Siedź cicho! Nie ma nas w domu powiedziałem spokojnie do Hanny.
Ale ktoś dzwoni! Hanna zamarła, podnosząc się z kanapy.
Niech sobie dzwoni odparłem.
A jeśli to ktoś ważny? zapytała szeptem. Albo sprawa pilna?
Sobota, południe. Nikogo nie zapraszałaś, ja też nikogo się nie spodziewam! Prosty wniosek?
Zerknę tylko przez judasza! wyszeptała Hanna.
Siadaj mój głos zadrżał stalowo. Nie ma nas! Kto tam by nie stał, niech wraca, skąd przyszedł!
Ty wiesz, kto to? spytała Hanna.
Domyślam się, dlatego mówię, żebyś nie kręciła się przy oknach!
Jeśli to ci, o których myślę, nie dadzą tak łatwo za wygraną pokręciła głową.
To zależy, ile wytrwamy i nie otworzymy drzwi powiedziałem spokojnie. Przecież pod klatką nocować nie będą. Nam się nigdzie nie spieszy. Daj spokój, załóż słuchawki, włącz sobie film na telefonie.
Michał, mama dzwoni Hanna pokazała ekran telefonu.
No to już jasne westchnąłem. Za drzwiami stoi twoja ciotka z tym jej nieogarniętym synem.
Skąd wiesz? Hanna się zdziwiła.
Jakby tam stał mój kuzyn a specjalnie przeciągnąłem to „y” w kuzyn, żeby zabrzmiało pogardliwie to do mnie by mama wydzwaniała!
I żadnych innych opcji? Hanna uniosła brew.
Gdyby to byli sąsiedzi, nie miałbym ochoty rozmawiać. Jakby znajomi, to po dwóch dzwonkach już by sobie poszli. A kulturalni ludzie przed wizytą dają znać. Kto tak nachalnie wydzwania? Tylko nasi nieznośni krewni!
Michał, faktycznie ciotka westchnęła Hanna. Mama napisała: Gdzie was poniosło? Ciocia Agnieszka zostaje na dwa dni, ma sprawy w Warszawie!
Odpisz, że hoteli w Warszawie pod dostatkiem uśmiechnąłem się.
Michał! pogroziła mi Hanna. Przecież nie mogę tego napisać!
Wiem po chwili namysłu podpowiedziałem napisz, że nas nie ma, bo mieszkamy tymczasowo w hotelu, bo w mieszkaniu była dezynsekcja!
Genialnie! Hanna energicznie wystukała wiadomość.
Michał, mama chce, żebyśmy wynajęli ciotce dwa pokoje w hotelu: dla niej i dla Bartka powiedziała zdezorientowana.
Odpisz, że nas nie stać. I napisz, że mamy dwa łóżka w hostelu i piętnaście osób w pokoju zażartowałem. Dla rodziny miejsca już nie ma.
Mama pyta, kiedy wracamy Hanna rzuciła mi szybkie spojrzenie.
Za tydzień rzuciłem zbywającym tonem.
W końcu dzwonek ucichł. Oboje odetchnęliśmy z ulgą.
Michał… mama napisała, że ciocia przyjeżdża za tydzień jęknęła Hanna.
A nas znowu nie będzie w domu… odpowiedziałem.
Michał, to nie rozwiązuje problemu. Przecież nie możemy się wiecznie przed nimi ukrywać? Jak przyjadą w środku tygodnia? Moja ciotka albo twój kuzyn, oni są zdolni do wszystkiego!
Wiem o tym spochmurniałem. Czasem się zastanawiam, po co nam było to duże mieszkanie
Przecież braliśmy pod naszą przyszłą dużą rodzinę powiedziała Hanna.
Musimy pomyśleć o dzieciach stwierdziłem poważnie. Może od razu o dwójce!
A myślisz, że nie chcę? Hanna aż się zagotowała. Sam wiesz, najpierw badania, potem się zobaczy, a i tak się nie udaje!
Gdyby tak wyeliminować ten wieczny stres, na pewno by się udało pokiwałem głową. Część przez twoich, część przez moich, zawsze coś nas wytrąca!
