Żartujesz, mówi Tosia, patrząc szeroko otwartymi oczami na Wojciecha Kowalskiego.
On kiwa głową.
Nie, nie żartuję. Daję ci tydzień na przemyślenia, bo oferta nie jest zwykła. Zgaduję, co teraz myślisz. Zważ wszystko, przemyśl dobrze wrócę za tydzień.
Tosia obserwuje go, zdumiona. Słowa, które właśnie wypowiedział, nie mieszczą się w jej głowie.
Zna Wojciecha od trzech lat. Prowadzi sieć stacji paliw i kilka innych firm. Tosia pracuje tam dorywczo jako sprzątaczka. Zawsze wita pracowników serdecznie i rozmawia z nimi z szacunkiem. Generalnie to człowiek dobry.
Wynagrodzenie na stacji jest przyzwoite, więc nie brakuje chętnych do pracy. Dwa miesiące temu, po zakończeniu sprzątania, Tosia siedzi przed stacją, bo zmiana już prawie się kończy i ma chwilę wolnego czasu.
Nagle otwiera się drzwi serwisowe i pojawia się Wojciech.
Czy mogę usiąść?
Tosia wstaje.
Oczywiście odpowiada, nie potrzebując pytania.
Dlaczego tak szybko wstajesz? Usiądź, nie gryzę. Ładna pogoda, prawda? mówi, uśmiechając się.
Tosia siada ponownie.
Tak, wiosna zawsze przychodzi z dobrą aurą.
Bo wszyscy mają dość zimy.
Może masz rację.
Wojciech kontynuuje: Chciałem zapytać, po co sprzątasz? Grażyna zaproponowała ci stanowisko operatora, prawda? Lepsze wynagrodzenie, łatwiejsza praca.
Chciałabym, ale grafiki nie dają rady tłumaczy Tosia. Moja córka jest mała i choruje. Kiedy jest zdrowa, sąsiadka może się z nią zająć, ale gdy się pogorszy, muszę być przy niej. Grażyna i ja zamieniamy się zmianami, kiedy trzeba. Zawsze mi pomaga.
Rozumiem Co się dzieje z dziewczynką?
Nie pytaj Lekarze niewiele rozumieją. Ma napady nie może oddychać, wpada w panikę, różne objawy. Najważniejsze badania są prywatne. Mówią, że może minąć z wiekiem, ale ja nie mogę czekać
Trzymaj się. Wszystko będzie dobrze.
Tosia dziękuje mu. Tego wieczoru Wojciech wręcza jej bonus, nie podając żadnego wyjaśnienia, po prostu przekazując pieniądze.
Nie widzi go już, aż do dziś, kiedy pojawia się pod jej domem. Gdy Tosia go zauważa, serce prawie jej zatrzymuje, a jego propozycja okazuje się jeszcze gorsza.
Wojciech ma syna, Stasia, prawie trzydziestoletniego. Siedem lat spędził w wózku po wypadku. Lekarze zrobili, co mogli, ale nie wrócił na nogi. Depresja, wycofanie, prawie całkowite milczenie, nawet w stosunku do ojca.
Wojciech wymyśla więc plan: wyjść Stasia za żonę. By miał cel, chęć życia, walki. Nie jest pewny, czy to zadziała, ale widzi w Tosii idealną kandydatkę.
Tosiu, będziesz otoczona opieką. Dostaniesz wszystko, co potrzebne. Twoja córka otrzyma wszystkie badania i leczenie, którego potrzebuje. Proponuję roczny kontrakt. Po roku odchodzisz, nieważne co się stanie. Jeśli Stas się poprawi wspaniale. Jeśli nie wynagrodzę cię hojnie.
Tosia nie wypowiada słowa wściekłość przejmuje kontrolę.
Wojciech, jakby czytał jej myśli, mówi cicho:
Tosiu, pomóż mi. To korzystne dla nas obu. Nie jestem pewien, czy mój syn cię dotknie. A dla ciebie to łatwiej będziesz szanowana, formalnie zamężna. Wyobraź sobie, że nie kochasz, a tylko sytuacja cię do tego zmusza. Proszę, nie mów nikomu o tej rozmowie.
Chwila, Wojciechu A Stas, czy się na to zgadza?
Mężczyzna wzrusza smutnym uśmiechem.
Mówi, że nie ma znaczenia. Powiem mu, że mam problemy w biznesie, zdrowotne Najważniejsze, że jest żonaty, prawidłowo. Zawsze mi ufał. To więc… kłamstwo dla większego dobra.
Wojciech odchodzi, a Tosia siada, sparaliżowana. Wewnątrz gotuje się oburzenie, ale jego proste, szczere słowa nieco łagodzą propozycję.
Gdy rozmyśla, co zrobić dla małej Zosi, przychodzi myśl: wszystko.
