Dziennik osobisty
Dziś w pracy panowała zwykła, biurowa wrzawa. Nagle weszła nasza kierowniczka, pani Tamara Chmielewska, z niepozorną dziewczyną u boku.
Poznajcie się dziewczyny powiedziała z uśmiechem. To Marysia, będzie od teraz z wami pracować, zamiast Kostka, który dostał awans. Mam nadzieję, że się dogadacie.
Marysia grzecznie skinęła głową i usiadła przy biurku po Kostku. Od razu wyjęła z torby ładny kubek w czerwone maki i maleńkie zdjęcie mężczyzny w ramce. Moment później była już skupiona na papierach, jakby od lat tu pracowała.
Zabrzmiał dzwonek na przerwę obiadową. Wszyscy, jak na komendę, ruszyli na lunch. Zostałam tylko ja zawsze zżera mnie ciekawość. Z ukradka zbliżyłam się do jej biurka. Ze zdjęcia patrzył na mnie mężczyzna o urzekającym uśmiechu i białych, równych zębach.
Kim on jest? zastanawiałam się. Aktor? Piosenkarz?
Cichutko zrobiłam zdjęcie telefonem i szybko dołączyłam do innych. Reszta już siedziała przy stole w naszej ulubionej knajpce. Słuchały z zaciekawieniem nowej koleżanki.
Poznałam się z Szymonem trzy lata temu w bardzo nietypowych okolicznościach, aż trudno uwierzyć, że tak się zdarza… zaczęła Marysia.
Opowiadaj, nie trzymaj nas w niepewności! nalegały dziewczyny.
Widać było, że rozmarzyła się i myślami cofnęła się do tamtego czasu. Wtedy pracowała w dużej firmie w Warszawie. Doszło do pomyłki przy wysyłce towaru do firmy obecnego męża Marysi. Ktoś musiał pojechać wyjaśnić sprawę padło na nią.
Marysia zawsze była bystra i doskonale znała się na negocjacjach. Nikt jednak nie spodziewał się, ile w niej siły, patrząc na ten niepozorny wygląd bez makijażu, w prostych ubraniach, taka myszka polna. Ale podczas negocjacji zamieniała się w węża uprzejmie, stanowczo i z uśmiechem potrafiła każdego przekonać do swojego zdania.
Wiedząc, na co ją stać, wysłano właśnie ją. Na recepcji dziewczyna wskazała jej pokój:
312, Szymon Głowacki powiedziała.
Weszła bez pukania, przedstawiła się:
Dzień dobry, nazywam się Maria, przysłali mnie w sprawie pomyłki w dostawie. Logistyka niestety coś pokręciła
Zaczęły się wyjaśnienia. Szymon patrzył na nią z niedowierzaniem. Przysięgałby, że widział ją kiedyś w swoim śnie rude włosy i te jej spokojne, zielone oczy, bez cienia fałszu. Mówiła cicho i pewnie.
Marysia była gotowa na ostrą rozmowę, ale Szymon nieoczekiwanie powiedział:
Pani Mario, nie będziemy składać reklamacji. Wierzę, że to się już nie powtórzy.
Podziękowała i wyszła. Dwa dni później Szymon czekał na nią pod biurowcem.
Wyszła ostatnia.
Marysiu! zawołał, machając ręką. Rozmawialiśmy dwa dni temu.
Dobry wieczór, Szymonie. Pamiętam odpowiedziała spokojnie, bez żadnego kokietowania.
Mam dwa bilety na spektakl w Teatrze Polskim, pojedziesz ze mną? Moja mama się rozchorowała i nie mam z kim pójść skłamał bezczelnie.
Mogę się wybrać, a kiedy spektakl?
Za dwie godziny, jest jeszcze sporo czasu. Jeśli chcesz się przebrać, mogę cię podwieźć.
Przebiegły facet pomyślała Marysia, ale przystała na propozycję.
Czekał na nią pod blokiem. Gdy wyszła, nie mógł jej poznać mała czarna, podkreślająca figurę, dyskretny makijaż. Był oczarowany.
Siedzieli razem podczas przedstawienia, a on co chwilę zerkał na Marysię. Od razu widać było, że dobrze zna się na teatrze, a sztukę pewnie już czytała.
Po spektaklu zaproponował jej kolację w restauracji, ale Marysia odmówiła, tłumacząc się trudnymi negocjacjami następnego dnia. Odwiózł ją do domu.
Pod koniec tygodnia znowu po nią przyjechał i pojechali razem na spacer po Starym Mieście.
Po dwóch miesiącach Szymon jak zwykle czekał na nią po pracy.
Moja mama chciałaby cię poznać. Nie masz nic przeciwko?
Też o tym myślałam, chętnie się spotkam.
Mama Szymona, pani Wera Głowacka, przyjęła ich serdecznie. Były domowe kompoty z rajskich jabłuszek, placek z morelami i inne pyszności. Atmosfera była swobodna Marysia opowiadała o przepisie na dżem od swojej babci, o tacie, który zginął podczas prób w fabryce, i o mamie historyczce.
Szymon odprowadził Marysię do domu.
Bardzo się mamie spodobałaś. Cieszę się.
Od tego czasu byli już niemal codziennie razem. Po roku odbył się ich ślub.
Gdy Marysia skończyła opowieść, dziewczyny słuchały w zadumie, niektóre z nich ukradkiem jej zazdrościły. Ja muszę przyznać nie mogłam pojąć:
Co on w niej widzi, w tej szarej myszce? Ani figury, ani urody. Dlaczego takie mają szczęście? Ja niby taka atrakcyjna, nogi do nieba, zawsze zadbana, a ściągam do siebie tylko facetów, którzy albo chcą tylko szybkiego romansu, albo okazują się żonaci.
Zadzwonił dzwonek i wszystkie, jak jeden mąż, wróciłyśmy do biura. Podeszłam do Sylwi:
Zobacz, to jej mąż! Wierzysz w to? Bo ja nie. Wszystko układa. Przecież taki nigdy by się nią nie zainteresował!
Po pracy wszyscy wychodziliśmy naraz, i wtedy podjechał samochód. Wysiadł ten sam przystojny mężczyzna ze zdjęcia.
Mariś, jestem tu! zawołał i pomachał.
A jednak to jej mąż aż nie dowierzałam. Dlaczego nie ja? Przecież jestem lepsza.
Zatrzymałyśmy się z dziewczynami, patrząc jak odchodzą razem, każda z własnymi myślami.
Często, patrząc na takie pary, rodzi się pytanie: co on w niej dostrzegł? Może właśnie to, co całe życie próbował odnaleźć? Nie zawsze to uroda przyciąga mężczyzn. Flirtować lubią z pięknymi, ale ślub biorą z tymi innymi. Dlaczego? Może warto spytać ich samych…




