziała cicho Jagoda. Po co?
Sam nie wiem. Może dlatego, że sam nie daję rady i boję się, że wy też nie, tylko ja nie wiem nawet z czym.
Staś zmarszczył czoło.
Daję radę.
Naprawdę? spojrzał na syna. To czemu ostatnie dwa tygodnie zasypiasz po północy?
Chłopak zamilkł, zapatrzył się w blat.
Słyszę, jak się kręcisz, odezwał się Tomasz. A rano wychodzisz jak taki, co całą noc nie spał.
Po prostu nie chce mi się spać.
Staś.
No co Staś?!
Powiedz, jak jest naprawdę.
Staś wzruszył ramionami, odwrócił się.
W szkole okej. Lekcje robię. O co jeszcze?
Jagoda weszła mu w słowo:
Tato, czemu go przesłuchujesz?
Nie przesłuchuję. Chcę zrozumieć.
A on nie chce rozmawiać. Ma do tego prawo.
Popatrzył na nią.
To może ty powiedz, jak u ciebie?
Uśmiechnęła się bez przekonania.
U mnie? Super. Uczę się, rozmawiam z koleżankami, wszystko jak trzeba.
Jagoda.
Zamilkła, odwróciła wzrok.
Co?
Już prawie miesiąc nie wychodzisz z domu. Koleżanki prosiły dwa razy, nie poszłaś.
No i? Nie chciało mi się.
Dlaczego?
Zacisnęła usta.
Jestem zmęczona ich gadaniem o chłopakach i bzdurach. Wystarczy?
Wystarczy powiedział. Po prostu wydajesz się smutna.
Pokręciła głową, jakby chciała coś z siebie strząsnąć.
Nie jestem smutna.
Okej.
Ucichli, słychać było tylko szum lodówki.
Posłuchajcie, zaczął, powoli nie chcę was dzisiaj wychowywać. Nie chcę, żebyście mnie pocieszali. Po prostu powiem jak jest: boję się. Codziennie. Boję się, że zabraknie pieniędzy, boję się, że babcia zachoruje, nic nie powie. Boję się, że mnie zwolnią. Boję się, że coś przeżywacie, a ja nawet nie zauważę, bo jestem za bardzo zajęty sobą. Mam dość udawania, że wszystko mam pod kontrolą.
Jagoda zamrugała, przyglądała mu się uważnie.
Ale tata, jesteś dorosły powiedziała cicho. Powinieneś sobie radzić.
Wiem. Ale nie zawsze daję radę.
Staś podniósł głowę.
A jak sobie nie poradzisz, to co?
Nie wiem przyznał Tomasz szczerze. Może będę musiał poprosić o pomoc.
Kogo?
Na przykład was.
Staś zrobił wielkie oczy.
Ale my jesteśmy dziećmi.
Są, jasne. Ale jesteście częścią tej rodziny. I czasem chciałbym, żebyście mi po prostu powiedzieli prawdę. Nie wszystko gra, tylko jak naprawdę jest.
Jagoda przesunęła palcem po blacie, zbierając niewidoczne okruszki.
Dlaczego chcesz to wiedzieć?
Żeby nie być samym.
Podniosła na niego wzrok, był w nim cień zrozumienia.
Boję się chodzić do szkoły powiedział Staś nagle. Jeden chłopak mówi codziennie, że jestem głupi. I wszyscy się śmieją.
Tomasz poczuł w piersi ból.
Jak ma na imię?
Nie powiem. Zaczniesz się wtrącać i będzie gorzej.
Nie będę. Obiecuję.
Staś spojrzał na niego z nieufnością.
Naprawdę?
Naprawdę. Ale chcę, żebyś wiedział, że nie jesteś sam.
Chłopak pokiwał głową, spuścił wzrok.
Nie jestem. Jest Bartek. Siedzę z nim razem.
W porządku.
Jagoda westchnęła.
Nie chcę iść do liceum powiedziała cicho. Wszyscy pytają, gdzie pójdę, a ja nie wiem. W ogóle nie wiem. I myślę, że donikąd, bo do niczego się nie nadaję.
Masz czternaście lat.
No i? Wszyscy już wiedzą, ja nie.
Wcale nie wszyscy.
Wszyscy, których znam.
Zamilkł.
Chciałem być geologiem w twoim wieku. Później zmieniłem zdanie. Potem jeszcze raz. Teraz pracuję tam, gdzie nigdy nie planowałem.
I jest okej?
Różnie. Raz jest dobrze, raz ciężko. Taka jest dorosłość nie musisz mieć wszystkiego zaplanowanego.
Jagoda kiwnęła głową, choć niepewnie.
Bo wszyscy mówią, że musisz coś postanowić.
Mówią, zgodził się. Ale to ich słowa, nie twoje.
Spojrzała na niego i prawie się uśmiechnęła.
Dziś jesteś inny.
Mam już dość bycia właściwym.
Staś prychnął.
Mogę zadać pytanie?
Jasne.
Naprawdę się boisz?
Tak.
A co robisz, kiedy się boisz?
Tomasz zamyślił się.
Wstaję rano i robię coś. Nawet jak nie wiem, czy to mądre. Po prostu robię.
Staś przytaknął.
Rozumiem.
Siedzieli w ciszy. Tomasz patrzył na dzieci i wiedział, że nie rozwiązał ich problemów, nie dał gotowych odpowiedzi, nie zdjął ciężaru z ramion. Ale coś się zmieniło pokazał, że jest człowiekiem, a nie tylko obowiązkiem, i oni odpowiedzieli tym samym.
No dobra odezwała się Jagoda, wstając. Trzeba zmyć naczynia.
Pomogę powiedział Staś.
Ja też dodał Tomasz.
Wstali razem. Jagoda odkręciła kran, Staś przyniósł gąbkę. Tomasz sięgnął po ręcznik. Pracowali w milczeniu, ale to była już inna cisza. Cicha, lecz niepusta spokojna.
Gdy ostatni talerz wylądował na suszarce, Jagoda wytarła dłonie i spojrzała na ojca.
Tata, możemy tak gadać częściej? Tak po prostu.
Możemy odpowiedział. Kiedy tylko zechcesz.
Kiwnęła głową i poszła do siebie. Staś się zawahał, przestępował z nogi na nogę.
Dzięki, że nie pójdziesz do tej szkoły, z tym chłopakiem, wiesz…
Ale jak będzie źle, powiesz mi?
Powiem.
To idziemy dokończyć matmę.
Weszli do pokoju Stasia, usiedli razem na dywanie. Tomasz wziął zeszyt, spojrzał na zadania. Staś dosunął się bliżej i zaczęli wspólnie rozwiązywać przykłady, spokojnie, bez pośpiechu. Teraz Tomasz wiedział, że pod tymi zadaniami kryje się chłopak, który czegoś się boi i że on sam, Tomasz, może być blisko, nie tylko jako sprawdzający, ale też jako ktoś, kto się boi i mimo to rano wstaje.
To było niewiele. Ale było początkiem.