Jej zmiana jeszcze się nie kończy, kiedy telefon dzwoni:
Tosiu, szybko! Zosi ma kolejny napad! Silny!
Jadę! Wezwij karetkę!
Dociera właśnie, gdy karetka zatrzymuje się przy bramie.
Gdzie byłaś, mamo? pyta lekarz surowo.
W pracy
Napad jest poważny.
Może powinniśmy jechać do szpitala? pyta nieśmiało Tosia.
Lekarz, pierwszy raz w domu, macha zmęczoną ręką.
Po co? Nie pomogą. Tylko podniosą stres dziecka. Lepiej jedź do Warszawy, do dobrej kliniki, do prawdziwych specjalistów.
Czterdzieści minut później lekarze odchodzą. Tosia dzwoni do Wojciecha.
Zgadzam się. Zosia znów miała napad.
Następnego ranka wyjeżdżają. Wojciech przyjeżdża po nich, towarzyszy mu młody, ogolony mężczyzna.
Tosiu, weź tylko najpotrzebniejsze. Resztę kupimy.
Zosia patrzy na samochód z ciekawością duży i błyszczący. Wojciech kuca przed nią.
Podoba ci się?
Bardzo!
Chcesz usiąść przodu? Zobaczysz wszystko.
Mogę? Naprawdę chcę!
Dziewczynka spogląda na matkę.
Jeśli policja zobaczy, napiszemy mandat, mówi Tosia stanowczo.
Wojciech śmieje się i otwiera drzwi.
Wskakuj, Zosiu! A jak ktoś chce nałożyć mandat, my im go odprowadzimy!
Zbliżając się do willi, Tosia coraz bardziej się denerwuje.
Boże, po co się zgodziłam? Co jeśli będzie dziwny, agresywny?
Wojciech zauważa jej niepokój.
Tosiu, odetchnij. Do ślubu jest tydzień, możesz się wycofać w każdej chwili. Stas to dobry chłopak, mądry, ale coś w nim się złamało. Zobaczysz sam.
Tosia wysiada, pomaga Zosi zejść z auta i nagle zamiera, patrząc na dom. To nie zwykły dom to prawdziwa rezydencja. Zosia, nie mogąc powstrzymać radość, krzyczy:
Mamo, mieszkamy teraz jak w bajce?!
Wojciech śmieje się, podnosi dziewczynkę na ręce.
Podoba ci się? pyta.
Bardzo!
Do ślubu Tosia i Stas spotykają się rzadko tylko przy kolacjach. Młody prawie nie je, prawie nie mówi. Siedzi przy stole, obecny ciałem, ale myślący gdzie indziej. Tosia obserwuje go uważnie. Wygląda przystojnie, choć blado, jakby nie widział słońca od dawna. Czuje, że podobnie jak ona, cierpi. Jest wdzięczna, że nie porusza tematu nadchodzącego małżeństwa.
W dniu ślubu wokół Tosii kręci się setka osób. Sukienka przychodzi dosłownie dzień przed ceremonią. Gdy ją widzi, pada na krzesło.
Ile to kosztuje? pyta.
Wojciech się uśmiecha.
Tosiu, nie musisz wiedzieć. Lepiej nie pytać. Zobacz, co jeszcze mam.
Wyciąga miniaturową kopię sukni.
Zosiu, przymierzymy?
Dziewczynka krzyczy tak głośno, że muszą zasłonić uszy. Następnie przymierza mała księżniczka chodzi po pokoju z dumą.
W pewnym momencie Tosia zauważa Stasia w drzwiach swojego pokoju, przyglądającego się Zosi. W jego oczach cień uśmiechu.
Zosia teraz mieszka w pokoju obok ich sypialni. Ich sypialnia. Jeszcze niedawno Tosia nie wyobrażała sobie takiego życia.
Wojciech proponuje wyjazd na wieś, ale Stas odmawia.
Dzięki, tato. Zostaniemy w domu.
Łóżko jest ogromne. Stas trzyma dystans, nie robi żadnych ruchów. Tosia, planująca czuwanie całą noc, nagle zasypia.
Mija tydzień. Wieczorami rozmawiają. Stas okazuje się niezwykle bystry, dowcipny, zainteresowany książkami i nauką. Nie próbuje zbliżać się do niej. Stopniowo Tosia się rozluźnia.
Pewnej nocy budzi ją nagły wzrok serce wali jak szalone.
Coś jest nie tak
Biegnie do pokoju córki. Znowu Zosia w trakcie napadu.
Stasie, pomóż! Wezwij karetkę!
Stas jest przy drzwiach w sekundę i chwyta telefon. Minutę później wbiega senny Wojciech.
Zadzwonię do Aleksandra sam.
Karetka przyjeżdża szybko. Lekarze w nowoczesnych kombinezonach, z nowoczesnym sprzętem. Potem przychodzi rodzinny lekarz, rozmawiają po zakończeniu napadu. Tosia siedzi przy córce, Stas trzyma jej rękę.
