Szymon kupił najpiękniejszy bukiet kwiatów i poszedł na randkę. W doskonałym nastroju stał przy fontannie w centrum miasta, trzymając w dłoniach bukiet. Nigdzie nie było widać Oliwii. Rozejrzał się i wybrał do niej numer. Nikt nie odebrał. Może się spóźnia pomyślał i jeszcze raz zadzwonił. Za drugim razem Ola odebrała. Już jestem na miejscu, gdzie jesteś? zapytał od razu Szymon. Między nami koniec! odparła niespodziewanie Ola. Co? Dlaczego? zamarł Szymon. Przez te kwiaty! powiedziała Ola głosem pełnym żalu. Co z nimi nie tak? dopytywał zdezorientowany Szymon.
Szymon już od dłuższego czasu krążył po kwiaciarni. Bordowe róże, żółte tulipany, białe lilie, kwiaty w doniczkach i w wazonach wszystko zebrane w bogate, gustownie ułożone bukiety na każdy gust. Ale Szymon tylko się kręcił, nie mogąc podjąć decyzji.
Przypominał sobie, że kiedyś rozmawiali z Olą o kwiatach, lecz nie mógł sobie przypomnieć szczegółów tej rozmowy.
Mówiła na pewno, że niektórych kwiatów wprost nie znosi, zaś inne wręcz uwielbia i mogłaby na nie patrzeć godzinami.
Ale przy ich pierwszym spotkaniu mówiła dużo, a Szymon był wówczas pod wrażeniem i nowej znajomości, i wypitego szampana w kawiarni, i samej Oli. Zwykle był rozmowny, lecz wtedy jedynie kiwał głową i podziwiał piękne, proste włosy dziewczyny, łabędzią szyję i urocze dołeczki w gładkich policzkach. Może to właśnie była miłość?
Ale czy to naprawdę takie ważne, co ona wtedy mówiła Wieczór był wspaniały!
A teraz, jakby się nie starał, nie potrafił sobie przypomnieć jej upodobań.
Proszę spojrzeć na te nasze gerbery! Takich nigdzie Pan nie znajdzie, o tej porze roku są wyjątkowo rzadkie! zachwalała ekspedientka.
Musiał się już decydować. Czas naglił.
I jak zwykle w najgorszym momencie, kiedy już prawie zdecydował, zadzwoniła mama. Ostatnio często dzwoniła.
No i co, Szymon, zdecydowałeś? Przecież piątek, może przyjedziesz na weekend?
Nie, mamo, mam sprawy
A babcia, taka nieszczęśliwa, cały czas czeka, pyta, wygląda przez okno.
Mamo, przepraszam, naprawdę mam dużo na głowie…
Szybko się pożegnał.
Mama prosiła, żeby wpadł do rodzinnej wsi, w której mieszkała z jego babcią.
Ostatnio już kilka razy dzwoniła o to samo Szymon czuł coraz większe zirytowanie.
Co z babcią? Choruje od dawna staruszka Ale nie można przecież rzucić wszystkiego i tylko przy niej siedzieć. Przecież mam też własne sprawy!
A spraw tych nie brakowało, oj!
Najważniejsze dotyczyły właśnie Oli. Szymon marzył i starał się, aby marzenia zamieniły się w coś realnego.
Jeśli dzisiejsza randka będzie udana, to jutro może zaprosi Olę za miasto.
Szymon już wiedział dokąd jest takie przytulne miejsce na Mazurach, niewielki ośrodek wypoczynkowy.
Mama od dawna chciała, by syn poukładał sobie życie, więc czas chyba wziąć się za sprawy sercowe.
Tylko gdyby jeszcze sobie przypomnieć, które kwiaty lubi Ola! Co za pamięć…
Tak szczerze, to te wszystkie kobiece preferencje wydawały mu się nieważne. Czy to na pewno aż tak istotne?
Ekspedientka już zmęczona jego wahaniem tylko biernie przyglądała się jego dylematom.
Chyba Ola coś mówiła o kolcach róży Może lepiej nie brać róż!
Szymon zdecydował się na bukiet dużych, różowo-białych gerberów. Przecież to tylko drobny gest, takie tam kwiaty. Zresztą przerwa w pracy i tak zaraz się kończyła.
Umówili się przy nowej fontannie na rynku. Szymon trochę się spóźniał, bo szef niespodziewanie zatrzymał go na nadzwyczajnym zebraniu. Wyglądało na to, że szykuje się dla niego awans.
Zadzwonił, żeby uprzedzić Olę, że się spóźni i wyciszył telefon. W czasie zebrania mama znów próbowała się do niego dodzwonić tym razem serio nie mógł odebrać.
A potem pędził na spotkanie ile miał sił. W świetnym nastroju zaparkował przy rynku i prawie biegiem ruszył w stronę fontanny, trzymając gerbery w ręku.
