Nadzieja już nie mieszka w naszych sercach

Nadziei już nie ma

Nie chcę waszych pieniędzy! powiedziała Zuzanna z rozgoryczeniem, rzucając na podłogę zgniecione banknoty złotych.

A to przecież twoje pieniądze odpowiedziała spokojnie właścicielka mieszkania, pani Henryka. W tym, co się stało, nie ma mojej winy. I proszę cię, nie rób afery, bo sąsiedzi już śpią.

Zuzanna rzuciła jej gniewne spojrzenie, odwróciła się na pięcie i ruszyła po schodach. Gdy tylko wyszła z klatki schodowej, gwałtownie pociemniało jej w oczach. Cudem doczłapała się do ławki, usiadła, zakryła twarz dłońmi i rozpłakała się cicho, prawie bezgłośnie. Ganiła siebie w myślach:

Gdybym tylko wiedziała, że tak to się skończy, nigdy nie pojechałabym na ten ślub!

*****

Zuza, wychodzę za mąż! zadzwoniła przyjaciółka, Łucja Ślub już za miesiąc, potem jeszcze wesele. Przyjedziesz?

Gratuluję, Łucja, bardzo się cieszę. Tylko… Zuzanna westchnęła ciężko.

No, mów już!

Przepraszam, ale nie wiem, czy dam radę. Chciałabym, bardzo chciałabym, ale

Nie rozumiem?! Jak to nie możesz?! zdziwienie Łucji było szczere. Od podstawówki jesteśmy razem, przez wszystko przeszłyśmy, a na mój ślub nie przyjedziesz? Chcesz mnie zasmucić?

Wcale nie to miałam na myśli. Ale ślub i wesele to nie tylko jeden dzień…

No tak. Trzy dni. Myślę, że bez problemu dostaniesz wolne w pracy.

To nie o pracę chodzi. Po prostu mam kota. Nie mam go z kim zostawić, a wziąć nie mogę. Rozumiesz… Więc…

Nie, kochana, nawet nie chcę tego słyszeć! Masz być i na ślubie, i na weselu! Kota oddaj komuś pod opiekę, są przecież koci hotele, opiekunki. Na pewno znajdziesz wyjście. Jeśli nie dasz rady, pomogę ci.

Sama nie wiem, Łucja…

Masz miesiąc, Zuzka. Tylko mnie nie zawiedź. W tak ważnym dniu chcę, żebyś była ze mną.

Po tej rozmowie Zuzanna długo się wahała. Nie chciała zawieść najlepszej przyjaciółki, ale co z Felkiem? Nie zostawi go przecież samego, nawet ze spiżarką pełną karmy i wody. Felek jest towarzyski, dwa-trzy dni samotności byłyby dla niego jak kara.

Myślała o tym codziennie, aż wreszcie zdecydowała. Pojechała na ślub, a Felka zostawiła u pani Ireny według ogłoszenia w internecie, bardzo zaufanej osoby. Pani Irena już od wielu lat zajmowała się opieką nad kotami, miała dobre opinie i doświadczenie przez lata pracowała w klinice weterynaryjnej.

Zuzanna przejrzała komentarze. Wszystko wyglądało solidnie. Ludzie pisali, że wracali do pani Ireny wiele razy, i wszyscy byli zadowoleni. Perspektywa opieki przez kogoś kompetentnego przeważyła. Zadzwoniła, umówiły się na spotkanie.

Mieszkanie było trzypokojowe, największy pokój w całości przeznaczony na kocią strefę. Wszystko było przemyślane i przytulne, a właścicielka okazała się naprawdę ciepłą kobietą. Pośród innych kotów Felek miał nie czuć się samotny.

Felusiu, kochany, znikam tylko na trzy dni. Wytrzymaj, dobrze?

Młody kot otarł się o nogi Zuzanny i spojrzał jej w oczy. Wiedziała, co to znaczy. Felek chciał na ręce, tylko ona już musiała wychodzić.

Spokojnie, dziewczyno uśmiechnęła się pani Irena. Będzie mu tu jak w niebie.

Bardzo na to liczę. Proszę, tu pieniądze przekazała dwa banknoty po dwieście złotych. Jakby co, proszę od razu dzwonić.