Tato, pyta cicho, czy ona ma to od urodzenia?
Tak Były setki wizyt, testy, a nic nie pomogło. Dlatego moja była żona mówiła, żebym nie wtrącał się w jego życie.
Czy go kochałaś?
Pewnie. Ale to już lata temu
Więc zgodziłaś się na ofertę mojego ojca
Tosia podnosi brwi ze zdziwieniem. Stas się uśmiecha.
Tata uważa, że nic nie wiem, ale ja zawsze czytam go jak otwartą książkę. Bałem się, kogo znajdzie dla mnie. Gdy cię zobaczyłem byłem zaskoczony. Nie jesteś typem, który podjąłby się tego za pieniądze. A teraz wszystko do siebie pasuje.
Patrzy na nią.
Tosiu, nie płacz. Wyleczymy Zosię. Jest wojowniczką. Nie złamała się w przeciwieństwie do mnie.
Dlaczego ty się złamałeś? Byłeś mądry, przystojny, dobry
Bądź szczera: czy poślubiłabyś mnie, gdyby wszystko było inaczej?
Tosia myśli chwilę i kiwa.
Tak. Myślę, że kochałabym cię łatwiej niż wielu mężczyzn, którzy udają bohaterów. Ale to nie o to chodzi. Po prostu nie potrafię wyjaśnić.
Stas się uśmiecha.
Nie musisz. Z jakiegoś powodu wierzę ci.
Kilka dni później Tosia łapie Stasia przy dziwnej czynności. Składa skomplikowane urządzenie, próbuje coś dopasować.
To trener, wyjaśnia. Po wypadku miałem go używać przynajmniej trzy godziny dziennie. Potem przestałem, bo nie miałem ochoty. Teraz wstyd mi przed Zosią, przed tobą.
Do drzwi puka. Na progu pojawia się głowa Wojciecha.
Czy mogę?
Wejdź, tato.
Mężczyzna zamarza, gdy widzi, czym syn się zajmuje. Połyka ślinę i zwraca się do Tosii.
Powiedz mi jak trudne były twoje porody?
Dlaczego?
Lekarz twierdzi, że mogło przyciągnąć Zosię ostro i uszkodzić kość skroniową. Na zewnątrz wszystko się zagoiło, nic nie widać. Wewnątrz uciska nerw.
Tosia spada na krzesło.
To niemożliwe Co teraz robimy?
Łzy spływają po jej policzkach.
Cicho, nie płacz, mówi Wojciech. Lekarz stwierdził, że to nie wyrok. Potrzebna operacja. Usuną to, co uciska, a Zosia będzie zdrowa.
Ale to jej głowa To niebezpieczne
Stas chwyta ją za rękę.
Tosiu, słuchaj taty. Zosia przeżyje bez tych napadów.
Ile to będzie kosztować?
Wojciech patrzy na nią zaskoczony.
To już nie twoja sprawa. Jesteś teraz naszą rodziną.
Tosia zostaje w szpitalu z Zosią. Operacja udaje się. Po dwóch tygodniach mają wrócić do domu.
Dom.
Ale Tosia nie wie już, gdzie naprawdę jest jej dom.
Stas dzwoni codziennie. Rozmawiają długo o Zosi, o sobie, o drobnych sprawach. Czują się, jakby znali się całe życie.
Czas leci. Roczny kontrakt się kończy. Tosia stara się nie myśleć o przyszłości.
Wieczorem wracają. Wojciech przyjeżdża po nich poważny, spięty.
Coś się stało?
Nie wiem, jak to ująć Stas od dwóch dni pije.
Co? On nigdy nie pił!
Myślałem, że tak Ćwiczył miesiąc, robił postępy a potem pękł. Mówi, że nic nie działa.
Tosia wchodzi do pokoju. Stas siedzi w ciemności. Włącza światło i zaczyna usuwać butelki ze stołu.
Co wyciągasz?
Nie pijesz już.
Dlaczego nie?
Bo jestem twoją żoną i nie lubię, gdy pijesz.
Stas jest zaskoczony.
Nie będzie długo Zosia jest zdrowa, więc nie masz już powodu zostawać z niepełnosprawnym mężczyzną.
Tosia prostuje się.
Mówisz z idiotą? Stas, myślałem, że jesteś silny i mądry, że sobie poradzisz. Czy naprawdę się myliłem?
Stas zniża głowę.
Przepraszam Nie dałem rady.
Dobrze, jestem już w domu. Spróbujemy jeszcze raz?
Rok się kończy. Wojciech jest nerwowy: Stas dopiero zaczyna stać na chodziku. LekarW końcu wszyscy zrozumieli, że prawdziwym domem jest nie miejsce, lecz ludzie, którzy trwają przy sobie mimo przeciwności.




