-Nie jesteś już moją córką.

Nie jestem już twoją córką. Kim on jest i skąd się wziął, nie wiem. Czuję wstyd za ciebie. Przenoszę się do domu babci i będę żyła jak dorosła, poczuję odpowiedzialność za swoje czyny.
Jadwiga, słyszałaś? Do nas przyjechali pracownicy z delegacji, by pomóc w remontach. Chodźmy wieczorem do klubu? zadowolona Zosia rozsiadła się w fotelu.

Zosiu, co się stało? A co z Władkiem? Z nim zostanę? Zabiorę go ze sobą? rozbawiona Jadwiga.

A może poprosić ciocię Lubię? zapytała ostrożnie Zosia.

Jadwiga macha ręką, nie mając siły.

Co ty? Ona wciąż nie wybaczyła mi popełnionego błędu, nie może wybaczyć, że urodziłam syna. Chciała, żebym wydała się za Andrzeja, a ja wyjechałam na studia do miasta. Nie zdałam egzaminu, ale wróciłam z brzuchem w górze. Przez cały rok gniewała się na mnie, dopiero od dwóch miesięcy zaczęła ze mną rozmawiać. Więc idź z kimkolwiek, może ci się uda, znajdziesz kogoś.

Zosia wzdycha.

Dobrze, pójdę z Tąsią. Jutro wszystko ci opowiem.

Jadwiga kładzie syna spać, a sama wychodzi na werandę. Muzyka dochodzi do domu. Owinęła się w płaszcz i wyobraża sobie tańczących ludzi. Zosia pewnie znów założyła swoją tygrysią sukienkę. Jadwiga uśmiecha się cicho, przypominając sobie, jak wyglądała w niej jak żółta gąsienica. Westchnęła z żalem i poszła spać.

Rankiem, jeszcze przed świtem, przybiega Zosia. Na dodatek przychodzi matka Jadwigi w nieplanowaną wizycie. Jadwiga przyciska palec do warg, ale nie da się powstrzymać.

Co szkoda, że wczoraj cię nie było. Byli tam chłopcy. Jeden z nich nawet mnie oprowadził, nazywa się Wojtek. Rozmowny, dowcipny. Dzisiaj idę na randkę wypluwa Zosia w jednym zdaniu.

Matka Jadwigi pyta z potępieniem:

Pewnie już zamężna?

Zosia wzrusza ramionami.

Nie patrzyłam w dowód. A jak już jest, to przynajmniej będę miała co wspominać.

Ech, dziewczyny, co robicie? Andrzejek to nie żaden narzeczony. Ja przegapiłam swoje szczęście, ale ty, Zosiu, jeszcze możesz mu zawracać głowę podnosi ton ciocia Łucja, podjadając pomysł.

Łucjo, co ty mówisz? Kto go potrzebuje? A matka już go ma. Boże, od takiego szczęścia mam dosyć! wykrzykuje Zosia.

Odwraca się do Jadwigi:

Był taki chłopak, nie mogłam od niego oderwać oczu. Wszystkie dziewczyny wpadły w zachwyt. On stał z kumplami, potem odszedł sam. Nie zaprosił nikogo do tańca.

Nagle ciocia Łucja mówi zamyślona:

Jadugo, ty też mogłabyś pójść do klubu. Ja zostanę z Władkiem. Może poznasz kogoś poważnego, niezależnego. Władek potrzebuje ojca. Nie szukaj mężów. Oni wyczuwają, że kobieta jest samotna. Rozumiesz?

Jadwiga, nie mogąc uwierzyć w szczęście, kiwa głową i całuje matkę, szepcząc:

Idź już, drańku.

Jadwiga w najładniejszej sukni stoi z przyjaciółkami i wesoło gawędzi. Tęskni za beztroskimi chwilami.

Patrzcie, to on. Znowu przyszedł szepczą dziewczyny.

Jadwiga patrzy w jego stronę, nogi jej drżą. Obraca się gwałtownie i szepcze do Zosi:

Chyba pójdę do domu. Władek pewnie płacze bez mnie.

Zosia się zdziwiła.

Jadugo, co takiego? Po raz pierwszy wyjdziesz z domu na taniec i od razu uciekasz? Nie zatańczyłaś ani razu.

Jadwiga stanowczo odpowiada:

Idę. A do ciebie pewnie przyjdzie twój Wojtek. Nie będziesz się nudzić i rusza w stronę wyjścia.

Tuż przy drzwiach ktoś chwyta ją za rękę:

zatańczmy, dziewczyno?

Jadwiga próbuje odciągnąć rękę:

Nie tańczę.

Mężczyzna jednak nie daje za wygraną.

