Dobrze się ustawiła

Dobrze się urządziła

Haniu, pamiętasz, że w niedzielę mamy mamie urodziny? zapytał mąż przy śniadaniu.

No pewnie, żeby zapomnieć Zresztą, całą głowę tym zawracał. Teściowa przez ostatni tydzień już z cztery razy przypomniała Chciałoby się nie pamiętać, ale nie da się pomyślałam, uśmiechając się do męża:

Pamiętam, Wojtku, pamiętam odpowiedziałam cicho, z ledwie zauważalnym westchnieniem. Ostatnio spotkania z teściową stawały się dla mnie prawdziwą udręką. Pani Stefania zawsze wyglądała, jakby była z czegoś niezadowolona. Nie rozumiałam właściwie czego jej brakuje. Kochałam jej syna, dałam mu dzieci, dbam o dom, a jednak jakby zawsze coś nie tak Widać nie wszystkim się dogodzi.

Z Wojtkiem poznaliśmy się zwyczajnie, jak na dzisiejsze czasy przez internet. W grupie o zdrowym żywieniu na Facebooku. Ja zamawiałam tam witaminy, on batony białkowe. Zaczęliśmy rozmawiać, potem pisał do mnie prywatnie. Polubił moje zdjęcie od tego zaczęła się nasza znajomość, która szybko przerodziła się w coś większego Po siedmiu miesiącach pobraliśmy się.

Haneczko, będę najlepszym tatą! Chciałbym mieć gromadkę dzieci, cztery! Dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Uważam, że jedno dziecko to niedobrze, będzie egoistą. A jak jest ich więcej, uczą się wspólnoty, rosną na dobrych ludzi.
Oj daj spokój roześmiałam się. Przecież sam jesteś jedynakiem i nie wydajesz się egoistą
Ja to u Ciebie wyjątek! mrugnął i pocałował mnie w policzek.

Pani Stefania, mama Wojtka, na pierwszym spotkaniu, patrzyła na mnie badawczo, z miną surowej nauczycielki i skradała brwi, aż rzucały się w oczy. Przy stole wypytywała mnie o rodzinę i wykształcenie. Dowiedziawszy się, że nie jestem z Warszawy, tylko z Białegostoku, wychowana przez samotną matkę w trzyosobowym mieszkaniu, wyraźnie posmutniała i przez resztę obiadu wpatrywała się smętnie w swój talerz

Wesele wyprawiliśmy duże, w znanej restauracji. Z Białegostoku przyjechała moja mama, dwie siostry i trzech braci. Wszyscy młodzi, weseli, pełni energii. Zabawa była głośna i radosna, my z Wojtkiem szczęśliwi, nie odstępowaliśmy się na krok jak dwa gołąbki

Po dwóch miesiącach obwieściliśmy rodzinie, że spodziewamy się dziecka. Wojtek promieniał radością jak dziecko w święta. Siostry i bracia przesłali nam mnóstwo życzeń, moja mama się popłakała, gdy zadzwoniliśmy z nowiną. Tylko pani Stefania westchnęła i jeszcze bardziej zacisnęła wąskie wargi.

Pośpieszyliście się A nie lepiej coś jeszcze dla siebie, trochę pożyć, połazić po świecie? Jakim wy rodzice sami jeszcze dzieciaki
Mamo, kochana! Przecież zostaniesz babcią, nie rozumiesz, jakie to szczęście? A ja będę tatą! cieszył się Wojtek, zarażał swą radością, próbował rozruszać matkę, ale ona tylko machnęła ręką.

O czasie na świecie pojawiła się nasza śliczna, zdrowa córeczka, bardzo podobna do mnie. Wojtek nie mógł się nacieszyć ojcostwem, a ja z radością zanurzyłam się w macierzyństwo i urządzanie naszego gniazdka. Mąż zarabiał dobrze, dzięki czemu mogłam pozwolić sobie na pomoc domową, a nawet nianię, ale postanowiłam wszystko robić sama. I byłam w tym świetna. Wojtek chętnie mi pomagał po pracy chodził z córką na spacery, karmił ją, przewijał.

