– Kiedy w końcu mój syn doczeka się potomka? zapytała z irytacją Zofia Kamińska, spoglądając na siedzącą przy stole synową.
– Dobrze pani wie, że już od trzech lat staramy się o dziecko westchnęła ciężko Wioletta. Każde spotkanie zaczyna się od tego samego pytania. Co ma robić? Lekarze zapewniają, że ani ona, ani Dawid nie mają żadnych problemów.
– No właśnie. Jesteście małżeństwem tyle czasu, a dziecka wciąż nie ma prychnęła Zofia. Pewnie w młodości nie próżnowałaś.
– Pani Zofio, co to za insynuacje? nie wytrzymała Wioletta, zatrzaskując laptop. O pracy mogła dziś zapomnieć. Dawałam pani ku temu powód? Proszę zmienić ton rozmowy!
– A co, inaczej co? udawała zdziwienie teściowa. Poskarżysz się Dawidowi? Może wcale nie boisz się, że stanie po mojej stronie? W końcu jestem jego matką.
Odpowiedzią była trzaskająca drzwiami Wioletta. Oczywiście nie zamierzała nic mówić mężowi. Nie dlatego, że wybrałby matkę, po prostu nie chciała go martwić.
**************************************************
Relacje Wioletty z teściową były trudne już od pierwszego spotkania. Zofii przeszkadzało dosłownie wszystko: wygląd synowej, sposób ubierania się, gotowanie, podejście do życia… Lista uwag zdawała się nie mieć końca. Zofia zdecydowanie sprzeciwiała się małżeństwu, naciskała na syna. Na szczęście Dawid potrafił postawić na swoim.
Wzięli ślub. Kobieta na chwilę się uspokoiła pomogło też to, że młodzi zamieszkali w mieszkaniu na drugim końcu Warszawy.
Nie minęło jednak i pół roku, a Zofia znalazła nowy powód do pretensji brak wnuków.
Wioletta z początku żartowała, że są jeszcze młodzi i chcą pobyć razem, poza tym ważna jest dla niej kariera. Na co Zofia odpowiadała kategorycznie, że rodzić trzeba jak najszybciej, najlepiej nie jedno dziecko, a więcej.
W końcu Wioletta uległa naciskom apodyktycznej teściowej. I wtedy zaczęły się kłopoty przez trzy lata poddawała się badaniom, łykała leki, ale efektów brak.
Jeden z lekarzy zasugerował, że być może problem tkwi w stresie. Zofia tylko parsknęła śmiechem, polecając zmienić lekarza na porządnego.
******************************************
Po kolejnej kłótni z teściową Wioletta dla oderwania myśli bezwiednie przewijała Facebooka. Zdjęcia dzieci ściskały serce. Ona naprawdę chciała zostać mamą, nie dla Zofii, tylko dla siebie.
Zatrzymała się na pewnym poście. Kobieta opisywała swoją pracę w warszawskim domu dziecka. Tyle jest dzieci, które nie mają nikogo…
Wioletta się zamyśliła. Czy może pokochać nieswoje? Przed oczami stanęła jej roześmiana dziewczynka, wyciągająca do niej rączki. Bez wahania podsunęła bliżej klawiaturę i zaczęła szukać informacji.
Było mnóstwo formalności, badań, zaświadczeń, ale pragnienie posiadania dziecka przeważyło nad strachem przed papierologią.
Pozostało przekonać Dawida. Martwiła się, jak zareaguje, ale on zaskakująco łatwo się zgodził pod warunkiem, że wezmą maluszka z interwencyjnego. I tak postanowili.
Po pewnym czasie ich rodzina powiększyła się o małą Malwinę, pięciomiesięczną dziewczynkę. Pokochała ją od pierwszego dnia. Jedyną osobą, która głośno protestowała przeciwko adopcji, była Zofia, ale nikt się już jej opinią nie przejmował. Dawid wręcz postraszył matkę, że jak nie przestanie robić scen, wyjadą z Warszawy. Teściowa nie miała wyjścia musiała udawać przed znajomymi zachwyconą babcię.
Minęło siedem lat. Malwina skończyła pierwszą klasę, zdobyła mnóstwo przyjaciół i była cudownie serdecznym, dobrym dzieckiem. Wioletta nie mogła się nacieszyć córką.
Latem całą rodziną pojechali nad Bałtyk. Ciepłe słońce, morska bryza, złoty piasek… Czego chcieć więcej do szczęścia? Tym bardziej, że Zofia Kamińska została w Warszawie.
Pod koniec urlopu Wioletta poczuła się gorzej. Nic nie mówiła bliskim, żeby ich nie martwić. Zaraz po powrocie postanowiła iść do lekarza.
