Wszystko zaczęło się od telefonu od sąsiadki mojej mamy.
Basieńka, dzień dobry.
Dzień dobry, pani Jadwigo odpowiedziałem z lekkością, trochę zaskoczony.
Jak tam życie, jak dzieciaczki? ciągnęła dalej.
Wszystko w porządku, dziękuję odrzekłem, zaczynając się lekko niepokoić.
Nie wierzyłem, żeby pani Jadwiga dzwoniła tylko po to, żeby pogadać o wszystkim i o niczym. Moje przeczucie mnie nie zawiodło.
Basiu, a kiedy ostatni raz odwiedzałaś mamę?
Poczucie winy uderzyło mnie z całą siłą. Westchnąłem ciężko. Już od dawna mieszkaliśmy osobno, a odkąd mój syn poszedł do szkoły, wpadłem w taki kierat, że nawet nie wiedziałem kiedy tydzień mija.
Od rana szykuj śniadanie, ubierz młodego i wyślij do szkoły, potem cała dniówka w pracy, a po pracy galopem do sklepu i do domu. Tam znowu przecież kolacja, zmywanie, lekcje z synem Wieczorem ledwo żyję, jak wyciśnięta cytryna gdzie tu czas na odwiedziny? A w weekendy inne obowiązki: posprzątać, zrobić pranie, coś uprasować, choć odrobinkę odpocząć Rzadko do mamy zaglądałem, nie ma co się oszukiwać.
Dawno, pani Jadwigo przyznałem uczciwie. Ciągle sobie obiecuję, a czasu wciąż brak. Właśnie na sobotę planowałem
A nie zauważyłeś czegoś dziwnego w zachowaniu mamy? zapytała nagle ostrożnie.
Co ma pani na myśli? spytałem z niepokojem.
No może ostatnio była jakaś inna? Tak jakoś inaczej się zachowywała?
Nic nie zauważyłem odparłem, czując jak wewnątrz wszystko mi zamarza. A o co pani chodzi?
Oj, Basieńka, nawet nie wiem jak to ująć wymamrotała niepewnie. Może nie powinnam się mieszać
Ale co się stało?! aż krzyknąłem w słuchawkę, bo w głowie już malowałem najczarniejsze scenariusze.
Twoja mama chyba już na stare lata postradała rozum… wyrzuciła z siebie sąsiadka.
Ależ pani, z czego taki wniosek?!
Faceta sobie znalazła! Romans ma!
Niemożliwe! aż parsknąłem śmiechem z ulgą. Przecież mama ma już grubo po siedemdziesiątce, jakie tam romanse!
Oj nie mów, synku obruszyła się pani Jadwiga. Ja wiem co mówię, na własne oczy widziałam!
Kochanka?!
Nie, twoją matkę! Przecież to ona mi wszystko opowiedziała! zaczęła trajkotać sąsiadka. Wyobraź sobie wczoraj spotkałam ją na ulicy. Pędziła jak szalona, nawet mnie nie zauważyła. Musiałam ją zawołać. A ona mówi: Przepraszam, Jadwigo, bardzo się śpieszę, muszę kupić rybkę. Jak ci się wydaje lepszy dorsz czy mintaj?. Oniemiałam. Haniu mówię przecież ty nie znosisz ryby!. A ona na to: To nie dla mnie, tylko dla Wacusia. Tak zajada, aż mu się uszy trzęsą. I aż jej się twarz rozpromieniła. Rozumiesz?
E tam zamyśliłem się. Może to po prostu jakiś znajomy? a w głowie desperacko szukałem jakiegoś Wacusia spośród maminych kolegów. Jak na złość, nikogo sobie nie przypomniałem.
Co ty, jaki znajomy! Nie bądź dzieckiem! Mówię ci kochanek i już! orzekła stanowczo sąsiadka.
Mało tego! Ona go z ulicy przygarnęła! Teraz Wacuś mieszka z nią w mieszkaniu, wyobrażasz sobie?! A jak to jakiś bezdomny, złodziej, alkoholik albo wariat? Czasy mamy niepewne, licho wie, kogo się po ulicach spotyka.
No powiedz, widział kto normalnego faceta śpiącego na ulicy?
Zamurowało mnie na chwilę, aż zaniemówiłem z wrażenia. Ale pani Jadwiga nie milkła.
Tak-tak! Hania sama mi opowiadała: Idę ulicą, patrzę leży w kałuży, przemoczony, patrzy tylko wielkimi oczami. Jak mnie zobaczył, podniósł się dumnie, rozprostował No, prawdziwy mężczyzna!
