Zawsze pełno gości, pustka na stole i głodne dziecięce marzenia – historia Leny, który szukał bułki …

Wiesz, u Kamila w domu ciągle ktoś był w gościach. Niemal codziennie. Na stole same butelki po piwie i okurki, a jeść totalnie nie było czego. Nawet kawałka chleba trudno było znaleźć Kamil jeszcze raz zerknął na stół, ale tam tylko pusta puszka po paprykarzu.

Dobra, mama, idę już powiedział Kamil i zaczął powoli zakładać swoje stare, podarte trzewiki. Miał nadzieję, że matka go zatrzyma, powie: Dokąd idziesz, synu, nawet nie zjadłeś, na dworze zimno. Posiedź w domu, zaraz ugotuję ci kaszę, a gości pogonię i podłogę przetrę. Ale mama rzadko mówiła coś miłego. Jej słowa zawsze kłuły, Kamil czuł się przez nie coraz bardziej malutki i chciał się schować.

Tym razem postanowił odejść już na dobre. Miał dopiero sześć lat, ale czuł się dorosły. Najpierw chciał zarobić trochę pieniędzy, żeby kupić sobie bułkę, może nawet dwie, bo żołądek strasznie burczał. Jak zarobić? Nie miał pojęcia. Gdy przechodził obok kiosków, zauważył pustą butelkę wystającą ze śniegu. Wziął ją, potem znalazł jeszcze porzucony worek i cały dzień zbierał butelki.

Narobił ich dużo, dzwoniły mu w torbie. Już to widział oczyma wyobraźni: kupuje pachnącą bułkę z makiem albo z rodzynkami, może nawet polaną lukrem, ale na ten lukier pewnie nie wystarczy tych butelek, więc jeszcze trochę poszukał.

Podszedł pod peron, gdzie mężczyźni czekający na pociąg popijali piwo. Postawił ciężki worek obok kiosku, a sam poleciał po świeżą butelkę. Kiedy biegał, podszedł jakiś wytarty, wrogo wyglądający facet. Zabrał Kamila wszystkie butelki, spojrzał na chłopca tak groźnie, że Kamil musiał się odwrócić i odejść. Marzenie o bułce przepadło jak sen.

No, zbieranie butelek to jednak ciężka robota pomyślał Kamil i włóczył się dalej po zaśnieżonych chodnikach. Śnieg był mokry, nogi całkiem mu przemokły i zmarzły. Nagle zrobiło się ciemno.

Nie pamiętał nawet, jak trafił do jakiejś klatki schodowej, skulił się na półpiętrze koło grzejnika i zapadł w ciepły sen. Gdy rano się obudził, przez chwilę myślał, że ciągle śni, bo było ciepło, spokojnie, a w powietrzu unosił się zapach czegoś pysznego.

Wtedy do pokoju weszła kobieta z najcieplejszym uśmiechem.

No i co, chłopcze zagadnęła łagodnie ogrzałeś się? Porządnie się wyspałeś? No to chodź, coś zjesz. Bo w nocy idę, patrzę a Ty śpisz w klatce jak szczeniak jaki. Zabrałam Cię do siebie.

To teraz mój dom? zapytał Kamil, uśmiechając się niepewnie.

Jeżeli nie masz gdzie wracać, to może być Twój dom odpowiedziała pani.

Reszta była jak z bajki. Nieznajoma ciocia dbała o niego, wykarmiła, kupiła nowe ubrania. Powoli Kamil opowiedział jej o domu, gdzie mieszkał z mamą.

Ciocia miała na imię Jagoda dla Kamila to było najpiękniejsze imię świata, pierwszy raz je usłyszał. Uwierzył, że tylko dobra wróżka może tak się nazywać.

Chcesz, żebym została twoją mamą? zapytała pewnego dnia, obejmując go tak, jak obejmują prawdziwe mamy.

Oczywiście chciał! Ale szczęście trwało krótko. Po tygodniu przyszła po niego mama prawie trzeźwa, krzyczała na panią Jagodę: Jeszcze mi dziecko nie odebrali, to jest mój syn!

