NA WSZELKI WYPADEK Wera obojętnie spojrzała na zapłakaną koleżankę, odwróciła się do komputera i za…

NA WSZELKI WYPADEK

Spojrzałam na płaczącą koleżankę, po czym obojętnie odwróciłam się do komputera i zaczęłam szybko stukać w klawiaturę.
Zimna jesteś, Weroniko usłyszałam nad sobą głos Olgi, naszej kierowniczki.
Ja? A to dlaczego tak sądzisz?
Bo jak tobie się w życiu prywatnym układa, to myślisz, że każdemu tak dobrze będzie. A tu widzisz dziewczyna rozpacza, może byś jej trochę współczucia okazała, poradziła coś, skoro masz takie doświadczenie.
Żebym to ja jeszcze miała się czym dzielić. Kiedyś próbowałam, chyba ze 4 lata temu, jak Nadia do pracy z podbitymi oczami przychodziła. Was wtedy jeszcze tutaj nie było. I nie, to nie facet ją bił, tylko sama się potykała i upadała przypadkiem. A jak facet zniknął z jej życia, to magicznie te sińce przeszły. To był już trzeci, który się ulotnił.
Wtedy chciałam ją wesprzeć, dobre słowo powiedzieć, poradzić coś i co? Jeszcze się na mnie obraziła. Koleżanki potem mi wytłumaczyły, że do Nadii to lepiej się nie wtrącać. Ona najlepiej wszystko wie, a każda, co próbuje pomóc, zostaje wrogiem.
Wtedy do bab chodziła, jakieś zaklęcia robiła, a teraz się unowocześniła chodzi do psychologów. Przepracowuje traumy… A w rzeczywistości powtarza nieustannie ten sam schemat, tylko imiona się zmieniają.
Więc wybaczcie, ale chusteczek podawać i litować się nie będę.
A jednak, Werka, trochę serca trzeba mieć odbiła Olga.

Na obiedzie, gdy siedziałyśmy wszystkie przy jednym stole, temat był tylko jeden niewierny facet Nadii, drań i oszust. Jadłam w ciszy, potem nalałam sobie kawy i przysiadłam się na bok, żeby przejrzeć Facebooka i wyciszyć głowę.

Werka… przysiadła się do mnie roześmiana na co dzień, dziś rozczarowana Terenia. Nic, a nic ci Nadii nie żal?
A czego wy ode mnie oczekujecie?
Daj spokój, Terenia wtrąciła przechodząca Irenka. Ona zawsze tak. Ma swojego ukochanego Pawła i żyje jak pączek w maśle, to nie rozumie, co to znaczy zostać samej z dzieckiem, bez wsparcia, bez alimentów…
Trzeba było nie rodzić od nie-wiadomo-kogo wtrąciła Tadeusza, najstarsza z nas, przez wszystkich zwana Babcią Tadą. Werka ma rację, przecież ona już nieraz płakała na tę swoją przystań. Było wystarczająco sygnałów.
Kobiety, stojąc w kółku przy wciąż szlochającej Nadii, zaczęły jej doradzać co i jak.

Niby taka silna i niezależna ta nasza Nadia, a jednak… Łzy się skończyły, ściągnęła mamę ze wsi, żeby jej pomogła z synkiem i… zaczęła wracać do życia. Grzywka przedłużona, brwi wymalowane, rzęsy doklejone… Chciała sobie w nosie piercing zrobić, ale wszyscy ją od tego odciągnęli.

Nic się nie martw, Nadka. On ci jeszcze będzie żałował, zobaczysz! pocieszały ją dziewczyny.
Nie będzie powiedziałam cicho. Ale usłyszały to trochę podpite już koleżanki. Oczywiście, zaraz zaczęły mnie maglować jak to nie będzie?
Tak po prostu. Nie będzie. Nadia za chwilę znajdzie kolejnego…
Łatwo ci mówić, bo twój Paweł to pewnie złoty człowiek…
Złoty… Nie bije, nie pije, nie lata po innych kocha mnie jak wariat.
Eeee, nie wierzę. Wszyscy faceci tacy sami. Jeszcze ci go odbiorą!
Nie odbiorą, on nie pójdzie.
Byłabym ostrożniejsza na twoim miejscu.
A ty bądź.

Winne opary już dawno uderzyły im do głowy. Nagle jedna z dziewczyn rzuciła:
A dawajcie do Werki, zobaczymy, jaki ten jej Paweł, czy wytrzyma przy takiej naszej urodzie!
Proszę bardzo, jedźmy!

Oczywiście, Babcia Tada została w domu jej czekał już Miecio. Reszta wesołej gromadki wpakowała się do mnie. Śmiech, krzątanina w kuchni.

Dobra, zróbmy mu obiad, niech chłop wie, że się staramy!
On i tak dużo nie zje, do tego wybredny. Ale będzie za chwilę.