Zabrałam go do siebie, wykąpałam, wyczesałam Taki przystojniak się zrobił. Tak mówię, Basia, ja na twoim miejscu bym się szybko tym zajęła. I to natychmiast!
Dziękuję pani wykrztusiłem i niemal natychmiast odłożyłem słuchawkę.
Byłem tak zaskoczony wiadomościami, że aż nie mogłem logicznie myśleć. Ręce mi zadrżały, a w myślach już widziałem, jak mama prowadzi do domu jakiegoś brudnego, pijącego typa. Brr Czekałem z utęsknieniem na żonę, żeby odbyć rodzinny sztab kryzysowy.
Moja mama chyba ma kochanka palnąłem od razu.
Ma na imię Wacuś i opowiedziałem wszystko, co usłyszałem od pani Jadwigi.
Żona zrobiła wielkie oczy, zamyśliła się, aż w końcu ze światełkiem nadziei wypaliła:
Pani Jadwiga to plotkara, kto to wie czy to nie jej bajeczki! Dzwoniłeś do mamy?
Nie przyznałem z pewnym zażenowaniem.
To zadzwońmy! Może panikujemy niepotrzebnie. Najlepiej sprawdzić u źródła!
Natychmiast chwyciłem za telefon i wybrałem numer mamy, włączając głośnik.
Hej zacząłem, słysząc maminy głos.
A, Basieńka! Co słychać?
Mamo powiedziałem ostrożnie jesteś sama?
Nie usłyszałem jej rozpromieniony śmiech jestem z Wacusiem.
Serce mi stanęło. Czyli to wszystko prawda!
Skąd on się wziął? spytałem, próbując ukryć drżenie głosu.
Ooo, to długa historia mama opowiadała bez zająknięcia, zupełnie bez zażenowania. Spotkałam go na ulicy. Taki był przemoknięty, biedny i zagubiony No nie potrafiłam przejść obojętnie. Strasznie mi się go żal zrobiło, aż się popłakać chciało. Teraz przynajmniej nie jest mi już smutno. W domu znów jest mężczyzna! Cuda wyprawia aż miałbyś go zobaczyć! zachichotała zadowolona.
Opadłem bezradnie na krzesło. Naprawdę mama postradała rozum?
Mamo, ale tak nie można zebrałem się w sobie. Przygarnianie byle kogo z ulicy i wpuszczanie do domu Wyrzuć go!
Basia, co ty wygadujesz! Przecież jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswoiliśmy, pamiętasz? Poza tym i tak mnie rzadko odwiedzacie, czuję się samotna. Teraz znowu mam radość życia! Nie pozbawię się Wacusia, nigdy! i rozłączyła się.
Moja żona stanowczo się podniosła:
Tego nie możemy tak zostawić. Ubieraj się, jedziemy do twojej mamy!
Całą nerwowo biegałem po mieszkaniu, walcząc z kurtką i butami. Żona krzątała się tak samo nerwowo.
Twoja mama jest zbyt ufna i dobra! Każdy ją może oszukać. Może to naciągacz? Wyłudzi od niej mieszkanie Skandal! No, zobaczymy tego Wacusia!
Po pół godzinie ścigania się przez miasto zaparkowaliśmy pod blokiem mamy. Otworzyłem bagażnik, wyjąłem młotek i przez chwilę rozważałem w ręce.
Co ty robisz? przestraszyła się żona.
Nie wiadomo, czy Wacuś sam wyjdzie burknąłem ponuro.
Nie, tylko bez przemocy! jęknęła, wyobrażając sobie groźną scenę.
Kiedy przekroczyliśmy próg mieszkania mama spojrzała na nas zdumiona:
A co wy tak wpadliście?
No i gdzie on jest?! ryknąłem do środka.
W salonie, na fotelu śpi zdziwiła się mama. O co w ogóle chodzi?
Już byłem w salonie, żona za mną.
Na ulubionym fotelu mamy zwinął się w najlepsze wielki rudy kocur! Gdy wszedłem, przeciągnął się, zawinął puszystym ogonem łapy i zamiauczał głębokim głosem.
Poznajcie mojego Wacusia powiedziała mama, wchodząc do pokoju.
To kot? wykrzyknęliśmy z żoną równocześnie.
No kot. A co wy sobie myśleliście? roześmiała się mama, widząc nasze miny.




