Teraz będziecie mieli własne dziecko, a ją czas oddać z powrotem do domu dziecka – usłyszała Ksenia …

20 sierpnia

Dziś znów usłyszałam od teściowej: Kiedy w końcu mój syn doczeka się wnuka? Stałam przy stole, próbując ignorować jej wyczekujące spojrzenie.

Przecież wie pani, że od trzech lat próbujemy westchnęłam ciężko. Każda nasza rozmowa obraca się wokół tego samego. Co ja mogę poradzić? Lekarze zgodnie twierdzą, że mnie ani Michałowi nic nie dolega.

Właśnie dlatego to takie podejrzane odparła z sarkazmem. Jesteście razem już tyle czasu, a dzieci jak nie było, tak nie ma. Pewnie miałaś bardzo rozrywkową młodość, Julito.

Pani Jadwigo, proszę nie rzucać takimi insynuacjami! Straciłam panowanie nad sobą i zamknęłam laptopa z trzaskiem. Wiedziałam, że o pracy dziś już nie ma mowy. Czy kiedykolwiek dałam jakikolwiek powód, by mnie tak traktować? A już na pewno nie pozwolę rozmawiać ze mną w takim tonie!

A bo co? Teściowa tylko wzruszyła ramionami. Polecisz się poskarżyć Michałowi? Myślisz, że stanie po twojej stronie? Jest moim synem, o tym nie zapominaj.

Odpowiedziałam głośnym trzaśnięciem drzwi. Nawet nie zamierzałam nic mówić Michałowi, nie dlatego, że mógłby stanąć po stronie matki po prostu nie chciałam mu dokładać stresów.

******

Z Jadwigą, moją teściową, nie polubiłyśmy się od pierwszego spotkania. Nie odpowiadało jej we mnie dosłownie wszystko: zbyt zwyczajna uroda, ubiór, gotowanie, dosłownie można by długo wyliczać. Otwarcie próbowała przekonać Michała, że nie jestem dla niego odpowiednia. On jednak umiał postawić na swoim.

Wzięliśmy ślub. Jadwiga trochę się uspokoiła, też pewnie dlatego, że przenieśliśmy się z Michałem do własnego mieszkania na drugim końcu Krakowa. Myślałam, że to rozwiąże problem, ale nie minęło pół roku, jak znalazła nowy powód do narzekań dlaczego jeszcze nie mamy dziecka?

Przez pewien czas żartowałam: jesteśmy młodzi, chcemy nacieszyć się życiem, zrobić coś dla siebie, rozwinąć karierę. Teściowa nie dawała się zbić z tropu. Powtarzała: Trzeba rodzić od razu. I najlepiej nie jedno dziecko!

W końcu uległam presji. I wtedy rozpoczęła się droga przez mękę: dziesiątki badań, suplementy, lekarstwa nic nie pomagało. Jeden z lekarzy sugerował, że może winne jest napięcie psychiczne. Jadwiga wyśmiała diagnozę i poradziła zmienić lekarza na porządnego.

******

Po kolejnej nieprzyjemnej rozmowie próbowałam się rozproszyć scrollując Facebooka. Trafiłam na wpis pani Ewy, pracownicy domu dziecka w Krakowie zdjęcia maluchów, którym zabrakło rodziców, ścisnęły mi serce. Sama naprawdę pragnęłam dziecka. Nie dlatego, by spełnić żądania Jadwigi; po prostu czułam, że powinnam być mamą.

Zaczęłam poważnie rozważać adopcję. Czy potrafiłabym pokochać obce dziecko jak własne? Oczami duszy widziałam uśmiechnięte niemowlę wyciągające do mnie rączki. Odsunęłam więc wszelkie obawy, otworzyłam przeglądarkę i zaczęłam szukać informacji.

Wiedziałam, że czeka mnie mnóstwo formalności, badań i papierologii, ale pragnienie bycia mamą było silniejsze niż lęk przed biurokracją.

Musiałam jeszcze przekonać Michała. Obawiałam się jego reakcji, ale podszedł do tematu zaskakująco spokojnie. Zaproponował: Może adoptujmy maleństwo z interwencyjnej placówki? Zgodziłam się bez wahania.

Kilka miesięcy później nasza rodzina powiększyła się o malutką Amelię, pięciomiesięczną dziewczynkę z krakowskiego domu dziecka. My zakochaliśmy się w niej od pierwszego wejrzenia, ale Jadwiga była wściekła. Michał zagroził wręcz, że przeprowadzimy się do Gdańska, jeśli matka nie przestanie się wtrącać. W końcu się ugięła i przy obcych udawała zakochaną babcię.

******

Minęło siedem lat. Amelka skończyła pierwszą klasę, ma wielu przyjaciół, jest urocza i serdeczna. Cały czas cieszę się, że jest naszą córką.

