Moje zasady

Moje zasady

Dobrze jednak, Michałku, że przyjechałeś! Jadwiga Pawłowska usiadła naprzeciw syna, oparła podbródek na drobnych pięściach i uśmiechnęła się ciepło. Tak bardzo się za Tobą stęskniłam. Jedz, jedz, kochanie. Może jeszcze jednego kotleta?

Michał pokręcił przecząco głową.

Nie smakuje? matka przestraszyła się, wyprostowała i twarz jej zlała się niepokojem. Przecież robiłam jak zwykle i mówiłam ojcu, że wieprzowiny to już nie jesz Przecież mówiłam! Co, jakiś dziwny smak?

Jadwiga aż się roztrzęsła, bo na przyjazd Michała przygotowała tyle jedzenia, jakby miała karmić całą kompanię wojska, a tu taka wpadka kotlety nie przypadły synowi do gustu

Mamo, proszę, nie zaczynaj znowu wszystko jest pyszne! Po prostu już nie mogę więcej.

Michał zsunął widelczyk na talerz taki malutki, dziecięcy wręcz, zupełnie niepasujący do jego ogromnej, niedźwiedziej dłoni. Dziw, że tak drobna Jadwiga wydała na świat takiego dryblasa, ale odziedziczył to po ojcu, Tadeuszu, też kawał chłopa. Przy nich matka zawsze wydawała się maleńka jak dziewczynka.

Wszystko było znakomite, jak zawsze! syn wstał i objął matkę, głaszcząc ją po ramionach, jakby otulał ją ciepłym płaszczem. Od razu poczuła się bezpiecznie. A co to miałaś ze mną pogadać? Mów, bo zaraz muszę jechać. Z Jagienką chcieliśmy skoczyć po zakupy, trzeba kupić ubrania dla Bartka.

Jagienka tak ją nazywał ten jej rycerz Michał była jego żoną: dokładna, poukładana, piękna.

Pierwszy raz Michał zobaczył ją na ulicy i wbił się w latarnię, tak się zapatrzył. Rozciął sobie brew, krew polała się potokiem. Jagna przestraszona zatrzymała się, usta jej się otworzyły ze zdumienia, a Michał stał, speszony, myśląc tylko, czy nie uszkodził latarni…

Później razem poszli do przychodni. Jagna, zabawna i naiwna, pytała, czy mu się nie kręci w głowie i łapała Michała pod ramię a on myślał tylko o tym, jak bardzo mu się podoba.

Wzięli ślub. Teraz mają syna Bartka, Jagna pracuje jako logopedka, przyjmuje dzieci w domu, dzięki czemu ma czas zająć się domem. Michał codziennie rano odwozi Bartka do szkoły nie byle jakiej, bo Jagna załatwiła mu miejsce w prestiżowym liceum z profilem biologicznym. Żyją spokojnie, wszystko toczy się swoim rytmem pełnym miłości i troski.

A czemu Jagnusia nie przyjechała? spytała Jadwiga, zbierając naczynia. Odpowiedź znała Jagna ma dzisiaj indywidualnych uczniów ale odwlekała temat, nieśmiało próbując poprosić syna o przysługę.

Przecież mówiłem, ma dziś dwóch uczniów. A Bartek, pan Bartłomiej Michałowicz tu Michał celowo podkreślił imię i nazwisko syna, brzmiące tak dumnie i poważnie odrabia lekcje. Co się dzieje?

Mężczyzna odebrał matce filiżanki, niczym cenne szkło odstawił je do zlewu, potem usiadł naprzeciw niej i spojrzał w oczy.

Mamo, co się dzieje? Coś z tatą? Czemu się tyle przesiaduje w pokoju, nie wychodzi? Wzięliście jakiś kredyt i ktoś was oszukał? Zastawiliście mieszkanie, nerkę i resztę narządów? Straszą was? A może zgłosił się mój zaginiony brat bliźniak uprowadzony z porodówki?

