Wyimaginowana przyjaciółka

Wyimaginowana przyjaciółka

Od trzech dni wokół Oli zbierało się mnóstwo uczniów. Dziewczyna zdążyła już zyskać sławę jasnowidzącej i prawdziwej psycholożki w całej szkole. Wszyscy pragnęli choć odrobiny jej życiowej mądrości. Zaczepiali ją pod łazienką, przysiadywali przy niej w stołówce, przynosili jej krówki, zeszyty z zadaniami domowymi albo inne drobne podarunki, z których z nieznanego powodu nigdy nie korzystała.

Podoba mi się Michał z 5b. Myślisz, że możemy razem założyć rodzinę? pytała z rozmarzeniem w głosie koleżanka z klasy, Kasia.

Nie polecam. Michał co prawda wydaje się porządny, ale dłubie w nosie i zjada babole stwierdziła Ola, przegryzając obwarzanek i popijając herbatą. O głód się nie martw, ale poza tym całe życie na dłubaniu zleci.

Fuj! Obrzydliwe! A co z Tomkiem? Jest najlepszym uczniem, gra na gitarze westchnęła znowu Kasia.

Tomek katuje koty. Przywiązuje puszkę po konserwie do ogona i gania je po podwórku. Już teraz bywa okrutny. A z czasem pewnie zacznie pić.

Czemu tak myślisz?

Widzisz gdzieś trzeźwych gitarzystów? I w ogóle, daj jeszcze sobie spokój z chłopakami zdążą cię jeszcze znaleźć. Lepiej popraw ocenę z matmy i przestań obgryzać paznokcie, bo jeszcze ci się robaki zalęgną.

Nie mam przyjaciół. Wszyscy mówią, że jestem gruby i nigdzie mnie nie zapraszają poskarżył się Paweł z 4c, odpychając zauroczoną Kasię, która przesunęła się razem z ławką na drugi koniec stołu.

W środę ruszają zapisy na judo. Możesz zgłosić się u pana od WF-u. Nie to, żebyś chudł, ale przestaną cię przezywać. I swoją przyszłą żonę tak już więcej nie odpychaj.

Ola wstała i zaniosła tacę do zmywaka.

Olu, myślisz, że w tym roku powinnam pójść na kurs prawa jazdy, czy lepiej w przyszłym? zagadała niby mimochodem Wioletta, nauczycielka geografii.

Pani Wioletto, by robić prawko, trzeba mieć samochód, a pani wciąż jeździ ojcowskim maluchem. Czuje pani różnicę?

Chyba tak, rozumiem zamyśliła się nauczycielka.

Ola przewróciła oczami i myjąc ręce rzuciła:

Sprzedajcie malucha, a za te pieniądze kupcie sobie rower i porządne spodenki sportowe. Za dwa miesiące i tak znajdzie się ktoś, kto podwiezie panią do pracy. A tak w ogóle, niech pani weźmie kredyt hipoteczny teraz są dobre warunki, a w wieku trzydziestu pięciu lat z rodzicami mieszkać to nie bardzo. Proszę mi wierzyć, mówię jako znawca.

Wszyscy spoglądali na nią z osłupieniem, a Ola poszła dalej do swojej klasy na zajęcia z techniki.

W ciągu czterdziestu minut, gdy koleżanki czytały o linijkach krawieckich i próbowały nawlec igłę do maszyny, Ola zszyła przyniesione z domu spodnie, zwęziła spódniczkę i szydełkiem zrobiła parę skarpet, które potem wręczyła swojej nauczycielce z techniki, mówiąc, że w ciąży trzeba dbać o ciepło stóp. Pani z techniki wyprosiła się z lekcji i pognała do apteki po test. Następnego dnia wszystkie dzieci w klasie jadły pyszny czekoladowy tort, którym nauczycielka odwdzięczyła się Oli.

W domu Ola również zachowywała się nietypowo. Zganiła mamę za kupiony w sklepie mielony, sama ulepiła pierogi. Wieczorem zamiast odpalić YouTube, wzięła się za czytanie Trzech muszkieterów i od czasu do czasu szeptała coś niby do siebie. Ojciec zerkał na nią zza komputera, na co Ola odpowiedziała, żeby się wyprostował i wziął wreszcie za trzepanie dywanu, zamiast spędzać czas na podejrzanych stronach.

