Zgubić człowieka

-Celinka, wychodzę. powiedział Jacek, odchrząkując, zupełnie obcym, pozbawionym barwy głosem.
-Do garażu idziesz? burknęła odruchowo Celina, rzucając mężowi krótkie spojrzenie.
-Nie. Celina, odchodzę od ciebie. Do innej kobiety

Obrana w połowie ziemniaka wypadła jej z rąk, potoczyła się pod stół. Celina przez chwilę wpatrywała się w toczącego się ziemniaka, próbując poukładać sobie w głowie, co właśnie usłyszała, po czym momentalnie odwróciła się i spojrzała Jackowi prosto w oczy. Dotarły do niej słowa męża. Z boku mogło się wydawać, że jest spokojna jak skała. W środku jednak czuła, jakby przewaliła się przez nią lawina emocji. Spadły na nią i pogrzebały pod sobą wszystko miłość, radość i niespełnione nadzieje

-I kto to jest, ta kobieta? zapytała Celina, ledwo powstrzymując się, by nie wybuchnąć i nie rzucić się na niego z pięściami.
-Nie znasz jej, Celino. Ale to To coś wyjątkowego. Rozumiemy się bez słów, mamy tyle wspólnego! wydukał z zachwytem Jacek, a Celina w myślach szturchała go obieraczką szkoda, że tylko w myślach.

-No to widocznie w końcu znalazłeś swoje szczęście. Gratuluję. powiedziała spokojnym głosem, myjąc ręce i opłukując obieraczkę pod kranem. Nie muszę znać szczegółów. Jesteś wolny. Idź. Nie zapraszam cię na kolację, pewnie gdzie indziej już na ciebie czekają
Jacek łkał cicho, czy to z ulgi czy z nadmiaru emocji, po czym poszedł pakować rzeczy. Celina mocno złapała się krawędzi zlewu, żeby nie upaść. Pragnęła dwóch rzeczy nie przewrócić się i żeby jak najszybciej wyszedł

-No to ja idę, dobrze? szepnął, cofając się w stronę drzwi. Ona spojrzała na niego łagodnie, spokojnie, prawie pogodzona. Był zaskoczony spodziewał się łez, pretensji, wrzasków, a trafił na mur obojętności. Wzruszył ramionami i wyszedł.

Celina poczekała, aż trzasknie drzwiami, i osunęła się bez sił na podłogę. Wgryzła się w zaciśniętą pięść, żeby nie krzyczeć. Ryczała jak zranione zwierzę, które nie ma już nadziei Dopiero po trzech godzinach, zapłakana, z opuchniętym gardłem, doczołgała się do łóżka i zasnęła w ubraniu. Jej świat zgasł

Obudziła się w środku nocy, przytłoczona smutkiem. Wspominała jak się poznali. Ona młoda, nieskalana doświadczeniem dziewczyna przyjechała po studiach do miasteczka pod Toruniem. Pierwszy weekend, tańce z koleżankami. Jacek postawny, szerokie ramiona, uśmiech od ucha do ucha stał w grupie chłopaków pilnujących porządku w parku.

Od razu straciła dla niego głowę. Patrzył na nią z wyższością, ale też z zaciekawieniem. Jemu też wpadła w oko szczupła, wielkooka dziewczyna i już tego wieczoru odprowadził ją do akademika. Od tego czasu byli nierozłączni

Spotykali się codziennie. Po trzech miesiącach złożyli wniosek w urzędzie stanu cywilnego. Latem huczne, młodzieżowe wesele. Najpierw mieszkanie w akademiku, później po urodzinach pierworodnego własne M2 na osiedlu. Byli prawdziwie szczęśliwi. Kochali się jak nikt. Tak, że rozumieli się bez słów: wystarczył jeden gest, jedno spojrzenie. Przez lata chyba ani razu się nie pokłócili. Dopasowani jak dwa puzzle, jak plus i minus.

Tydzień temu minęły trzydzieści sześć lat ich małżeństwa. I najgorsze już pewnie nie będzie trzydziestej siódmej Myśląc o tym, znów się rozpłakała. Cicho, gorzko, jakby żegnała nie tylko swój związek, ale też całą nadzieję na szczęście.

Poranek był szary, podobnie jak jej nastrój. Ale dom czekał, obowiązki się same nie zrobią. Wypiła herbatę z cukrem na osłodę i ruszyła do pracy. Sprzątnęła, nakarmiła kury, wypuściła kozę na wybieg, umyła podłogi i pozmywała naczynia z wczoraj. Zajmowała się wszystkim z zaciętością, żeby nie myśleć o tym, co najgorsze. Została jeszcze trudna rzecz powiedzieć dzieciom: synowi Wojtkowi i córce Jagodzie. Odważyła się dopiero koło południa.

-Mamo, on oszalał? Jak to: znalazł inną? Jaką inną? To jakiś żart Chcesz, przyjedziemy? przejęta pytała córka.
-Nie, Jagódko, nie przyjeżdżaj. Ty jesteś w dziewiątym miesiącu, niepotrzebne wam takie zamieszki. Poradzę sobie. W końcu nikt nie zginął.
Wojtek zareagował złością. Klął, niemal pluł przez słuchawkę. Celina musiała go uciszyć Nie obrażaj ojca, życie różnie się układa. Ostatecznie ustalili, że przyjedzie w weekend.

Po rozmowie z dziećmi poczuła ulgę. Przechodząc obok lustra w przedpokoju, złapała swoje własne odbicie. Patrzyła na nią rozrosła kobieta w szlafroku, bez makijażu, ze spuchniętymi od płaczu oczami, spierzchniętymi ustami.

