Tato, jak mogłeś? Jak mogłeś tak postąpić wobec mamy?!
Zosia spacerowała z przyjaciółką po łódzkim parku im. Sienkiewicza, gdy nagle zobaczyła mężczyznę i kobietę. Przytulali się, a on szeptał jej coś do ucha. Kobieta promieniała szczęściem. Zosia patrzyła zszokowanymi oczami, nie mogąc się ruszyć.
Zosiu, co się dzieje? Halo, Zosiu! zaniepokoiła się przyjaciółka.
Nic, Kasia. Chodź już odpowiedziała nagle Zosia.
Pożegnały się, a Zosia ruszyła w stronę swojego mieszkania. Nie mogła uwierzyć w to, co ujrzała.
Tato, jak mogłeś? Jak mogłeś tak nas zostawić, mamę i mnie?! kotłovalo się w jej głowie.
Wyszły z Kasią z zajęć w Pałacu Młodzieży. Zosia nie miała ochoty wracać do domu i zaproponowała:
Kasia, pójdziemy do parku?
Jasne, póki jeszcze jasno! przystała chętnie Kasia.
Park nie był po drodze, ale chciały się przejść.
Spacerowały alejkami, mijając zakochane pary, na które patrzyły z lekką zazdrością. Nikt nie zwracał na nie uwagi. Skręciły na boczną dróżkę i wtedy Zosia dostrzegła mężczyznę i kobietę. Przytulali się, a on szepnął jej coś do ucha. Kobieta roześmiała się serdecznie.
Chociaż mężczyzna stał tyłem, Zosia od razu rozpoznała charakterystyczny płaszcz swojego ojca. Kasia rzuciła okiem na parę, po czym spojrzała na Zosię.
Zosiu, co z tobą?
Nic… po prostu… chodźmy już powiedziała i zaczęła szybko oddalać się z parku.
Wyszły na ulicę. Zosia szła w milczeniu, pogrążona w myślach. Pożegnały się, a Zosia ruszyła samotnie do domu…
Nie mogła wyrzucić z głowy obrazu szczęśliwej kobiety przytulonej do jej taty, tak jakby nie istniał dla niego nikt poza nią, nawet… własna córka.
Tato, tak bardzo cię kocham, zawsze byłeś dla mnie ideałem A teraz co? Masz kochankę? Nigdy bym w to nie uwierzyła, gdybym sama nie zobaczyła… myślała ze łzami w oczach.
Do domu wróciła późno.
Siadaj do kolacji! mruknęła mama, zabierając się do mycia naczyń. Ciebie i ojca nigdy się nie doczekam.
Zaraz, tylko umyję ręce powiedziała Zosia, chowając się w łazience.
Długo nie mogła się zebrać na powrót do kuchni. Ojca dalej nie było, więc Zosia szybko zjadła i zamknęła się w swoim pokoju.
Chciała coś poczytać na laptopie, ale myśli nie dawały jej spokoju. Wciąż widziała ojca z tamtą kobietą Ciężko było uwierzyć, że to mogłoby być prawdą.
To mój tato. Czy w świecie dorosłych zdrada i kłamstwo to już norma? Czego mu brakuje w domu? Odejdziesz od nas dla tamtej? pytała siebie szeptem, czując złość i bezsilność.
Przyszło jej do głowy, że może tamta kobieta nawet nie wie o jej istnieniu
Nagle usłyszała skrzypienie drzwi:
Przepraszam, kochanie, ciężki dzień był usłyszała głos ojca.
Kiedyś ciężkie dni miałeś tylko na koniec miesiąca odezwała się mama. Teraz masz je chyba codziennie!
Moniko, teraz tak mam! próbował się tłumaczyć.
Jak zawsze wstąpił do jej pokoju, jakby chciał ją pocałować na dobranoc, lecz Zosia go odtrąciła:
Idź, bo ci kolacja ostygnie!
Córciu… coś się stało?
Nic u mnie. Może u ciebie? odpowiedziała z chłodem.
Patrzył na nią uważnie. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale tylko westchnął i wyszedł do kuchni.
Cały wieczór Zosia nie wychodziła z pokoju. Planując po cichu, jak odzyskać ojca. Tak z myślami zasnęła. Obudziły ją głosy rodziców.
Piotrze, gdzie idziesz?
Do pracy. Muszę pilnie.
Dziś sobota, mógłbyś posiedzieć z rodziną!
Wracam koło południa, wtedy gdzieś pójdziemy.