Michał żartował, rozsyłając wokół pogodną atmosferę.

Posłusznie usiadł, poklepał się po brzuchu pełnym jak balon, rozprostował ramiona i uderzył nadgarstkiem o kuchenną szafkę. Małe mieszkanko pomyślał nim wprowadził się do swojego trzy-pokojowego mieszkania z Jagienką. Tam im wszystko podarowali krewni Jagnusi, którzy wyjechali na wieś, wysyłając im co roku worki ziemniaków i buraków, dziwny bulwiasty topinambur oraz cudne astry. Jakie to były kwiaty! Prawdziwy kosmos!

Wszystko przychodziło z okazją, w dostawczaku wujka Zbyszka, byłego właściciela mieszkania. Czym zasłużyła Jagna na taki szacunek, Michał nigdy nie rozumiał, ale wuja Zbyszka szanował i zawsze pomagał mu grzebać w samochodzie, a po mieszkaniu chodził swobodnie w szortach z palmami czerpał z życia radość.

Michał, o to chciałam Cię zapytać Jadwiga nabrała tchu, przesunęła w stronę syna talerz z pierniczkami. Pamiętasz Halinę Lewandowską?

Michał zmarszczył brwi.

No jasne, mamo! w końcu powiedział. Pierniczki pachniały miodem i kawą, wziął jeden, największy, z tłoczeniem warszawskiej Syrenki.

No więc… Halinie skierowali się do waszego szpitala wojewódzkiego, na operację oczu Nie znam dokładnie diagnozy, ale jest ciężko

Michał słuchał, wspominając sąsiadkę z klatki, która zawsze doglądała jego matkę i opiekowała się nim, gdy rodzice byli w pracy. Halina zawsze chodziła w ogromnych, okrągłych okularach, przez które jej oczy wydawały się wielkie i mrugały żwawo niczym skrzydła motyla.

I co dalej? zagadnął, bo mama zamilkła i gniotła obrus między palcami.

No, czy mogłaby na czas leczenia zamieszkać u was z Jagienką? Na wynajem mieszkania jej nie stać, a dojazdy są ciężkie A poza tym, ja czuję, że mam wobec niej dług Ona cię na rękach nosiła.

Michał przestał przeżuwać, popił herbatą, otarł usta serwetką i wzruszył ramionami.

No cóż… To tylko na jakiś czas. Kotleta palmowe schowam, Jagna nie wyjdzie już w koszuli nocnej do kuchni, chociaż w niej wygląda pięknie Ale trzeba pomóc. Oczywiście, mamo! Sama mi kiedyś pomagała, teraz ja jej pomogę! Michał się uśmiechnął, zadowolony z siebie. Jagna na pewno będzie z niego dumna, mama także. Pani Halina zasłużyła na to, by się nią zająć na stare lata!

Za oknem zabłysło słońce, a w oczach matki rozbłysły iskierki szczęścia. Z pobliskiego kościoła zadzwoniły dzwony, a ich dźwięk rozpogodził atmosferę.

Naprawdę? Och, Michał! To jest wielki czyn! Wiesz, jesteś dobrym, wrażliwym człowiekiem. I takim cię wychowałam…

Pogładziła go po głowie, jak w dzieciństwie.

Gdyby była tutaj Jagienka, pewnie skrzywiłaby się lekko, parodiując teściową. Zawsze się śmiała z uwielbienia Jadwigi do Michała.

Ale Jagnusi nie było, więc można było być znowu tym małym, chwalonym synkiem.

Michał rozmarzony opuścił ręce na stół.

Ale chyba trzeba spytać Jagusi wyszeptała cicho mama. Michał mruknął, że Jagna nie będzie miała nic przeciwko. Przytulił się jeszcze do matczynej dłoni i prawie zasnął, tak mu było ciepło i dobrze Zadzwonię do Haliny, zaraz się wszystko potwierdzi.

Jadwiga wyszła z kuchni, a Michał wyjął komórkę i zadzwonił do żony.

