Usiądź! Nie ma nas w domu! – powiedział spokojnie Piotr.

Cicho! Udajemy, że nas nie ma! powiedziałem spokojnie, patrząc na Jagodę.

Ale przecież ktoś dzwoni! Jagoda zesztywniała, podnosząc się lekko z kanapy.

Niech sobie dzwoni odparłem.

A jeśli to coś ważnego? zapytała z niepewnością. Albo sprawa służbowa?

Sobota, południe powiedziałem. Ty nikogo dziś nie zapraszałaś, ja też na nikogo nie czekam. Wniosek?

Tylko do judasza zerknę! wyszeptała.

Siadaj! mój głos zabrzmiał stanowczo. Nas nie ma! Ktokolwiek tam stoi, niech wraca, skąd przyszedł.

A ty niby wiesz, kto to? zapytała Jagoda.

Przypuszczam, dlatego mówię, żebyś się uspokoiła i nie rzucała się w oczy w oknach.

Jeśli to naprawdę ci, o których myślę, tak łatwo się nie poddadzą… westchnęła i wzruszyła ramionami.

To zależy tylko od tego, jak długo nie będziemy otwierać. Prędzej czy później pójdą swoją drogą. W końcu, nikt nie będzie spał na klatce schodowej. A my nigdzie się dziś nie wybieramy. Więc usiądź, załóż słuchawki, weź telefon i włącz film.

Patryk, mama dzwoni powiedziała Jagoda, pokazując mi ekran.

To znaczy, że za drzwiami dyżuruje twoja ciotka ze swoim upiornym synkiem stwierdziłem.

Skąd wiesz? zdziwiła się Jagoda.

Gdyby to był mój kuzyn tu specjalnie przeciągnąłem y w słowie kuzyn, żeby zabrzmiało nieprzyjemnie to zadzwoniłaby moja mama.

Innych opcji nie bierzesz pod uwagę?

Gdyby to sąsiedzi, nie mam ochoty rozmawiać. Gdyby nasi znajomi, po kilku dzwonkach już by sobie poszli albo, jak na ludzi z klasą przystało, wcześniej zadzwoniliby i zapytali, czy mogą wpaść. Tylko nasi natrętni krewni są na tyle uparci i bezczelni, żeby dobijać się w nieskończoność.

To naprawdę ciotka jęknęła Jagoda, czytając wiadomość od mamy. Pyta, czy nas diabeł porwał. Ciocia Natalia musi u nas przenocować, bo ma sprawy do załatwienia w mieście!

Napisz jej, że hoteli w Warszawie nie brakuje zażartowałem.

Przestań! skarciła mnie Jagoda. Przecież nie mogę tego napisać!

No wiem zamyśliłem się. To napisz, że nas nie ma, bo zatrzymaliśmy się w hotelu, bo właśnie mieliśmy dezynsekcję w mieszkaniu!

Genialne! napisała szybko i wysłała wiadomość.

No i co zapytałęm.

Mówi, żebyśmy zarezerwowali cioci i Kostkowi dwa łóżka w hotelu.

Odpowiedz, że nie mamy na to pieniędzy. Napisz nawet, że sami śpimy w hostelu z piętnastoma pracownikami z budowy, a pieniądze nam się skończyły!

Patrz, już piszę… Mama pyta, kiedy wracamy do domu.

Napisz za tydzień rzuciłem.

Pukanie ustało. Oboje odetchnęliśmy z ulgą.

Patryk, mama napisała, że ciocia Natalia przyjeżdża za tydzień wyszeptała przygaszona Jagoda.

A nas znowu nie będzie stwierdziłem.

Kochanie, tak w nieskończoność uciekać się nie da… Co zrobisz, jak przyjadą w środku tygodnia, albo pod drzwiami będą nas czatować po pracy? Moja ciotka czy twój kuzyn do takich rzeczy są przecież zdolni!

Wiem powiedziałem zrezygnowany. Po co nam była ta trzypokojowa? Tylko kłopot…

Kupiliśmy ją z myślą o większej rodzinie odpowiedziała cicho Jagoda.

Trzeba w końcu postarać się o dziecko. A najlepiej od razu o dwójkę! rzuciłem żartobliwie.

To nie przeze mnie! Wiesz, że byliśmy u lekarza. Nie wychodzi, choć się staramy!

Spokój i mniej stresu o to nam właśnie chodzi odparłem poważnie. To ciągłe zamieszanie przez naszych krewnych doprowadza nas do szału…

Jagoda nie zaprzeczała. Wiedziała, że mam rację.