W te wakacje pojechaliśmy nad Bałtyk. Słońce, ciepłe fale, miękki biały piasek idealne chwile, szczególnie że teściowa była daleko, a ja mogłam wreszcie poczuć spokój.

Pod koniec urlopu źle się poczułam, ale nikomu nic nie mówiłam, żeby nie psuć atmosfery. Po powrocie do Krakowa od razu poszłam do lekarza. Michał zauważył, że słabiej się trzymam, nalegał, byśmy skrócili pobyt i przyrzekł, że wrócimy na ferie zimowe.

Wyniki badań były dla nas szokiem cudownym szokiem. Okazało się, że spodziewam się dziecka. Najbardziej ucieszyła się Amelka, już wyobrażająca sobie rolę starszej siostry.

Jadwiga dowiedziała się dopiero po kilku miesiącach, gdy ukrywanie ciąży stało się niemożliwe. Pewnego dnia, gdy byłam sama w domu, wpadła bez zapowiedzi i przeszła od razu do rzeczy bez przywitania, z pytaniem:

Nie będę dociekać, czemu ukrywałaś ciążę. Mam inne pytanie spojrzała mi prosto w oczy. Kiedy oddacie Amelię z powrotem do domu dziecka? Teraz, gdy będziecie mieli swoje dziecko, tej przybłędzie czas już wracać na swoje miejsce.

Wstrząsnęło mną. Jak można tak mówić o dziecku, które jest częścią naszej rodziny?

Czy pani mówi to poważnie? zapytałam z niedowierzaniem.

Jak najbardziej. Jadwiga spojrzała na mnie zimno i stanowczo. Więc kiedy to zrobicie?

Proszę natychmiast opuścić moje mieszkanie! ledwo się powstrzymałam, by nie wybuchnąć. I nie wracaj tu więcej.

Zamknęłam za nią drzwi, trzęsąc się ze złości i żalu. Zadzwonić do Michała? Dziś miał ważne zebranie, wolałam poczekać, aż wróci Ale wiedziałam, że będę musiała mu o wszystkim powiedzieć.

******

Jadwiga pomaszerowała od razu do biura Michała na Rynku Głównym, ignorując zdziwioną asystentkę i bez pytania weszła do gabinetu.

Twoja żona wyrzuciła mnie z domu jak jakąś obcą! wykrzyczała od progu.

Cześć, mamo mruknął Michał z rezygnacją. Co powiedziałaś, że nawet Julita nie wytrzymała?

Zapytałam tylko, kiedy wreszcie oddacie tę dziewczynę do domu dziecka usiadła ciężko na fotelu. W końcu będziecie mieli swoje dziecko, temu prawdziwemu trzeba poświęcić całą uwagę i pieniądze.

Jak ty w ogóle możesz tak mówić? Michał aż złamał długopis w ręku. Nie zamierzamy nikogo oddawać! Amelka to moja córka, czy ci się to podoba, czy nie.

Z jakiej racji? Przecież to tylko przygarnięta sierota. Już duża, zrozumie, jeśli jej się wszystko wyjaśni.

Nawet nie próbuj! podniósł głos, tłukąc pięścią w biurko. Dobrze mnie zrozumiałaś?

A co mi zrobisz? zadrwiła i wyszła trzaskając drzwiami. Ta dziewczynka i tak nie ma miejsca w waszej rodzinie. Zrobię wszystko, by się jej pozbyć.

Długo patrzył na zamknięte drzwi. Asystentka przeprosiła, że wpuściła mamę bez zapowiedzi, ale nawet jej nie zauważył. Wiedział jedno: musi działać.

******

Spacerowałam wolno alejkami Plant. Uśmiechałam się patrząc, jak Amelka kręci się wokół rocznego braciszka. Bycie starszą siostrą traktowała bardzo poważnie.

Na ławce obok siedziały dwie panie, rozmawiając o swoich synowych. Myśli od razu powędrowały do Jadwigi.

Od tamtej paskudnej wizyty nie widziałyśmy się już ani razu. W ciągu tygodnia Michał przeprowadził nas aż pod Białystok. Wiedział, że to jedyny sposób, by ochronić Amelkę bał się, że matka rozpowie pół Krakowa, że córka jest tylko adoptowana.

Teraz mamy spokój. Mamy kochaną córkę, małego synka, a niedługo urodzi się trzecie dziecko.

Michał czasem rozmawia z ojcem, od którego wiemy, że Jadwiga nie dała za wygraną teraz zatruwa życie świeżo wydanej za mąż córce. Michał jej współczuje, ale ona, o dziwo, zdaje się nie mieć nic przeciwko.

A ja? Mam swoją rodzinę, swój świat. Patrząc na dzieci i męża, czuję się szczęśliwa. Tego samego życzę wszystkim.

Oceń artykuł
TwojaCena
Teraz będziecie mieli własne dziecko, a ją czas oddać z powrotem do domu dziecka – usłyszała Ksenia …