Dzień 4 stycznia, Warszawa
Paweł, ja naprawdę już nie wiem, co robić! Ona nie słucha nikogo! Uparła się, że będzie rodziła! Dziecko, Pawełku, jakie dziecko? Ona ma dopiero dziewiętnaście lat! Całe życie przed nią! Teraz rzuci uniwersytet i co dalej? Pójdzie do sprzątania? Trzeba coś z tym zrobić! Ty musisz mi w tym pomóc!
Ale czym, mamo?
Mój głos był tak zimny, że mama aż się zająknęła. Nigdy się ze mną tak nie rozmawiała. Zawsze byłem tym łagodnym, cichym synkiem A teraz? Co ona ze mną zrobiła? Przecież to nie ona zawiniła, tylko Lena! Ta jej cała miłość! Główna dziewczyna! Ona nigdy nie była rozsądna, a ja ją rozpieszczałam No to teraz, Ireno Pawłowna, owoce twojego wychowania. Ale czemu?! Pawłek to przecież taki dobry syn! Inteligentny, poukładany, posłuszny! Zawsze pomoże, zawsze się zatroszczy. Od kilku lat mieszka osobno, no ale to mężczyzna, dorosły już. Choć ciągle naciskałam, żeby się wreszcie żenił i dał mi wnuka, ale jak grochem o ścianę
Dobrze, że przynajmniej Lena, jak była mała, była czym się zająć zajęcia, zawody, nie było kiedy rozmyślać o starzeniu się. Teraz to już zupełnie inna sprawa. Córka niezależna, sport porzuciła, ledwo bywa w domu: tu zajęcia, tu znajomi, tam harcerstwo, ostatnio jeszcze ten jego się pojawił. Skąd ona go wytrzasnęła, to niepojęte! Ledwo cień! Od razu widziałem, że to nie ten, a Lenka oczywiście zakochana po uszy! Nigdy nie miała dystansu do ludzi. I jak jej tłumaczyłem, że tacy, co naprawdę dobrzy, to się ich w życiu spotyka może kilku Gdzie tam. Sprowadziło się to wszystko do tego, gdzie teraz jestem: święta za pasem, a ja ciągle się martwię. Jeszcze Paweł! Skąd taki ton? Dlaczego on ze mną tak mówi?
Paweł, czemu tak rozmawiasz z własną matką?
Gdzie ona jest, mamo? skręciłem gwałtownie w boczną ulicę i zaparkowałem. Uspokojenie skończyło się przy słowie dziecko. Ręce mi się trzęsły, w oczach zaczęło się ściemniać Ale przecież muszę się opanować, zrobić cokolwiek, żeby chociaż jej dziecko zostało przy życiu. A może gdyby wtedy, gdy to spotkało mnie No właśnie, do tej pory nie wiem, czy miałem mieć syna czy córkę. Wiedziała tylko Świetlana. Smutne. Mamo, co ty wyrabiasz Przecież zawsze kochałaś Lenę bardziej ode mnie. Taka dziewczynka, późne dziecko Ciężko się jej było nie rozczulać. Była piękna od pierwszego dnia smukła, jasne włosy, delikatność jak u baletnicy. Zresztą cała nasza rodzina duża, dzieci podobne, grube i mocne, a ona delikatność. Wstydziłaś się jej trochę na początku, pamiętasz? Potem zaczęłaś być dumna, kiedy latała wśród kuzynek na rodzinnych świętach.
Taka uroda się rodzi! wzdychały ciotki.
Potem Lena weszła pierwszy raz na matę, w pięknym kostiumie do gimnastyki. Widać, że była stworzona do czegoś więcej.
Mama z energią rozwinęła jej karierę sportową, ja mogłem wreszcie żyć własnym życiem, uwolniony od tej nieustannej troski matki. Oczywiście czuła do mnie dumę i ją eksponowała przy każdej możliwej okazji:
Paweł wygrał olimpiadę z fizyki! Najważniejszą w kraju! Teraz już nie musimy się bać o przyszłość. A zaraz matematyka będzie znowu najlepiej! Wychowanie? Dzieciom trzeba poświęcić czas.
A nie widziała, jak zżymały się jej znajome
Mama żyła trochę w swoim świecie, gdzie dzieci genialne i piękne, mąż do rany przyłóż, ona robi co chce. Pracowała tylko wtedy, kiedy jej się podobało była świetną nauczycielką angielskiego. Potrafiła w rok nauczyć dziecka praktycznie od zera do poziomu zdania matury z bardzo dobrym wynikiem. Ale ile za to kasowała! Prawie dwa razy tyle, co inni korepetytorzy w Warszawie.
Co dla ludzi ważniejsze pieniądz czy efekt? Kto nie żałuje grosza na dziecko, ten wie, że ja zrobię wszystko, by się dostało tam, gdzie sobie wymarzył.
