Powrót Julii do rodzinnego domu w zimowej aurze – niespodziewani goście przy wigilijnym stole, rodzi…

Ola wysiadła z autobusu, dźwigając ciężkie siatki, zmierzała w stronę swojego domu. Jestem w domu! zawołała, otwierając drzwi. Ola, córeczko! wszyscy wybiegli jej naprzeciw. Czuliśmy, że wrócisz! Wieczorem cała rodzina siedziała przy wielkim stole, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Sąsiedzi, pewnie przyszli złożyć życzenia powiedziała mama, wzruszając ramionami i poszła otworzyć. Wróciła w towarzystwie gości. Ola spojrzała na wchodzących do pokoju i aż nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Ola siedziała cicho i z lekkim smutkiem patrzyła przez szybę autobusu, który wiózł ją daleko od rodzinnego miasta. Na kolanach trzymała wielką, kraciastą torbę i mocno ją tuliła. Wzięła tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale torba, wiadomo była wypchana po brzegi. A jeszcze babcia wrzuciła jej na wierzch cały worek świeżych, ciepłych drożdżówek, których zapach roznosił się po całym autobusie.

W końcu nie wytrzymała głośno rozsunęła zamek w torbie i wyciągnęła dwa rumiane drożdżowe bułeczki.

Chcesz? zapytała chłopaka, który chyba dosiadł się na jednym z wcześniejszych przystanków. Ustąpił jej miejsce przy oknie bez słowa, czym wzbudził w niej dużą sympatię.

Pewnie! uśmiechnął się, przełykając ślinkę.

Jestem Ola przedstawiła się dziewczyna.

A ja Tomek! Jedziesz na studia?

Tak! U nas w okolicy nie ma ani technikum, ani uniwersytetu. Tylko szkoła dla przyszłych operatorów maszyn rolniczych, a ja raczej się do tego nie nadaję.

Ja też na studia jadę westchnął Tomek. Ale wieś bardzo lubię

Do Poznania jechali cztery godziny. Zdążyli się zaprzyjaźnić i wymienić numerami telefonu. Po dotarciu każde rozeszło się w swoją stronę.

***

Czas w natłoku egzaminów minął szybko. Ola i Tomek dostali się na wymarzone kierunki i byli szczęśliwi. Stresy i niepewność były już za nimi, a przed nimi tylko plany i marzenia.

Ola, hej! zadzwonił kiedyś Tomek. Może uczcimy nasz sukces w jakiejś knajpce?

Ola bardzo się ucieszyła Tomek był jej bliski, był szczery, bezpośredni, taki zwyczajny i dobry chłopak, nie to, co niektórzy

Spotkali się w centrum, w kawiarni o zabawnej nazwie: Hipopotam. Siedzieli przy oknie i patrzyli, jak wycieczkowe motorówki rozcinają taflę Warty, pod głos przewodników zachęcających do słuchania przez megafony.

Ciekawe, czemu ta knajpa nazywa się Hipopotam? spytała nagle Ola.

Tomek się roześmiał. Może dlatego, że wszyscy, którzy tu przychodzą, od tych ciast i przekąsek zmieniają się w hipopotamy?

Coś w tym jest! zaśmiała się Ola, zajadając ciastko.

Zaczęli tam bywać częściej; mówili sobie, że to ich miejsce. A tamtego wieczoru po raz pierwszy się pocałowali. Ola zapamiętała ten pocałunek na zawsze był taki czuły i pełen żaru.

Mijały miesiące, a ich związek stawał się coraz mocniejszy. Ola miała wrażenie, że Tomek jest jej najbliższą osobą na świecie po rodzicach, rzecz jasna! Ale to przecież co innego

Ola, może się do mnie przeprowadzisz? zaproponował kiedyś Tomek, gdy byli już na trzecim roku A w wakacje zróbmy wesele!

To taka Twoja propozycja? zaśmiała się Ola.

No Chyba tak! odparł Tomek.

To muszę zapytać, jak w tym filmie, pamiętasz? Nie boisz się, że będę codziennie przewijać Ci się przed oczami? żartowała Ola.

Przewijaj się, ile chcesz! zaśmiał się Tomek i zakręcił nią na środku chodnika.

Wracając do wynajmowanego mieszkania, w którym mieszkała jeszcze z dwiema dziewczynami, Ola tryskała radością.

Dzisiaj promieniejesz szczęściem, co takiego się stało? zagadnęła Magda, jedna z koleżanek.

Dziewczyny, chyba niedługo się od Was wyprowadzę do Tomka! zaćwierkała Ola.

No to już możemy szykować się na wesele? zapytała Basia.

Wesele planujemy na lato! Teraz tylko sprawdzimy, jak się razem mieszka.

Ola, nie rób tego! Do lata jeszcze daleko, wszystko może się wydarzyć! protestowała Magda.

Ola tylko roześmiała się: Magda, jesteś jak starsza pani! Każdy teraz mieszka z partnerem przed ślubem!

Nic podobnego! U mnie w domu takie rzeczy się nie zdarzają. Mama jest prawniczką ja dobrze wiem, jak to się kończy obraziła się Magda.

