Słuchaj, Basia, nie mam teraz ani czasu, ani ochoty słuchać Twoich nieustannych żali.
Albo przestajesz się obrażać i zaczynamy żyć normalnie, albo jutro pakuję walizkę i sama tłumaczysz Zosi, dlaczego tata się wyprowadził.
Sama! Zrozumiałaś?
A normalnie to jak? zapytała cicho. Udawać, że nic się nie stało? Że nie widziałam tych wiadomości?
Że Tomek Mechanik nie pisał do Ciebie o drugiej w nocy, że tęskni za Twoimi rękami?
Borys głośno westchnął i zaczął ściągać adidasy bez rozwiązywania sznurowadeł, przydeptując piętę.
Znowu zaczynasz… Ileż można? Mówiłem po polsku: wszystko skończone. Jestem w domu? Jestem! Z Tobą? Z Tobą! Pieniądze daję? Daję.
Czego jeszcze chcesz? Mam na kolanach przepraszać? Nie doczekasz się!
Nie. Po prostu chcę, żebyś przestał rozmawiać ze mną jak z przeszkodą, którą trzeba ominąć. Ledwo się o coś odezwę i już robisz z tego sarkazm, kpiny…
Bo jesteś nie do wytrzymania! przerwał jej. Chodzisz po domu jak duch, wiecznie z twarzą jakbyś kilo cytryn przegryzła.
Myślisz, że chce mi się tu wracać? Przyjdę i od razu albo przesłuchanie, albo foch!
Każda normalna kobieta już by przestała drążyć temat dla dobra rodziny. Ale Ty musisz w tej ranie dłubać.
Przeszedł obok niej do kuchni, ocierając ją ramieniem. Basia zachwiała się, ale się nie przewróciła.
Zawsze myślała, że los się do niej uśmiechnął. Borys zaradny, zdecydowany, świetny tata. Mają przecież Zosię, pięcioletnia córeczka, wspólne mieszkanie, oboje dobrą pracę.
Ta zdrada sprzed pół roku nie była przypadkiem mąż prowadził drugie życie parę miesięcy.
Basia odkryła to przypadkiem Zosia bawiła się tatowym telefonem, a na ekranie wyskoczyło powiadomienie: Tomek Mechanik pytał, czy Borys kupił już tę bieliznę, która tak jej pasuje.
Kiedy prawda wyszła na jaw, Borys się nie wypierał. Na początku milczał, potem się wkurzył, a na końcu powiedział:
Tak, było. Zdarzyło się i już po wszystkim. Przestań robić tragedię, przecież jestem tutaj.
Przez te pół roku ani razu nie przeprosił, nie okazał żalu. W ogóle nie widział w tym swojej winy, i to bolało Basię najbardziej.
Kiedy weszła do kuchni, mąż już siedział przy stole, przekartkowywał coś w telefonie. Przed nim stała talerz z pieczoną rybą, nakryty drugim talerzem, żeby nie wystygła.
Żałowałaś soli? rzucił, zdejmując talerz. Czy kubków smakowych już nie masz od płaczu?
Borys, przestań. Zosia jest w pokoju, wszystko słyszy.
No i co? wzruszył ramionami, wrzucając sobie kawałek do ust. Niech słyszy, jak mama robi wszystko, żeby tata uciekł z domu. Tego właśnie chcesz? Żebym odszedł?
Ja po prostu chcę, żebyś był człowiekiem. Obiecałeś walczyć o rodzinę. Tak to wygląda? Przez poniżanie mnie?
Borys odłożył widelec.
Basia, posłuchaj. Rodzina to jak firma ja w to inwestuję. Bawię się z Zosią, płacę za jej zajęcia, wożę do przedszkola.
Chciałaś ojca dla dziecka? Ma go. I nie muszę Cię dobrze traktować, skoro od trzech miesięcy katujesz mnie tą historią!
Postawiłem sprawę jasno: albo zamykamy temat na zawsze, albo się wyprowadzam. Jak pójdę, zostajesz bez pieniędzy.
Mieszkanie podzielimy, będziesz musiała je sprzedać. Albo spłacić mnie na miliony złotych.
Masz tyle? Nie. Więc zostaje wynajem, inna dzielnica, inne przedszkole dla Zosi. Chcesz ją tak przeprowadzać?
