Teraz będziecie mieli własne dziecko, a ją trzeba oddać z powrotem do domu dziecka
Kiedy w końcu mój syn doczeka się dziedzica? z niecierpliwością powiedziała pani Zofia Pawłowska, rzucając ostre spojrzenie na siedzącą przy stole synową.
Przecież doskonale pani wie, że od trzech lat staramy się o dziecko westchnęła ciężko Jagoda, zamykając oczy. Każda rozmowa zaczynała się tak samo i nie niosła ze sobą niczego nowego. Lekarze mówili, że ani ona, ani Mateusz nie mają żadnych problemów.
Właśnie, już tyle czasu jesteście małżeństwem, a potomstwa jak nie ma, tak nie ma kobieta prychnęła z pogardą. Pewnie miałaś bardzo burzliwą młodość.
Pani Zofio, jak można tak insynuować? Jagoda nie wytrzymała i postukała głośno w klawiaturę laptopa, zatrzaskując ją. Nigdy nie dawałam powodu. I, proszę, niech pani przestanie mówić do mnie w takim tonie.
A co zrobisz? z udawaną uprzejmością spytała Zofia. Poskarżysz się Mateuszowi? Nie boisz się, że stawi się po mojej stronie? W końcu jestem jego matką.
Odpowiedzią było głośne trzaśnięcie drzwiami. Jagoda oczywiście nie miała zamiaru niczego mówić mężowi. Nie chodziło nawet o to, że wybrałby stronę matki, ona po prostu nie chciała go tym niepokoić.
*********************************************
Stosunki między Jagodą a teściową nie ułożyły się od pierwszego spotkania. Pani Pawłowskiej nie odpowiadało w niej nic ani wygląd, ani sposób ubierania się, ani jej kuchnia. Lista zarzutów zdawała się nie mieć końca. Zofia stanowczo protestowała przeciwko ich związkowi, naciskała na syna, aż w końcu, na szczęście, Mateusz umiał postawić na swoim.
Ślub odbył się hucznie, a młodzi przeprowadzili się do własnego mieszkania, dość daleko od rodziców Mateusza. Teściowa przez chwilę uspokoiła się, ale już pół roku później znalazła nowy powód do zgryzot. Brak dzieci.
Jagoda początkowo żartowała, że są jeszcze młodzi, chcą nacieszyć się sobą, pomyśleć o karierze. Na to Zofia stanowczo oświadczała, że dzieci trzeba mieć jak najszybciej, najlepiej więcej niż jedno.
Jagoda uległa pod jej presją. Przez trzy następne lata poddawała się badaniom, brała różne leki, ale wszystko na nic.
Jeden z lekarzy zasugerował, że może przyczyną są nerwy. Pani Zofia wyśmiała ten pomysł i od razu doradziła zmianę lekarza.
******************************************
Po kolejnej awanturze z teściową Jagoda przeglądała bezmyślnie posty w mediach społecznościowych. Każde zdjęcie dzieci ściskało jej serce. Ona naprawdę pragnęła dziecka. Nie dla czyjejś zachcianki, ale dla siebie samej.
Nagle jej uwagę przykuł post pewnej kobiety, która opisywała swoją pracę w domu dziecka. Na świecie było tyle dzieci bez rodziny…
Jagoda zastanowiła się: czy potrafiłaby zaakceptować cudze dziecko jak swoje własne? Oczyma wyobraźni zobaczyła maleńkie, uśmiechnięte dziecko, wyciągające do niej rączki. Bez wahania podsunęła klawiaturę i zaczęła szukać informacji.
Było z tym mnóstwo zachodu: dokumenty, badania, wizyty, ale jej pragnienie bycia matką było silniejsze niż obawa przed urzędową machiną.
Pozostało jeszcze, by Mateusz wyraził zgodę. Jagoda drżała, obawiając się jego reakcji, ale ten zgodził się z zachwytem. Zaproponował, żeby przyjąć maleńkie dziecko, najlepiej z domu niemowląt. I tak się umówili.
Ich rodzina powiększyła się o małą Amelkę, pięciomiesięczną dziewczynkę. Pokochali ją z miejsca. Jedyną osobą, która sprzeciwiała się dziewczynce, była pani Zofia, ale nikt się tym nie przejmował. Mateusz nawet zagroził, że przeprowadzą się do innego miasta, jeśli matka nie przestanie robić scen. Musiała się pogodzić z ich decyzją i tylko dla świata udawała troskliwą babcię.
Minęło siedem lat. Amelka skończyła pierwszą klasę, miała wielu przyjaciół. Była czuła, serdeczna i pilna. Jagoda nie potrafiła nacieszyć się córką.
Latem pojechali wszyscy razem nad Bałtyk. Ciepłe słońce, miękki piasek, morze czegóż mogło brakować do szczęścia? A zwłaszcza, gdy teściowa została daleko i nie psuła Jagodzie humoru.
