19 kwietnia 2023
Kasieńko, zobaczymy się już za trzy dni! I nie zapomnij przygotować swojego popisowego mięsnego pasztetu. On jest taki pyszny ćwierkała radośnie przez telefon teściowa, Teresa Nowak.
Mnie jednak wcale nie było do śmiechu. Rozłączyłem się i ciężko usiadłem na krześle. Za kilka dni zbliżała się Wielkanoc. Cała rodzina mojego żony, Janka, znów miała zawitać do nas.
U was tyle miejsca, trzy pokoje! Do wszystkich jest gdzie usiąść. U nas zawsze ciasno, a tu można się rozgościć. I rodzina może się spotkać w pełnym składzie orzekła dwa lata temu teściowa. Od tamtej pory nie znoszę mojej rzekomo wygodnej trójki na Ursynowie, za którą jeszcze przez dobre kilkanaście lat trzeba będzie spłacać kredyt hipoteczny. Przez ten metraż cała ferajna przyjeżdża właśnie do nas, zostawia po sobie bałagan i nie daje się wyspać.
Do kuchni wszedł Janek i cmoknął mnie w czubek głowy.
Wszystko dogadane z mamą? zapytał.
Tak, znowu świętujemy u nas. Janek, może ty z nią porozmawiasz? rzuciłem błagalnie.
Janek zmarszczył brwi.
Kasia, przecież wiemy jak to wygląda. Mama cię uwielbia i nie przestaje chwalić twojego gotowania. Jak mam powiedzieć, żeby nie przyjeżdżała? A poza tym mama jest już na emeryturze, nie można jej zmuszać do stania przy garach dla wszystkich. Wychowała czworo dzieci, należy jej się odpoczynek.
Zawsze dawałem się przekonać Jankowi, ale w głębi duszy myślałem: A kto się mną zaopiekuje? Dlaczego to ja w święta mam obsługiwać armię gości?
Nie było jednak sensu się żalić. Nie chciałem psuć domowej atmosfery i kłócić się z mężem. Następnego dnia udałem się na duże zakupy, a dzień przed Wielkanocą zabrałem się za gotowanie na poważnie. Do późnej nocy stałem przy kuchni, żeby wszystko ogarnąć. Przecież przyjść miała cała czwórka dzieci Teresy z rodzinami w sumie dobrze ponad dziesięć osób!
Czemu ja się tu sam kręcę? mruknąłem, zagniatając ciasto. Przecież może żona któregoś z braci pomóc? Im też wszystko należy się? rzuciłem w stronę Janka.
Spojrzał na mnie zaskoczony:
Przecież wiesz, że bracia zupełnie nie radzą sobie w kuchni, tak samo jak ja A dziewczyny są zajęte dzieci, praca. Nie wyrwę ich tak po prostu. To by było nie fair.
Ale mnie już tak, tak? Ja też pracuję, nawet jeśli zdalnie to nie znaczy, że mi lżej odpowiedziałem, ledwo powstrzymując się od gniewnego westchnięcia.
Nie złość się objął mnie Janek w pasie. Wszystko będzie dobrze. Zasiądziemy przy stole, wszyscy będą pod wrażeniem i pochwalą twoje umiejętności. I od razu poczujesz się lepiej.
Znowu uległem. Późnym wieczorem, kiedy walnąłem się na łóżko wykończony, sen nie przychodził. Mimo ogromnego zmęczenia, w głowie wciąż kotłowały się myśli.
Po co mi ich pochwały? Sam też bym chciał przyjść na gotowe, nie tracąc ani czasu, ani pieniędzy
Rano, gdy w końcu usnąłem na dobre, obudził mnie dzwonek telefonu. Oczywiście, pierwsza życzenia musiała złożyć teściowa.
Za godzinę wszyscy będziemy u ciebie. Córki i synowie już wiedzą, przekazałam im wczoraj wieczorem. Zaczynaj nakrywać do stołu! głos Teresy był rozbawiony i pełen energii.
Nie mogłem się podnieść z łóżka. Przed oczami miałem, jak kilkadziesiąt razy biegam do kuchni, podaję, donoszę talerze i sprzątam.
Nie chcę jęknąłem w poduszkę.
Kasia, dlaczego jeszcze leżysz? Mama zaraz przyjedzie, razem z resztą! Janek pojawił się w drzwiach sypialni, patrząc z niezadowoleniem.
Już wstaję powiedziałem niechętnie. Dasz radę, jakoś przez to przejdziesz, próbowałem siebie dopingować pod prysznicem.
Zebrałem się w sobie. Na czas wszystko ogarnąłem i zdążyłem rozgrzać dania.
Przy stole rozbrzmiewał gwar. Rodziny dzieliły się wrażeniami, opowiadały o swoich sprawach. Obok mnie siedziała teściowa jej komplementom nie było końca:
Kasieńka, jak ty smacznie gotujesz! Nigdy bym sama takiego stołu nie przygotowała śmiała się szeroko i ściskała mnie za rękę.