Wyprowadzała Kamila, sypiąc przekleństwami. Z nieba padały płatki śniegu, a Kamil myślał, że ten dom, w którym została taka dobra ciocia, to chyba jak biały pałac.

Potem życie znów stało się okropne. Matka piła dalej, a on uciekał z domu. Spał na Dworcu Głównym w Warszawie, zbierał butelki, za monety kupował chleb. Do nikogo się nie odzywał, niczego nie prosił.

Z czasem matka straciła prawa rodzicielskie, a Kamila umieszczono w domu dziecka.

Najbardziej bolało go to, że nie pamiętał dokładnie, gdzie znajduje się ten biały pałac i kochana ciocia Jagoda.

Minęły trzy lata. Kamil żył w domu dziecka. Zamykał się w sobie i nie rozmawiał z innymi. Największą frajdę sprawiało mu rysowanie, a rysował zawsze jedno biały dom i śnieg padający z nieba.

Pewnego dnia do placówki przyszła dziennikarka. Wychowawczyni oprowadzała ją po pokojach, przedstawiała dzieci. Gdy dotarły do Kamila, powiedziała:

Kamil to bardzo ciekawy chłopak, ale bardzo trudno nam go socjalizować. Ma kłopoty z kontaktami, chociaż jest już tutaj trzy lata. Szukamy dla niego rodziny.

Poznajmy się, jestem Jagoda przedstawiła się dziennikarka.

W tej chwili Kamil się ożywił, zaczął opowiadać o swojej dobrej cioci Jagodzie. Z każdym słowem rozkwitał, był jak zupełnie inne dziecko. Wychowawczyni patrzyła na niego zdumiona.

Imię Jagoda okazało się kluczem do serca Kamila.

Dziennikarka Jagoda nie wytrzymała, rozpłakała się słuchając tej historii. Obiecała napisać o nim w lokalnej gazecie, żeby może ta dobra ciocia przeczytała i dowiedziała się, że Kamil wciąż na nią czeka.

Obietnicy dotrzymała i stał się cud.

Ciocia Jagoda nie prenumerowała gazety, ale w dniu jej urodzin koleżanki z pracy podarowały jej kwiaty zawinięte w gazetę. W domu, rozpakowując bukiet, Jagoda zobaczyła nagłówek: Dobra ciocia Jagoda, szuka Cię chłopiec Kamil! Prosimy, odezwij się!

Przeczytała całą historię i od razu wiedziała, że chodzi o jej Kamila.

Kamil rozpoznał ją od razu. Wpadł jej w ramiona. Płakali wszyscy: on, Jagoda, wychowawczynie.

Tyle czekałem na ciebie powiedział.

Trudno było go przekonać, by puścił ciocię Jagodę do domu. Nie mogła go od razu zabrać, musiała przejść formalności adopcyjne, ale codziennie go odwiedzała.

P.S.
Potem Kamil miał już tylko szczęśliwe życie. Dziś ma 26 lat, skończył Politechnikę Warszawską, zaręczył się z fajną, mądrą dziewczyną o typowo polskim imieniu Malwina. Jest wesoły, otwarty, bardzo kocha swoją mamę Jagodę i zawdzięcza jej wszystko.

Gdy był już dorosły, Jagoda opowiedziała mu swoją historię. Jej mąż odszedł, bo nie mogli mieć dzieci, czuła się samotna i niepotrzebna. Właśnie wtedy znalazła Kamila w klatce schodowej i rozgrzała go swoją miłością.

Gdy wtedy odebrała go matka, Jagoda myślała ze smutkiem: Widocznie nie było mi pisane Ale była potem najszczęśliwsza, że los znów pozwolił im się odnaleźć.

Kamil próbował kiedyś odnaleźć matkę. Dowiedział się, że wynajmowały mieszkanie gdzieś w Warszawie. Matka wyjechała z miasta z jakimś facetem po odsiadce i już nigdy jej nie odnalazł. Ale chyba już nie musi…

Oceń artykuł
TwojaCena
Zawsze pełno gości, pustka na stole i głodne dziecięce marzenia – historia Leny, który szukał bułki …