Kochanie, co ty za głupoty mi tu pokazujesz? Marek ledwo rzucił okiem na zdjęcia. Kocham tylko ciebie i nikogo więcej nie potrzebuję. To na pewno fotomontaż.
Tak? A komu niby miałoby na tym zależeć? pojawiło się w głosie Kingi rozdrażnienie, bo Marek zbył sprawę nonszalancko, jakby był śpiący.
Salon piękności, który odziedziczyła po babci, nie był dla Kingi szczególnie ważny. O wiele bardziej lubiła prowadzić lekcje plastyki z dziećmi w szkole artystycznej. Oczywiście z dziedzictwa nie zrezygnowała.
Salon świetnie prosperował, zarządzała nim sumienna pani Janina. Dzięki temu Kinga mogła robić to, co kocha, i nie musiała się martwić o pieniądze. Brakowało jej tylko rodziny.
Po śmierci babci, mając 27 lat, Kinga czuła się naprawdę samotna. Rok później na wernisażu poznała Marka.
Marek był przystojny, miał nieśmiały uśmiech, ujmował dżentelmeństwem, dobrocią i troską. Po dwóch miesiącach zaprosił ją na spotkanie ze swoim ojczymem, Panem Jerzym.
Mój tata zmarł, gdy miałem cztery lata opowiadał Marek. Mama drugi raz wyszła za mąż dziesięć lat później.
Jerzego nigdy nie nazwałem ojcem, ale mamy dobry kontakt. Gdy mama zmarła dwa lata temu, zostaliśmy na siebie zdani.
Pan Jerzy od razu spodobał się Kindze zadbany, z błyskiem w oku, nieskazitelny w obyciu, nie wyglądał na swoje 56 lat.
Najwyraźniej Kinga przypadła mu do gustu.
Ale ci się poszczęściło, naszemu mazgajowi… żartował całując Kingę w rękę.
Dlaczego mazgajowi, panie Jerzy? udawał obrażonego Marek.
Bo prawdziwy facet nie zostaje sprzedawcą akcesoriów hobbystycznych roześmiał się Jerzy. Ale przy takiej narzeczonej masz szczęście!
Kinga na początku była onieśmielona, ale potem śmiała się cały wieczór z żartów ojczyma, aż Marek zaczął trochę jej zazdrościć.
Po pół roku Marek się oświadczył. Kinga była zakochana, szczęśliwa i roztaczała w głowie wizje wspólnej przyszłości. Nie od razu pojęła, co widzi na zdjęciach przesłanych na telefon.
A kiedy zrozumiała, osłupiała.
Na fotografiach Marek namiętnie obejmował jakąś dziewczynę, całując ją z tym swoim nieśmiałym uśmiechem.
Data na zdjęciach wskazywała, że zrobiono je dosłownie parę tygodni wcześniej.
Kochanie, co ty za głupoty mi tu pokazujesz? Marek rzucił tylko okiem na zdjęcia. Kocham tylko ciebie, nikogo więcej mi nie trzeba. Na bank podrobione.
Tak? Komu to niby potrzebne? spytała Kinga, czując żal, że Marek nawet nie próbował się porządnie tłumaczyć.
Nie wiem, może jakiś wariat? odparł obojętnie.
Kinga wpadła we wściekłość. Kto inny próbowałby się tłumaczyć, zarzekać się miłości, obiecać znaleźć winowajcę… A Marek, nie dość, że ją zdradził, nawet nie zamierzał przepraszać.
Jesteś zdrajcą! Ślubu nie będzie! Krzyknęła przez łzy, wybiegając spod zdziwionego wzroku narzeczonego.
Trzy dni przepłakała w domu, potem przez tydzień nie wychodziła, wzięła zwolnienie. Myślała o wszystkim Marek nie odezwał się ani razu aż w końcu się opanowała.
A może te zdjęcia faktycznie są fałszywe? Teraz przy pomocy sztucznej inteligencji można wygenerować każde zdjęcie… Tak łatwo się poddała.
Na jej zaskoczenie, dziewczyna ze zdjęcia okazała się rzeczywista. Szybko ustaliła w internecie, że nazywa się Wiktoria, a Viki miała profile aż na trzech portalach społecznościowych. Zgodziła się na spotkanie.
Och, to stare zdjęcia prychnęła dziewczyna, gdy pokazała jej zdjęcia i wytłumaczyła sytuację. To już ponad rok temu było.
Jak to? zdumiała się Kinga. Przecież tu jest data.
Ty naiwna jesteś! Datę sfałszować to najłatwiejsza rzecz na świecie spojrzała na nią z politowaniem. Jeśli bardzo się chce.
To ty zrobiłaś?
A po co mi to? Z Markiem zerwaliśmy dawno, a spotykaliśmy się tylko kilka miesięcy charakterami nie pasowaliśmy. Zresztą, zaraz wychodzę za mąż.
Tak? Na twoim profilu nie widać narzeczonego rzuciła podejrzliwie Kinga.
Szczęście lubi ciszę odparła Viki bez sinych rumieńców. Jak już będę żoną, to pochwalę się zdjęciami.
Zupełnie możliwe, że Marek naprawdę był niewinny, i Kinga go niesprawiedliwie skrzywdziła. To należało naprawić.
Niestety narzeczony nie odpowiadał na wiadomości ani telefony. Po dwóch dniach Kinga zdecydowała się pojechać do niego do domu.