Jagna w tym czasie malowała oko, celując tuszem w drugie.

A na ile to? spytała w końcu.

Na dwie tygodnie. Jagienko, trzeba pomóc Michał próbował się wytłumaczyć. Będzie po operacji. A nie ma gdzie mieszkać.

Michał, przecież w szpitalu są sale… zaczęła, ale Michał jej przerwał.

Potem będą potrzebne kontrole, a jeżeli będzie musiała dojeżdżać godzinę? Kochanie, wiem, że dasz radę. Jest bardzo porządna, miła kobieta, dogadacie się

Wiesz co westchnęła Jagna. Nie podoba mi się to. Pamiętam ją z wesela. Patrzyła na mnie z góry, tak wyzywająco Ona mnie nie lubi, twoja ciotka Halina.

E tam, lubi cię! Pomaga z Bartkiem…

Michał, nasz syn ma szesnaście lat. Jak ona może mu pomóc? Jagna skrzywiła usta, odłożyła szminkę.

Może wszystkim! Ma doświadczenie, przeżyła swoje! Michał specjalnie podkreślił. Czy coś jest nie tak?

Jagna była „przeciw”, choć nie miała serca powiedzieć tego wprost, nie chciała urazić męża.

Kiedy przyjeżdża? zapytała chłodno.

Na komórce zamieszanie, potem Michał oznajmił, że w niedzielę.

Już jutro? spojrzała na bałagan w mieszkaniu. Normalny domowy rozgardiasz, ale nie do pokazania innym!

Nikt tego wcześniej nie widział. Uczniów przyjmowała w kuchni z dużym stołem, tam było jasno i przestrzennie. Goście tylko po generalnych porządkach. Jagna wstydziła się swego nieładu.

A Halina będzie przecież chodzić wszędzie! Będzie myśleć, że Jagna nie potrafi prowadzić domu!

Czyste podłogi to czysty umysł! mawiała mama Jagny. Ludzie patrzą na porządek! A ty, Jagna, jesteś niechlujna! No jak tak można? Jesteś dziewczyną!

Jagna zacisnęła oczy, pokręciła głową, jakby mama ciągle stała obok.

Za tydzień, dopiero uspokoił Michał.

No to jeszcze dobrze… westchnęła żona. Idę „pocieszyć” Bartusia…

Będzie miała czas by doprowadzić dom do porządku posprzątać, wypolerować, powiesić, uprać, wyprasować, wymyć wszystko…

Bartek wieść o przyjeździe starszej pani, która pielęgnowała kiedyś jego ojca, przyjął bez emocji. No i co?

Mamo, spokojnie. Żyj jak żyjesz i po sprawie! skwitował przyszły biolog Bartek, widząc jak matka miota się po mieszkaniu z odkurzaczem. To nasza ekosystem. Ona jest organizmem obcym, przetrwa lub nie. Ja bym się dostosował.

My nie rośniemy jak trawa, Bartuś, zarastamy! W tygodniu nie będzie czasu… Weź drugi odkurzacz i pomagaj! Nie chcę się wstydzić przed jej znajomymi. Opowie potem babci Jadzi!

Babcia Jadzia i tak wszystko wie. wzruszył Bartek ramionami i zniknął.

Jagna była coraz bardziej roztrzęsiona, ale zaraz zadzwonił dzwonek przyszedł jej pierwszy uczeń, pulchny Andrzejek, z wadą wymowy. Próbował mówić poprawnie, cieszył się z każdej pochwały, a Jagna tylko wzrokiem omiatała salon: co schować, gdzie nie błyszczy…

Okna! spadła jak grom myśl. Jeszcze nie myłam okien!

Okna muszą być czyściusieńkie mawiała mama żeby wyglądało, jakby ich nie było! Po oknach poznaje się gospodynię, Jagna!

Przyjechał Michał, oderwał żonę od szorowania, a w drodze do sklepu opowiadał, jaka dobra to kobieta, jak go wychowała, a Jagna przytakiwała, zrezygnowana.