Daj mi jeden taniec, proszę.

W końcu odwraca się, a serce jej przyspiesza. To on ten sam chłopak, którego przypadkowe spotkanie ma odmienić jej życie. Nie rozpoznał jej. Serce zadrżało, a ona uśmiechnęła się:

Dobrze, tylko jeden, bo się spieszę.

On wiruje ją w tańcu.

Rozumiem, chyba twój mąż się martwi?

Jadwiga odpowiada chłodno:

Nie jestem zamężna.

On mruga, a w jej piersiach znów przypływa dreszcz.

Czy więc mam szansę? pyta figlarnie.

Jadwiga odsuwa się.

Nie liczę na to i wybiegła z klubu.

Po drodze do domu płacze. Zapamiętała go na całe życie, można powiedzieć, że od razu się w nim zakochała, a on jej nie rozpoznał.

Spotykają się w pociągu. Jadwiga wraca smutna po niezdanym egzaminie. On jedzie w odwiedziny do rodziców. Widząc jej smutek, próbuje ją rozweselić.

Nazywam się Maksym. Mama woła mnie Maks, a siostrzenica Maśka. Wybierz, co ci pasuje.

Jadwiga się uśmiecha.

Maśce jest ciekawiej.

On podaje rękę:

Już prawie się poznaliśmy. A jak ci się nazywa, piękna istoto?

Uśmiecha się:

Jadwiga.

Maksym przytakuje poważnie:

Myślałem tak. Królewska nazwa.

Po kolei opowiada, że nie zdała studiów i że matka będzie o tym przypominać latami.

Przygotuj się na zimę i spróbuj jeszcze raz radzi Maksym.

Jadwiga cieszy się:

Naprawdę nie pomyślałam o tym. Dziękuję.

On patrzy na nią zamyślony:

Nie ma za co. A czy ktoś ci nie mówił, że jesteś bardzo piękna?

Jadwiga się rumieni.

To zwykła ja, nie przesadzaj. Ale dzięki.

Maksym zbliża się:

To prawda i niespodziewanie całuje ją. Jadwiga czuje zawroty. To było jednocześnie wstyd i słodycz. Maksym wychodzi szybciej.

Na pewno cię znajdę.

Dopiero później Jadwiga z przykrym przeczuciem zauważa, że nie zapytał nawet jej adresu.

Potem odkrywa, że jest w ciąży, a matka z obrzydzeniem mówi:

Nie jesteś już moją córką. Kim on jest i skąd przybył, nie wiem. Wstyd mi za ciebie. Przenoszę się do domu babci, będziesz żyła jak dorosła, weź odpowiedzialność za swoje czyny.

Jadwiga przed porodem podejmuje pracę w bibliotece. Pracuje do urlopu macierzyńskiego. Z szpitala przywitała ją Zosia. Matka nawet nie przyszła. Gdy Władkowi skończyło się pięć miesięcy, serce Jadwigi nie wytrzymało i w końcu pojawiła się.

To nie nasz rodzaj stwierdziła, wydając werdykt.

Jednak przychodzi częściej, przynosząc wnukowi zabawki.

Dlaczego tak wcześnie? pyta matka. Nie było nic ciekawego. A jak Władek?

Matka się uśmiecha:

Twoje dziecko śpi. Skoro przysłałaś się, zostaję w domu.

Jadwiga zamyka za nią drzwi i próbuje zasnąć. Udaje się dopiero o świcie. Zaspana karmi syna. Władek marudzi i nie chce jeść kaszki.

Nie zjesz nie wyrośniesz, jak twój tata. A on jest silny i przystojny.

To ty o mnie mówisz? Miło mi. Czy to mój syn? rozlega się głos zza drzwi.

Jadwiga podaje łyżkę.

Ty? Skąd? uśmiecha się Maksym.

Mówiłem, że cię znajdę. Nie wiedziałem, że w tym czasie urodziłaś syna. Byłem tak zdumiony, że nie zapytałem, gdzie mieszkasz. Los najwyraźniej postanowił, że mamy być razem mówi i robi minę do Władka.

Władek śmieje się wesoło.

Rano matka znajduje szczęśliwą Jadwigę i nieznajomego mężczyznę, który nosi zadowolonego synka na ramionach.

To on? pyta matka.

Tak uśmiecha się Jadwiga.

Matka podchodzi do Maksyma i podaje rękę:

Nazywam się Miłka Janowa. A ty będziesz moim synem i mężem, będę cię pilnować.

Maksym mocno ściska jej dłoń i przytakuje.

Rozumiem.

Polubcie i zostawcie komentarze!

Oceń artykuł
TwojaCena
-Nie jesteś już moją córką.