Synowa znosiła teściową, aż w końcu doszło do tego
Bliźniaczki?! wymsknęło się Marii Antoninie.
Starała się ukryć swoje niezadowolenie, ale nie do końca jej to wychodziło. Jagoda dobrze wiedziała, że po teściowej trudno spodziewać się szczerej sympatii. Nigdy jej nie polubiła, uważała, że Piotr zasłużył na kogoś lepszego”. Mimo że wszyscy wokół powtarzali, że to Piotr był może zbyt prostolinijny dla takiej dziewczyny jak ona.
Jagoda była sympatyczna, wykształcona w wieku dwudziestu trzech lat skończyła ekonomię i pracowała w prywatnej sieci klinik. Pochodziła z niewielkiego miasta pod Lublinem; jej tata kierował zakładem produkcyjnym, a mama wykładała na regionalnej uczelni. Zatem nie sposób było zarzucić jej braku ogłady czy obycia. Mimo to Maria Antonina nadal miała ją za prowincjuszkę.
No to gratuluję! Wielkie szczęście! Podwójne szczęście! mruknęła.
Tyle że w tym szczęściu nie zamierzała brać udziału. Jagoda przechodziła bardzo trudną ciążę, długo leżała w szpitalach z powodu zagrożenia przedwczesnym porodem. Piotr wpadał do niej niemal codziennie, natomiast Maria Antonina choć mieszkała dwie stacje autobusem dalej ani razu nie odwiedziła synowej.
Na uroczystość wypisu ze szpitala także nie przyszła. Mimo nalegań Piotra, przez pierwsze sześć tygodni nie zajrzała do wnuczek.
Tak nie wypada! Jeszcze, nie daj Bóg, coś bym im przyniosła! Muszą się wzmocnić, wtedy przyjdę i się przywitam z babcią tłumaczyła.
Dziewczynki miały już trzy miesiące, kiedy Jagoda przypadkiem spotkała teściową przed Społem. Maria Antonina wygięła usta w uśmiech i przez zęby zapytała:
No i jak sobie radzicie z dziewczynkami?
Jagoda szczerze się uśmiechnęła.
Spaceruję! Wózek duży, co poradzę? Powietrza potrzebują.
Maria Antonina skinęła głową i już miała odejść, gdy dostrzegła dawną znajomą. Ta machała energicznie, podbiegając do nich.
Marysiu! Ojej! To twoje wnuczki?
Tak, Halinko Moje najdroższe skarby!
Jagoda pamiętała Halinę Chmiel, więc grzecznie się przywitała.
Od razu dwie? Jagódko, jak ona to udźwignęła?
Jagoda to twarda dziewczyna! potwierdziła z dumą Maria Antonina.
Jagoda patrzyła na nią z niedowierzaniem. Jeszcze przed chwilą teściowa najchętniej by uciekła, a teraz rozgrywała rolę czułej babci.
Halina i Maria Antonina gderały bez końca Jagoda wyłapywała urywki zdań: że bliźniaczki to dar, że Jagoda świetnie sobie radzi, a Maria jej pomaga Usłyszała tyle rzeczy na swój temat, że nie wiedziała, co powiedzieć. Wreszcie Halina się pożegnała.
No dobra, uciekam muszę jeszcze zdążyć do banku! Trzymajcie się!
Maria Antonina odczekała chwilę, aż tamta zniknie, i jej uśmiech zniknął. Sztywno pożegnała się z synową i poszła.
Wieczorem Jagoda opowiedziała wszystko Piotrowi. Ten wzruszył ramionami.
Jaga, to moja mama. Z nami też tak było. Opowiadała, że podobno przez pół nocy odrabiała ze mną lekcje, a w rzeczywistości siedziała przed serialem, a do mojego zeszytu nawet nie zaglądała. Niby siostrę trzy godziny codziennie wyprowadzała na spacer dla jej zdrowia, ale tak naprawdę malowała się w łazience, a ja Tosię woziłem po podwórku Nie przejmuj się!