Tato, już wiemy, twoja druga mama przyjeżdża. Zmieńmy już temat, co? uciął Bartek.

Jagna była mu za to wdzięczna.

Do niedzieli czas minął w mgnieniu oka.

W sobotę Michał pojechał po Halinę, a Jagna przygotowywała dom.

Bartek został wysłany do fryzjera, pies Fafik został wykąpany i wyściskany do pisku, okna błyszczały wzorowo.

Jagnusiu, będziemy najwcześniej o trzeciej uprzedził Michał. Nie przejmuj się, Halina bardzo nie lubi robić zamieszania.

Dobrze, czekamy na obiad.

Na niedzielny obiad Jagna zaplanowała pieczonego kurczaka, ziemniaczki, sałatkę Gościa trzeba przyjąć jak należy!

Wstała o siódmej, wysłała Bartka z Fafikiem na spacer, sama weszła pod gorący, uspokajający prysznic i zaśpiewała Dziewczyna z perłą. Wychodząc, zorientowała się, że w przedpokoju słychać trzask zamka. W głosie Michała, wysokim, nieśmiałym tonie przywitała się kobieta, pies szczekał z radości, a na drugim planie Bartek westchnął.

Zaparowane lustro pokazało Jagnie, w jakim wygląda szlafrok i mokre włosy…

No i jesteśmy Michał skinął na żonę, która ze szczoteczką do zębów w ręku, owinięta szlafrokiem, patrzyła, jak ciągnie wielką, czerwoną walizkę, a za nim idzie cała zarumieniona Halina Lewandowska we własnej osobie. Podziwia mieszkanie, chwali wystrój, jest zachwycona. A Jagna myśli tylko o tym, że kurczak jeszcze nawet nie jest w piekarniku, a Fafik znowu ubrudził podłogę no, jest złą gospodynią. Ciotka Halina zaciska wargi, przechodząc przez kałużkę od Fafika, a Jagna w popłochu biegnie się ogarnąć.

Tu twój pokój otworzył Michał drzwi. Rozgość się. Coś do jedzenia zaraz zrobimy.

Halina podziękowała i zamknęła drzwi.

Skąd wy tak wcześnie? szepnęła Jagna, wysuwając się zza parawanu. To nie fair, Michał, wystawiłeś mnie!

Michał, siedząc na łóżku, przyglądał się odbiciu żony w drzwiach szafy, gładził jej biodra wzrokiem.

Co? oderwał się od myśli.

Czemu tak wcześnie? Jagna już w sukience, układała włosy. Zapnij mi zamek, proszę.

A Halina ma dziś lekarza, zapomniałem. Dlatego pojechaliśmy wcześniej wzruszył ramionami. A ta walizka… kobiety, wszystko przewiozą!

Usiedli do śniadania. Jagna usmażyła jajecznicę, Bartek kroił kanapki widząc, że mama się rozpada.

Halina weszła ostatnia, usiadła przy Bartku.

Smacznego, miło tu u was. Jagnuś, pamiętam, że dałam wam na ślub porcelanowy serwis z makami… Nie? To chyba nie wam?

Jagna wzruszyła ramionami. Serwis rozbił się dzień po ślubie Michał upuścił całą skrzynkę na schodach. Wszystko w drobny mak…

Michał zamyślił się. Maków na porcelanie nie pamiętał.

Może komuś innemu… Jagna nalewała kawy.

A mnie tu wieje, Jagnuś kaprysiła Halina. Mogę się przesiąść?

Bartek spojrzał na matkę. Ta bezradnie wzruszyła ramionami.

Michał zaraz zareagował:

Jagna, przesiądź się. Przed operacją nie warto Halinki przewiać! podniósł ją lekko, przesunął bliżej siebie, a Halinę posadził przy wolnym miejscu.

Michała wychowywałam od małego Halina zaczęła wspominać. Z pieluch zawsze wyjęty, taki był. Gorzej z jedzeniem, nie chciał jeść, ale się w końcu nauczył. Bardzo złożone dziecko.

