PREZENT ŚWIĄTECZNY – No, synku, opowiadaj, jak tam u ciebie, jak minął dzień? Tata, pan Wiktor, …

PREZENT

No synu, opowiadaj, jak ci minął dzień, co się wydarzyło?
Wróciłem z pracy zmęczony, ale z radością podniosłem i posadziłem obok siebie na kanapie mojego pięcioletniego Antosia. Przegłaskałem mu miękkie, jasne włosy, a żona Zofia przygotowywała w kuchni kolację. W mieszkaniu panowało ciepło, przytulność, a na honorowym miejscu w salonie, pomiędzy mruczącym telewizorem a regałem z książkami, kolorowymi światełkami migotała niska, lecz efektownie przystrojona choinka. Do Sylwestra została już tylko doba.

Wszystko dobrze! oznajmił mój dziedzic. Ale mój kolega Kuba ma kiepsko.

Co mu się stało, temu Kubie? zapytałem z zainteresowaniem. Ten z klatki obok, prawda?

Tak, to on potwierdził Antoś.

Dzisiaj na przedszkolnej wigilii nie dostał prezentu wyjaśniła Zofia, wychylając się z kuchni, w otoczeniu zapachu pieczonego kurczaka. Biedne dziecko… No, ręce umyć panowie i do stołu!

Jak to nie dostał? zdziwiłem się, podnosząc się z kanapy. Przecież wszystkim rozdawali, a akurat Kubie nie?

Tak, wszystkim dali, a jemu nie przyznał Antoś, zsuwając się z kanapy za mną. Śnieżynka i Święty Mikołaj rozdali wszystkim, tylko nie jemu. Czekał na swoją kolej…

To co to za Śnieżynka i Mikołaj, że dzieciaka skrzywdzili? zirytowałem się. Przysunąłem sobie krzesło i usiadłem przy stole.

Oni tu nic nie zawinili wzruszyła ramionami Zofia. Może mama Kuby nie wpłaciła na prezent albo nie miała za co Tak bywa. Antoś, umyłeś ręce?

Pewnie, razem żeśmy się myli odpowiedziałem, krojąc chrupiącego kurczaka i rozkładając na talerze. Jeśli za niego nie wpłacili, to powinni jakoś dziecku zapewnić prezent. Przedszkole przecież Jak ta pani Dorota z przedszkola mogła dopuścić do tego? Żeby Śnieżynka i Mikołaj publicznie pominęli Kubę?

Pani Dorota była Śnieżynką ogłosił Antoś. A Mikołaj to nasz konserwator!

Tym bardziej! nie mogłem się uspokoić. Naprawdę nie dało się załatwić jednego prezentu dla chłopca? Później rodzic by oddał Brak serca.

Widać nie mogli westchnęła Zofia. Ja bym znalazła sposób.

A rodzice Kuby? Pozwolili na to, żeby ich syn wyszedł z niczym? nie odpuszczałem. Nie rozumiem tego Antoś!

Spojrzałem na syna zajadającego kurczaka.

Podzieliłeś się prezentem z kolegą?

Syn spojrzał na mnie z wyrzutem.

Tak, tato, próbowałem. I jeszcze Michał, Kasia, Olek. Ale Kuba nie przyjął od nikogo.

Ale duma! zdumiała mnie jego postawa. I nie płakał?

Nie wiem, nie widziałem uczciwie przyznał Antoś.

Niesamowity chłopak pochwaliłem go. Nie zasłużył na takie traktowanie.

Tak, serce się kroi współczuła Zofia. Pewnie było mu przykro.

Proponuję naprawić to zaniedbanie! oznajmiłem stanowczo, coś już planując, bo poczułem, jak rumieniec ściga mi się po policzkach.

A jak? spytała Zofia, wycierając dłonie w serwetkę. Antoś też oczekiwał odpowiedzi.

Zobaczycie odpowiedziałem tajemniczo. Kto wie, w którym mieszkaniu mieszka Kuba? Ty, Antoś?

Nie, nigdy u niego nie byłem, tylko na podwórku i w przedszkolu się bawimy.

Da się dowiedzieć odparła Zofia po chwili. Mam koleżankę, zna każdego w naszym bloku. Zaraz zadzwonię. Ale, po co?

Zadzwoń! Teraz nalegałem.

No to sami przygotujecie stół i zmyjecie! zaśmiała się Zofia.

Trzydzieste piąte, nazwisko Majewscy po kilku minutach wróciła z wiadomością. Mama Karolina, tata nie mieszka, rozeszli się, przy czym nie wiadomo, czy sama go wyrzuciła, czy sam odszedł. Mieszkają we dwójkę.

Skąd takie szczegóły? uśmiechnąłem się.

Moja Wanda wszystko wie, siedzi w komitecie blokowym uśmiechnęła się Zofia. Wie więcej niż Google.

Rozwiązane stwierdziłem. Antoś, zjadłeś cały prezent?

Jeszcze nie zmartwił się syn. Mama mówi, za dużo słodkiego szkodzi.

Ma rację przytaknąłem. Torebka po prezencie jest cała?

Tak odpowiedział Antoś. Ostrożnie rozpakowałem.

To świetnie pogłaskałem go. Przełóż resztę cukierków do innej torebki, tę zostaw mi.

Po co? spytał nieufnie, ale wrócił po chwili z kolorową torebką. Wysypał na stół garść cukierków i ciastek.