Dobra, nie obrażaj się. Żartowałam przeprosiła ją Ola.

***

Ola była przekonana, że wszystkie te gadki o tym, czy mieszkać razem przed ślubem, to bzdura. „Papier nie jest najważniejszy”, myślała. „Takiego uczucia, jak nasze z Tomkiem, nie ma drugiego na świecie”. Ale jednak zwątpienie zaczaiło się w jej głowie i zaczęła odwlekać przeprowadzkę do Tomka.

Tomek z czasem przestał o tym wspominać.

W połowie grudnia, dziewczyny spacerowały po mieście. Wokół leżał śnieg, miasto wyglądało bajkowo, ozdobione świątecznymi lampkami. Było pięknie, ale mroźno, więc trochę przemarzały. Przechodziły akurat obok Hipopotama.

Wchodzimy? Tu zawsze z Tomkiem siadamy! zaproponowała Ola.

No, tam siedzi Tomek odpowiedziała jakoś smutno Basia, wskazując na okno.

Ola spojrzała: rzeczywiście, przy ich ulubionym stoliku siedział Tomek, a naprzeciwko niego młoda dziewczyna, wyraźnie kilka lat młodsza. Tomek żartował, ona śmiała się w głos.

Ola odwróciła się. Jadę do domu rzuciła cicho do dziewcząt.

Czekaj, idziemy z Tobą! zawołały Magda i Basia.

W domu próbowały przekonać Olę, że ten widok nic nie znaczy, że to na pewno jakieś nieporozumienie. Ale Ola widziała, jak czuło i życzliwie Tomek patrzył na girlę. Byli w ich kawiarni i na ich miejscu.

To jak zdrada! myślała.

Ola przestała odbierać telefony od Tomka, a gdy przychodził pod jej mieszkanie, prosiła koleżanki, by mówiły, że jej nie ma.

Pewnego razu Tomek upolował Olę pod uczelnią, złapał ją za rękę i spytał: Ola, co się dzieje? Masz kogoś?

Ola spojrzała na niego z niedowierzaniem i wybuchnęła: Ty się jeszcze pytasz? Sprytnie przekręcasz kota ogonem! Odpuść mi, mam egzamin!

Wyrwała rękę i zniknęła w budynku. Tomek odszedł do domu, nie rozumiejąc niczego.

***

Ola zdała sesję szybciej i wróciła na Boże Narodzenie do domu. Wydawało jej się, że pod rodzinnym dachem łatwiej przeżyje tę złość i rozczarowanie.

Rzeczywiście, humor jej się poprawił, gdy wysiadła z autobusu na przystanku w swojej wiosce pod Lesznem.

Mróz szczypał w policzki, śnieg skrzypiał pod butami, drzewa i domy błyszczały w słońcu niczym zaczarowane. Z kominów ciągnął się dym wprost w błękit nieba.

Ola uśmiechnęła się, zgarnięła siatkę z prezentami dla mamy, taty i babci i poszła w stronę drzwi. Przechodząc przez furtkę zauważyła, że świerk rosnący obok płotu postarzał się jej oczach był wyższy i bardziej rozłożysty. Był przystrojony właśnie tak jak wtedy, gdy była mała.

Wesołych świąt! powiedziała, wchodząc do domu.

Ola, córeczko! wszyscy wybiegli jej naprzeciw. Wiedzieliśmy, że dziś wrócisz!

Ten dzień był pełen radości. Szkoda tylko, że zimą wcześnie robi się ciemno.

Nic nie szkodzi, zapalimy lampki na choince! powiedział tata.

Wieczorem, siedząc przy rodzinnym stole, nagle ktoś zapukał w drzwi.

Mama wzruszyła ramionami: To pewnie sąsiedzi z życzeniami i poszła otworzyć.

Wróciła z Mikołajem i jego pomocnicą.

Tomek? zdziwiła się Ola, patrząc w twarz Mikołaja i jego pomocniczki tej samej dziewczyny, którą zobaczyła z nim w kawiarni. Jak mnie znalazłeś? O co chodzi?

Tomek wybuchnął swoim głośnym śmiechem, dziewczyna też się roześmiała.

Twoje koleżanki zdradziły mi, gdzie Cię szukać. Poznaj, to moja młodsza siostra, Zosia!

Siostra? zapytała Ola.

Tak, siostra potwierdziła Zosia Tylko trzeba się dobrze przyjrzeć!

Oli spadł kamień z serca! Tyle czasu się zamartwiałam, a wystarczyło po prostu zapytać pomyślała.

A Tomek kontynuował: W obecności Twojej rodziny chciałbym prosić Cię o rękę, Olu. Wyciągnął pudełeczko z pierścionkiem.

Oczywiście, że się zgadzam! rzuciła się Tomkowi na szyję Ola. To będą najcudowniejsze święta!

I będą jeszcze cudniejsze, jeśli wszystko będziemy sobie zawsze wyjaśniać dodał Tomek.

Zgoda! wyszeptała Ola.

Oceń artykuł
TwojaCena
Powrót Julii do rodzinnego domu w zimowej aurze – niespodziewani goście przy wigilijnym stole, rodzi…