Ja się tylko dziwiłem, jak ona ogarnia moje sprawy, Lenki, dom, pracę. Świetna organizatorka, nauczyła mnie planowania i wykorzystywania każdej minuty. Teraz to mi się bardzo przydaje.
Dzisiejszy dzień był zaplanowany do ostatniej minuty aż tu nagle wiadomości od mamy totalnie wybiły mnie z rytmu.
Ile czasu minęło od tamtego Jestem w ciąży. Nie chcę rodzić. Jestem za młoda, nie jestem gotowa. Twoja wina. Ty się tym zajmij. Klinikę znalazłam?
Nigdy wcześniej z ani jedną kobietą nie kłóciłem się tak, jak wtedy z Martą. Trzy lata razem, a wtedy wrzeszczałem, aż szyby drżały. Co ja złego zrobiłem? Przecież prosiłem, żeby wyszła za mnie, chciałem mieć rodzinę, mieszkanie było, samochód, własny biznes. No, nie jestem żadnym krezusem, ale ona przecież też księżniczką nie była. Dziewczyna z Krosna, śmiała się, jak próbowałem dobrze wymówić nazwę jej rodzinnej miejscowości.
Poznaliśmy się na korytarzu uniwersytetu ja zamyślony, ona biegnąca, miała złamany obcas i jednocześnie zgryźliwa i śmieszna. I tak od słowa do słowa po roku zamieszkaliśmy razem. Opiekowałem się dziadkiem, mama w rozjazdach, tata wiecznie w pracy. Po śmierci dziadka mieszkanie wymienili rodzice, chcieli większe, dla mnie tam miejsca wystarczyło, ale też nie miałem już serca tam mieszkać.
Za dziadkiem bardzo tęskniłem. Często z rana brzmiało za mną jeszcze jego narzekanie:
Chodź, student, śniadanie już ci zrobiłem!
Dziadek był twardy jak ten holownik na Wiśle, którym wiele lat pływał. Ale po babci zgasł.
Niedługo do niej dołączę. Po co mi tu być bez niej?
Dziadku, jak to?! A ja, a Lena?
Jeszcze chwilę dla was pożyję. Ciekaw jestem, czy dobrze wyrośniecie. Potem już… Czeka mnie moja Stasia…
Babcię zawsze nazywał moja Stasia. Delikatna, cicha Podobnych kobiet już nie robią. A ja, głupi, ją raniłem Ona tylko się uśmiechnie, pokręci głową Wspomną te czasy ze wzruszeniem
Dziadka gasnącego widziałem. Wtedy zrozumiałem, czym jest prawdziwa, do końca wierna miłość.
O takiej chciałem marzyć z Martą, ale zrozumiałem, że nic z tego, kiedy chłodno wyciągnęła dłoń, prosząc o kartę do zapłaty za zabieg. Sama ją wzięła, potem w biegu zwinęła swoje rzeczy, nie pytając już o nic. Kiedy wyszła, ocknąłem się dopiero, gdy zobaczyłem sms z banku duża kwota wyciągnięta. Zablokowałem kartę i pojechałem do rodziców. Matka lamentowała, ojciec przywitał mnie mocno klepnąwszy w ramię:
Będzie trzeba, pomożemy.
Nie powiedziałem im prawdy. Ot, zwykłe rozstanie. Lepiej, żeby mama myślała, że to ja zakończyłem niech już nie rozgrzebuje rany.
Siedziałem długo, ciemno w duszy jak smoła myśli lepkie, jedna po drugiej. W końcu rozjaśniło się dzięki Lenie. Weszła do pokoju, usiadła na podłodze pod ścianą. Przelała mi z otwartością całą swoją młodą mądrość. Słuchałem jej jak dorosłego. Czułem, że ona wyciągnęła ze mnie to wszystko, czego nawet nie umiałem nazwać. I z jej prostych słów nagle zrozumiałem życie toczy się dalej.
Lena, powinnaś iść na psychologię!
Zarumieniła się ze szczęścia wiedziałem, że o tym marzy. Mama chciała z niej zrobić sportsmenkę, wybierała dla niej tę ścieżkę z całą mocą. Także teraz wpadła do pokoju, narzekała, że Lena nieumyta, mnie potargała po włosach, po czym pognała na kuchnię robić śniadanie.
Tego dnia Lena wygrała zawody sportowe. Przemykała nad matą, sędziowie szeptali: skąd ta dziewczyna ma takie wyczucie muzyki? Występ przesiąknięty był tym, o czym rozmawialiśmy w nocy bólem, nadzieją, siłą. To mogło być otwarcie wielkiej kariery, już zaczęto mówić o przenosinach do Warszawy i powołaniu do kadry. Przyszła jednak tragedia.