Jagoda znała te historie na pamięć. A, mimo wszystko, ciągle zadziwiało ją to, co teraz sama przeżywała.
***
Minęły lata. Nic nie zmieniło się w stosunku Marii Antoniny do dzieci czy wnuczek. Aż dopiero los przyniósł zmianę. Wysiadając z taksówki przed kamienicą, pechowo poślizgnęła się i złamała nogę. Wtedy błysnęła jej w głowie genialna myśl.
Wprowadzę się do was! oznajmiła Piotrowi i Jagodzie.
Wymienili znaczące spojrzenia, ale nie mogli odmówić.
W domu zaczął się istny koszmar. Musieli przenieść się do pokoju dziecięcego, a Marii Antoninie oddać swoją sypialnię. Zachowywała się jak trzecie dziecko trzeba było gotować dla niej, sprzątać, pomagać przy kąpieli, biegać do sklepu
Dziewczynki miały dwa i pół roku. Jagoda próbowała wrócić do pracy choćby na pół etatu, więc maluchy chodziły do przedszkola. Każdego ranka Piotr i Jagoda próbowali wyciągnąć córeczki z łóżek, starsza buntowała się, młodsza płakała trudno się im dziwić.
Pewnego poranka, tuż przed wyjściem, zadzwonił telefon Piotra:
Mamo?! Po co dzwonisz? Przecież jesteś w pokoju obok!
Nie mogę wstać, przecież mam złamaną nogę
Masz przecież kulę
Zamilcz, Piotrze! Żeby powiedzieć, co chcę, nie muszę wstawać.
No dobrze, mów szybciej
Absolutnie mi nie odpowiada ten harmider o poranku. Nie mogę spać przez was. Ciągle biegacie, trzaskacie drzwiami, a wasze dzieci cały czas się wydzierają!
Piotr zaczerwienił się z gniewu. Otworzył drzwi sypialni i krzyknął:
Może to zostawimy ci dzieci pod opieką, skoro tak chcesz się wyspać?!
Maria Antonina zamilkła w szoku. Niedługo potem wyprowadziła się z piekielnego mieszkania, nie czekając nawet na zdjęcie opatrunku. Piotrowi nie było żal, ale Jagodę dręczyły wyrzuty sumienia nie chciała, żeby mąż kłócił się z matką. Lecz co innego mogła poradzić?
***
Jagoda zwykła pracować pół dnia w piątki. Zazwyczaj odbierała wtedy dziewczynki z przedszkola, szły razem na lody i potem oglądały bajkę w salonie. I ta piątek nie był wyjątkiem. Rozłożyła poduszki na dywanie, przygotowała rzutnik. I wtedy zadzwonił dzwonek.
Otworzyła i ujrzała Marię Antoninę z wnukiem synkiem córki, Adasiem.
Pani Mario, coś się stało?
Ela zostawiła mi go na kilka godzin, ale muszę pilnie coś załatwić. Przygarnij go na półtorej godzinki. Proszę!
Jagoda zbaraniała. Adaś był o pół roku młodszy od dziewczynek i dość spokojny, więc tylko uśmiechnęła się do niego.
Adasiu, zostaniesz z nami?
Chłopczyk nieśmiało kiwnął głową. Kiedy Jagoda się podniosła, teściowa już znikała w windzie.
Do której mamy was oczekiwać?
Dwie godzinki góra!
Wcale się nie pożegnawszy z Jagodą czy wnukiem, pojechała.
***
Piotr wrócił wieczorem. Na widok Adasia wcierającego kotlety w polik w kuchni, uniósł brwi.
No proszę, gość nasz! A Ela gdzie?
Mały tylko posłał mu uśmiech, a Jagoda westchnęła ciężko. Nie chciała znowu być powodem rodzinnych waśni, ale nie mogła milczeć.
Twoja mama Zostawiła go na chwilę, bo musiała załatwić pilną sprawę
A ta chwila ile już trwa?
Zaraz będzie pięć godzin
Piotr spojrzał twardo:
A Ela gdzie?
