Obietnica Denis spokojnie prowadził samochód trasą, obok siedział jego przyjaciel Kamil – wracali w…

Obietnica

Kierownica trzymał pewnie, a wzrok miał skupiony Sebastian spokojnie prowadził auto trasą z Poznania do Warszawy. Obok siedział jego przyjaciel, Paweł. Wracali właśnie z delegacji, zlecanej im przez szefa na dwa dni.

Pawle, ale świetnie nam poszło, co? Kontrakt na gigantyczną kwotę podpisany, szef będzie w siódmym niebie uśmiechał się Sebastian, rozluźniony.

Rzeczywiście, dopisało nam szczęście przytaknął Paweł, jego kolega z biura.

Najprzyjemniej wraca się do domu, gdy ktoś czeka Moja Jagódka jest w ciąży, strasznie dokucza jej mdłości. Szkoda mi jej, lecz bardzo pragnęliśmy dziecka, więc mówi, że dla naszego bobaska wszystko zniesie wyznał Sebastian, z błyskiem w oku.

Dziecko to skarb. My z Zośką już od lat próbujemy los niestety nam nie sprzyja. Szykujemy się do drugiej procedury in vitro, pierwsza się nie udała Paweł ponuro podzielił się swoim ciężarem. On i Zofia mieli już siedem lat małżeństwa, ale dziecka nie mogli się doczekać.

Sebastian do ślubu stanął późno, dopiero po trzydziestu dwóch latach. Były kobiety, ale żadna nie zawróciła mu w głowie. Dopiero gdy poznał Jagodę zakochał się do granic możliwości.

Gdy pierwszy raz przedstawił Pawłowi Jagodę, a potem poprosił go na świadka, Paweł poczuł znajomy ucisk zazdrości. Jagoda była piękna, delikatna, rozumiał przyjaciela łatwo było się w niej zakochać.

Na zewnątrz padał drobny jesienny deszczyk, wycieraczki leniwie zbierały krople. Panowie rozmawiali swobodnie, gdy zadzwonił telefon Sebastiana.

Cześć Jagódko, zaraz wracamy, będziemy w domu za jakieś dwie godzinki. Jak się czujesz? Mdłości? Nic nie dźwigaj, przyjadę i wszystkim się zajmę. Całuję, do zobaczenia, kochanie.

Paweł słuchał ukradkiem, wyobrażając sobie, jak Jagoda czeka i przeżywa. Jego Zośka nie dzwoni, nie martwi się, uważa, że jest silnie przywiązany. Całkiem inna niż Jagoda, wszystko podporządkowane pracy i domowi.

Nagle Sebastian gwałtownie skręcił kierownicą z naprzeciwka pędził dostawczy żuk, wypadek był nieunikniony. W ostatniej chwili Sebastian odbił na bok, uderzając autem w latarnię po swojej stronie. Auto wypadło z drogi. Paweł odzyskał przytomność na mokrej trawie, krew na ręce, głowa pulsował z bólu. Sebastian nie ruszał się. Ludzie z innych samochodów już spieszyli na pomoc. Karetka miała dotrzeć lada chwila.

Sebastiana wyciągnięto na noszach, Paweł pochylił się nad nim, a przyjaciel słabym głosem wyszeptał:

Pomóż Jagodzie

Zabrano ich do szpitala. Paweł miał złamaną rękę, mocny wstrząs mózgu, lecz był przytomny. Pytał w kółko pielęgniarki:

Co z Sebastianem? Jak mój przyjaciel?

W końcu usłyszał od pielęgniarki:

Sebastian nie żyje

Przygnieciony nałożył na siebie smutny cień. Na pogrzebie być nie mógł, z powodu urazów. Zofia potem opowiadała, że żona Sebastiana płakała nieprzerwanie przy trumnie, nie mogąc uwierzyć w śmierć męża.

Wypisał się z kliniki, pojechał z Zofią na Cmentarz Wojskowy w Warszawie. Długo stali przy grobie, Paweł obiecał w myślach:

Przyjacielu, nie martw się Jagody nie zostawię, pomogę, jak kazałeś

Po dwóch dniach ruszył do Jagody. Zadzwonił dzwonkiem, ale gdy się otworzyły drzwi, kobieta rozpłakała się.

Jak mam żyć bez niego? Nie mogę się pogodzić, że Sebastiana już nie ma.

Jagódko, obiecałem Sebastianowi, że będę przy Tobie. Damy radę razem. Dzwoń, gdy czegoś potrzeba, będę Cię odwiedzać.

Czas płynął, Jagoda powoli dochodziła do siebie, ale bała się, że stres zakończy ciążę przedwcześnie. Lekarka przestrzegała. Paweł wpadał dwa razy w tygodniu, robił zakupy w Biedronce, kupował witaminy, czasem wiózł Jagodę do przychodni. Kobieta nie wykorzystywała jego pomocy, prosiła tylko w razie prawdziwej potrzeby.

Pawle, niezręcznie mi, że tyle dla mnie robisz.

Dla mnie to nic, obiecałem Sebastianowi odpowiadał.

Paweł czuł wobec Jagody mieszane uczucia. O takiej kobiecie marzył, ale sytuacja go przytłaczała.

W tym czasie jego życie z Zofią znowu wirowało w kręgu wizyt u lekarzy, wyników badań, rozczarowań. Bezpłodność była ich codziennym bólem. Zofia nie wiedziała o pomocy Pawła dla Jagody, a on nawet umieścił ją w telefonie pod nazwą Fundacja, bo wiedział, że żona wszystko sprawdzi.