-Nic dziwnego, że znalazł sobie młodą Popatrz na siebie. Zapuściłaś się, włosy nieuczesane, paznokcie zaniedbane, ani makijażu, ani rzutu oka. Tamta pewnie ślicznotka, a ja dawno już zapomniałam, że też jestem kobietą Myślałam tylko o dzieciach, wnukach i kurach Celina przejechała dłonią po policzku i westchnęła, wyobrażając sobie tamta i swojego męża razem.

Przypomniała sobie ostatni rok ich małżeństwa i zrozumiała wiele. Ciąża córki, narodziny wnuka u syna, nieustanna krzątanina, kłopoty domowe wszystko to zabierało większość jej czasu i energii; na męża prawie nie miała czasu. Jacek coraz częściej jadł kolację sam, spędzał weekendy bez niej wtedy pewnie poznał tamtą. Dopiero teraz zobaczyła, jak bardzo się od siebie oddalili. Ona, zajęta, nawet tego nie zauważyła. A może nie chciała

Tak mijały Celinie kolejne dni. Było ciężko. Potem trochę lżej. Mówiła dzieciom, żeby nie odwracały się od ojca w końcu to ich tata, kocha wnuki, a ojcem był dobrym. Zgodziły się, chociaż niechętnie. Celina powoli wracała do równowagi. Mimo wieku, podjęła się jeszcze pracy. Na nowo zadbała o siebie: schudła, zmieniła fryzurę, zaczęła wyglądać lepiej. Z czasem uśmiech, jej najpiękniejsza ozdoba, znów zagościł na twarzy. Co zrobić? Życie toczy się dalej.

Po pół roku telefon z nieznanego numeru. Głos, trochę zapomniany, ale wciąż bliski.

-Celinko, moja ukochana Przepraszam, przyjmij mnie z powrotem. Nie daje sobie bez ciebie rady. Dwa pierwsze miesiące jakby we mgle przeżyłem, a potem wszystko do mnie dotarło. Zamknę oczy widzę ciebie. Wpuścisz mnie?
-Nie wpuszczę. Idź do swojej młodszej, skoro tyle was łączy. A ja i bez ciebie poradziłam sobie ucięła Celina i odłożyła słuchawkę.

Od tej pory, wieczorem Jacek dzwonił, prosił, zaklinał.

-Celina, no przecież nie jesteśmy już młodzi. Po co się tak rozstawać na starość? Zgłupiałem, każdemu może się zdarzyć. Kocham cię, dzieci i wnuki chcę być z wami.
-No to bądź z dziećmi i wnukami. Oni od ciebie nie odwrócili się. Beze mnie sobie poradzisz. Rozbitej filiżanki nie posklejasz ucinała stanowczo.

Dzieci, początkowo urażone na ojca, stawały w końcu w jego obronie.

-Mamo, na tacie nie ma życia. Bardzo żałuje, wybacz mu, proszę? przekonywała Jagoda.
-Mamo, wybacz mu, przecież go kochasz wtórował Wojtek.
-Nie i nie, nie nalegajcie. Nie potrafię z nim żyć po tym, co zrobił. Zawsze będę pamiętać, jak mnie zdradził.

Tak żyła Celina praca, dom, dzieci, wnuki. Wszystko bez Jacka.

Jacek, już rozstany z tą, z którą miał tyle wspólnego, wrócił do starej mamy. Bardzo tęsknił za Celiną. Żałował wszystkiego, co się wydarzyło, ale nie mógł już tego naprawić. Z tym musiał żyć dalej.

Aż pewnego dnia zebrał się w sobie postanowił przyjść pod dom Celiny. Stanąć przed nią na kolanach i błagać o przebaczenie. Może zmięknie i go przygarnie? A jak nie, to chociaż na nią popatrzy

Ubrał się odświętnie i ruszył w drogę. Przyjechał. Stuka do domu cisza. Celina na noc poszła do pracy, na dyżur. Czekał więc na ganku, na ławce. Położył się i usnął pierwszy raz tak mocno od dawna, przez ściany rodzinnego domu i zwykłe zmęczenie.

Celina wróciła nad ranem. Zobaczyła Jacka, leżącego nieruchomo na ławce, blady w świetle księżyca. Z trwogą podeszła, dotknęła go ręką żadnej reakcji. Potrząsnęła mocniej, zero odzewu.

O Boże O matko kochana, na kogo mnie zostawiłeś, mój Jacku Jak ja bez ciebie sobie teraz poradzę rzuciła się na niego z płaczem.
A on nagle chwycił ją za ramiona i pocałował.

Kochasz, jak tak lamentujesz! Ja ciebie też, Celinko. Przepraszam, żono, nie mogę bez ciebie żyć padł jej do nóg, zakrywając twarz dłońmi.
Ty łobuzie, ty kanciarzu! tłukła go po plecach. Myślałam, że umarłeś! Już się po tobie płakałam. Nawędrowałeś się, kocurze marcowy, co?
I tak się pogodzili Celina i Jacek. Ich życie stało się odtąd lepsze, mocniejsze, pełniejsze miłości. Bo zrozumieli, jak łatwo można utracić bliską osobę. I że czasem trzeba umieć wybaczyć. Pycha nie zawsze prowadzi do szczęścia. Nawet jeśli ktoś mocno zawini, można w sercu znaleźć maleńki kącik na przebaczenie. I przede wszystkim cenić to, co się ma, zanim się to straci. Oto taka historia, z dobrym zakończeniem.

Oceń artykuł
TwojaCena
Zgubić człowieka