Wybrała się wieczorem, żeby mieć pewność, że go zastanie. Zobaczyła, jak Marek wysiada z samochodu… swojej przyjaciółki od podwórka, Kariny.
Z Karina kiedyś się przyjaźniły, chodziły razem do szkoły podstawowej, z czasem kontakt się urwał. Karina była krzykliwa, energiczna, zawsze miała na wszystko pomysł.
Rok temu, po śmierci babci, Karina zaczęła nalegać, by Kinga sprzedała jej salon argumentowała, że będzie lepszy pod kolejne gabinety masażu. Miała już dwa i potrzebowała trzeciego w atrakcyjnej lokalizacji.
Dobrze Kinga wiedziała, na czym polega działalność Kariny. Propozycje odrzucała stanowczo. A teraz, co? Postanowiła odebrać jej narzeczonego?
Pogrążona w tych myślach widziała, jak Marek i Karina czule się żegnają, po czym ona odjeżdża.
Mówiłem przecież, że z Marka żaden materiał na męża Kinga aż podskoczyła słysząc spokojny głos Jerzego za sobą.
Dobry wieczór, panie Jerzy… zmieszała się.
Dobry wieczór. Marek nie będzie długo rozpaczał. A ty lepiej wyjdź za mnie rzucił niby żartem, ale jego wzrok był poważny.
Przepraszam, ale nie mam teraz głowy do żartów Kinga wybiegła.
Znaleźć Karinę nie było trudno. Kinga dopadła ją pod blokiem, gdy właśnie parkowała auto.
Ukradłaś mi narzeczonego? Ale z tymi zdjęciami nie wyszło! Wszystko wyjaśniłam! Kinga patrzyła jej prosto w oczy.
Jakie zdjęcia?! O czym ty gadasz? zdziwiła się szczerze Karina.
To nie ty mi przysłałaś zdjęcia Marka z inną? Kompromitacja się nie udała?
Kinga, co ty wymyślasz? Nic ci nie wysyłałam. Marek tydzień temu sam zaczął się mną interesować. Myślałam, że już nie jesteście razem…
Kinga przyglądała się jej uważnie nie wyglądała na kłamiącą. Musiała wszystko przemyśleć na spokojnie.
A ja już myślałam, że salon sprzedajesz! krzyknęła za nią Karina, lecz Kinga nawet się nie odwróciła.
W domu zadzwoniła ponownie do Marka. Ku jej zaskoczeniu, odebrał.
Przyjedź, jeśli chcesz powiedział obojętnie. Chyba mnie bierze przeziębienie, czuję się fatalnie.
Dwa razy powtarzać nie musiała.
Marek, pomyliłam się! Wybacz mi proszę. Tak cię kocham, po prostu wpadłam w panikę… Wszystko wyglądało bardzo przekonująco. Przepraszam!
No dobra wzruszył ramionami. Zdarza się.
Jesteś cudowny! rzuciła mu się na szyję. Jak ja cię kocham!
Ale Marek odsunął ją delikatnie.
Zostańmy przyjaciółmi.
Co? Przecież mieliśmy się pobrać…
Kinga… skrzywił się Ja się zaręczyłem z Kariną.
Jak to? Przecież przysięgałeś mi miłość… Mieliśmy…
Daj spokój z tymi scenami. Właśnie przez twoje emocjonalne reakcje zmieniłem zdanie. Nie chcę takich wybuchów uczuć. Poza tym Karina ma lepszy biznes, większy dochód. Muszę myśleć o przyszłości.
Zamilkła. Nawet słowa nie mogła wydusić.
Marek ją po prostu wykorzystał, a teraz bez problemu zamienił na inną.
Wybiegła z mieszkania, zbiegła po schodach i usiadła na ławce.
Po pięciu minutach przysiadł się do niej Pan Jerzy.
Moja biedna… pogładził ją po głowie. Lepiej, że teraz wyszło.
Ja tylko nie rozumiem, komu zależało, żeby to skomplikować! Kinga rozpłakała się na nowo.
Ja… powiedział cicho Jerzy.
Pan? Dlaczego? urwała szloch.
Zakochałem się w tobie od pierwszego spotkania bezradnie uśmiechnął się Pan Jerzy. I od razu postanowiłem, że cię poślubię, tylko ty nie zwracałaś na mnie uwagi. Zawsze Marek, Marek… Ale po co ci taki…
Pan jest ode mnie sporo starszy… Poza tym kochałam Marka… a może już nie…
No właśnie. Najpierw chciałem cię skompromitować w jego oczach, ale usłyszałem, jak chwali się kumplowi, że trafiła mu się bogata narzeczona. Wtedy zrozumiałem, że i tak cię nie zostawi. Postanowiłem więc zrobić coś innego… Ale to nie ma znaczenia.
Zrujnował mi pan życie!
Uratowałem ci je. Później bardziej byś cierpiała. Wyjdź za mnie, Kinguś?
Pan jest niespełna rozumu! Kinga zerwała się i ruszyła do domu.
Wyjechała z miasta, ale Pan Jerzy ją odszukał i nie przestawał próbować się z nią zaprzyjaźnić. W końcu zaczęli się kontaktować jak dawni znajomi.
Po roku Pan Jerzy zmarł, zostawiając jej cały majątek, choć Kinga nie czuła się przez to szczęśliwa. Już się zdążyła przywiązać do ojczyma dawnego narzeczonego.
Marek natomiast był wściekły z powodu utraty mieszkania, lecz Kingę już to zupełnie nie obchodziło.