Nie chciałam jej pisać Nie chcę wciągać Marii Antoniny w kłopoty. W końcu to jej powierzyła syna.
Piotr zaczerwienił się ze złości.
Jaga, jesteś za dobra Przecież to nienormalne! Matka, nawet nie powiedziała, gdzie idzie?
Jagoda pokręciła głową. Piotr wyjął telefon, zadzwonił do siostry. Ela zaraz obiecała, że wpadnie.
***
Była już prawie druga w nocy. Dzieci wciąż bawiły się w pokoju, a Jagoda, Piotr i Ela siedzieli w kuchni.
No, czekamy jeszcze na mamę, czy już kładziemy dzieci spać?
Jaga, niech wyjątkowo dziś pójdą spać później. Z mamą musimy to wyjaśnić.
Ledwo Piotr to powiedział, rozległ się dzwonek.
No dobrze, już zabieram Adasia! rzuciła Maria Antonina, wchodząc do mieszkania.
Jagoda przełknęła ślinę. Zaraz za nią wyszli Piotr z Elą.
Mamo, a sumienie cię nie gryzie?
Jak wy się do matki odzywacie?!
Mamo, nie zganiaj winy na nas! Powierzyłam ci Adasia, tobie, nie Jagodzie! Co ty wyrabiasz w ogóle?!
Po tych słowach Maria Antonina roześmiała się:
I co z tego, Elu? Jagoda ma własne dzieci, świetnie daje sobie radę. A ja miałam ważne sprawy!
Piotr zrobił krok do przodu.
Jakie sprawy?! Przecież to jawne wykorzystywanie! Nawet o zgodę nie zapytałaś!
Czego tu pytać
Piotr zapytał jeszcze raz:
Gdzie byłaś?
Wtedy Ela zachichotała nerwowo:
Rano miałaś włosy dłuższe, więc pewno fryzjer. Po południu weszłaś do salonu na paznokcie rano lakier był czerwony, teraz różowy
Maria Antonina speszyła się, nie znajdując odpowiedzi.
Nie wstyd ci?! powtórzył Piotr.
Milczała, patrząc uparcie na swoje dzieci.
Raz na sto lat ktoś cię prosi o pomoc, a ty zwalasz wnuka na moją żonę?! Może ona też by chciała na paznokcie?! Może do fryzjera?!
Maria Antonina oburzyła się i zrobiła się czerwona na twarzy. Wyprostowała się z całą swoją wyniosłością.
Piotrze, czym tu się przejmować? Ona jest wiejska dziewczyna spod Lublina! Zawsze była i będzie taka!
Przez moment zaległa cisza. A potem zabrzmiało stanowcze:
Wynoś się!
Piotr chwycił ją pod rękę i wyprowadził za drzwi. Kiedy zamknął, odetchnął głęboko. A gdy spojrzał na żonę, zobaczył, że łzy ciekną jej po policzkach. Razem z Elą starali się ją pocieszać.
Jagodzie był żal i przykro. Ale widziała też, że Maria Antonina nawet swoich dzieci nie szanuje, co przynosiło jej dziwne, trudne do nazwania poczucie ulgi to nie z nią był problem. Chciała być dobra, ale czasem nie da się być dobrą dla kogoś złego.
Od tego czasu kontakt z teściową praktycznie ustał. Piotr czy Ela pomagali jej czasem, lecz w rodzinne życie już się nie wtrącała. Długo miała żal do swojego syna, ale w końcu tęsknota za tym, żeby być przy dzieciach wygrała i spróbowała się pojednać. Jednak wnukami nie zajmowała się nigdy.
Tylko raz Jagoda zauważyła u teściowej w statusie zdjęcia całej trójki wnucząt i podpis: Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babci dla wszystkich, które wychowały wnuki! Jagoda tylko smutno się uśmiechnęła, a wieczorem Piotr z Elą obśmiali matkę do łez. Jagodzie wydawało się to nie w porządku, ale nie mogła się nie uśmiechnąć.