Przyjmowałem pochwały z wymuszonym uśmiechem i regularnie wychodziłem na balkon. Potrzebowałem chwili ciszy, a i wyciągane co chwila pytania o dzieci były przytłaczające. Z Jankiem odkładamy to na później, żeby się trochę lepiej urządzić, ale reszta rodziny zupełnie się tym nie przejmowała.
Kasia! dobiegło wołanie teściowej. Czas na deser. Gdzie się podziewasz?
Drzwi na balkon się otworzyły i wpadła Teresa.
Palisz? zapytała zaskoczona.
Co? Oczywiście, że nie! Wyszedłem pooddychać świeżym powietrzem. W mieszkaniu duszno.
No tak, tyle dzieci w środku, nie otworzysz okna. Ale patrz no, nawet nie próbuj takich rzeczy, musisz mi wnuki jeszcze urodzić! rzuciła żartem, pogroziła palcem.
Uśmiechnąłem się słabo, czego na szczęście nie zauważyła.
Chodź, trzeba posprzątać ze stołu i wyłożyć deser.
Już idę
Wróciliśmy do salonu, teściowa rozsiadła się wygodnie, ja zaś zostałem sam, zbierając brudne naczynia i przynosząc na stół ciasto i świeże talerze. Sam, bez cienia pomocy.
Twój sernik jest najlepszy na świecie! znowu zachwycała się Teresa.
Cichaczem wymknąłem się do kuchni i zabrałem za zmywanie. W takich chwilach żałowałem, że jeszcze nie kupiliśmy zmywarki. Ciągle coś wypadało.
Po dwóch godzinach rodzina zaczęła się rozchodzić.
Janek, odwieź mnie do domu? zagadnęła Teresa.
Jasne, mamo, tylko wezmę klucze.
Gdy zostałem sam, padłem na kanapę w salonie. Mieszkanie zamieniło się w pobojowisko. Dziesięć osób i gromadka dzieci zrobiły swoje po wczorajszych porządkach nie było śladu.
Musisz się za to zabrać, bo jutro będzie jeszcze gorzej powiedziałem sobie cicho. Westchnąłem i zabrałem się za sprzątanie talerze do zlewu, obrusu do pralki, okruchy do odkurzacza. Resztki umieściłem w pojemnikach na potem. Zmęczony, uświadomiłem sobie jedno.
Należy mi się za to wszystko nagroda
Nalałem sobie gorącej wody do wanny, wrzuciłem ulubioną sól i odpaliłem relaksującą muzykę. Zmęczone mięśnie trochę odtajały, a ja zerknąłem na telefon. Wiadomość od Janka: Mama zaproponowała, żebym został na noc. Będę jutro.
Tego się spodziewałem Jak zwykle.
Janek dobrze wiedział, że dzisiaj będę sprzątać. Ale wolał nocować u mamy niż wrócić i pomóc.
Jak wy do mnie, tak ja do was dosyć tego! postanowiłem.
Minął miesiąc. Zbliżała się kolejna okazja do świętowania. Telefon od teściowej był szybki:
Kasia, przygotujesz stół? Będziemy w piątek świętować urodziny młodszego brata Janka.
Jasne, stół stoi. Tylko gotować musi już ktoś inny ja mam zawalony tydzień w pracy, wzywają mnie do biura, nie wiem nawet, czy będę mogła być na imprezie westchnąłem udając smutek. Naprawdę nie wiem, czy dam radę zajrzeć
Co? Jak to?…
No cóż, praca to praca.
No dobrze, coś wymyślę Szkoda odpowiedziała z westchnieniem Teresa.
Do usłyszenia zakończyłem rozmowę i z satysfakcją uśmiechnąłem się do siebie.
Tamten wieczór spędziłem u przyjaciela. Rano kazałem Jankowi posprzątać wszystko po rodzinie w końcu to święto jego brata.
Gdy zbliżała się okrągła rocznica urodzin teściowej, wziąłem wolne i wyjechałem do rodziców do Łodzi. Prezent zostawiłem im wcześniej, informując przy okazji:
Och, a gdzie będziemy świętować?
Janek was wpuści, ja niestety jestem poza Warszawą.
A gotowanie?
Możecie coś zamówić. Albo niech inne synowe coś przygotują. Na pewno dacie radę!
Przy następnych świętach byłem już w domu. Stół tylko prosta wędlina i ciasto z cukierni. Powtarzałem jedno:
Nie miałem czasu gotować. Praca mnie pochłonęła. Jak chcecie, zamówcie coś.
Ale nikt nie chciał płacić, wyciągać portfela. Na Sylwestra rodzina już zrozumiała, że nie będą żerować na mojej pracy i świętowaniu.
Nowy Rok powitaliśmy z Jankiem we dwoje i tak mi pasowało najbardziej. Plan się powiódł. Wznosząc toast kieliszkiem szampana, pomyślałem, że dobrze zrobiłem i jestem z siebie dumny. Czasem trzeba postawić granicę by nie zatracić siebie w cudzych wygodach.




