Nieurodziwa żona

Brzydka żona

Biuro szemrało zwyczajnymi rozmowami, nastroje jak co dzień. Na korytarz weszła menadżerka z niepozorną dziewczyną u boku.

Poznajcie się, dziewczyny, oto Aurelia, będzie teraz z wami pracować zamiast Krzysia. Krzysiek poszedł w górę awansował. Myślę, że się dogadacie rzuciła Tamara Pawłowska i już jej nie było.

Aurelia zajęła miejsce po Krzyśku, wyjęła ładny kubek i maleńką ramkę ze zdjęciem faceta. Od razu zabrała się do roboty, jakby od lat tu siedziała.

Zabrzmiał dzwonek cała ekipa, jak nakręcona, wyszła na biznesowy lunch. Tylko Marzena została. Zżerała ją ciekawość o portret kto to taki przystojny pan u nowej na biurku?

Ze zdjęcia spoglądał na nią mężczyzna z uśmiechem jak u gwiazdy Hollywood i zębami reklamującymi pastę do zębów.

Któż to może być? głowiła się Marzena. Aktor? Piosenkarz?

Pstrykła z ukrycia telefonem i pobiegła do stołówki. Dziewczyny siedziały przy jednym stole i wsłuchiwały się w opowieści nowej.

Poznałam się z Szymonem trzy lata temu, a okoliczności były takie, że nikt by nie uwierzył. Los płata figle.

Opowiadaj, opowiadaj! podjudzały koleżanki.

Myślami wróciła trzy lata wstecz, gdy pracowała w dużej firmie. Pewnie logistyka coś pokręciła, bo wysłali do przyszłego męża zły towar. Wysłali właśnie ją, Aurelię, żeby ogarnęła sprawę.

Aurelia rozumiała się na rzeczy, była ogarnięta i miała gadane. Wszyscy jednak śmiali się z jej wyglądu: przeciętna, bez makijażu, taka szara mysz. Ale podczas negocjacji wcielała się w boa dusiciela miękka, spokojna i zawsze osiągała cel.

Szef, znając jej sztuczki, wysłał właśnie ją. Recepcjonistka powiedziała:

312, Szymon Jarosz.

Weszła bez pukania, przedstawiła się:

Aurelia, to my wam wysłaliśmy źle towar; logistyka coś zamieszała.

Posypały się tłumaczenia i wyjaśnienia. A Szymon wpatrywał się w nią, zdziwiony.

Przecież to ona przypomniał sobie sen sprzed lat.

Rude włosy lekko jej się kiwały, zielone oczy patrzyły szczerze prosto w niego, głos spokojny, bez sztuczek.

Aurelia już szykowała się do ofensywy, a tu Szymon mówi:

Aurelio, my nie będziemy pisać reklamacji. Mam nadzieję, że więcej się to nie powtórzy.

Wstała i wyszła. Dwa dni później czekał na nią przy wyjściu z biurowca. Aurelia wychodziła ostatnia.

Aurelia! krzyknął, machając ręką. Rozmawialiśmy dwa dni temu.

Dobry wieczór, Szymonie, pamiętam odpowiedziała spokojnie, bez kokieterii.

Mam dwa bilety do teatru, nie chce pani się wybrać? Mama mi się rozchorowała skłamał Szymon bez zająknięcia.

Mogę się wybrać. Co gramy i kiedy?

Dziś za dwie godziny, ma pani jeszcze sporo czasu jeśli trzeba się przebrać, mogę panią podwieźć.

Sprytny numer, chłopie pomyślała Aurelia, ale się zgodziła.

Stał już pod jej blokiem. Gdy wyszła, ledwo ją poznał czarna, dopasowana sukienka, szpilki w sam raz, makijaż delikatny, wieczorowy.

Szymon był zaskoczony jej przemianą. Siedzieli razem na spektaklu, czasem zerkał na Aurelię widać było, że miała pojęcie o teatrze, teksty znała.

Po spektaklu zaproponował kolację, odmówiła kulturalnie, bo następnego dnia czekały ją ciężkie negocjacje. Odwiózł ją i odjechał. Pod koniec tygodnia znowu czekał, potem poszli na spacer.

Po dwóch miesiącach podchodzi po pracy i pyta:

Moja mama chce cię poznać, jesteś chętna?

Też zawsze o tym marzyłam żartowała Aurelia.

Mama przyjęła ją serdecznie był kompot z rajskich jabłek, ciasto z morelami, smakołyki na stole. Rozmowa lekka. Aurelia opowiadała pani Weronice, mamie Szymona, o przepisie babci na dżem, o tacie, który zginął w wypadku, o swojej mamie nauczycielce historii w szkole.

Szymon odwozi ją do domu.

Bardzo się mamie spodobałaś. Cieszę się.

Tak zaczęli spotykać się prawie codziennie. Po roku była już ślubna msza w kościele i zabawa w remizie.

Aurelia skończyła opowiadać. Dziewczyny słuchały zasłuchane i po cichu jej zazdrościły. Jedynie Marzena myślała:

Co on w niej widzi w tej szarej myszce? Ani figury, ani urody. Dlaczego takim się udaje? Ja za to nogi do samej ziemi, figura modelki, a zawsze trafiam na żonatych, albo leni.

Duży dzwonek wszystkie, jak pieski Pawłowa, wracają do biura. Marzena podeszła do Swietki:

Zobacz no, to jej chłop? Wierzysz w to? Ja nie. Bzdury opowiada. Przecież taki to nawet na mnie by nie spojrzał!

Po pracy wszyscy wychodzili z biura, aż tu nagle, gdy Aurelia wyszła na chodnik, zatrąbiło auto. Wysiadł TEN facet.

Aurelia, tutaj jestem! macha do niej Szymon.

To był rzeczywiście ON.

Niemożliwe, że on jest jej mężem zastanawiała się Marzena. Czemu nie ja? Przecież jestem fajniejsza

Kobiety patrzyły za nimi, każda głęboko w myślach.

Często, patrząc na taką parę, nasuwa się pytanie: co on w niej zobaczył? Może po prostu znalazł, czego szukał. Uroda to nie wszystko faceci lubią flirtować z pięknotkami, ale za żonę wybierają kogoś innego. Dlaczego? Może warto ich o to zapytaćBo w Aurelii było coś, co pięknotki gubiły gdzieś po drodze ciepło, spokój i siła, która nie wymagała blichtru, by błyszczeć. W jej obecności Szymon odczuwał dziwną ulgę jakby mógł być naprawdę sobą, oddychać głęboko, nie grać, nie czarować. Zwyczajna, a przecież niepowtarzalna. Jego żona. Ta, której głosu chciał słuchać przed snem, twarzy wypatrywać pośród tłumu, ręki szukać, gdy robiło się ciemno.

Tamtego wieczora Marzena długo patrzyła za nimi, jeszcze przez szybę autobusu, który ją wiózł do chłodnego mieszkania. Po raz pierwszy przez myśl przeleciała jej cicha, nieśmiała myśl, że rzeczy najważniejsze nie mają nic wspólnego z lustrzanym odbiciem. I że każda z nich może być tą brzydką żoną jeżeli tylko kiedyś pozwoli sobie być naprawdę sobą.

A gdzieś po mieście malutka Aurelia i jej wielki Szymon wracali do domu, trzymając się za ręce, oboje zwyczajni i nie do podrobienia.

Oceń artykuł
TwojaCena
Nieurodziwa żona