Hanna nie protestowała. Wiedziała, że mam rację.
***
Gdy się pobieraliśmy, przeszliśmy kosztowne badania na zgodność i potencjalne choroby genetyczne. Przy okazji sprawdzono też płodność wyniki były idealne. Ale zaraz po ślubie temat dzieci musiał poczekać, bo oszczędzaliśmy na mieszkanie.
O spadku nawet nie było co marzyć. Przed ślubem oboje żyliśmy z mamami w swoich kawalerkach. Nic, tylko liczyć na siebie.
Pięć lat ciężkiej pracy, życie na cebuli no, w końcu się udało. Kupiliśmy wymarzone mieszkanie na Ursynowie. Blok z wielkiej płyty, budynek już swoje widział, remont od podstaw, meble wszystko od zera. Ale jaka radość!
Nie zdążyliśmy dobrze uczcić parapetówki, a tu nagle ciocia Agnieszka z Bartkiem na progu. Żebyśmy się nie buntowali, od razu zjawiła się teściowa.
No, jak tu przestronnie! Nie to, cośmy z Hanną gniotły się w jednej izbie!
W sam raz zgodziła się ciocia. Ja w jedynce, Bartek w drugiej!
W salonie się nie śpi powiedziałem stanowczo. To pokój relaksu.
W pracy i tak tu nie zamierzam nic robić! zaśmiała się ciotka. Hanna, wytłumacz mężowi, że Bartuś chrapie, a ja nie mogę z nim!
A poza tym, gości trzeba ugościć rzuciła teściowa z kuchni.
No, was się nie spodziewaliśmy Hanna zamieszała się.
I lodówka pusta dorzuciłem zgodnie.
No trudno, misiaczku, idź do sklepu, a ty Haniu do kuchni! rozporządziła ciotka Agnieszka.
No ruszcie się! krzyknęła teściowa. Tak się wita rodzinę?
Czy wyście zacząłem, ale Hanna już mnie odciągnęła do sypialni.
Kiedy tylko uwolniła moją rękę z jej uścisku, wybuchnąłem:
Hania, czy tu się komuś coś nie pokręciło? Zaraz ich wystawię za próg razem z twoją mamą!
Ona po prostu tak ma, ze wsi. Inaczej nie umie!
Znam ludzi ze wsi i chamstwa nigdzie nie uczą!
Michał, błagam, nie kłóćmy się. Bo ciocia powie mamie, a ona mnie ukrzyżuje, przecież ona jedyna mi została!
Ten argument mnie przekonał. Zagryzłem zęby i poszedłem po zakupy.
Ciocia Agnieszka zamiast trzech dni została dwa tygodnie. Przestałem liczyć, ile butelek waleriany wypiłem już drugiego wieczora.
Jak wyjechali, czuliśmy się z Hanną jak po wygranej wojnie. Sprzątanie trwało trzy dni.
Ale szybko odezwała się druga strona konfliktu.
Michał, wpadnę na parę dni, załatwić parę spraw objął mnie kuzyn Paweł. Potem wracamy!
A sam nie możesz? zapytałem.
Przecież mam rodzinę! Co, mam zostawić w Ciechanowie, a sam tu szaleć? Jakbym się zapomniał, żona od razu by mnie prosto prowadziła!
Dlatego przytargałeś też dzieci? westchnąłem.
Z kim miałyby być? A tu rozrywka, odżyjemy trochę jak za dawnych lat!
Paweł! wrzasnęła Magda spod drzwi. Ja ci dam odżyję!
Po półtorej godziny od ich przyjazdu, Hanna już cierpiała na migrenę. Dzieci biegały bez opamiętania, Magda darła się jak alarm domowy.
Paweł od razu chciał gdzieś wyjść, co spotykało się z jeszcze głośniejszym krzykiem żony.
Michał, przecież jesteś jedynakiem wyszeptała z rozpaczą Hanna.
To kuzyn od strony mamy burknąłem. Mówię na niego kuzyn, ale szczerze, mam serdecznie dość.
Może by się go jakoś pozbyć? Hanna patrzyła z nadzieją.