***
Gdy planowaliśmy ślub, zrobiliśmy wszystkie potrzebne badania, także genetyczne i sprawdziliśmy płodność. Wyniki były świetne. Zaraz po ślubie dziecka jednak nie było kiedy planować musieliśmy odłożyć pieniądze na własne mieszkanie.

O spadku nie było co marzyć. Przed ślubem i ja, i Jagoda, gnieździliśmy się u mam w kawalerkach. Sami musieliśmy się o wszystko zatroszczyć.

Pięć lat ciężkiej pracy i skromnego życia pozwoliło nam w końcu kupić trzypokojowe mieszkanie w kamienicy na Mokotowie. Remont, nowe meble, właściwie wszystko od zera. Ale ile wtedy było radości!

W głowie brzmiała mi starzyutka piosenka o warszawskich blokach z wielkiej płyty.

Nie zdążyliśmy rozpocząć mieszkania na dobre, gdy na progu stanęła ciocia Jagody oczywiście z synem Kostkiem. Dla pewności, żeby nie mogliśmy nawet pisnąć, ciotce towarzyszyła jeszcze teściowa.

O, tu was nie ścisną, miejsca sporo! Nie to, co kiedyś z Jagodą w jednym pokoju klepałam biedę… wyraziła opinię teściowa.

Super, przytaknęła ciocia Natalia. Akurat mi osobny pokój, a Kostka w salonie położymy!

W salonie się nie śpi powiedziałem stanowczo. To nasza strefa relaksu.

Ja przecież pracować nie będę parsknęła ciocia Natalia. Jagoda, powiedz mężowi, że niewygodnie mi z Kostkiem, bo ten chrapie!

A poza tym: goście w domu, a wy nawet nie podjęliście obiadem!

Ale my naprawdę nie spodziewaliśmy się dziś gości zaczęła z zakłopotaniem Jagoda.

A lodówka pusta wparłem.

Tak być nie może ciocia zarządziła. Patryk, leć do sklepu, a ty Jagoda do kuchni, szybko!

Czemu stoicie jak wryci? podkręciła ton teściowa. Tak przyjmujecie gości?

Czy wyście przypadkiem… chciałem wybuchnąć, ale Jagoda szybko zaciągnęła mnie do sypialni, zasłaniając mi usta ręką.

Kochanie, czy coś im się pomyliło? Zaraz ich wywalę, razem z twoją matką, skoro taka gościnność i kultura…

Patryku, ciocia prosta kobieta ze wsi, tam tak się przyjęło…

Znam ludzi ze wsi fuknąłem nigdzie nie ma przyzwolenia na takie chamstwo.

Nie chcę wojny z mamą i ciocią prosiła Jagoda. One by mi potem wypomniały do końca życia, a ty dla nich już całkiem byłbyś wrogiem…

Mam to gdzieś. Jak dla mnie, mogą się w ogóle nie pojawiać! prychnąłem. Nie płakałbym.

Ale mnie się ulituj… Jak ich wyrzucimy, mama mnie przeklnie. Przecież poza nią nikogo nie mam…

To mnie rzeczywiście przekonało. Zacisnąłem zęby i wyszedłem do sklepu.

Ciocia Natalia planowała zostać trzy dni, a zrobiły się dwa tygodnie. Już drugiego wieczoru ratowałem się melisą i walerianką.

Jej wyjazd świętowaliśmy z Jagodą radośnie, z mopem i szczotką w ręku, sprzątając trzy dni.

Nie minęło dużo, a historia powtórzyła się, tylko z moim kuzynem.

Bracie, jestem na chwilę Darek objął mnie tak, że aż zatrzeszczały mi żebra. Muszę ogarnąć parę spraw w mieście i lecimy.

A sam nie możesz wpaść? spytałem.

Jak to?! Przecież mam rodzinę! Zostawić ich samych na wsi, a sam tu balować? Pomyśl głową! zaśmiał się Darek. Poza tym, żona ma mnie pilnować, żebym znów nie wpakował się w kłopoty!

Dlatego zabrałeś nawet dzieciaki? dopytałem.

Jasne, a z kim mieliby zostać? poklepał mnie. Im się należy rozrywka, a my pokażemy dzieciom, jak bawi się Warszawka!

Darek! pisnęła Ania, jego żona. Jak ja się dorwę, to po tej imprezie na długo ci odechce się rozrywek!

Godzina z kuzynostwem w naszym mieszkaniu a Jagodzie już zaczęła pękać głowa. Dzieci nie dawały spokoju, wszędzie biegały, Ania wyłącznie pokrzykiwała, a Darek snuł się po domu z planami na wieczór, podkręcając tylko atmosferę.