Oli dalej nie było widać. Rozejrzał się, przeszedł się po placu i ponownie zadzwonił, ale nikt nie odebrał.
Usiadł na ławce. Może też się spóźnia?
Wtedy przypomniał sobie, że nie oddzwonił do mamy, ale nie wybrał numeru bał się, że w tym samym momencie zadzwoni Ola. Ale telefonu dalej nie było. Po dziesięciu minutach sam jeszcze raz zadzwonił.
Tym razem odebrała.
Ola, gdzie jesteś? Czekam na ciebie.
Wiem. Siedzę w kawiarni obok, na piętrze, od dawna Cię obserwuję.
Naprawdę? szukał jej wzrokiem w oknie, ale nie mógł znaleźć. Może zejdziesz? Albo…
Spóźniłeś się przerwała mu Ola.
Tak, przepraszam, ale dzwoniłem, zatrzymali mnie w pracy.
I te kwiaty!
Co z tymi kwiatami? nie zrozumiał Szymon.
Nawet nie pamiętasz, jakie kwiaty lubię!
Olka, naprawdę ich nie było!
Róże? Nie pamiętasz, że kocham róże? Jest ich pełno! Tyle razy mówiłam o moich ukochanych różach A ty…
Naprawię to Już idę, zaraz cię znajdę.
Szymon wszedł do kawiarni. Ola siedziała na końcu sali, zwrócona twarzą do okna.
Podszedł po cichu i nie mając odwagi wręczyć bukietu, położył go po prostu na stoliku. Ola nawet nie rzuciła na niego okiem.
Szymon, który zwykle był rozmowny, teraz wyczuwał swoją winę i wykorzystał cały swój urok, by ją udobruchać.
Miał wrażenie, że się udało. Ola w końcu się uśmiechnęła.
Wypili razem kawę i podeszli do drzwi. Ola nawet nie spojrzała na bukiet.
Zapomnieli państwo kwiatów! zawołała za nimi młoda kelnerka.
To dla pani! odparł Szymon z uśmiechem.
Ależ dziękuję! speszona dziewczyna wyglądała jednak na bardzo zadowoloną.
Natomiast Ola znów się posmutniała.
Olu, kupię ci dziś jeszcze największy bukiet róż!
Dziękuję, już nie trzeba. Mam dziś dość kwiatów
Schodzili po schodach. Szymon szedł za obrażoną koleżanką. I znów zadzwoniła mama.
Przepraszam, chyba znów nie w porę?
Ola nie słyszała.
Nie, mamo, tym razem dzwonisz w samą porę. Przyjadę. Jutro przyjadę.
Tego wieczoru z Olą się rozstali lekko. Szymon już nie miał złudzeń raczej się nie spotkają.
A już następnego dnia gnając dobrze znanymi polami, myślał o wszystkim od nowa.
A tam, na polach aż po horyzont, kolorowy, nieskończony kobierzec. Tyle w nim życia, tyle śpiewu i powietrza, taki żywy pod porywami wiatru.
Szymon zatrzymał się i zszedł na łąkę do tego wielobarwnego morza.
Jak porządny kwiaciarz, wybierał starannie spośród kwietnych głów te, które mu się naprawdę podobały.
Teraz już wiedział ci, do których jedzie, na pewno się ucieszą, tutaj się nie pomyli.
Gdy przekroczył próg rodzinnego domu, podzielił bukiet na pół.
Mama promieniała, całowała go w oba policzki, a babcia
Babci pomogła wstać. Drżącymi dłońmi wzięła podany bukiet, potem lekko go dotknęła, bo wzrok już nie ten.
Tak dawno nie dostała kwiatów!
Delikatnie przyłożyła twarz do bukietu i głęboko, całym swym jeszcze młodym sercem, wciągnęła zapach dzieciństwa, na który czekała jej pamięć.
Wydobyły się z niej nie tyle wspomnienia, ile uczucia tych wspomnień, oczekiwanie czegoś nowego, jasnego, tak bardzo obecnego.
Jak dobrze! Życie trwa, życie trwa w jej wnuku.
Szymon usiadł przy babci i oparł głowę na jej kolanach. A ona gładziła go po włosach, bojąc się zgnieść bukiet, który trzymała tak troskliwie
Szymon leżał i myślał, że kiedyś spotka tę jedyną, podobną do tych dwóch najważniejszych kobiet w jego życiu. I będą się kochać tak, jak umieli kochać się jego dziadek i babcia, rodzice. Ważne tylko, by zdążyć to poczuć.
Babcia długo nie chciała oddać kwiatów mamie.
Poczekaj Najpierw wstaw do wody, ale ze studni i weź szeroki wazon i ostrożnie tu postaw lubię patrzeć
Wnuk podarował kwiaty.
Kwiaty, których na łące jest milion, ale te Te są najpiękniejsze. Te przyniósł wnuk.