Wracając po treningu przez podwórka, śledziło ją dwóch chłopaków. Słyszała za sobą warczenie psa, ale szła prędko, nie odwracając się pamiętała, że nie wolno biec, bo pies pogoni. Już tylko kilka schodów do klatki poślizgnęła się i spadła ze schodów, uderzając się mocno.
Ocknęła się w szpitalu. Mama przy nich siedziała, pokaleczone oczy, cicho kołysząc się na krześle. Lena nie wiedziała, czy matka żałowała bardziej złamanych kości, czy straconej kariery. Od matki nie doznała ciepła, jakiego wtedy potrzebowała tylko ode mnie.
Mała, trzymaj się! Chcesz, przywiozę ogromny tort? Albo zaniosę Cię na spacer na barana? Poza tym musisz już chyba mieć jakieś nowe, lśniące kule ortopedyczne pomyślimy nad studiami psychologicznymi, jeśli wciąż chcesz?
Przytulałem ją do siebie, a ona kryła w moim ramieniu głowę. Wszystko było odrobinę prostsze.
Rehabilitacja długo trwała, ale po pierwszym roku Lena prawie wróciła do normalności. Nie mogła już tańczyć jak dawniej, czasem czuła się jak Syrenka, ale przynajmniej kula i laska odeszły w niepamięć. Kule, które pomalowałem dla niej specjalnie w warsztacie, rozdała pewnej Lenie z drużyny harcerskiej, która też była niepełnosprawna, a mimo to dowodziła zespołem wolontariackim.
W tym właśnie klubie poznali się Lena i Maksym.
Mama miała trochę racji wydawał się zupełnie niepozorny, bez wyrazu, niemal przezroczysty. Ale działał za trzech, scalał całość. Lena znała jego historię, ale nie powiedziała jej matce wiedziała, że ta nie zaakceptuje takiego niedoskonałego chłopaka przy córce. A przecież Maksym dołączył do zespołu, gdy zaginął jego ojczym. W szpitalach, na komisariacie wszędzie odprawiali go z kwitkiem, tylko wolontariusze zainteresowali się od początku. Ojczyma już znaleźć się nie udało, przez zamarznięcie zmarł niedaleko domu.
Maksym stracił rodziców wcześnie tata nieznany, a mama, Zofia, miała dwóch mężów przed obecnym. Wychowany przez dziadków, potem przez trzeciego ojczyma, stopniowo zaczął do niego mówić tato. Potem została tylko matka i on. Kiedy mama zmarła na raka, Maksym był pełnoletni, ale mimo wszystko, formalnie został jeszcze uznany za syna przez ojczyma bo nie chciał zostać sam. Zawsze to powtarzał:
Jeśli chcesz, jestem z Tobą, synu.
Maksym pomagał w drużynie od razu po śmierci ojczyma. To tam Lena go polubiła, a potem coś więcej się zrodziło. Poznałem go dość szybko nie oddziaływali zbytnio jako para, piękna, wysoka Lena i cichy Maksym, ale było widać, co ich połączyło.
Chodzi o to, żeby był dobry człowiek powiedziałem rodzicom. Matka kręciła nosem, ojciec przyglądał się, po czym zaufał mojej ocenie.
No i tyle zobaczyli
Odpaliłem silnik i powoli wyjechałem na Aleje Jerozolimskie. Musiałem znaleźć Lenę. Pewnie nie pobiegnie rzucać się do Wisły, ale zawsze trzeba pilnować, żeby nikt się nie załamał. Zwłaszcza, że mama nie chciała słuchać nie wiedziała jeszcze, że Maksym nie żyje. I że zostaje tylko dziecko…
Głupi, tragiczny przypadek. Maksym, wychodząc z pracy, rozmawiał z Leną przez telefon, przeszedł przez jezdnię nie tam, gdzie trzeba, miał na sobie czarną kurtkę, to był zimowy dzień i kierowca nie miał szans go zauważyć. Dwa dni temu Jutro pogrzeb. Lena rodzicom nic nie powiedziała. Zamknęła się w sobie, nie płacze, nie mówi.
Płakać się nie da, Pawełku. Tylko po cichu jęczę w poduszkę, żeby rodzice nie słyszeli.
Nie powiedziałaś im?
Nie dam rady, mama zacznie swoje Teraz nie zniosę tego.
Nie rozumiałem, dlaczego mi nie powiedziała o dziecku. Może sama nie wiedziała? A może kiedy się dowiedziała nie potrafiła zadzwonić?
Pytań za wiele, odpowiedzi brak.
Drzwi do mieszkania Leny z harcerskiej drużyny (wszyscy ją tak nazywali zawsze otwarte!) były niezamknięte. Zapukałem lekko w ościeżnicę, wszedłem do środka.
Lena jest w moim pokoju. Wejdź. Czekała na Ciebie.
