Gdy powiedziała ukochanemu, że spodziewa się dziecka, Małgorzata zobaczyła wszystko na twarzy Pawła. Od razu było widać, że nie spodziewał się dziecka i raczej nie myślał o tym, by tak szybko się żenić
Małgorzata zakochała się jeszcze zanim skończyła osiemnaście lat. Chłopak z ich wioski podobał jej się od dawna, a całą wiosnę spędzili razem: chodzili po sąsiednich gospodarstwach, kąpali się w rzece, podziwiali zachody słońca.
Miała dostać się do technikum w Krakowie. Jednak pewnego dnia Małgorzata zrozumiała, że jest w ciąży. Była zagubiona, nie wiedziała, co robić.
Co powie mama, siostra, ludzie ze wsi? myślała z rozpaczą.
Podjęła decyzję nie urodzi. Gdy opowiedziała o wszystkim matce, ze łzami pojechała do Krakowa. Matka nie próbowała jej zatrzymać
W domu zostawała jeszcze młodsza siostra Małgorzaty wychowywała się w niepełnej rodzinie, mama ledwo wiązała koniec z końcem, a teraz jeszcze córka zrobiła jej taki prezent
W mieście wszystko przebiegło bez komplikacji. Od tej pory Małgorzata nie spotykała się już ani nie rozmawiała z Pawłem zresztą on nawet nie próbował jej zatrzymać.
W duszy dziewczyny zamieszkało gorzkie rozczarowanie, a właściwie pustka. Nie była w stanie się uczyć nie mogła liczyć na pomoc matki, która wciąż była na nią zła.
Trzeba było znaleźć pracę i mieszkanie, by się jakoś utrzymać w Krakowie. Do rodzinnej wsi wracać nie zamierzała ludzie za dużo plotkowali.
Pewnego dnia los postawił ją przed tablicą z ogłoszeniami o pracy. Równo wypisane świeże ogłoszenie głosiło: poszukiwana opiekunka do trzyletniego chłopca z zamieszkaniem u rodziny. Idealnie!
Małgorzata została przyjęta do domu państwa wykładowców uniwersyteckich. Mały Romek, ich późny i jedyny syn, tak ją polubił, że kiedy tylko od czasu do czasu jechała odwiedzić matkę i siostrę, płakał za nią.
Mijały lata, Małgorzata czuła się w tej rodzinie coraz pewniej. Pan Janusz i pani Irena pracowali razem na uczelni. Z czasem Małgosia zajęła się wszystkimi domowymi sprawami: prała, sprzątała, pomagała Romkowi odrabiać lekcje, robiła zakupy i świetnie gotowała.
A gdy Romek podrósł i opiekunka przestała być mu potrzebna, Małgorzata została dalej pomagać przy domu.
Zarobki Małgosia miała raczej skromne, ale, ponieważ mieszkała i jadła z rodziną, wystarczało jej na wszystko. W domu Janusza i Ireny znalazła spokój, schronienie i szacunek.
Była tylko jedna rzecz, która ją martwiła. Kilka miesięcy temu poznała Igora z sąsiedniego bloku. Ich spotkania wieczorami przerodziły się w głębszą relację. Młodzi bardzo się do siebie zbliżyli. Minęły trzy lata, odkąd byli razem, a Małgorzata wiedziała, że nie będzie już miała dzieci
Nie chciała ukrywać tej tajemnicy przed Igorem. I on także ją zostawił. Znów została sama. Gorzko i samotnie.
Jedynym jej oparciem stała się praca u Janusza i Ireny. Opiekowała się nimi jak własnymi rodzicami, zwłaszcza gdy Irena zaczęła podupadać na zdrowiu.
Z czasem Małgorzata stała się członkiem tej rodziny. Jej serce po kolejnych zawirowaniach miłosnych znalazło spokój. Przestała wierzyć, że jeszcze kiedyś wyjdzie za mąż.
Minęło parę lat spokojnego życia. Romek skończył studia w Krakowie, dobrze znał angielski, dostał znakomite oferty pracy za granicą i wyjechał.
Wtedy poważnie zachorowała pani Irena. Małgorzata przez kilka lat opiekowała się nią z oddaniem, a Janusz niezmordowanie pracował, by utrzymać dom i pomagać Romkowi.
Ta sytuacja jednak nie trwała wiecznie. W ostatnich chwilach życia Irena szepnęła do Małgorzaty:
Nie opuszczaj Janusza, nie zostawiaj go proszę
Po śmierci Ireny w domu zapanowała cisza i smutek. Pan Janusz milczał, wieczorami długo wpatrując się w talerz podczas kolacji.
Małgorzata czuła się wtedy zbędna, samotna. Musiała coś zmienić: albo szukać nowej pracy, choć nie miała zawodu, albo wracać do domu a tam pracy też nie było
Pewnego wieczoru, po kolacji, stanęła przed panem Januszem i cicho powiedziała:
Panie Januszu, chcę się zwolnić. Po co jestem tu panu? Czas żebym odeszła. Dziękuję za wszystko.
Janusz jakby się wtedy otrząsnął. Podniósł głowę, spojrzał na nią zaskoczony:
Co? Dokąd chcesz pójść? Dlaczego? Co ty Chcesz mnie zostawić? Tak po prostu? Zostawić mnie samego?
Małgorzata westchnęła. Wtedy Janusz wstał, podszedł do niej, wziął jej dłoń i pocałował ją po raz pierwszy w życiu.
Małgosiu! Ty przecież wiesz, że nie jesteś tu żadną pracownicą, tylko prawdziwym członkiem rodziny. Nie zostawię cię. Rozumiesz?
Kiwnęła głową, wzruszona do łez.
I powiem więcej dodał. Irena prosiła mnie, żebyś została z nami. Przez te wszystkie lata przyzwyczailiśmy się do siebie. Zostań, nie odchodź, Małgosiu. Niech wszystko zostanie jak było. Będziemy się nawzajem sobą opiekować.
Oboje płakali w milczeniu, trzymając się w kuchni przy oknie. Ale po tej rozmowie poczuli ulgę.
Nastąpiły spokojne, ciche dni. Małgorzata czekała po pracy na Janusza, sprzątała mieszkanie, czasem dzwonił Romek z zagranicy i obiecywał przyjechać…
Mijał rok, drugi. Tuż przed urodzinami Małgorzaty Janusz poruszył temat, że bardzo mu na niej zależy i chciałby wziąć z nią ślub.
Choć z pozoru nie była jego żoną, chciałby, żeby formalnie mogła czuć się zabezpieczona. Był starszy i na starość sam potrzebował opieki, pragnął więc oficjalnie zatroszczyć się o Małgorzatę.
Była wdzięczna Januszowi za propozycję, ale nie chciała podejmować decyzji bez zgody Romka. Gdy syn przyjechał, ojciec powtórzył mu swoją prośbę.
Romek poparł ojca. Kochał Małgosię niemal jak matkę. Wtedy pracował już za granicą, miał żonę i własne życie.
Tak Małgorzata została w końcu żoną Janusza. Kochali się wzajemnie jak każde inne szczęśliwe małżeństwo.
Nazywała męża z szacunkiem zawsze Janusz, a on zwracał się do niej czule Małgosiu. Nigdy w życiu nie była szczęśliwsza.
Codziennie modliła się za zdrowie męża, prosząc Boga o jeszcze wiele wspólnych lat.
Nikt nawet nie przypuszczałby, patrząc na tę parę spacerującą po Plantach, ile wspólnego mają za sobą i jak głębokie uczucie ich łączy.