Zapał dziewczyn powoli opadał, więc większość się rozjechała, zostały tylko Nadia, Olga i Terenia. Piłyśmy herbatę na mojej małej kuchni, gadka szła o byle czym, wyraźnie czekały z napięciem.

W końcu ktoś wszedł do mieszkania.

Paweł, Pawełek mój, kochanie moje zagwizdałam radośnie w przedpokoju.
Kobiety momentalnie spoważniały, jakby czuły się nie na miejscu, gdy do pokoju wszedł wysoki, przystojny chłopak.
No właśnie! Paweł okazał się być…
To jest mój syn, Dominik. A Paweł? Zwróciłam się do Dominika Jak Paweł się czuje?
Lepiej, mamo, już jutro będzie biegał. Najważniejsze, żeby nie lizał szwów…
Koleżanki pobladły.

Chyba się zbieramy?
Powoli, nie poznałyście mojego Pawła! Tylko cicho, po operacji jest, Dominik z żoną go zawieźli, musiałam do pracy biec, a Paweł… kastracja, bo już cały dom mi znaczył… chodźcie, pokażę.
Leży, śpi. Miałam na myśli oczywiście kota mojego, Pawła.

Dziewczyny wypadły z pokoju zaraz, żeby tylko nie parsknąć śmiechem.
Werka, to kot!
No pewnie a wy co myślałyście?
A mąż?
A nie mam męża. To wyście sobie go dodały do historii. Kiedyś rzuciłam, że mam najlepszego faceta, Pawła, a już nie pozwoliłyście mi dokończyć.
Byłam dwukrotnie mężatką. Najpierw młoda, naiwna, nie skończyłam studiów, urodził się Dominik. Po trzech latach się rozeszliśmy. Dzięki rodzicom jakoś sobie poradziliśmy.
Drugi raz wyszłam dopiero koło trzydziestki. Fajny facet, snuł wizje jak będę mu rodzić dzieci… A Dominik? Do szkoły wojskowej damy, tam go ubiorą, wykarmią. Najwyżej do babci. No to go oddałam… do jego mamy. Wybrał mamusię.
Trzeci związek? Z wielkiej miłości podbił mi oko na etapie randkowania. Dominik chodził od małego na karate, w domu potrafił przytrzeć nosa każdemu, więc i ja nie dałam sobie w kaszę dmuchać. Po tym incydencie zrozumiałam, że więcej się w takie rzeczy nie pakuję…
Dominik się ożenił, a mi się trochę nudziło. To Paweł kot się pojawił.

Spotykamy się czasem na obiedzie, z Dominikiem idziemy do kina, na wczasy każdy wolny. Nikogo nie muszę się prosić, kontrolować. Nikomu nie zawracam głowy i nikt mnie nie rozlicza. Tak mi dobrze.
Dominik z początku nie rozumiał, czemu nie mieszkam z facetem. Tłumaczyłam: nie mamy po 20 lat, każdy ma swoje przyzwyczajenia. Gdybyśmy byli jak moi rodzice czy jego wujek z ciotką… Oni są od 30 lat razem, zrośli, identycznie myślą, jednym głosem mówią ale mi się takie nie udało. Nie będę udawać dla innych, że mam rodzinę, skoro jej nie mam.

Z Pawłem jest mi dobrze.
Mój kochany, otwiera oczy ostrzegałam cię, nie przestaniesz znakować i wrzeszczeć, to… ech, teraz już po wszystkim.

Dziewczyny wyszły zamyślone, szczególnie Nadia.
Ale… Nadia nie potrafiła jak ja. Miesiąc minął, a ona już chwaliła się nowym adoratorem. Na biurko zaczęły przychodzić kwiaty.

Zawsze z boku uśmiechałyśmy się z Babcią Tadą.
Co tam, Tadziu, jak twój Mieciu?
Lepiej już, Weronka. Opatrzył się, zagoiło się wszystko.
Wnuki mówią babciu, na wystawę go, ale gdzie tam, zwierzaka męczyć, nam jest dobrze bez tego. Widzę, u Nadii też się wszystko układa.
Tak to już jest, Tado, jedna ma zwierzaki, druga męża…
Każdy robi to, co umie najlepiej. A nuż tym razem Nadii się uda?
Może…

O czym tam szepczecie? wpadła Nadia.
O tobie, Nadio, życzymy ci szczęścia.
Wiem, dziewczyny, wygląda to jak wygląda, ale ja naprawdę nie umiem być sama.
Przestań się tłumaczyć, każdego życiorys jest inny.

Na parkingu usłyszałam nagle:
Weroniko, a jakbyś mogła… podpowiedzieć, jak się za kota zabrać? Lepiej kota czy kotkę?
Idź tam, czekają na ciebie… Jakby co, pogadamy zaśmiałam się.
Tak tylko pytam, na wszelki wypadek…

Oceń artykuł
TwojaCena
NA WSZELKI WYPADEK Wera obojętnie spojrzała na zapłakaną koleżankę, odwróciła się do komputera i za…