Ciemno było, nie zapalałem światła jeśli Lena płakała, światło by drażniło oczy.
Paweł
Jestem tutaj.
Dobrze
Jej oddech był taki cichy. Usiadłem na łóżku, objąłem ją mocno z kocem.
Nie bój się, mała, jestem z Tobą. Poradzimy sobie. Wiem, że teraz wydaje Ci się, że nic dobrego się już nie wydarzy ale to nieprawda. Będzie dziecko. Będzie nowa historia. On będzie wspaniały, bo ma taką mamę jak ty i takiego ojca, któremu nikt nie dorówna.
Lena szlochała, przytulała się do mnie jak mała dziewczynka.
Powinieneś był zostać psychologiem, Pasiu Umiesz pocieszyć Tak bardzo mi źle Gdybyś wiedział
Tamtą noc zabrałem ją do siebie. Rodzicom oznajmiłem Lena zostaje u mnie, jeśli chcą mieć dzieci, muszą się pogodzić, że ona sama decyduje o sobie.
Później nie było prosto. Jej ciąża prawie do końca bardzo trudna, rozmowy z rodzicami, którzy w końcu zrozumieli, że dzieci są dorosłe, mają prawo do swojego wyboru. Głównie z mamą były kłopoty, bo tata po cichu spotykał się z Leną, pomagał, znalazł znakomitego lekarza i był przy porodzie.
Mała Weronika urodziła się o świcie, wydzierała się głośno, aż pielęgniarka się śmiała:
Ależ głos! Mamuśka modelka, a córa bas! Po kim?
Po tatusiu Lena patrzyła na malutką buzię i się uśmiechała. Oto nowe życie
Trzy lata później
Weronika! Chodź tutaj, prezent dla Ciebie!
Paweł! Znowu coś? Lena wyjrzała z kuchni z rękami w mące. Przecież to nie urodziny, tylko Sylwester. Przestań rozpieszczać moje dziecko!
Mam prawo! A co wujku i chrzestnemu nie wolno? Tamten był od rodziny, ten od chrzestnego!
Werka aż piszczała szczęśliwa, zapominając o kocie leżącym na dywanie. Kot znosił wszystko z cierpliwością godną mnicha. Swoje kawalerki pozbyłem się sprzedałem, kupiłem dwa jednakowe mieszkania w nowym bloku: jedno dla siebie, jedno dla Leny i Weroniki byśmy zawsze byli blisko.
Zielone oczka dziewczynki zaświeciły się na widok bombek w pudełku.
Podobają się?
Mogę?
Jasne! Daj, powieszę je z Tobą.
Lena przetarła dłonie o fartuch i przyszła spojrzeć, jak z Weroniką ubieramy choinkę.
Piękne! Ale to szkło! A jak spadnie?
Nic nie szkodzi! Już wiem, gdzie kupić nowe. Zobacz, jak jej się podoba!
Mała przysiadła koło kota, opowiadała mu coś gorączkowo, rwąc się do tańca. Wczoraj byliśmy razem w teatrze pokazywałem jej Dziadka do orzechów, dzisiaj tańczyła cały dzień, próbując być baletnicą jak w spektaklu.
Chyba już jesteśmy tu zbędni śmiałem się do Leny.
Mówiłam, że nie wysiedzi w teatrze przyznała. To ja jestem matką, a nie rozumiem własnego dziecka.
Popatrzyłem na nią z przekąsem.
Przypomnę Ci, kiedy będziesz ją wieczorem kładła spać! Nakarmisz mnie w końcu? Do pracy muszę jeszcze wrócić potem.
Nie zostaniesz? Rodzice za chwilę przyjdą!
Im daj posiedzieć z wnuczką. Ja wieczorem wrócę, trzeba przecież kota odciążyć od roli niańki.
Mama znalazła dla Werki szkołę baletu, wiesz?
O matko!
No właśnie I co my z tym zrobimy?
Damy radę. Pokierujemy jakoś energią kochającej babci.
A jak się nie uda?
Rozegramy. Ja będę Twoim adwokatem!
Myślisz?
Pewne! A teraz: dostanę w tym domu coś do jedzenia?
Dostaniesz! Kiedy ja Ci jakąś kobietę znajdę, żeby Ci gotowała?
Werka coś pomrukiwała pod nosem, a potem zaczęła tańczyć razem z kotem. Może wyrośnie z niej nowa Polka baletnica! A ja od tej rodziny dostałem najważniejsze: miłość, wsparcie i tę świadomość, że zawsze, cokolwiek się zdarzy, możemy na siebie liczyć. Dzisiaj wiem, jaką siłę daje obecność bliskich. Ciężko jest czasem, ale dopiero wtedy odkrywasz, co naprawdę znaczy jestem z Tobą.




