Ja nie mogę zostać twoją mamą i nie będę cię kochała, ale będę się tobą opiekować, więc nie obrażaj się. Bo przecież u nas i tak będzie ci lepiej niż w domu dziecka.
Dzień był, ujmując delikatnie, ciężki. Jan właśnie pochował swoją siostrę. Może nie był to zawsze wzór do naśladowania, ale jednak była mu bliska. Nie widział jej od pięciu lat i tak się skończyło tragedią.
Weronika, jak umiała, starała się podtrzymać męża i wzięła na siebie większość spraw organizacyjnych. Jednak na tym pogrzebie czekała ich jeszcze jedna, nie mniej ważna kwestia. Irmina, siostra Jana, zostawiła po sobie małego synka. I jakoś tak bez zbędnych dyskusji wszyscy zgromadzeni uznali, że młodszy brat Irminy czyli Jan powinien przejąć opiekę. Bo kto, jak nie rodzony wujek, ma zająć się chłopakiem? Temat nie podlegał dyskusji odpowiedź była jakby wpisana w DNA.
Weronika wszystko rozumiała, nawet za bardzo się nie sprzeciwiała, ale jedno ją uwierało. Nigdy nie chciała mieć dzieci. Ani własnych, a tym bardziej cudzych.
Już lata temu podjęła tę decyzję i szczerze wyznała to Janowi przed ślubem, a on przyjął to z typowym dla dwudziestolatka luzem. Nie i nie, żyjemy dla siebie tak uznali dekadę temu.
A teraz przyszło jej przyjąć zupełnie obcego chłopca pod swój dach. Pozostawienie go w domu dziecka nie wchodziło w grę Jan by tego nie przeżył, a Weronika nie zdobyłaby się na taką odwagę.
Wiedziała, że nie pokocha tego dziecka i nie zostanie dla niego matką. Chłopiec był jak na swój wiek nad wyraz rozgarnięty i Weronika postanowiła powiedzieć mu wszystko wprost.
Włodku, gdzie byś wolał mieszkać u nas, czy w domu dziecka?
Chciałbym mieszkać sam, w domu odparł Włodek.
Ale nie pozwolą ci mieszkać samemu. Masz tylko siedem lat, więc musisz wybrać.
To chcę z wujkiem Janem.
Dobrze, pojedziesz z nami, ale muszę ci powiedzieć jedno. Nie będę twoją mamą i nie pokocham cię, lecz będę o ciebie dbać. Nie obrażaj się. I tak u nas będzie ci lepiej niż w domu dziecka.
Formalności ogarnęli i wrócili wreszcie do domu.
Weronika była przekonana, że po tej rozmowie nie musi już udawać troskliwej ciotki wystarczy, że zapewni Włodkowi dach nad głową, nakarmi go, upierze skarpetki i pomoże z lekcjami. Duszy oddawać nie planowała.
Tymczasem Włodek bez przerwy pamiętał, że jest niekochany i żeby nie trafić do domu dziecka, musi być grzeczny jak z obrazka.
W domu zdecydowali się oddać Włodkowi najmniejszy pokój. Trzeba go było odświeżyć, przerobić na chłopięcy. Wybieranie tapet, mebli i dodatków to było coś, co Weronika uwielbiała. Zapragnęła, by pokój prezentował się doskonale! Tapetę wybrał Włodek, resztę skleciła Weronika. Nie żałowała złotówek, bo nie była skąpa po prostu nie lubiła dzieci.
Włodek był zachwycony! Szkoda tylko, że mama nie widzi nowego pokoju. Ach, gdyby chociaż Weronika mogła go pokochać… No cóż, dobra z niej kobieta, tylko z dziećmi jej nie po drodze.
Włodkowi często kołatało się to w głowie, zwłaszcza przed snem.
Ale trzeba przyznać, chłopak potrafił cieszyć się wszystkim. Cyrk, zoo, park linowy ile radości potrafił z siebie wykrzesać! Weronika z czasem zaczęła wręcz lubić wspólne wyprawy. Coraz większą frajdę sprawiało jej patrzenie na zachwyt Włodka.