Myślisz, że nie chciałbym? złapałem ją za rękę Ale to jak z twoją ciotką. Mama by mnie ukatrupiła!
Ledwo jeden wyjeżdżał, przyjeżdżali następni. Ciocia Agnieszka wiecznie miała coś do załatwienia w Warszawie. Paweł ze swoją ferajną zjawiali się co jakiś czas. Teściowa marudziła mnie, mama Hani ją.
Wieczne napięcie rujnowało nam nerwy i zdrowie. W takich warunkach o dzieciach mogliśmy tylko pomarzyć.
***
Zmieńmy mieszkanie? zaproponowała Hanna.
Na oddział psychiatryczny? żachnąłem się. Dostaniemy go lada chwila gratis…
Nie, po prostu zamieńmy się na takie samo! Ludzie chcą mieszkać w innych dzielnicach. Wyprowadzimy się, nikomu nie powiemy gdzie.
Tylko, że i tak nas dorwą. Przepytają nowych lokatorów i nas znajdą. Potem powieszą za takie wygłupy skwitowałem.
A może uda nam się zajść w ciążę? zapytała Hanna z nadzieją.
Potrzebujemy nie tylko zajść, ale i donosić! To odpowiedni argument w rodzinnych wojnach, ale nawet ciąża twoja ich nie powstrzyma!
Chciałabym się po prostu wynieść Hanna opuściła głowę. Schronimy się u przyjaciół? Przynajmniej na chwilę się schowamy.
U Kaśki i Tomka? zapytałem.
Tak. U nich nawet pokój wolny, pamiętasz?
Mieszka tam Tola, owczarek niemiecki uśmiechnąłem się.
Wolę dzielić pokój z psem niż z kimkolwiek z naszych rodzin… Hanna westchnęła.
Czekaj! chwyciłem za telefon. Tomek, pożycz nam Tolę!
Michał, przysługa za przysługę! wykrzyknął Tomek. Jedziemy z Kaśką do Kołobrzegu, a Tolę nie mamy komu zostawić. Was zna i lubi! Dowiozę karmę, matę, zabawki, miski! Nawet wam dorzucę ekstra!
Dawaj powiedziałem z błyskiem w oku.
Odwróciłem się do Hanki, zadowolony:
Dzwoń do mamy, niech ciocia jutro wpada! Ja zadzwonię do Pawła niech również zjawia się lada dzień!
Michał, na pewno? Hanna patrzyła nieufnie.
Szczerze? Bardzo się ucieszymy kłamałem jak z nut. Nie nasza wina, że nasz pupil nie każdemu przypadnie do gustu…
Paweł z rodziną wylecieli po jednym szczeknięciu Toli hotel jednak wydał im się bardziej atrakcyjny.
Zamknijcie tą bestię! pisnęła Magda, chowając się za dziećmi.
Ciociu Agnieszko, żartujesz? Czterdzieści pięć kilo czystych mięśni! To nie jamnik, ona wywali drzwi, jak trzeba uśmiechnąłem się.
Dlaczego tak na mnie warczy? głos ciotki się załamał.
Nie lubi obcych roztarła ramiona Hanna.
Pozbądźcie się jej! Ja z takim potworem tu nie wytrzymam!
Jak to pozbądźcie się? oburzyłem się. To nasz ukochany pies! Dzieci nie mamy, więc kochamy Tolę!
I nie oddamy jej nikomu! dodała Hanna.
Później obie mamy dzwoniły, pytając, czemu odprawiliśmy rodzinę.
Przecież nikogo nie wyganialiśmy odpowiadaliśmy obu sami stwierdzili, że nie zostaną. Zapraszamy, drzwi do domu są otwarte!
A pies?
Mamusiu, my nikomu nie odmawiamy…
Po miesiącu Tola wróciła do Tomka, w pełnej gotowości by przybiec na każde zawołanie.
Nie była już potrzebna. Hanna była w ciąży z bliźniakami.
Nauczyłem się jednego gościnność jest wspaniała, ale czasem trzeba zawalczyć o swój spokój. I warto być sprytnym!