Mimo cichych starań, Dawid zauważył, że żonie coś dolega. Nalegał na wcześniejszy powrót, obiecując, że jeszcze wrócą razem nad morze w ferie zimowe. Musiała się zgodzić.
Wyniki badań były dla nich totalnym zaskoczeniem, ale i ogromną radością Wioletta jest w ciąży! Najbardziej ucieszyła się Malwinka, już wczuwała się w rolę starszej siostry.
Zofia dowiedziała się dopiero po dwóch miesiącach, gdy ukrywać stanu już się nie dało. Wyczekawszy moment, kiedy Wioletta była sama w domu, zjawiła się z wizytą.
– Nie będę pytać, dlaczego wcześniej nic nie mówiłaś rzuciła z progu, lustrując brzuch synowej. Mam inne pytanie.
– Jakie? Wioletta poczuła ucisk na żołądku.
– Kiedy oddacie Malwinę do domu dziecka Zofia mówiła zupełnie poważnie. Teraz macie swoje dziecko, a przybrana może wrócić, skąd przyszła.
Wioletta aż się zatrzęsła. Nie wierzyła własnym uszom. Jak można mówić tak o dziecku, które stało się częścią ich rodziny?
– Mówi pani serio?
– Oczywiście prychnęła teściowa, wbijając w nią wzrok. Kiedy to zrobicie?
– Proszę natychmiast wyjść syknęła Wioletta, ledwo powstrzymując się od rękoczynów. I nigdy więcej tu nie wracać.
Wypchnęła zaskoczoną Zofię za drzwi i długo próbowała dojść do siebie. Zadzwonić do Dawida? Wiedziała, że dziś ma ważne spotkanie w pracy… Ale w końcu będzie musiała porozmawiać.
*********************************************
Wściekła Zofia ruszyła prosto do firmy syna. Ignorując sekretarkę, wtargnęła do gabinetu.
– Twoja żona wyrzuciła mnie za drzwi jak jakąś obcą! wybuchła.
– Cześć, mamo westchnął Dawid. Co jej powiedziałaś, że aż tak zareagowała?
– Po prostu zapytałam, kiedy oddacie tę dziewczynkę do domu dziecka. W końcu będziecie mieć swoje. Będzie wymagało uwagi, pieniędzy…
– Jak mogłaś w ogóle wpaść na taki obrzydliwy pomysł? Dawida ścisnęło w gardle. Zgniótł, a potem złamał długopis w rękach. Malwina zostaje z nami. Jest moją córką, czy ci się to podoba, czy nie.
– Skąd taki pomysł? Ona jest tylko przybrana. Już wystarczająco duża zrozumie, jak się jej to wytłumaczy.
– Nawet nie próbuj z nią o tym rozmawiać rzucił ze złością, odrzucając długopis i uderzając pięścią w biurko. Zrozumiałaś mnie dobrze?
– I jak mnie niby powstrzymasz? odparła z przekąsem teściowa, zmierzając do drzwi. Ta dziewczyna nie ma miejsca w naszej rodzinie. I ja tego dopilnuję.
Dawid długo patrzył na zamknięte drzwi. Sekretarka zajrzała z przeprosinami, że wpuściła gościa bez zapowiedzi, ale on już nad czymś intensywnie myślał.
Postanowił. Sięgnął po telefon…
***************************************
Wioletta spaceruje powoli po warszawskim parku, z uśmiechem patrząc, jak Malwina opiekuje się dopiero co rocznym braciszkiem. W rolę starszej siostry weszła z pełnym zaangażowaniem.
Na jednej z ławek siedzą dwie kobiety, głośno narzekające na swoje synowe. Myśli Wioletty uciekają mimowolnie do Zofii.
Od tamtej feralnej wizyty już się z teściową nie spotkały. Dawid w ciągu tygodnia spakował rodzinę i przeprowadził ich kilkaset kilometrów od Warszawy, wierząc, że to jedyny sposób, aby chronić Malwinę. Wiedział, że matka nie zawahałaby się opowiedzieć wszystkim, że dziewczynka jest adoptowana.
Teraz żyją spokojnie. Mają cudowną córkę, malutkiego synka, a niebawem pojawi się trzecie dziecko.
Dawid czasem dzwoni do ojca. Wie, że matka się nie zmieniła. Teraz zajęła się dopiero co zamężną córką. Dawid szczerze współczuje siostrze, choć jej ponoć to odpowiada.
Cóż, oni mają swoje życie, a on swoje. Patrząc dziś na rodzinę, czuje się szczęśliwy jak nigdy. I życzy tego każdemu.