*****

Te trzy dni minęły jak surrealistyczny film nic nie było na swoim miejscu, kolory plątały się jak spłowiałe nici, a śmiechy na weselu mieszały się z echem stłumionej tęsknoty. Łucja promieniała szczęściem, jej mąż wydawał się Zuzannie porządnym człowiekiem. Ale myślami wracała ciągle do Felka. Codziennie dzwoniła do pani Ireny.

Dzień dobry, jak tam Felek? Spokojny? Nie sprawia kłopotów?

Dzień dobry, Zuzanno. Wszystko w porządku. Twój kiciuś je ze smakiem, do kuwety chodzi przykładnie. Nadal przyjeżdżasz za trzy dni?

Tak A czemu pytasz?

Tak tylko, dla porządku. Czasem ktoś musi przedłużyć i daje znać w ostatniej chwili, a ja mam już innych w kolejce. Więc dopytuję, by nie było zamieszania.

Nic się nie zmieniło. Felka dłużej niż na trzy dni i tak bym nie zostawiła. Bardzo tęsknię.

W drodze powrotnej Zuzanna dzwoniła jeszcze raz, potem już tylko melancholijne westchnienie pani Ireny zabrzmiało jej w słuchawce:

Tak… Czekam…

Siedząc w taksówce, Zuza miała wrażenie, że słyszała ten dźwięk kiedyś jakby echo z równoległej rzeczywistości. Czuła narastający niepokój, ale tłumaczyła sobie: Nic się nie stało. Przecież mówiła, że wszystko dobrze z Felkiem

Na miejscu usłyszała: Twój kot uciekł…

Co?! Jak to?!

Sąsiedzi na górze robili remont, hałas był nie do zniesienia. Koty wpadły w panikę. Myślałam, żeby postukać w rury, ale to by je tylko bardziej przestraszyło. Poszłam więc poprosić o ciszę. Gdy tylko otworzyłam drzwi wejściowe, Felek wybiegł na klatkę. Nie zdążyłam nawet zareagować.

Dlaczego od razu pani nie zadzwoniła?! Zamiast tego kłamała pani?!

Liczyłam, że znajdę go sama. To się czasem zdarza. Dużo kotów, a ja jedna. Ale jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żebym nie odnalazła. Dałam ogłoszenia do internetu, szukałam. Niestety, bez skutku… Ale jeszcze go można znaleźć, proszę się nie załamywać.

Nie załamywać?! Jak pani mogła na to pozwolić? Przecież obiecała mi pani

Jeśli chcesz, odbierz pieniądze.

Nie chcę pieniędzy! powiedziała Zuza z rozpaczą, rzucając zgniecione banknoty na podłogę.

Ale to twoje pieniądze spokojnie odpowiedziała pani Irena.

Zuzanna rzuciła pełne furii spojrzenie, odwróciła się i zeszła schodami na dół. Gdy tylko wyszła na chodnik, zrobiło się jej ciemno przed oczami. Podparła się o ławkę. Po co ja tam pojechałam? Po co zostawiłam Felka?

Zamknęła oczy i zza powiek pociekły łzy. W myślach powróciła do tamtego wieczoru grudniowego, kiedy wracała z pracy. Był 30 grudnia, przed nią morze wolnych dni, które miała poświęcić tylko sobie. Z ciemności wyskoczyła do niej mała rudawa kulka. Zdążyła tylko zauważyć, jak kocię wdrapuje się po jej dżinsach prosto na dłonie.

Niesamowite zaszeptała wtedy Zuza. Zabrała malca do domu. Razem świętowali Nowy Rok, wspólne weekendy… Szybko pokochała Felka całym sercem.

Córeczko, powinnaś znaleźć chłopaka, a ty znosisz rudych kotów z ulicy śmiała się mama przez telefon.

No trudno, najpierw trafił się kot żartowała Zuzanna. Chłopak będzie musiał pogodzić się z tym, że jest drugi w kolejce.

Opowiadała o tym w pracy.