W sierpniu Weronika z mężem mieli w planach urlop nad Bałtykiem, a Włodka miała na te dziesięć dni przejąć ich bliska kuzynka. Ale na chwilę przed wyjazdem Weronika wszystko przemyślała jeszcze raz. Strasznie jej się zachciało, by chłopak zobaczył morze. Jan trochę się zdziwił, ale w głębi duszy bardzo się cieszył chętnie zaopiekował się Włodkiem jak własnym synem.
A chłopiec był prawie szczęśliwy! Gdyby tylko jeszcze go pokochali… Ale może morze wynagrodzi wszystko!
Wyjazd był cudowny. Morze ciepłe, lody śmietankowe, a owoce aż cieknie ślinka. Ale każdy urlop kiedyś się kończy.
Powrót do codzienności: praca, dom, szkoła. Jednak coś u nich się zmieniło, pojawiło się nowe uczucie lekka radość, oczekiwanie na coś niezwykłego.
I stał się cud. Z wakacji Weronika przywiozła… nowe życie. Jak to możliwe? Przecież tyle lat skutecznie unikali nieplanowanych niespodzianek.
Co tu robić powiedzieć Janowi, czy załatwić wszystko po cichu? Po tym, jak pojawił się Włodek, Weronika już nie była taka pewna, że Jan trzyma się zasady żadnych dzieci. Przecież mąż pokochał chłopca, bawił się z nim, zabierał na mecz do Wisły Kraków
Ale na kolejny taki krok Weronika nie była gotowa. Podjęła decyzję trudną, ale własną.
Siedziała w klinice, aż nagle telefon ze szkoły. Włodka zabrano karetką z podejrzeniem zapalenia wyrostka. No to całość się odłoży.
Weronika wbiegła do szpitalnego oddziału. Włodek leżał blady, trząsł się aż przykro było patrzeć. Gdy zobaczył Weronikę, rozpłakał się na całego.
Weronika, błagam, nie odchodź! Boję się, zostań dzisiaj moją mamą. Proszę, tylko na jeden dzień, przysięgam, już nigdy, nigdy potem nie poproszę…
Uściskał ją mocno za rękę, łzy leciały jak z cembrowiny. Chyba była to prawdziwa dziecięca panika. Weronika nigdy dotąd nie widziała, by Włodek płakał, poza dniem pogrzebu.
Teraz wybuchł z całą siłą.
Weronika przytuliła jego rękę do policzka.
Kochany, spróbuj chwilę wytrzymać. Zaraz przyjdzie lekarz i wszystko będzie dobrze. Jestem tu, obok i nigdzie nie idę.
O rety, jak ona wtedy go pokochała! Ten chłopak z roziskrzonymi oczami jednak jest najważniejszy w jej życiu.
Chcę nie mieć dzieci? Co za bzdura! Dziś wieczorem wszystko powie Janowi będzie jeszcze jedno dziecko.
Podjęła decyzję dokładnie wtedy, gdy Włodek w bólu jeszcze mocniej ścisnął jej rękę.
Minęło dziesięć lat.
Dziś Weronika ma okrągłe urodziny kończy 45 lat. Goście w drodze, będą życzenia, kwiaty i tort. Na razie przy kawie wspomina przeszłość.
Jak to zleciało! Minęła młodość, dojrzałość. Dziś jest szczęśliwą żoną i mamą dwójki świetnych dzieciaków. Włodek ma już prawie osiemnaście, Zuzia dziesięć. I niczego nie żałuje.
No, może jednego. Tych pierwszych słów o nielubieniu dzieci. To ją gryzie chciałaby, żeby Włodek już ich nie pamiętał, żeby zapomniał na dobre.
Po tamtym szpitalnym dniu starała się często mówić mu, jak go kocha, lecz czy Włodek pamiętał jej pierwsze wyznania Weronika nigdy nie miała dość odwagi, by zapytać…