Na pierwsze urodziny naszej córeczki, Zosi, dosłownie tego dnia dowiedzieliśmy się, że znów czeka nas powiększenie rodziny. Wojtek ucieszył się, bo marzył o synu. I marzenie się spełniło po dziewięciu miesiącach urodził nam się Kuba.

Dwoje małych dzieci to już było wyzwanie, dlatego wynajęliśmy pomoc domową, bym mogła skupić się na wychowaniu. Byłam szczęśliwa i wszystko mi pasowało. Mąż kochał dzieci, ze mnie zdejmował kurz, a do tego żyliśmy na naprawdę dobrym poziomie. Chciałoby się żyć i nie narzekać, ale zawsze musi się znaleźć łyżka dziegciu w beczce miodu. W tym przypadku to była teściowa, pani Stefania.

Wojtek, powiedz mi szczerze, czemu twoja mama mnie tak nie lubi? Wydaje mi się, że nawet do wnuków nie pała uczuciem. O co jej chodzi, potrafisz mi to wyjaśnić?
Haniu, nie przejmuj się. Mama zawsze miała swój charakter, ona po prostu żyje w swoim świecie, a my tam jakoś nie pasujemy objął mnie i pocałował w czoło. Najważniejsze, że ja Cię tak bardzo kocham

Dzieci rosły, firma Wojtka kwitła, wszystko się układało. Byłam wdzięczna za to, że kiedyś zgodziłam się na spotkanie z człowiekiem poznanym w internecie Stał się najbliższą mi osobą. Najlepszym mężem.

Pewnego razu, kiedy dzieci zostały pod opieką niani, postanowiliśmy wybrać się wspólnie do teatru. Uwielbiam teatr, to moja pasja. Siedząc wygodnie w fotelu z lornetką w ręce, miałam zamiar nacieszyć się spektaklem, gdy nagle zrobiło mi się słabo

Wojtek, niedobrze mi Chyba ten sałatka w kawiarni mi zaszkodziła. Miałam wątpliwości, jak zobaczyłam zapach.

Starałam się opanować, piłam wodę, głęboko oddychałam, ale nie przechodziło. Z żalem opuściliśmy teatr i wróciliśmy do domu. Po pół godzinie poczułam się lepiej. Potem zrobiłam dla pewności test ciążowy. I wynik pozytywny!

Hania! Haniu! To cudownie! Troje! Troje wspaniałych dzieci! Tak jak marzyłem! mąż złapał mnie w ramiona i zakręcił po pokoju.
Trójka to piękna sprawa, ale czy nie za szybko? Zosia z Kubą jeszcze mali wyznałam z niepokojem.
Co znaczy za szybko? To nasze dzieci, poradzimy sobie. Damy radę! Ciekawe, jaka będzie mina mamy O, właśnie! Na urodzinach jej powiemy, w ramach prezentu! Wojtek roześmiał się, zadowolony z pomysłu.

Nie sądzę, żeby teściowa się ucieszyła. Pewnie spojrzy jeszcze krzywiej, powie, że mnożymy się jak króliki Albo coś gorszego pomyślałam, ale nic nie powiedziałam. Tylko uśmiechnęłam się do męża. Co ma być, to będzie!

W słoneczną niedzielę całą rodziną udaliśmy się na urodziny, po drodze kupując kwiaty i sernik. Przyszliśmy z pół godziny później niż planowano.

Pani Stefania powitała nas z uśmiechem, ubrana elegancko, pachnąca drogimi perfumami ze sklepu w centrum. Przywitała syna, synową i wnuki, po czym zaprosiła do stołu.

Goście już siedzieli, atmosfera była wesoła. Nas, spóźnialskich, zmuszono od razu wypić za zdrowie jubilatki. Wojtek uniósł kieliszek z uśmiechem:

Kochana nasza mamusiu i babciu! Wszystkiego najlepszego z okazji Twojego jubileuszu, życzymy Ci zdrowia, piękności i szczęścia! A my, Twoje dzieci, postaramy się, byś miała z nas jeszcze więcej radości. Teraz czas na prezent i niespodziankę! podszedł do mamy, wręczył jej pudełeczko z bransoletką z diamentami oraz małą, białą kopertę. Przytulił ją i uroczyście pocałował.