Po kolejnej nieudanej próbie in vitro między nimi zaczęło się psuć. Zofia winę widziała w Pawle, on zaś pogodził się ze swoim losem.

Zauważała, że stał się roztargniony, pochmurny. Klepał o dodatkowych sprawach do załatwienia. O zdradzie nie myślała, w końcu nie przestał jej kochać.

W pracy szło mu doskonale. Dokończył projekt, nad którym zaczynał z Sebastianem, a firma podpisała lukratywny kontrakt.

Jagoda z czasem coraz słabsza, coraz mniej samodzielna. Jej rodzice daleko, pod Lublinem, w stolicy nie miała nikogo bliskiego. Męczyły ją bóle głowy, nogi puchły. Przeżywała, ale nie obarczała Pawła swoimi problemami.

Jednego dnia zastał ją na drabince, chciała zawiesić nowe zasłony.

Umyłam okno i chciałam założyć nowe firany powiedziała z uśmiechem.

Złaź natychmiast! powiedział ostro Paweł, patrząc na jej brzuch Zabijesz siebie i dziecko przez głupotę!

Pomógł jej zejść, stanęli blisko siebie, Pawłowi dreszcz przeszedł po plecach.

Dzięki, Pawle Jagoda zaraz pobiegła do łazienki, mdłości znów o sobie dały znać.

Paweł otarł czoło, myśląc gorączkowo:

Czy Sebastian widzi to wszystko z tamtego świata? Sam mi zlecił tę rolę

Następnym razem Jagoda powiedziała:

Pawle, pomógłbyś urządzić pokój dla dziecka? Później nie będę miała siły! Wypatrzyłam śliczne tapety.

Paweł nie pozwolił, by Jagoda dźwigała cokolwiek. Pomógł z remontem pokoiku, ona tylko podawała i wspierała go dobrym słowem. Remont skończyli razem. Pawła rozrywały dwa światy: przygnieciona żona, wciąż mówiąca o bezpłodności, oraz Jagoda, zbliżająca się do porodu.

Zofia, przeczuwając, że aby ocalić małżeństwo trzeba zająć się czymś innym, zaczęła intensywnie pracować. Pisała artykuły do magazynów, aż pewnego dnia prestiżowy miesięcznik zaoferował jej prowadzenie własnej rubryki. Ucieszyła się bardzo, była to okazja do oderwania od dramatów. Pierwsza wypłata była zacna wzięła torbę zakupów i dwie butelki wina.

Jakiś święto? zapytał Paweł, gdy wrócił z biura.

Otrzymałam solidny przelew, trzeba to uczcić. Tyle czekałam na ten kontrakt!

Rozłożyła jedzenie na stole, włączyła ich ulubiony film, sączyli wino w domowej, ciepłej aurze.

Nagle zadzwonił telefon Pawła. Zofia zerknęła przez ramię na wyświetlaczu Fundacja. Paweł zniknął szybko w kuchni.

Co się dzieje? spytał cicho w słuchawkę.

Pawle, przepraszam, ale chyba zaczynam rodzić Już wezwałam karetkę.

To za wcześnie.

Siedem miesięcy, może się zdarzyć ona mówiła z trudem, walcząc z bólem.

Dobrze, pojadę do szpitala.

Szybko się ubrał, Zofia patrzyła na niego z niepokojem.

Ty wyjeżdżasz?

Tak. wymyślił byle jaką legendę Szef prosił o rozmowę w pilnej sprawie dotyczącej fundacji. Muszę jechać. Potem wszystko wyjaśnię Zaufaj mi.

Zofia nie wierzyła ani słowa.

Jaka fundacja, jaki szef? Paweł mydli mi oczy.

Paweł wybiegł z klatki, ruszył autem do szpitala, który był na drugim końcu miasta. Gdy dotarł, Jagodę już zabrano na salę. Czekał dwie godziny, w końcu pielęgniarka przekazała mu wiadomość Jagoda urodziła syna. Wziął głęboki oddech, wrócił do domu wykończony, myśląc tylko:

Dzięki Bogu, wszystko dobrze się skończyło. Przeżyłem emocje nie do opisania.

Zofia czekała, gdy wrócił, od razu przyglądała się mu podejrzliwie.

Twoja fundacja całkiem cię wykończyła zadrwiła.

Paweł opadł ciężko na kanapę, nie zdążył się rozebrać.

Tak, Zofio, tak Jagoda właśnie urodziła synka. Obiecałem Sebastianowi, że jej pomogę. Została zupełnie sama wyznał szczerze.

Już wszystko rozumiem następnym krokiem pewnie będzie opieka nad dzieckiem, tak?

Tak, muszę jej pomagać odpowiedział otwarcie.

Wiesz co? Nie będę tego znosić Nie zgodzę się, byś poświęcał swój czas obcemu dziecku, skoro my własnego mieć nie możemy. Wnoszę o rozwód. Rób co chcesz. Może spotkam kogoś innego i jeszcze zdążę mieć swoje dziecko.

Paweł podniósł na nią zdumione oczy, wiedział, że ona wciąż obwinia go za ich bezdzietność.

Twoje prawo, Zofio. Nie będę się tłumaczyć. Muszę pomóc Jagodzie i jej dziecku.

Czas płynął dalej. Zofia wniosła sprawę o rozwód. Paweł zamieszkał z Jagodą i pomagał przy małym Daniele. Po roku wzięli ślub, a po dwóch latach na świat przyszła ich córka.

Dziękuję za przeczytanie, wsparcie i obecność. Powodzenia na ścieżce życia!

Oceń artykuł
TwojaCena
Obietnica Denis spokojnie prowadził samochód trasą, obok siedział jego przyjaciel Kamil – wracali w…