W szkole zaczęły krążyć dziwne plotki, nauczyciele zaczęli się niepokoić i nalegać na wizytę u psychologa. Wyznaczono specjalne spotkanie. W trakcie lekcji zebrała się cała rada pedagogiczna, z dyrektorem na czele.

Olu, kochana, powiedz, ktoś cię w szkole krzywdzi? rozpoczął rozmowę psycholog z modną brodą i okularami.

Krzywdzi mnie tylko fakt, że na szkołę wydano kilka milionów złotych, a do sali gimnastycznej kupiono nam tylko starego konia i dwa metry liny odrzekła Ola.

Wszyscy spojrzeli na dyrektora, który nagle dokonał zniknięcia przez otwarte okno, tłumacząc się nagłą naradą.

Nikt nie chce się z tobą przyjaźnić?

Przyjaźń to rzecz względna zaczęła z nudą Ola, kręcąc w palcach warkoczyki. Dzisiaj bawicie się w berka na przerwie, a jutro twoja koleżanka myje naczynia u ciebie w domu, kiedy sama wypełniasz wniosek o ulgę podatkową.

O czym ty mówisz, jakie ulgi, jakie naczynia? Kto ci takich rzeczy naopowiadał?

Moja koleżanka.

O, i tu mamy problem! Możesz ją tu zaprosić?

Przecież tu jest odpowiedziała bez specjalnych emocji Ola. Komitecik zdębiał.

My jej nie widzimy. Jak się nazywa?

Teresa Pawłowna.

Proszę, ile lat?

Siedemdziesiąt.

Co jeszcze ci mówi?

Że zęby trzeba myć od dziąseł do końca. Że pies pod naszym blokiem nie jest zły, tylko przestraszony i głodny. Że o rodzinie nie wolno zapominać. No i że pani od pięciu lat źle nalicza podatek od nieruchomości. Trzeba pojechać do urzędu i poprosić o przeliczenie według wartości rynkowej, bo policzyli po ewidencyjnej.

Psycholog wszystko skrupulatnie zanotował i to ostatnie nawet podkreślił podwójnie.

Na koniec zadzwoniono głośnikiem do rodziców, którzy byli w pracy.

Zaraz, zaraz! wrzasnął do telefonu ojciec, cały roztrzęsiony. Tak miała na imię moja mama! Umarła dziesięć lat temu.

Cały gabinet zamilkł jak zaklęty, słychać było szepty modlitw.

No właśnie. Dziesięć lat minęło, a nikt nawet nie zajrzał z wizytą. Wszystko zarosło trawą, płotek się przekrzywił rzuciła z żalem Ola.

No, wiesz cały czas chciałem, ale ciągle nie miałem czasu plątał się w słowach ojciec przez słuchawkę.

Spotkanie się zakończyło.

Następnego dnia cała rodzina pojechała na cmentarz. Ola nigdy babci Teresy nie widziała, znała ją tylko z krótkich opowieści taty. Grób znaleźli z trudem, rosnący niegdyś sosnowy las zamienił się w marmurowe pole.

Ola przyniosła bukiet żółtych tulipanów i wstawiła je w przeciętą butelkę plastikową. Ojciec naprawił ogrodzenie, mama wypleniła chwasty.

Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, ale pochłania cię praca i internet, dlatego nie masz na nic czasu nawet dla mnie.

Ojciec poczerwieniał ze wstydu, tylko kiwnął głową w milczeniu.

Powiedz, że się poprawisz pogłaskał córkę po głowie, a potem dotknął wyblakłego zdjęcia na pomniku.

Teraz już jest spokojna i przestanie mnie odwiedzać, choć bardzo za nią tęsknię. Była naprawdę dobra, pogodna i niezwykle mądra.

Wszystko się zgadza. Babcia była cudowna i ludzi prześwietlała na wylot. Mówi jeszcze coś?

Tak. Że twoja dieta ogórkowa to kompletna bzdura. Jak chcesz schudnąć, idź na siłownię. I że niepotrzebnie zakładałeś konto walutowe lepiej zawsze wszystko dobrze przeliczyć. A co do tego taniego betonu, który zamówiłeś pod fundamenty do sauny…

Kiedy wracaliśmy do domu, myślałem o wszystkim, co się wydarzyło. Zrozumiałem, jak łatwo można, pochłoniętym codziennością, zapomnieć o tym, co naprawdę ważne. Dobrze czasem posłuchać kogoś mądrzejszego nawet jeśli mówi przez wyobraźnię dziecka.

Oceń artykuł
TwojaCena
Wyimaginowana przyjaciółka