Zosia wyszła z pokoju, głośno ziewając, jakby dopiero wstała.
A ty dokąd się wybierasz? zapytała od razu mama.
Mamo, spieszę się na zajęcia. Już jestem spóźniona!
Tylko żeby nie cały dzień! narzekała mama, a Zosia zniknęła w łazience.
Szybko się zebrała, widząc że ojciec już czeka w przedpokoju. Uśmiechnął się:
Odprowadzę cię pod politechnikę!
Zosiu, wypij chociaż kawę zawołała mama z kuchni. Już zrobiłam.
Daj jej wypić, ja poczekam dodał ojciec z uprzejmością, jakby czuł się winny.
Wypiła w biegu i wybiegła na korytarz:
Chodź, tato!
Szli kilka minut w ciszy. Nagle ojciec zaczął rozmowę:
Zosiu, obraziłaś się na mnie za coś?
Nie, tato! Może mam po prostu humory odpowiedziała z wahaniem. Kocham cię, tato!
I ja cię kocham, córcia!
Najbardziej na świecie?
Zauważyła, że tata drgnął, spojrzał podejrzliwie, ale odpowiedział:
Najbardziej na świecie…
Szli jeszcze kawałek, unikając siebie wzrokiem.
To tu, tato. Do południa czekam na ciebie, pamiętasz?
Zosia skierowała się niby ku uczelni, ale zaraz schowała się za krzewem i zaczęła iść za ojcem.
Wciąż miała cichą nadzieję, że tata jednak skręci ku pracy, ale on poszedł gdzieś indziej.
Szli dość długo. Ojciec się nie odwracał.
W końcu podszedł pod stare bloki na Retkini. Stanął przy drzewach, wyjął telefon i zadzwonił.
Po chwili wyszła kobieta. Była naprawdę piękna.
Ależ ona ładna pomyślała z żalem. Czy tata pokochał ją bardziej niż nas z mamą?
Kobieta rzuciła się ojcu na szyję, pocałowała, i ruszyli razem przez osiedle.
Zosia obserwowała ich, ściskając w pięści szkolną torbę. Usiedli na ławce w małym skwerze, Zosia wyczuła w powietrzu poważną rozmowę, ale skończyło się na pocałunku.
Gdy zobaczyła, że wstali i zmierzają ku blokowi, uznała, że musi coś zrobić.
Czekała, aż kobieta wyjdzie znów z klatki, niosąc reklamówkę ze śmieciami. Podeszła do niej zdecydowanie.
Dzień dobry! zagrodziła jej drogę.
Dzień dobry… o co chodzi? kobieta wyglądała na zaskoczoną.
Jeśli jeszcze raz spotkasz się z Piotrem, nie dam ci spokoju!
Kim ty jesteś?
Nie rozumiesz?
O co ci chodzi? spytała kobieta zdziwionym głosem.
Zaraz ci to wyjaśnię. Wyjmij telefon!
Proszę podała jej bez gadania.
Zadzwoń do niego i powiedz, że ma tu nie wracać. Jestem jego córką. Bardzo kocha moją mamę!
Aura w rozmowie była chłodna. Kobieta wybrała numer.
Zosia słyszała głos ojca:
Agato, stało się coś?
Piotrze, nie powinniśmy się już spotykać…
Dlaczego?
Nic z tego nie będzie. Masz rodzinę, ja jadę wkrótce na studia do innego miasta.
Agato, może gdybym
Piotrze, już nie dzwoń, nie przychodź!
Rozumiem. Trzymaj się, Agato
Zosia odetchnęła z ulgą.
Gdy wróciła do mieszkania, rodzice właśnie jedli obiad i spokojnie rozmawiali.
Czemu jesteś taka zadowolona? rzuciła mama od stołu. Chodź jeść.
Zaraz, już jem!
Córciu, naprawdę, co taka wesoła jesteś? zdziwił się tata.
Tato, kochasz mnie? zapytała z uśmiechem Zosia.
Kocham!
A mamę?
Zapadła cisza, po czym ojciec powiedział stanowczo:
I twoją mamę kocham!
Naprawdę was kocham! powtórzył radośnie Piotr.
Patrząc na swoją rodzinę, zrozumiałem coś ważnego najlepsze, co możemy dać najbliższym, to szczerość i rozmowa. Czasem trzeba coś stracić, żeby docenić, co się ma i ile warte jest rodzinne ciepło.