Dziewczyny, mam wrażenie, że koty same wybierają właścicieli. Zawsze wynajdą dzień, gdy deszcz pada albo wiatr wieje, żeby cię spotkać. Przychodzą znikąd, zdają się mówić: Idźmy już do domu… I zabierasz swoje szczęście, tulisz i niesiesz jak skarb.

Zuzka, ty powinnaś książki pisać! zaśmiewały się koleżanki.

Nie rozumiały jej miłości do kotów, bo jeszcze żadnego nie miały. Jeszcze to słowo-klucz.

Od kiedy pojawił się Felek, w mieszkaniu była sierść, ale i więcej ciepła, przytulności, miłości. Po pracy zawsze czekał na nią pod drzwiami, wołając: Miau! i trącając ją puszystym łebkiem.

Lubił spać jej na kolanach, a najbardziej wtulony do niej, głośno mrucząc niczym Ursus w czasach świetności.

A teraz nikt jej nie wita na progu, nikt nie mruczy na kolanach. Felka nie ma. No, może gdzieś jest. Ale gdzie…? Zuza nie miała pojęcia.

Tak nie może być powiedziała do siebie podnosząc się z ławki. Nie będę siedzieć z założonymi rękami. Muszę go znaleźć.

*****

Halo! Pani chyba znalazła go?! krzyknęła Zuzanna do słuchawki po kilku tygodniach nieudanych poszukiwań, gdy zadzwonił jeden z wolontariuszy.

Może… Zadzwoniła do mnie kobieta. Odnalazła kota bardzo podobnego do pani Felka. Czeka dziś na panią. Wyślę adres.

Dziękuję panu z całego serca!

Naprawdę była wdzięczna ludziom, którzy pomagali. Sama nie poradziłaby sobie. Od ucieczki Felka minęło półtora miesiąca. Najdłuższe tygodnie w życiu. Pracę kwitła mechanicznie, nocami przeglądała portale o zaginionych kotach. Pośród setek zdjęć nie było jej rudego kota. W telefonie tylko kilka zdjęć z czasów, gdy był jeszcze maluszkiem. Doroślejszego Felka nie miał nawet na fotografii nie sądziła nigdy, że coś takiego jej się przytrafi.

Wyskoczyła z taksówki, pobiegła do wskazanej kamienicy, wpisała kod domofonu.

Kto tam? odezwał się damski głos.

To Zuzanna. Kot, ten rudy… Wolontariusz podał mi adres.

Zapraszam.

Dziesięć minut później Zuzanna wyszła na zewnątrz, rozglądając się rozkojarzona za ławką nie było żadnej. Stała więc w miejscu, cicho płacząc. Kot okazał się rudym, ale nie jej Felkiem… Był śliczny, ale nie ten.

W takim razie zatrzymam go sobie powiedziała kobieta, przytulając kota. A pani, życzę szczęścia. Na pewno znajdzie pani Felka, nie wolno tracić nadziei.

Po raz pierwszy Zuzanna poczuła zazdrość patrząc na szczęśliwą kobietę z kotem. Szybko się oddaliła, by nie psuć innym humoru swoim smutkiem.

Przez następne miesiące jeszcze kilka razy dostawała telefon, jeszcze kilka razy z nadzieją biegła obejrzeć nie tego kota. Najgorsze z rozczarowań: do końca liczysz, że może to ten, a potem… znowu nie.

Córeczko, rozumiem cię. Bardzo go kochałaś mówiła przez telefon mama. Ale musisz iść dalej. Może weźmiesz innego rudaska? U sąsiadki w naszej wsi kociaki się urodziły, chyba nawet jeden rudy…

Dziękuję, mamo, ale ja nie chcę innego…

Po pół roku, wciąż bez śladu Felka, Zuzanna wiedziała nie ma już nadziei. Jedyne, o co prosiła Boga, to by jej kot żył. Nieważne, czy z nią, czy z kimś innym, choćby wśród innych bezdomnych kotów, ale żeby żył.

*****

Co dalej? Nie wiedziała. Czuła się winna wobec Felka, obrzydzała ją sama świadomość, że oddała swojego kota obcej, wszystko przez ten ślub. Gdyby nie pojechała, Felek byłby z nią.

