Teściowa do kwadratu – No ładnie! – zamiast przywitania rzucił Edek, gdy w drzwiach zobaczył niską,…

No i popatrz! powiedziałem zamiast powitania, widząc w drzwiach niewysoką, żwawą staruszkę w jeansach, która wykrzywiła cienkie usta w figlarnym uśmiechu. Jej oczy błyszczały zalotnie spod zmrużonych powiek.

Babcia Irki, Weronika Głowacka rozpoznałem ją od razu. Jak to się stało, że tak bez zapowiedzi, nawet nie zadzwoniła…

Cześć, wnuczku! tym samym uroczystym głosem odezwała się babcia. Wpuścisz mnie do mieszkania?

Tak, jasne, proszę bardzo! rzuciłem się, by jej pomóc wejść.

Weronika Głowacka wtoczyła na korytarz walizkę na kółkach. Poproszę mocną herbatę! zarządziła, gdy ją poczęstowałem. Irka, jak rozumiem, w pracy, Ola w przedszkolu, a ty co, lenisz się tu?

Wysłali mnie na przymusowy urlop odparłem smętnie. Na dwa tygodnie, bo tak trzeba w firmie. Marzenia o dwóch tygodniach beztroski zaczęły się rozpuszczać w powietrzu. Spojrzałem na gościa z nadzieją: Babciu, długo planujesz zostać?

Trafiłeś skinęła głową, rozwiewając wątpliwości na długo.

Cicho westchnąłem. Weronikę znałem ledwie powierzchownie. Widziałem ją tylko na naszym ślubie z Irką przyjechała wtedy aż z Krakowa. Ale nasłuchałem się już o niej od teścia. Gdy opowiadał o swojej teściowej, ściszał głos i bał się nawet patrzeć przez ramię. Widać było, że jej szanuje, wręcz się jej obawia.

Pozmywaj naczynia rozkazała babcia i szykuj się. Zrobię ci małą wycieczkę po mieście, będziesz mnie oprowadzał!

Nie znalazłem kontrargumentów, zresztą nawet nie próbowałem. Sposób, w jaki to mówiła, przywodził na myśl mojego dawnego kaprala Wójcika z wojska. Dyskusje z nim nigdy dobrze się nie kończyły.

Pokażesz mi bulwary! zaordynowała. Jak tam najprościej dotrzeć? Chwyciła mnie pod ramię i pewnym krokiem ruszyła po chodniku, rozglądając się ciekawie.

Najlepiej taksówką wzruszyłem ramionami.

Weronika nagle cmoknęła palce ułożone w pierścień i zagwizdała przeszywająco. Przejeżdżająca obok taksówka zatrzymała się z piskiem opon.

Po co tak gwiżdżesz? Co ludzie o tobie pomyślą? zbeształem ją, pomagając jej usiąść z przodu.

Nic nie pomyślą mrugnęła rozbawiona babcia. Prędzej pomyślą, że to ty nie umiesz się zachować.

Taksówkarz wybuchnął śmiechem razem z babcią Weroniką. Przybili sobie piątkę, jakby byli starymi znajomymi, ucieszeni udanym żartem.

Jesteś grzeczny i spokojny chłopak, Bartku powiedziała mi, gdy spacerowaliśmy po bulwarach. Twoja babcia zapewne jest stateczna i powściągliwa, a ja taka nie potrafię być. Mój mąż, dziadek Irki, niech mu ziemia lekką będzie, długo się przyzwyczajał do mojego charakteru. Ledwo mu się udało. On był cichy, zawzięty na książki, a ja mu w życie weszłam i zaczęło się! Ciągałam go po Tatrach, nauczyłam skakać ze spadochronem. Jedyne, czego się bał, to lotni stał na ziemi z córką i patrzył, jak krążę nad ich głowami.

Słuchałem Weroniki z nieskrywanym zaskoczeniem. Irka nigdy nie opowiadała o pasjach swojej babci. A jej życie, najwyraźniej, było bujne i pełne przygód. W tym momencie spojrzała na mnie surowo:

A ty, Bartku, skakałeś kiedyś ze spadochronem?

W wojsku czternaście skoków nie kryłem dumy.

Brawo, za to cię szanuję! pochwaliła mnie i zanuciła pod nosem:

Długo będziemy spadać,
W tym długim skoku na dół…

Znałem tę piosenkę i chętnie dołączyłem:

Białe jak obłok płótno,
Za plecami rozpościera się tuż…

Wspólna piosenka od razu nas do siebie zbliżyła, czułem się już zupełnie swobodnie obok tej niezwykłej staruszki.

Musimy odpocząć i coś przekąsić zaproponowała. Chodźmy do tej budki, aż pachnie tu mięsem z rusztu! Czujesz ten zapach?

Szary, opalony mężczyzna o jastrzębim spojrzeniu nawijał mięso na szpikulec. Można było sądzić, że z takim samym wyrazem twarzy byłby w stanie przeszyć na wylot wrogów i mieć z tego tylko radość. Chciało się aż zakrzyknąć Heja! i zatańczyć jakieś góralskie tańce, machając rękami.

