Dziennik, 12 czerwca
Ostatnio nie potrafię uciec od porównywania się do innych. Moi znajomi kupują mieszkania w Warszawie albo Krakowie, wydają tysiące złotych na remonty, a ja cóż, moja żona roztrwoniła wszystkie nasze oszczędności, próbując pomnożyć kapitał. Czuję się, jakbym żył w innej rzeczywistości niż reszta świata.
Każdy ma żonę, która gotuje pyszne obiady, jest rozgarnięta, szanowana przez rodzinę, a ja Wpakowałem się w związek z idiotką.
Patrycja non stop opowiadała wszystkim, że po ślubie bez problemu kupimy własne M na Bielanach, bo goście dadzą nam koperty, a rodzina nam pomoże. Jej rodzice, zamiast pomóc, zdradzili wprost, że skoro ona uparła się wyjść za nieudacznika bez studiów, to raczej nam mieszkania nie załatwią. Śmiali się pod nosem, gdy usłyszeli o moim zawodzie pośrednika nieruchomości prosto po technikum. W rezultacie musiałem zabrać Patrycję do moich rodziców na Nowej Hucie.
Tam już mieszkał mój brat z ciężarną dziewczyną. Mieszkanie malutkie, tłok i wieczne nerwy. Rodzice coraz częściej dawali do zrozumienia, że wypadałoby się wynieść, zacząć żyć na swoim, choćby na wynajmie. Ja uparłem się, by ciułać każdy grosz, żeby wziąć kredyt hipoteczny i kiedyś kupić dom. Patrycja niby wszystko rozumiała, mówiła, jak bardzo chce swój kąt a potem, bez mojej zgody, zainwestowała wszystkie nasze oszczędności w akcje!
Podobno liczyła, że pomnożą się pieniądze. Gdy powiedziałem mamie, że nasza kasa poszła w giełdę prawie zemdlała ze stresu. I mnie rozdziera serce, gdy patrzę jak kursy lecą w dół i wiem, że albo sprzedamy z potężną stratą, albo będziemy musieli czekać, może latami, aż coś się odbije. Wszyscy nasi znajomi mają swoje mieszkania, stabilizację, a my mamy akcje!
Patrycja teraz płacze, żałuje, mówi że została oszukana. Dała jeszcze kasę specjalistom, którzy mieli ją nauczyć inwestycji od podstaw i nic z tego nie wyszło. Sam siebie łapię na tym, że po głowie chodzi mi rozwód. Miłość chyba nie wystarcza, kiedy wciąż rozmyślam o utraconych oszczędnościach, które odkładaliśmy przez lata. Wszystkie plany poszły się walić, czuję się, jakbym stał nad przepaścią.
Gdyby spojrzeć na to z dystansu czy to nie było oczywiste, że ten związek od początku nie miał przyszłości? Wszystko szło nie po naszej myśli. Czasem myślę, że ta cała sytuacja to już tylko pieczęć na moim wiecznym pechu, bo wzięłam sobie za żonę głupią dziewczynę.