A teraz nie wiedziała, co z nim ani gdzie jest. Najgorsza rzecz na świecie niepewność.

W każdą sobotę wychodziła z domu, nie mogąc patrzeć na puste kąty przypominające o Felku. Snując się po mieście, zaglądała do bram bloków, do śmietników. Wiedziała już, że prawie nie ma szans, ale wciąż szukała.

I pewnego dnia, jak w niepokojącym śnie, nie wiedząc nawet jak, znalazła się na obrzeżach miasta, pod schroniskiem dla zwierząt. Może mama ma rację, może powinnam wziąć innego kota? przemknęło jej przez głowę. Ale zaraz odegnała tę myśl.

A jeśli Felek się znajdzie? Co sobie pomyśli? Że go zdradziłam? Chciała już odejść, kiedy przy furtce pojawiła się pracownica.

Pani do nas?

Zuzanna się odwróciła.

Jeśli szuka pani zwierzaka, pokażę nasze ogonki. Przejść tylko, popatrzeć, to do niczego nie zobowiązuje. Może ktoś wpadnie w oko?

Nie chciała patrzeć na zwierzęta, lecz nie potrafiła odmówić.

Ten to Simon, tam Joker… Śliczne są, prawda? zagadywała dziewczyna.

Zuzanna przyznała cicho, że piękne. Coś zdziwnego się stało wśród zwierząt poczuła na chwilę ulgę. Ich spojrzenia, pełne nadziei, jakby leczyły jej duszę przez same kraty.

A kto tam jest, w najdalszym boksie? spytała Zuzanna.

Tam mieszka nasz pustelnik. Tak go nazywamy. Nikogo do siebie nie dopuszcza. Ledwo da się go nakarmić, o adopcji nawet nie marzymy. Sześć miesięcy temu kot trafił do nas w strasznym stanie. Na nogi go postawiliśmy, ale porozumieć się z nim nie sposób.

Coś ścisnęło Zuzannę w środku.

Czy mogę rzucić na niego okiem?

Jasne, zapraszam.

Gdy tylko usłyszał kroki, rudy kot ostentacyjnie odwrócił się, jakby świat nie istniał. Nawet gdy dziewczyna próbowała go wołać.

Oto nasz pustelnik. Zawsze się odwraca. Nawet nas nie słucha.

Zuzanna już jej nie słyszała. Patrzyła szeroko otwartymi oczami na rudego kota i…

to nie mogła być prawda?

Felku? wyszeptała z niepewnością. Felku, to naprawdę ty?

Kot powoli obrócił łeb i spojrzał na nią zaskoczony.

Chyba mi się zdaje…

Felek! zawołała głośniej. Boże, żyjesz! Podejdź, mój kochany. Poznajesz mnie?

Kot patrzył i jakby zastanawiał się: Moja pani tutaj? Ale jak to… Jeszcze nie odważył się podbiec.

Przecież mnie zostawiła… A może nie? Gdyby mnie zostawiła, to chyba by nie przyszła? Co na to moja kocia intuicja?

Intuicja powiedziała: Teraz! I ruszył całym sobą prosto w ramiona Zuzanny. Pracownica otworzyła boksy i już byli tylko oni ona i kot, spleceni w serdecznych objęciach.

Patrzyli na nich wszyscy pracownica, inne zwierzęta, nawet przesuwające się po niebie chmury i słońce jakby w tej chwili świat milknął z radości.

Zuzanna wyszła ze schroniska razem z Felkiem, obiecując, że będzie pomagać tej placówce, która uratowała jej kota.

*****

W drodze do domu Felek mruczał głośniej niż CAŁY Ursus, a czasem żalił się miauknięciem, opowiadając surrealistyczną historię o tamtym dniu: Bałem się bardzo, huk był straszny, a ciebie nie było. Nie wytrzymałem, pobiegłem cię szukać. Trafiłem pod samochód. Jak dobrze, że mnie odnalazłaś, pani… Już mnie nie zostawisz?

Zuzanna spojrzała Felkowi w oczy.

Nie zostawię, Felku. Nigdy więcej.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nadzieja już nie mieszka w naszych sercach