Usiadłszy przy stoliku, Weronika zamrugała figlarnie i zanuciła mocnym, czystym głosem:

Hej, przyjacielu drogi,
Zatańczmy może dzisiaj!

Szynkarz uśmiechnął się szeroko, spojrzał na starszą damę, błysnęło mu w oczach i już śpiewali w duecie:

Zatańczyć dzisiaj możemy,
Hej, przyjacielu, hej!

Proszę, częstujcie się państwo położył na stole półmiski z karkówką z grilla, chlebem i świeżą pietruszką. Przyniósł też dwie szklaneczki schłodzonej śliwowicy i ukłonił się z szacunkiem.

Na zapach mięsa z krzaków wyłonił się bury kociak, podszedł cichutko pod stół, patrząc na nas z nadzieją.

Właśnie kogoś takiego nam trzeba uśmiechnęła się babcia Weronika. Chodź do nas, kociaku. Poprosiła szynkarza: Proszę jeszcze odrobinę surowego mięsa dla przyjaciela, tylko na drobne kawałki!

Kiedy kociak wcinał z radością z miseczki, Weronika pokiwała mi palcem:

Macie dziecko w domu, i to dziewczynkę! Jak wy, bez kota, chcecie nauczyć ją dobroci, miłości i troski o słabszych? Oto on wasza pomoc na przyszłość!

Po spacerze Weronika zabrała się za kąpiel nowego kompana, a mnie wysłała po niezbędne akcesoria według spisanej listy. Wpadłem do domu z kuwetą, miskami, drapakiem i miękkim legowiskiem; już w przedpokoju słyszałem radosny pisk. Irka i Ola tuliły babcię, która w odpowiedzi obsypywała je pocałunkami. Kociak, siedząc na oparciu kanapy, z ciekawością przyglądał się nowym zwyczajom domowników.

Proszę, Oleńko, letni komplecik z szortami rozdawała babcia Weronika prezenty a to dla ciebie, Irko. Nic tak nie podnosi kobiety w oczach męża, jak koronkowa bielizna!

W kolejne dni Ola nie chodziła do przedszkola. Rankami znikały z babcią na długie spacery i wracały zmęczone, ale przeszczęśliwe ze wspólnego czasu.

W domu czekaliśmy na nie ja i kociak, któremu daliśmy na imię Lewuś. Wieczorami dołączaliśmy wszyscy: Irka, ja i Ola, ruszając całą rodzinką na spacer z Lewusiem pod pachą.

Muszę ci coś powiedzieć, Bartku rzekła Weronika pewnego wieczoru, poważniej niż zwykle. Jutro wyjeżdżam, tak już trzeba. To wręczyła mi przezroczysty skoroszyt oddasz Irce po moim wyjeździe. To mój testament. Mieszkanie i wszystko zapisuję jej, a tobie bibliotekę mojego męża. To bardzo wartościowy księgozbiór, są egzemplarze z autografami wielkich postaci…

Ale dlaczego, babciu? zdołałem tylko zaprotestować, lecz przerwała mi gestem.

Irce nic nie mówiłam, tobie powiem: mam poważne kłopoty z sercem, wszystko może się skończyć nagle, czas się przygotować.

Nie powinnaś być sama… powiedziałem z niepokojem. Ktoś powinien przy tobie być!

Zawsze ktoś przy mnie jest uśmiechnęła się. Mam córkę, a twoja teściowa mieszka u Krakowa. A ty dbaj o Irkę, wychowaj Olę na dobrego człowieka. Jesteś porządny chłopak, można na ciebie liczyć. W sumie to jestem dla ciebie… teściową do kwadratu! poklepała mnie po ramieniu i zaśmiała radosnym śmiechem.

Może byś została jeszcze choć na chwilę? spytałem błagalnie.

Babcia Weronika uśmiechnęła się ze zrozumieniem i pokręciła głową.

Cała rodzina odprowadziła ją na taksówkę, nawet Lewuś na rękach u Oli wydawał się zasmucony.

Weronika znowu ułożyła palce w kółeczko i zagwizdała. Nadjeżdżająca taksówka zatrzymała się z piskiem.

Chodź, zięciu, odstawisz mnie na dworzec! zarządziła i obcałowawszy Irkę i Olę, zajęła miejsce z przodu.

Taksówkarz popatrzył zdumiony na babcię, która zatrzymała go tym niecodziennym sposobem.

A co tak patrzysz? mruknąłem. Jeszcze nigdy nie widziałeś porządnej kobiety?

Radosna staruszka machnęła srebrzystymi loczkami i wybuchnęła śmiechem, głośno klaszcząc w moją dłoń.

Oceń artykuł
TwojaCena
Teściowa do kwadratu – No ładnie! – zamiast przywitania rzucił Edek, gdy w drzwiach zobaczył niską,…