Zofia, patrząca milcząco na zamieszanie, odezwała się:

Chcecie podarować Kubie prezent? I kiedy? Kto dostarczy?

Najlepiej dziś! odparłem. Co myślisz, Antoś?

Oczywiście! Dzisiaj! zawołał syn. Dam mu trochę swoich słodkości!

Jeśli ci nie żal, to tak uśmiechnąłem się.

Pójdziemy razem, prawda? spytał Antoś, pakując słodycze.

Ale dziś już oferowałeś mu poczęstunek, a nie chciał powiedziałem. Chyba trzeba inaczej…

Zniknąłem do pokoju, wróciłem przebrany za Świętego Mikołaja: białe buty, czerwony płaszcz z białym futrem, czapka, duża broda, laska i worek na prezenty, choć pusty.

Antoś patrzył na mnie niepewnie, po czym zapytał:

Tato, czy to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej?

Ja przyznałem. Przepraszam, że nie mówiłem wcześniej. W pracy poprosili mnie, żebym zagrał Mikołaja. Spodobało się i tak już trzy razy występuję, a przy okazji i u was. Podobało ci się w zeszłym roku?

Bardzo! pochwalił mnie. Fajnie mieć własnego Mikołaja!

Przytulił się do mojej nogi.

Zofia dodała jeszcze cukierków, zawiązała wstążkę, wrzuciłem torebkę do worka i poprawiając brodę powiedziałem:

Gotowi, mogę odwiedzić skrzywdzonego Kubę?

Jasne! zgodnie odpowiedzieli.

Mogę iść z tobą do Kuby, tato? spytał Antoś.

Zamiast Śnieżynki? zaśmiałem się.

Jako Zajączek! zawołał, poleciał po swój strój. Wrócił w białym kombinezonie z uszami i ogonkiem. Na twarzy kartonowa maska z nosem i wąsami.

No dobrze, idziemy, ale załóż kurtkę, mimo że jesteś zając bielak, przecież zima!

Synek toczył worek z prezentem, prawie większy od niego, obok mnie, stukającego laską jak rasowy Mikołaj.

Po jakiś dziesięciu minutach wróciłem sam, trochę zawstydzony.

Gdzie Antoś? zaniepokoiła się Zofia.

Spokojnie, został u Kuby, grają razem. Niedługo odbiorę powiedziałem, wycierając spoconą twarz brodą.

Usiadłem w stroju Mikołaja na kanapie, burknąłem:

Ale historia!

Opowiedziałem żonie, co się przydarzyło: okazało się, byliśmy już szóstymi, którzy tego wieczoru przynieśli Kubie prezent! I pewnie nie ostatnimi. Przed nami wychodziła sama pani Dorota, kierowniczka, już nie w stroju Śnieżynki.

Jak się tłumaczyła, przepraszała mamę Kuby, przepraszała chłopca mówiłem, zdejmując płaszcz i brodę. Ktoś nagrał wigilię i wrzucił do internetu na miejskim portalu. W kilka godzin tysiące wyświetleń i lawina komentarzy!

Naprawdę? zdziwiła się Zofia. Zobaczę sobie.

Ale najważniejsze, że mama Kuby wpłaciła pieniądze na prezent, tylko trochę za późno…

W sumie jej wina przerwała Zofia. Ale z drugiej strony, sama wychowuje dziecko, a pieniędzy zawsze brak. Przedszkole powinno załatwić sprawę inaczej.

No właśnie, w efekcie bez winy został pokrzywdzony chłopiec podsumowałem. Przykro, że nikt w przedszkolu nie wykazał się sercem.

Szkoda, że nie jestem kierowniczką nad Dorotą westchnęła Zofia. Takich trzeba zwalniać…

Może ją zwolnią, może się poprawi ale ktoś, kto pracuje z dziećmi, nie powinien się tak zachowywać.

Chwilę milczałem, zamyślony. Potem dodałem:

Wiesz, ojciec Kuby też przyszedł! Z prezentami, przepraszając, aż płakał…

Naprawdę? ucieszyła się Zofia.

Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Antoś wrócił.

Dlaczego sam wróciłeś? zdziwiłem się. Miałem cię odebrać.

Przecież nie jestem już malutki odparł Antoś. Poza tym zrobiło się nudno.

Dlaczego?

Kuba i jego rodzice najpierw się kłócili, potem płakali. Weszliśmy z Kubą do kuchni, a oni się już obejmowali. Gdy Kuba do nich podszedł, wszyscy troje się obejmowali i znowu płakali. Dziwni jacyś! Nawet nie zauważyli, że wyszedłem…

Z uśmiechem spojrzeliśmy z Zofią na siebie, ulga rozlała się po domu.

No to chodźcie na herbatę zaproponowała Zofia. Kto nie uśnie, ten będzie z nami witać Nowy Rok. Niech będzie dla wszystkich szczęśliwy!

Niech będzie! zgodził się wspaniałomyślnie Antoś.

Kończąc ten dzień, zrozumiałem, że najważniejsze to mieć serce dla innych nawet gdy nie wszystko zależy od nas, zawsze możemy zrobić drobny gest, który komuś przywróci radość.

Oceń artykuł
TwojaCena
PREZENT ŚWIĄTECZNY – No, synku, opowiadaj, jak tam u ciebie, jak minął dzień? Tata, pan Wiktor, …