Kot przypadkiem natrafił na telefon
Kot przypadkiem natrafił na telefon Przedmiot pachniał człowiekiem i zaskakująco dobrze grzał. Ułożył się wygodnie, objął urządzenie łapami i położył się na nim wtedy smartfon niespodziewanie się włączył po jednym, delikatnym dotknięciu kociej łapy.
Zuzanna nawet nie zdążyła się nacieszyć swoim nowym smartfonem. Już na samym początku zdał się być wadliwy: nagrzewał się przy każdej okazji. A potem jeszcze miała pecha go zgubić.
Szkoda… Telefon był naprawdę świetny: duży wyświetlacz, mocna bateria która ostatecznie okazała się jego przekleństwem. Teraz nawet nie da się już oddać zakupu sprzęt przepadł jak kamień w Wiśle.
Zuzanna nazwała siebie głupią”, chwyciła swój drugi, wiekowy telefon na guziki i wykręciła własny numer. Sygnał szedł, ale nikt nie odbierał.
Wzięła kilka kropel waleriany na uspokojenie, położyła się i próbowała przypomnieć, gdzie dziś była. Może jeśli wróci tą samą trasą, odnajdzie zgubę. Raptem coś zadrżało pod ręką ktoś do niej dzwonił. Na wyświetlaczu znajomy ciąg cyfr jej numer.
Halo! Słucham!
W odpowiedzi tylko szelesty, krótkie westchnienia A potem:
Miau
Szybko się rozłączyła. Ktoś sobie żartuje pomyślała zirytowana. Szkoda, że nawet nie ustawiła blokady teraz ktoś bawi się jej smartfonem. Z zamyślenia wyrwał ją kolejny dzwonek.
Te same westchnienia, te same szelesty i znów miauczenie w odpowiedzi na jej głos.
Nie dzwońcie do mnie więcej! wykrzyknęła przez telefon.
Ale telefony nie ustawały. W końcu, przekonana, że już gorzej być nie może, Zuzanna narzuciła płaszcz i wyszła na ulicę. Odgłosy dochodziły ewidentnie z zewnątrz może żartowniś stoi dokładnie tam, gdzie telefon się znalazł? Pozostało tylko przejść całą trasę jeszcze raz.
Co jakiś czas wybierała swój numer. I nagle, niemal bez nadziei, usłyszała znany dzwonek. Ruszyła w stronę dźwięku, już wyobrażając sobie rozmowę z bezczelnym dowcipnisiem, który postanowił sobie pożartować z cudzej zguby.
Tymczasem kot, przytulony do ciepłego przedmiotu, obserwował z ciekawością, jak ten ożywał i wydawał z siebie odgłosy. Kot powąchał go uważnie, ale telefon wciąż coś mamrotał. Odpowiedział więc grzecznie po kociemu.
Smartfon ucichł. Ostrożnie dotknął go łapą i urządzenie ponownie zaczęło mówić. Z każdą chwilą robiło się coraz cieplejsze. Było zimno, a ten dziwny przedmiot przypominał piecyk na mrozy. Kot ponownie stuknął go łapką.
I nagle smartfon zaśpiewał. Zaskoczony kot uderzył go mocniej, ale ten nie milkł. W walce z śpiewającą skrzynką nie od razu zauważył, że pod drzewem nie jest już sam.
Cała złość Zuzanny wyparowała w momencie, gdy zobaczyła prawdziwego winowajcę. Pod drzewem siedział rudy, wyraźnie doświadczony przez życie kocur, który bił łapą w smartfon jakby to był jego największy wróg, próbując uciszyć urządzenie. Gdy tylko dostrzegł Zuzannę
Rzucił się w jej stronę, jakby ją znał od zawsze. Miał tak donośne mruczenie i czuły uścisk, że nie sposób było się oprzeć. Stałem oniemiały wobec tej kociej fali czułości.
Kot ocierał się o jej policzki, zupełnie jakby chciał pocałować. Dopiero wtedy zauważyła, jaki był zimny nic dziwnego, że grzał się na jej rozgrzanym telefonie.
Z telefonem w kieszeni i kotem na rękach Zuzanna ruszyła powoli do domu, rozmyślając o miłości od pierwszego wejrzenia. Co za sympatię wzbudziła w tym rudym stworzeniu! Po takim pokazie uczuć nie mogłaby już zostawić go pod drzewem.
A kocur, szczęśliwy bez miary, wiercił się na jej rękach, ocierał o usta i brodę, mimo prób uchylenia się Zuzanny choć prawdę mówiąc, bardzo jej się to podobało. Niby kot uliczny, a taki przymilny.
Ale cała tajemnica okazała się znacznie prostsza
Kot był odurzony zapachem waleriany, którą godzinę wcześniej Zuzanna dolała sobie dla uspokojenia.
Dziwne zbiegi okoliczności i znajomości kształtują życie na zupełnie niespodziewane sposoby. Tego dnia przekonałem się, jak coś na pozór przykrego może zamienić się w przyjaźń, jeśli tylko podejdziemy do życia z odrobiną ciekawości i wyrozumiałości.




