– Halo… Waciu… – To nie Wacek. Tu Elżbieta… – Elżbieta? Kim pani jest?… – Szanowna, to kim pani jest…

Halo Wiktorze
To nie Wiktor. To Elżbieta
Elżbieta? A kim pani jest?
Proszę pani, a kim pani jest? Ja jestem dziewczyną Wiktora. Czegoś pani chciała? Męża nie ma, jeszcze siedzi w pracy, wróci późno
Zakręciło mi się w głowie, dostrzegłam czerwone krople na podłodze. Brzuch ściskał mnie do granic wytrzymałości, aż wykręcało mnie z bólu Czułam, że moje dziecko lada moment przyjdzie na świat.

Mój mąż, Wiktor, już od pięciu lat wyjeżdża na zarobki. Raz jeździł ciężarówką w Niemczech, raz remontował domy w Polsce. Pojechał tam tylko przez pieniądze. Mamy dwóch synów, chcieliśmy zapewnić im najlepszą przyszłość. Doskonale wiedzieliśmy, że w Polsce niewiele zdziałamy bez środków.

O dziwo, na emigracji dopisywało mu szczęście. Raz w miesiącu przysyłał nam paczki z jedzeniem: konserwy, kasze, olej, coś słodkiego dla dzieci. Wysyłał mi przelewy na złotówki, żebym odkładała do banku na procent. Uzbieraliśmy tyle, by starszemu synowi kupić kawalerkę, nie było biedy.

Wydawało się, że wszystko dobrze się układa. Ale kilka miesięcy temu poczułam, że dzieje się coś dziwnego z moim ciałem. Myślałam, że to menopauza, ale nie pasowały objawy. Mocno utyłam, spałam wciąż, jadłam za dwóch, a nastrój skakał jak szalony. Według internetu wyglądało to na ciążę. Ciążę w wieku 45 lat? Nie wierzyłam, zrobiłam test dwa wyraźnie czerwone paski.

Ani synom, ani synowym nie chciałam mówić o ciąży. Po co? Żeby się śmiali, że matka oszalała na stare lata? Wolałam ukrywać brzuch. Zimą nosiłam same duże, grube swetry, pod puchówką nic nie było widać.

Nie chciałam tego dziecka. Może ktoś powie, że nie mam Boga w sercu, ale mam już synów i wnuki. Chcę im poświęcić czas, a nie biegać z niemowlakiem wokół pieluch. Poza tym, nie mamy pieniędzy na trzecie dziecko. Wiktor musiałby znowu wyjechać na Zachód, a ja już nie dam rady sama.

Gdy poszłam do lekarza, dowiedziałam się, że na aborcję jest już za późno, bardzo ryzykowne dla mojego zdrowia. Musiałam pogodzić się z losem i wmówić sobie, że jakoś to będzie. Może Wiktor się ucieszy, może doceni, że będziemy mieli jeszcze jedno dziecko? Postanowiłam powiedzieć mu o tym przez Skype, ale kamerę wyłączyłam tylko mikrofon.

Halo, Wiktorze

To nie Wiktor. Tu Elżbieta.

Elżbieta? A kim pani jest?

Proszę pani, a kim pani jest? Ja jestem dziewczyną Wiktora. Czegoś pani chciała? Męża nie ma w domu, na pracy siedzi.

Odstawiłam słuchawkę z dłońmi trzęsącymi się, rozpłakałam się gorzko. Tak to bywa w życiu facet zawsze może zdradzić, wszędzie i z każdą. Chciałam od razu spakować jego rzeczy, wystawić walizki za drzwi, złożyć papiery rozwodowe, nie znać go i nie słyszeć.

Ale w sercu tliła się nadzieja, że ukochany wróci do rodziny, jeśli dowie się o dziecku. Wiedziałam, że w lutym ma przyjechać synowie mają urodziny, dostał urlop. Nawet mi się przyśniło, że spacerujemy we trójkę po Łazienkach Wiktor trzyma naszą córkę za jedną dłoń, a ja za drugą.

14 lutego, w Walentynki, Wiktor stanął w drzwiach. Przygotowałam romantyczną kolację, świece, cicho grała muzyka. Atmosfera miała być spokojna i pełna miłości.

Wiktorze, mam niespodziankę. Jestem w ciąży. Lekarka mówi, że będzie dziewczynka.

Ty suko! wydarł się Wiktor.

Zesztywniał ze złości, przewrócił talerze, zaczął walić pięścią w stół.

To ja się tam zaharowuję jak wół, a ty skaczesz po cudzych facetach?! Teraz chcesz mi tego bękarta na kark zrzucić?!

Wiktorze, zaczekaj, wszystko wytłumaczę

Wynoś się! Nie chcę cię widzieć! popchnął mnie tak mocno, że uderzyłam brzuchem o kant stołu i padłam na podłogę.

Wiktor wyszedł, wziął torbę i głośno trzepnął drzwiami. Zamroczyło mnie, czułam, jak cieknie krew, brzuch rwał mnie na pół. Błagałam o pomoc, ledwo zadzwoniłam po pogotowie. Ale czułam już, że dziecko się rodzi.

Kiedy przyjechali ratownicy, już trzymałam na rękach naszą córeczkę. Dziewczynka spała spokojnie, nie płakała ani trochę.

Pani kochana, jedziemy do szpitala?

Nie, zabierajcie dziecko. Nie chcę jej.

Jak to nie chce pani własnego dziecka?

Zabierzcie ją! Przez nią rozwaliła się moja rodzina! Może ktoś ją pokocha, ale na pewno nie ja. Proszę, zabierajcie, nie chcę jej oglądać!

Oddałam dziecko w ręce lekarza, bez grama żalu. Zostali jeszcze, obejrzeli mnie nie było rozdarcia, wszystko przebiegło spokojnie. Gdy odjechali, posprzątałam mieszkanie, wzięłam prysznic i poszłam spać.

Dzieci nie wiedzą, że oddałam córkę. Każdego dnia chodzę do kościoła i proszę Boga, by mała była zdrowa, żeby znalazła swoją rodzinę. Wiem dobrze, że nie podołam nie przeżyję znowu tych trudów macierzyństwa. Marzę tylko o tym, żeby Wiktor wrócił do domu. Ale on znów pojechał do Niemiec, rozmawia tylko z synami.

Możecie mówić, że jestem dziwną kobietą. Ale ja wybieram męża, nie dziecko. Niech Bóg mnie oceni.

Oceń artykuł
TwojaCena
– Halo… Waciu… – To nie Wacek. Tu Elżbieta… – Elżbieta? Kim pani jest?… – Szanowna, to kim pani jest…