Pod koniec urlopu Jagoda poczuła się źle, lecz nie powiedziała nic rodzinie. Nie chciała martwić bliskich. Po powrocie do domu od razu udała się do lekarza.
Na nic się zdało jej ukrywanie. Mateusz szybko dostrzegł, że żona kiepsko się czuje. Nalegał na wcześniejszy powrót, obiecując, że w zimie jeszcze raz odwiedzą morze. Jagoda ustąpiła.
Wynik wizyty u lekarza był dla nich niemal nie do uwierzenia, lecz napawał wielką radością spodziewali się dziecka. Najbardziej cieszyła się Amelka, od razu przejęła się rolą starszej siostry.
Pani Zofia dowiedziała się o tym dopiero po dwóch miesiącach, gdy nie dało się już ukryć brzuszka Jagody. Wybrała się wtedy do synowej, korzystając z okazji, że była sama w domu.
Nie będę pytać, czemu nie powiedzieliście wcześniej powiedziała stanowczo, lustrując Jagodę spojrzeniem. Mam inną sprawę.
Jaką? Jagoda poczuła niepokój.
Kiedy odwieziecie Amelkę do domu dziecka rzuciła oschle teściowa. Teraz będziecie mieli swoje dziecko, nie potrzebujecie już cudzej córki.
Jagodę ogarnęło drżenie. Nie wierzyła własnym uszom. Jak można mówić coś takiego o dziecku, które stało się częścią rodziny?
Mówi pani poważnie?
Oczywiście odpowiedziała Zofia, patrząc lodowato na synową. Więc kiedy?
Wynocha stąd wysyczała Jagoda przez zaciśnięte zęby, ledwie powstrzymując się, by nie rzucić się na teściową z pięściami. I więcej tu się nie pokazuj!
Wypchnąwszy zaskoczoną kobietę za drzwi, Jagoda próbowała dojść do siebie. Zadzwoni do Mateusza? Miał dziś ważne spotkanie… Ale i tak będą musieli o tym porozmawiać.
*********************************************
Rozwścieczona pani Zofia ruszyła prosto do pracy syna, zignorowała sekretarkę i weszła do jego gabinetu.
Twoja żonka wyrzuciła mnie z mieszkania jak jakąś wariatkę!
Dzień dobry odpowiedział Mateusz z westchnieniem. Co jej powiedziałaś, że zwykle cierpliwa Jagoda tak się zachowała?
Tylko spytałam, kiedy wreszcie oddadzą Amelkę do domu dziecka Zofia zasiadła w fotelu, oburzona. W końcu będziecie mieli własne dziecko, ono będzie wymagało opieki i pieniędzy.
Ty chyba zwariowałaś! Mateusz ścisnął długopis, aż pękł w jego dłoni. Nigdzie nie oddamy Amelki. To moja córka, czy ci się to podoba czy nie.
Córka? Przecież to tylko przybrana dziewczynka, już dość podrośnięta. Zrozumie, jeśli jej wyjaśnić.
Nawet się nie waż o tym z nią rozmawiać rzucił odłamki długopisu, uderzając pięścią w biurko. Zrozumiałaś?
I co mi zrobisz? prychnęła Zofia, kierując się do drzwi. Nie ma dla niej miejsca w naszej rodzinie. I zrobię wszystko, żeby tak się stało.
Mateusz długo patrzył na zamknięte drzwi. Wpadła sekretarka, przepraszając, że wpuściła jego matkę bez pytania. Nie zwrócił na nią uwagi. Głęboko się zadumał, co robić dalej.
W końcu sięgnął po telefon…
****************************************
Jagoda wolnym krokiem spacerowała po parku, z uśmiechem patrząc, jak Amelka troszczy się o rocznego brata. Rola starszej siostry bardzo ją wciągnęła.
Na ławce obok siedziały dwie kobiety, rozprawiające o swoich synowych. Myśli Jagody mimowolnie powędrowały do teściowej.
Od tej pamiętnej awantury już się z nią nie widzieli. W ciągu tygodnia Mateusz spakował całą rodzinę i przeniósł ich setki kilometrów od rodzinnego Gdańska, wiedząc, że to jedyny sposób, by uchronić Amelkę. Matka była zdolna rozpowiedzieć wszystkim, że to dziecko z adopcji.
Teraz wiedli spokojne, szczęśliwe życie. Mieli ukochaną córkę, małego synka, a lada moment miało pojawić się na świecie kolejne dziecko.
Mateusz czasami dzwonił do ojca. Wiedział, że matka do tej pory się nie uspokoiła, tylko teraz uwzięła się na świeżo poślubioną córkę. Szczerze współczuł siostrze, ale ta najwyraźniej nie miała nic przeciwko matczynej trosce.
Cóż, oni mieli swoje życie, a ona swoje. Teraz, patrząc na swoją rodzinę, Mateusz czuł się naprawdę szczęśliwy. I życzył tego każdemu.