Basia zamilkła. Wiedział jej słabe strony lepiej niż ona sama. Perspektywa, że dziecko będzie musiało zmienić otoczenie, zostawić koleżanki z przedszkola, przeprowadzić się do jakiejś obskurnej kawalerki, a ona sama bić się o każdy metr kwadratowy po sądach to ją przerażało.
No i bardzo dobrze, siedź cicho podsumował. Jedz, bo już patrzeć na Ciebie nie mogę sama skóra i kości.
***
Wieczorem Zosia już spała, przytulona do swojego pluszowego królika, a Basia siedziała na balkonie i myślała.
Borys serio był dobrym ojcem po polsku nie pił, nie podnosił ręki, Zosia go wręcz uwielbiała.
Tatusiu, jesteś moim bohaterem szeptała mu rano.
Jak Basia mogła zniszczyć ten świat?
Z pokoju dobiegał głos Borysa z kimś rozmawiał przez telefon. Basia nasłuchiwała.
Tak, jasne, będę jutro. Mówiłem przecież, wszystko ogarnę. Popłacze trochę i przestanie. Gdzie ona pójdzie? Przecież nigdzie nie pływa.
Basia znieruchomiała. Tak właśnie on o niej myślał Pociągnęła za klamkę balkonowych drzwi.
Borys leżał rozwalony na kanapie, nogi wyciągnięte. Widział ją szybko rozłączył się.
Z kim rozmawiałeś? zapytała.
Z kolegą z pracy. Chcesz listę kontaktów? teatralnie podał jej telefon. Proszę, sprawdzaj. Ty nasz domowy detektywie.
Ale pamiętaj: jak znajdę coś usunięte, co Ci się nie spodoba, jutro jadę do mamy. I wtedy masz, co chciałaś.
Borys, Ty mnie sobie jaja robisz? podeszła bliżej. Naprawdę uważasz, że masz prawo stawiać mi warunki? Po tym wszystkim?
Mam. Bo jestem facetem i ja decyduję, jak ma żyć moja rodzina. Ty albo za mną, albo radź sobie sama.
Podszedł, prawie twarzą w twarz.
Wiesz, Basia, inny facet nigdy nie pokocha Twojej Zosi jak ja wyszeptał jej do ucha. Będzie ją znosił tylko, póki jesteś młoda i atrakcyjna.
Później Zosia będzie mu przeszkadzać. Chcesz tego dla niej? Ojczyma, któremu zależy tylko na Tobie?
Jesteś świnia, Borys wycedziła.
Jestem realistą wzruszył ramionami i uśmiechnął się. Dobra, idę pod prysznic. Przygotuj mi jutro czystą koszulę, tę bordową.
I wyprasuj ją, bo dziś na kołnierzyku była fałda. Irytujące.
Zniknął, a Basia stała pośrodku salonu.
***
Rano odwieczna bieganina. Basia smażyła twarogowe placuszki, Zosia marudziła, że nie chce rajstop.
Borys pojawił się w tej bordowej koszuli Basia mimo wszystko wyprasowała ją.
Mamo, pójdziemy w sobotę do zoo?
Jasne, kochanie Basia próbowała się uśmiechnąć.
Tata, Ty pójdziesz? Obiecałeś mi pokazać dużego lwa!
Borys pogłaskał córkę po włosach, buzia mu się rozpromieniła.
Pójdę, słoneczko. Jeśli mama będzie grzeczna i nie będzie denerwować taty, na pewno pójdziemy.
Basi prawie z ręki wypadła łopatka.
Borys, co Ty opowiadasz? syknęła, gdy Zosia zagapiła się na bajkę.
Co? zrobił niewinną minę. Uczę dziecko rodzinnej hierarchii.
Chyba nie chcesz znowu popsuć weekendu swoimi dramami?
Basia nic nie odpowiedziała znowu chował się za dzieckiem.
***
Cały dzień w pracy była nie do rozmowy. Koleżanki pytały, czy wszystko w porządku, zbywała je, mówiła, że niewyspana.
W porze obiadowej weszła na portal z mieszkaniami do wynajęcia. Ceny szokowały, normalne mieszkania w jej okolicy znikały w sekundę.