Patryk, ty jesteś jedynakiem, prawda? wyszeptała Jagoda, wciskając głowę w poduszkę.

Kuzyn mój, po mamie. Nazywam go kuzynem, żeby się dystansować…

Nie dbam, jak go nazywasz. Może da się go grzecznie wyprosić?

Sam bym chciał westchnąłem ale potraktują to jak zbrodnię. Mama już by mi życie zatruwała za to do śmierci.

Nie zdążyliśmy ochłonąć po jednym najeździe, a już pojawiały się kolejne sprawy do załatwienia cioci, kuzyna, mam… Ten rodzinny cyrk nie dawał nam spokoju ani na chwilę. Napięcie rosło, a zdrowie psychiczne i fizyczne szwankowało. O dzieciach w takiej atmosferze nie było nawet co marzyć.

***
Słuchaj, może zamienimy mieszkanie? zaproponowała Jagoda.

Na oddział zamknięty? zażartowałem. Niedługo sami nas tam zamkną.

Nie, pomyślałam: zamieńmy nasze na inne, w innym rejonie. Są tacy, co chcą zmienić dzielnicę. Przeniesiemy się i nie powiemy nikomu, gdzie trafiliśmy!

To tylko odwlekanie. Ci wszyscy nasze mieszkania wytropią. Nowi lokatorzy prędzej czy później wygadają, gdzie mieszkaliśmy. I nie zlitują się!

Może nam starczy czasu by… wiesz… Jagoda spojrzała z nadzieją.

Musimy nie tylko począć, ale i urodzić! pokręciłem głową. Ci nasi i tak nie przestaną.

Może wyjedziemy do przyjaciół? Chociaż na trochę schowamy się przed rodziną…

Myślisz o Wojtku i Kasi?

Tak. Mają wolny pokój.

Ale tam mieszka Tara uśmiechnąłem się.

Wolę mieszkać z owczarkiem niemieckim niż z naszą rodziną! Jagoda bezsilnie opuściła głowę.

Czekaj! wpadłem na pomysł i sięgnąłem po telefon. Wojtek, pożyczysz mi Tarę?

Patryk, kochany! Jesteś moim zbawcą! Z Kasią jedziemy nad morze i nie mamy z kim zostawić suni! Ona może być u was, was lubi, was szanuje! Przywiozę karmę, posłanie, zabawki, miski, jeszcze ci zapłacę ekstra!

Pakuj wszystko i przywoź! aż podskoczyłem z radości.

Odkręciłem się w stronę Jagody, uśmiechając od ucha do ucha:

Dzwoń do mamy, niech ciocia przyjeżdża nawet jutro! Ja dzwonię do kuzyna niech wpada w środku tygodnia!

Jesteś pewien?

Oczywiście! Przyjmiemy ich z otwartymi ramionami, czy to nasza wina, że nasz ukochany pies nie przypadnie im do gustu?

Kuzynowi Darkowi i jego familii wystarczył jeden bas Tarki, by wynieśli się z mieszkania szybciej niż weszli oczywiście prosto do hotelu.

Zamknijcie tego potwora gdzieś! zapiszczała Ania, chowając się za swoim synkiem.

Ciociu Natalio, chyba pani żartuje? uśmiechnąłem się. Czterdzieści pięć kilo czystych mięśni, to nie pudel, tylko owczarek niemiecki! Takiej drzwi nie powstrzymają!

A czemu ona tak na mnie patrzy? ciotce głos zadrżał.

Nie przepada za obcymi wzruszyła ramionami Jagoda.

Pozbądźcie się jej! Nie mogę mieszkać z takim bestią!

Wykluczone obruszyłem się. To ukochany członek naszej rodziny! Skoro dzieci mieć nie możemy, kochamy ją jak własne dziecko!

I nie oddamy jej za nic! dodała Jagoda.

Chwilę potem dzwoniły nasze mamy z żalem, że nie wpuszczamy rodziny do domu.

Nikt ich nie wyrzucał mówiłem i jednej, i drugiej sami nie chcieli zostać! Niech przyjeżdżają, będzie nam miło!

A pies?

Mamusiu, przecież nikomu nie odmawiamy!

Ale mamom jakoś przeszła ochota na wizyty…

Po miesiącu Tara wróciła do Kasi i Wojtka, choć byli gotowi oddać ją w każdej chwili z powrotem.

Nie było potrzeby. Jagoda była już w ciąży z bliźniakami.

Najważniejsze, to nie mówić nie tylko znaleźć swój sposób na święty spokój.

Oceń artykuł
TwojaCena
Usiądź! Nie ma nas w domu! – powiedział spokojnie Piotr.