Reakcja nie kazała długo na siebie czekać.

Pani Stefania delikatnie pogładziła pudełko, otworzyła, popatrzyła chwilę, odłożyła na bok. Z ciekawością sięgnęła po kopertę. Wyciągnęła z niej karteczkę z dwoma kreskami i wyraz jej twarzy drastycznie się zmienił. Z niesmakiem, jakby nagle wzięła do ręki coś obrzydliwego, rzuciła test na podłogę i zwróciła się do mnie:

To Twój prezent, domyślam się. No jasne, innego byś nie wymyśliła, bo poza umiejętnością rodzenia nie masz żadnej innej zalety! Ciągle chodzisz w ciąży, nie masz dość? To już przesada Dobrze się urządziłaś siedzisz, dzieci rodzisz, a mój syn tyra, żeby was wszystkich utrzymać. I dom, i niania, i pomoc do sprzątania Po prostu jak pasożyt teściowa cedziła przez zęby z chłodem w głosie.

Zapadła cisza. Goście pochylili się nad talerzami, ukradkiem zerkając, co będzie dalej.

Wojtek pobladł jak kreda; z drżącymi z żalu ustami odwrócił się do matki:

Jak możesz tak mówić, mamo Nie wierzę, że to słyszę od Ciebie. Jakby to był zły sen. To ile musiałaś milczeć, ile w sobie chować. A ja myślałem, że mnie choć trochę kochasz Ale ty nikogo nie kochasz oprócz siebie…

Wstaliśmy od stołu. Ja, z trudem powstrzymując łzy, zaczęłam zbierać dzieci. Bez słowa opuściliśmy mieszkanie. Mama męża nie patrzyła w naszą stronę, a przy stole ciągle trwała cisza.

W aucie w końcu popłakałam się cicho, żeby nie przestraszyć dzieci, ale łzy kapały na koszulę. Wojtek zerkał na mnie, wzdychał ciężko, było widać, że bardzo to wszystko przeżył.

W domu długo nie odzywaliśmy się do siebie. Dopiero gdy dzieci spały, usiedliśmy w kuchni z herbatą, próbując zmierzyć się z tym, co się wydarzyło…

Wiesz, Haniu, myślałem dziś o tym wszystkim. I zrozumiałem, że to nie Twoja wina spojrzałam na niego zaskoczona. Tak, Haniu, nie Twoja. Gdyby była tu Basia, Kasia czy Łucja, ona i tak by miała pretensje. Czepiałaby się tego lub tamtego. Ona mnie po prostu zazdrości. To taki kobiecy żal Mnie mama samotnie wychowała, ojca nie było, uciekał nawet przed symbolicznymi alimentami. Pracowała ponad siły, żeby mnie wychować i wykształcić. A Ty masz wszystko: dom, dzieci, mnie, spokojne życie I ja zawsze przy Tobie. Nie może tego znieść, nawet jeśli to szczęście jest moje, jej syna. I Proszę Cię, bądź ponad te sprawy. Spróbuj jej wybaczyć, w sercu, bo takie rzeczy tylko czas rozwiąże

Jeszcze długo siedzieliśmy na kuchni przy przytłumionym świetle lampki, a każdy z nas myślał o swoim. Wojtek o tym, jak niewiele wiedział o swojej mamie naprawdę. I jak mu wstyd przed ludźmi Ja o tym, że wybaczyć może i zdołam, ale przez długi czas nie będę chciała widzieć teściowej. A co życie przyniesie zobaczymy

Każde z nas martwiło się swoimi sprawami. Ale jedno było pewne mamy siebie i trójkę cudownych dzieci. To najważniejsze.

Oceń artykuł
TwojaCena
Dobrze się ustawiła