NIEWDZIĘCZNY GRZESIEK
Rano mąż zadzwonił do Wioletty prosto do pracy i oznajmił, że zaraz po pracy wpadnie do Kowalskich bo świętują dzisiaj Dzień Pracownika Służb Technicznych.
Jeśli chcesz, możesz przyjść dodał obojętnie, przekonany, że ona i tak nie przyjdzie, a wieczór spędzi z książką lub przed komputerem.
Dobrze odpowiedziała równie bezbarwnie, ale w porze obiadu wymknęła się do domu towarowego po prezent dla męża. W dziale perfumerii tłoczyły się kobiety.
Wioletta od razu wypatrzyła butelkę drogiej wody kolońskiej na czarnym błyszczącym pudełku elegancki mężczyzna w niedbale zarzuconej marynarce, z lekko zuchwałym uśmiechem i bystrym spojrzeniem. Wyglądał zupełnie jak jej Grzegorz.
Sprzedawczyni sprawnie owijała prezenty w kolorową folię i przyklejała kokardki. Wtem podeszła starsza pani i rzuciła przez ramię:
Eh, dziewczyny, kupujecie panom perfumy, a wąchać będą inne i na krawaty też złakomią się inni
Wszystkie kobiety wybuchły śmiechem, a Wioletta pomyślała, że ona całe życie tylko dla Grześka, a on dla świata Jak byli młodzi kochała go na zabój, a on łaskawie pozwalał się kochać. Gdy zdawał na studia zaoczne, ona nocami pisała mu prace zaliczeniowe. Urodzili się dzieci całe troski spadły na nią.
Na początku bywał wdzięczny, później przyzwyczaił się do jej starań i traktował je jak oczywistość. Z zewnątrz pewnie rodzina wyglądała wzorowo: pieniędzy starczało, życie było spokojne, dzieci grzeczne i mądre. Jednak dzieci dorosły i wyjechały. Została z mężem sama. I wtedy zrozumiała, że czegoś jej bardzo brakuje.
Jej mama, jeszcze dwadzieścia lat temu, sprzeciwiała się temu małżeństwu. Zobacz, on jest bardzo przystojny i doskonale o tym wie, cały czas się podziwia powtarzała zakochanej córce. Przystojny facet to facet dla wszystkich. Wszystkie będą na niego patrzeć, a ty będziesz miała go najmniej, chociaż praw najwięcej. Wtedy, po pierwsze mamy żonę bez miłości. Po drugie ona ma już 43 lata. Po trzecie jest nikomu niepotrzebna
Wioletta podeszła do okna. Słońce grzało już wiosennie mocno. Zaraz ósmy marca, Dzień Kobiet przebiegło jej przez myśl. I co? Znowu sama A przecież tyle już życia za mną Co jeszcze przede mną
Z dworu dochodziło wesołe ćwierkanie, po chwili odezwało się uparte stukanie w szybę. Wioletta spojrzała w dół po parapecie spacerował rozczochrany wróbel i przyglądał się jej okrągłym oczkiem.
To na pewno jakiś znak, przebiegło jej przez głowę. W tej samej chwili zegar na ścianie zaczął wybijać godzinę.
Więc czas jeszcze jest. Po pierwsze skoro nas nikt nie kocha, pokochajmy same siebie
Zdecydowanym ruchem trzasnęła drzwiami i zbiegła po schodach: najpierw do fryzjera, potem do sklepu
O wpół do siódmej lustro patrzyło na tajemniczą nieznajomą z zachwytem: lekko kołysząc się, siedziała na krześle przed komputerem. Mała czarna sukienka, krótka nowoczesna fryzura, z modnie potarganą, trójkolorową grzywką, a w oczach głębia i tajemnica (kredka, cień, staranne rozcieranie), usta zaledwie dotknięte konturówką i błyszczykiem już nabrzmiałe i kapryśnie ułożone.
Drugi punkt: życie zaczyna się po czterdziestce
Przeszła do kuchni, wróciła z kieliszkiem wina, stuknęła się z lustrem: Trzeci punkt czy nam w ogóle potrzebny mąż, który nie docenił takiej kobiety?
Nie trzeba dodawać, że do Kowalskich weszła pewnym krokiem na cienkich szpilkach. Ogólne zaskoczenie natychmiast kilka męskich rąk wyciągnęło się, by pomóc jej zdjąć płaszcz, podsunąć fotel, poczęstować jabłkiem. Ach tak Co pan mówi?! I mój mąż tu? Jakoś go od razu nie zauważyłam
Przeciwnik był oszołomiony nagłym wejściem, wybity z rytmu nową strategią, przytłoczony zachwytem obecnych.
Rano, próbując odegrać się po wczorajszym zaskoczeniu, swoim starym tonem bezczelnie rzucił: To co, będziemy w ogóle jeść śniadanie? Ale tym razem się przeliczył, albo może jeszcze nie zdążył oprzytomnieć, bo obok niego była zupełnie inna kobieta niż dotąd już nie ta od podaj, przynieś.
Obok spokojnie drzemała kapryśna, delikatna kobieta, całkowicie pewna siebie.
Bez podnoszenia rozczochranej grzywki, mruknęła sennie:
A zrobiłeś już śniadanie, kochanie?
Przeciągnęła się i, znów zasypiając, pomyślała: No właśnie, skarbie. W przeciwnym razie wracamy do punktu trzeciegoMoże dziś ty się postarasz? uśmiechnęła się lekko, nie otwierając oczu.
Grzegorz przystanął, oniemiały, przez chwilę naprawdę nie wiedząc, co odpowiedzieć. W kuchni pachniało kawą i nowym początkiem. Zobaczył ją inną wolną od dawnych oczekiwań i urazów. Rozluźnił się, jakby spadł mu z ramion ciężar, którego nie zauważał.
To… zrobię powiedział cicho, nieco niepewnie, bo nigdy wcześniej nie słyszał w jej głosie takiej łagodnej stanowczości.
Poruszyła się w pościeli, otuliła ramiona pachnącą kołdrą i z uśmiechem patrzyła, jak krząta się między kuchennymi szafkami, wrzucając jajka na patelnię, stawiając kubki. Był niezdarny, ale pierwszy raz od lat włożył w te drobiazgi wysiłek i coś na kształt czułości.
Wiedziała już, że nie musi czekać na cud. Wystarczyła jej pewność, że życie można przewrócić na drugą stronę, zawsze byle nie bać się sięgnąć po odrobinę szczęścia. Nawet jeśli to szczęście czasami trzeba ugotować sobie samemu. I jeszcze się nim podzielić z nim, z sobą, ze światem, który właśnie zaczął na nowo ćwierkać za oknem, wiosennie i obiecująco.
Wioletta zamrugała leniwie, pozwoliła słońcu zatańczyć na swojej twarzy. I z uśmiechem pomyślała, że nic już nie jest takie, jak było. Ale właśnie tego chciała.