Jagna się zakrztusiła, Bartek uśmiechnął się ironicznie.

A ty, młodzieńcze, czas na lekcje! Michał zawsze rano wszystko odrabiał Halina wstała, zabrała Bartkowi talerz, zerknęła na gospodynię. Ta chciała coś powiedzieć, ale się zawahała.

Bartek wyszedł, obrażony.

Po śniadaniu Halina wróciła do pokoju, poprosiła Michała, żeby przestawił telewizor.

Mało macie książek oceniła, odprowadzając Bartka na piłkę. Bartkowi klasyków trzeba czytać. Przyniosłam ze sobą kilku pisarzy. Wieczorem wszystko mu pokażę, sprawdzimy co wie.

Tak, ciociu Hala. Bo tylko ta piłka i piłka. Wyrośnie na nieuka! zażartował Michał, mrugnął do syna.

Wiedział, że Dostojevskiego Halina wszędzie ze sobą nosi, wystawia w kawiarni, w teatrze, w szpitalu, choć pewnie strony nie przeczytała. Z nim wygląda poważniej. Nawet do szpitala go zabierze.

Bartek wyszedł, Michał też.

Kiedy wychodzisz? spytała Jagna Halinę.

Na trzynastą. A Bartuś już ma dziewczynę? Michał już w szóstej miał, Różyczka się nazywała, taka była uległa, jak plastelina, wszystko zrobiła. Fajnie, co? A pieska lepiej wynieść z kanapy! I tę szafkę przestawić, bo przewrócę i już zrzuciła buty, pantofle, szpilki Jagny. Takie buty szkodzą. Dobra, idę. Dziękuję za gościnę!

Halina pogłaskała Jagnę po ramieniu i zmyła się do windy.

Jagna stała jeszcze chwilę, potem zamknęła drzwi.

Mamo, czemu ona tak się rządzi? Przegoniła Fafika z kanapy, a my mu pozwalamy! narzekał Bartek po treningu, głaszcząc psa, który popiskiwał smutno.

Taka już jest, przywykła wychowywać. Trzeba wytrzymać. Już niedługo

Jagnie było wstyd przed synem i Fafikiem przestała być panią własnego domu. Ale co miała zrobić? Jak zwyzywać kobietę, która zmieniała pieluchy jej mężowi?

Wieczorem Halina urządziła w kuchni produkcję gołąbków każdy miał coś do roboty, a Michał chodził koło gościa na paluszkach.

Z czasem było coraz gorzej: w poniedziałek Halina nastawiła budzik, pobudziła wszystkich na gimnastykę.

Kiedy masz operację? Jagna, dysząc po biegach w miejscu, zagaduje. Halina ustawiła timer na telefonie: czterdzieści sekund ćwiczeń, dziesięć przerwy

Bartek od razu poszedł do szkoły, Michał chętnie gimnastykował się razem z nimi.

Dawaj, Jagnuś, jeszcze trochę! dopingował ją.

Więc kiedy?! powtórzyła.

Jutro mnie przyjmują. Potem się okaże A będziesz mnie odwiedzać? spytała Halina smutno.

Przecież to tylko dwa dni! To tylko drobiazg! Michał się zdziwił, ale zgodził się, że przyjdzie

Poniedziałek był ciężki Jagnie odwoływali się uczniowie, dzieci chorowały, wyjeżdżały, nie chcieli przyjeżdżać do niej.

Dzwonił telefon, za oknem krakały wrony, Halina grała w pokoju Mieczysława Fogga. Gdy śpiewał Ta ostatnia niedziela, Halina wtórowała i tupała. Za matowym szkłem widziała tańcząca seniorkę.

Jagna przystanęła w korytarzu, westchnęła

Po prostu się denerwuje tłumaczył Michał. Kiedy tak ma, zawsze słucha Fogga.

