Valeria zmywała naczynia w kuchni, gdy wszedł tam Jan. Przed wejściem zgasił światło. — Jeszcze jest…

Siedzę sobie w kuchni i myję naczynia, jak zwykle po obiedzie, a tu wchodzi Tomek. Wyłącza światło nad zlewem i mruczy pod nosem:
Jest jeszcze jasno, nie trzeba prądu zużywać.
Ja chciałam nastawić pralkę mówię mu.
W nocy nastawisz odpowiada oschle. Prąd jest wtedy tańszy. I nie musisz odkręcać tak na maksa tej wody. Strasznie dużo zużywasz, Marto. Bardzo dużo. Nie rozumiesz, że przez to marnujesz nasze pieniądze?
Zmniejszył strumień, a mnie aż ścisnęło w żołądku. Wyłączyłam wodę, wytarłam ręce, siadłam przy stole.
Tomek, patrzyłeś kiedyś na siebie z boku? pytam.
Codziennie tylko to robię, patrzę na siebie z boku ze złością odburknął.
I co możesz o sobie powiedzieć?
Jako o człowieku? dopytał Tomek.
Jako o mężu i ojcu.
Mąż jak mąż, ojciec jak ojciec. Normalny, przeciętny. Jak wszyscy. Po co się czepiasz?
Chcesz powiedzieć, że wszyscy faceci są tacy jak ty? pytam dalej.
Do czego zmierzasz? syknął. Chcesz się kłócić?
Wiedziałam, że odwrotu już nie ma, że ten temat muszę dociągnąć do końca. Chciałam mu w końcu uświadomić, że życie z nim to żadna radość.
A wiesz, Tomek, dlaczego do tej pory jeszcze mnie nie zostawiłeś?
Czemu miałbym cię zostawić? odbił pytaniem. Krzywo się uśmiechnął.
Choćby dlatego, że mnie nie kochasz odpowiedziałam. I dzieci też nie kochasz.
Chciał coś odpowiedzieć, ale nie pozwoliłam mu dojść do głosu.
I nie mów, że nie mam racji. Nikogo nie kochasz, a ja nie zamierzam z tobą o to się wykłócać. Chciałabym tylko powiedzieć, czemu cię jeszcze nie zostawiłam i czemu ty nie zostawiłeś mnie i dzieci.
No to powiedz czemu?
Bo jesteś chorobliwie skąpy, Tomek. Rozstanie byłoby dla ciebie zbyt wielką stratą finansową. Ile my już razem jesteśmy? Piętnaście lat? I co z tego mamy? Oprócz tego, że ślub wzięliśmy i dzieci nam się urodziły? Jakie mamy osiągnięcia przez te lata?
Całe życie jeszcze przed nami mruknął.
Nie całe, Tomek, ta część, która nam została. Przez te piętnaście lat nawet raz nie byliśmy nad morzem. Nawet w Polsce nie pojechaliśmy nigdzie na wakacje. Cały urlop co roku spędzamy w tym samym mieszkaniu, u twojej matki. Nawet na grzyby nie jeździmy za miasto. Bo za drogo.
Bo trzeba oszczędzać na przyszłość oponował.
My czy ty? Bo jakoś nie widzę tych naszych wspólnych oszczędności.
Dla was to robię mówi Tomek.
Dla nas? Naprawdę? To przez piętnaście lat co miesiąc odkładasz pieniądze dla mnie i dzieci?
Jasne. Dzięki mnie mamy już niezłą sumę na koncie!
My czy ty? Bo ja nie mam żadnego konta. No ale dobrze, sprawdźmy: daj mi trochę pieniędzy, kupię sobie i dzieciom nowe ubrania. Od ślubu chodzę w tym, co miałam i w ciuchach, które oddała mi twoja bratowa. Dzieci tak samo. Wszystko po kuzynach. I jeszcze chciałabym w końcu wynająć własne mieszkanie, bo mam dość życia z twoją mamą.
Mama dała nam dwa pokoje mówi Tomek. I nie masz prawa się skarżyć. A co do ubrań dla dzieci po co wydawać kasę, jak można dostać po dzieciach brata?
A ja? Mam chodzić po ulicy w starych rzeczach twojej bratowej?
A dla kogo ty się chcesz stroić? Przecież to śmieszne. Jesteś matką dwójki dzieci, masz już trzydzieści pięć lat! Przestań myśleć o szmatach.