Coś tańszego na drugim końcu miasta.
Dwie godziny w jedną stronę. Przedszkole do szesnastej. Nie ogarnę pomyślała Basia, zamykając laptopa. Uciekać? Jak to wszystko ogarnąć?
Godzinę przed końcem pracy zadzwonił mąż:
Basia, dzisiaj później wrócę. Sprawy. Zjedzcie beze mnie. A, i kup półsłodkiego. Jakieś dobre czerwone. Wieczorem spokojnie pogadamy, bez Twoich histerii.
Borys, ja…
Basia, ja nie pytam przerwał. Daję Ci szansę, żeby poprawić atmosferę. Nie zepsuj jej. Pa. Zosię pocałuj.
Rozłączył się. Basia patrzyła w telefon, aż zgasł ekran. Może powinna spróbować jeszcze porozmawiać? Gorzej już chyba nie będzie
***
Zosia zasnęła szybko, a Basia już drugą godzinę siedziała w kuchni. Butelka czerwonego półsłodkiego stała na stole kupiła ją, chociaż nienawidziła siebie za uległość.
Mąż wrócił po jedenastej zadowolony jak nigdy.
No, brawo cmoknął ją w policzek, Basia odruchowo się odsunęła. Oj, daj spokój Dawaj po kieliszku.
Wiesz co… Myślę, że powinniśmy gdzieś wyjechać. Co Ty na to, żeby w przyszłym miesiącu polecieć do Turcji? We trójkę. Zosię na pewno ucieszy morze, nawet już patrzyłem hotele.
Borys, jaki urlop? oniemiała. Przecież my żyjemy jak współlokatorzy!
To Ty robisz problem upił łyk wina. Ja chcę wszystko posklejać. Ale! Chcę, żebyś mi obiecała: już ani słowa o tym, co było.
Żadnego sprawdzania telefonu, żadnych aluzji, żadnych łez. Po prostu żyjemy dalej, jakby nic się nie stało!
A co z zaufaniem? spojrzała mu prosto w oczy.
Zaufanie to luksus, na który teraz Cię nie stać uśmiechnął się. Ty potrzebujesz stabilizacji, dziecko potrzebuje ojca, a dom gospodarza.
Masz to wszystko. Koszt Twoje milczenie. Dla Ciebie to chyba dobra oferta.
A jeśli się nie zgodzę?
Borys powoli odstawił kieliszek.
To jutro pakujesz walizki. Mówię całkiem serio, Basia. Mam już dość tej ciągłej walki.
Jestem mężczyzną, potrzebuję spokoju, a nie wiecznie rozgoryczonej żony.
Jeżeli nie potrafisz wybaczyć i zapomnieć nasze drogi się rozchodzą.
Ale pamiętaj zabiorę Ci wszystko, co się da. I obwiniać będziesz mogła tylko siebie i swoją dumę!
Wyszedł, a Basia została sama w ciemnej kuchni, słuchając szumu wody w łazience. Wiedziała, że to zwykłe wymuszanie i szantaż.
Każda silna kobieta już dawno by mu rozbiła ten kieliszek na głowie i odeszła z klasą. Ale ona nie jest silna
Jest po prostu matką i musi myśleć o córce. W końcu każdy może się potknąć.
Mąż zawinił raz, należy mu wybaczyć. Dla Zosi powinna spróbować to wszystko odpuścić…
Mamo? cichy, zaspany głos dobiegł z korytarza.
Basia wytarła szybko oczy i obejrzała się w drzwiach stała Zosia.
Mamusiu, miałam koszmar. Gdzie tata?
Tata jest, kochanie Basia wzięła córkę na ręce, przytuliła mocno. Tata w łazience, nigdzie nie odszedł. Chodź, już wszystko dobrze. Jesteśmy razem.
Naprawdę? Zosia wtuliła się w szyję. Zawsze będziemy wszyscy razem?
Basia zamknęła oczy, czując, jak serce rozpada się na kawałki.
Zawsze, skarbie. Zawsze.
Niosąc córkę do łóżka, Basia podjęła w myślach decyzję: rodziny nie rozbije. Od jutra zacznie robić wszystko, by zapomnieć tę zdradę. Ale to dopiero jutro…




