Przeczytałam mnóstwo historii kobiet, które były niewierne swoim mężom, i chociaż staram się nikogo nie pouczać, jest coś, czego naprawdę nie potrafię pojąć. Nie dlatego, że uważam się za kogoś lepszego po prostu zdrada nigdy mnie nie kusiła.
Mam 34 lata, jestem mężatką i prowadzę całkiem zwyczajne życie. Chodzę na siłownię pięć razy w tygodniu, pilnuję diety i lubię o siebie dbać. Mam długie, proste włosy, lubię wyglądać dobrze i wiem, że jestem atrakcyjna. Ludzie mi to mówią, a ja to zauważam, choćby po spojrzeniach na ulicy.
Na siłowni to właściwie norma, że któryś facet próbuje zagadać. Jedni wypytują o ćwiczenia, inni dzielą się życzliwymi radami, które brzmią jak komplement, a bywają i tacy, co idą na całość bez zbędnych ceregieli. To samo, gdy wychodzę z koleżankami na kawę czy kieliszek wina zawsze jakiś typ się podejdzie, zagai, dopytuje, czy jestem tu sama. Nigdy nie udaję, że tego nie widzę. Wręcz przeciwnie zauważam. Tylko że nigdy nie przekraczam tej granicy. Nie ze strachu po prostu absolutnie mnie to nie interesuje.
Mój mąż, Andrzej, jest kardiologiem i haruje jak wół. Są dni, kiedy wychodzi jeszcze po ciemku i wraca wtedy, kiedy my już jemy kolację albo nawet później. Większość czasu spędzam sama w domu. Opiekuję się naszą córką, Zosią, ogarniam mieszkanie, trzymam się swoich przyzwyczajeń. Szczerze mówiąc, spokojnie miałabym pole do popisu, żeby knuć na boku mogłabym robić, co tylko mi się podoba i nikt by się nie dowiedział. A jednak, nawet przez sekundę o tym nie pomyślałam.
Jak jestem sama, zajmuję sobie głowę czymś pożytecznym trenuję, czytam, sprzątam, oglądam seriale, gotuję, wychodzę na spacery. Nie szukam dziury w całym ani nie potrzebuję potwierdzenia z zewnątrz. Nie powiem, że mam idealne małżeństwo bo nie mam. Kłócimy się, różnimy, bywamy zmęczeni. Ale jest coś podstawowego: uczciwość.
Nie podejrzewam Andrzeja o zdrady. Wiem, jaki jest, znam jego rytm dnia, tok myślenia, charakter. Nie sprawdzam mu telefonu i nie wymyślam scenariuszy. To daje mi spokój jak nie szukasz furtki do ucieczki, to nie musisz trzymać sobie żadnych otwartych drzwi.
Dlatego gdy czytam o cudzych zdradach, nie oceniam, ale nie mogę się też powstrzymać od lekkiego zdziwienia bo to chyba wcale nie chodzi o pokusę, urodę, nadmiar wolnego czasu czy łaknienie zainteresowania. U mnie po prostu nigdy nie brałam tego pod uwagę. Nie dlatego, że nie mogę, tylko dlatego, że nie chcę być tą osobą. I z tym śpię spokojnie.
A jakie Wy macie zdanie na ten temat?