To o czym powinnam myśleć?
O sensie życia odpowiedział Tomek. Że są wyższe wartości, nie tylko te kobiece fanaberie.
Teraz rozumiem: dlatego wszystkie pieniądze trzymasz u siebie, dla naszego duchowego rozwoju, żebyśmy nie myśleli o ubraniach i mieszkaniu. Dobrze rozumiem?
Bo wam nie można nic powierzyć! krzyknął. Wszystko przepuścicie. A jak będzie trzeba z czego żyć, jak się coś stanie? Pomyślałaś o tym?
Tylko kiedy my zaczniemy żyć, Tomek? Bo mam wrażenie, że według ciebie ta katastrofa już dawno nastąpiła!
Siedział i patrzył na mnie z wściekłością.
Oszczędzasz nawet na mydle, papierze toaletowym i serwetkach ciągnęłam. Z zakładu przynosisz mydło i krem do rąk, co tam wam dają.
Grosz do grosza, a będzie kokosza fuknął. Od takich drobnych rzeczy się zaczyna. Po co wydawać na drogie kosmetyki?
To powiedz mi, ile mam jeszcze wytrzymać? Dziesięć, piętnaście, dwadzieścia lat? Jak długo będziesz jeszcze oszczędzał, zanim pozwolisz mi normalnie żyć? Mamy trzydzieści pięć lat, a ja chyba jeszcze się nie doczekałam?
Milczał.
No to co, czterdziestka? Jak skończę czterdzieści lat, to już można żyć?
Znowu milczał.
Jasne, głupio gadam. Czterdzieści lat kto wtedy zaczyna żyć. A może pięćdziesiąt?
Cisza.
Też za wcześnie? westchnęłam. Wyobraź sobie, że któregoś dnia się nie doczekamy tego magicznego wieku. Przez to twoje oszczędzanie żyjemy na kiepskim jedzeniu, byle co wrzucamy w siebie bo tanie, a i tak zawsze jesteśmy niezadowoleni. Przy takiej atmosferze długo się nie pociągnie, wiesz?
Jak się wyprowadzimy i zaczniemy się urządzać, to już nic nie odłożymy powiedział w końcu Tomek.
To dobrze, bo już dłużej oszczędzać nie chcę odpowiedziałam. Mam dosyć. Odchodzę. Wyprowadzam się z dziećmi. Moja wypłata wystarczy na wynajęcie mieszkania. I jeszcze na porządne ubrania i jedzenie wystarczy. A przede wszystkim: nie będę musiała słuchać twoich kazań o oszczędzaniu prądu, gazu i wody. Pralkę odpalę sobie nawet w samo południe. Kupię najlepszy papier toaletowy i papierowe ręczniki. I w sklepie kupię to, na co będę miała ochotę, nie będę latać po promocjach.
Ale nic nie odłożysz! wystraszył się Tomek.
Odłożę, odłożę żachnęłam się. Odkładać będę twoje alimenty. A właściwie nie, nie będę. Wszystko wydam. Do ostatniego grosza. Będę żyła od wypłaty do wypłaty. W weekendy dzieci podrzucę wam z mamą, a ja pójdę do teatru, kina, na wystawę. Latem pojadę nad Bałtyk. Jeszcze nie wiem dokąd, ale zdecyduję.
Tomek zbladł. Przeliczył w głowie, ile mu zostanie po alimentach i wydatkach na dzieci w weekend. A najbardziej go bolało, że ja to wszystko wydam… i jeszcze pojadę nad morze.
Aha, i jeszcze jedno dodałam. Te pieniądze na twoim koncie też podzielimy.
Jak to podzielimy? zdębiał Tomek.
Na pół. I je też wydam. Wszystko co udało ci się zebrać przez te piętnaście lat.
Tomek milczał, nie mógł wydusić z siebie ani słowa.
Wiesz, jakie mam marzenie, Tomek? Żeby jak już przyjdzie mój czas, na moim koncie nie było ani złotówki. Żebym wiedziała, że wszystko wydałam na siebie, na swoje życie.
Dwa miesiące później się rozwiedliśmy.

Oceń artykuł
TwojaCena
Valeria zmywała naczynia w kuchni, gdy wszedł tam Jan. Przed wejściem zgasił światło. — Jeszcze jest…