Wieczorem Halina postanowiła czytać Bartkowi Zbrodnię i karę, ale syn odmówił. Starsza pani wpatrzyła się w niego, słuchała jak mówi o tej książce i całej tej sytuacji, zatrzasnęła za sobą drzwi, zawołała Jagnę. Ta była w biegu, rozmawiała przez telefon.

Nie! Halina wyrwała Jagnie komórkę. Albo wasz syn tu natychmiast przyjedzie na lekcje, albo niech waszej rodzinie sam radzi w życiu. Ja mam autorytet, jestem sekretarką Jagny. Do widzenia!

Oddała telefon, spojrzała przez okno. Jagna chwilę milczała, ciężko oddychając, po czym wybuchła. Bartek podsłuchiwał zza drzwi.

Wie Pani co?! Nie wtrącaj się Pani w moje życie! I w moją pracę! Gołąbki proszę gotować u siebie w domu, Fafik może leżeć tam, gdzie pozwalam ja, a nie Pani! I co do konserw, to będę dawała rodzinie, bo tak chcę! To mój dom, mój mąż, moje dzieci! Mam nadzieję, że szybko wróci Pani do siebie po operacji, czego życzę!

Bartek zaczął klaskać, Fafik wtulił się w matkę, a Halina, patrząc przez okno, uśmiechnęła się.

Jagna zaniemówiła, oczekując reprymendy. Ale…

I dobrze, Jagna. Nigdy się nie uginaj. Powiedz nie, kiedy tego naprawdę nie chcesz. Wtedy zawsze będzie ci lżej, a w środku spokojniej. Żyj tak, jak ty chcesz. Przepraszam cię, chyba przesadziłam. To ze strachu przed operacją… W życiu zawsze prowokowałam, Michał wie… No nie patrzcie tak bardzo się boję tej operacji! Fafik, fajny z ciebie psiak… Może ktoś chce domowej marmolady jabłkowej? Bartek?

Chłopak przewrócił oczami. Kobiety są dziwne, ale aż tak…

Zadzwonił dzwonek. Przyjechał pulchny Andrzejek na zajęcia. Po lekcji też dostał kawałek marmolady. Jego mama przeprosiła Jagnę za zamieszanie.

Albo mam zadzwonić do waszej sekretarki? zapytała nieśmiało.

Nie trzeba, wszystko w porządku. Jagna puściła do Haliny oko.

Wieczorem, gdy Michał i Bartek grali na konsoli, Halina siedziała wygodnie w fotelu i snuła opowieści: jak Michał zrywał tapety, jak prawie utopił się, uciekając jej na zamarznięty staw, jak musiała wyciągać go z przerębla.

A ta Róża to w ogóle mi się nie podobała dodała w końcu. Bez charakteru I serwisu z makami nie szkoda, na szczęście się rozbił, żyjecie dzięki temu szczęśliwie. Michał mnie kocha, wszystko wybaczy… I Ty też, Jagna, wybacz. Dziękuję za gościnę, jesteś świetna…

Marmolada topniała na talerzyku, wieczór zapadał, na wschodzie pojawiła się jasna łuna.

Czas już… wyszeptała Halina. O ósmej trzeba być w szpitalu…

Michał odwiózł ją samochodem. Jagna pojechała z nimi, czuła jak Halina drży.

Zadzwonię wieczorem, nie dyskutuj! No i potem wracasz do nas na dobrą kawę.

Halina przytaknęła. Dobrze pomieszkać z młodymi, radośnie. Bartłomiej jest ciekawy zupełnie niepodobny do ojca, taki zadziorny. Ale jak mówi: moja środowisko wewnętrzne taka jest mogę ją poznawać, nie zmieniać!.

I tym razem wszyscy przekonali się, że życie w zgodzie z własnymi zasadami daje spokój i radość, nawet jeśli czasem trzeba bronić swoich granic. Bo dom jest tam, gdzie czujemy się sobą.

Oceń artykuł
TwojaCena
Moje zasady