List do ojca
Noś ty, Piotrusiu, jesteś dopiero numer! Tego się po tobie nie spodziewałam! Zofia nie przejęła się już żadnymi konwenansami i otarła nos rękawem swojej bluzki.
Tę bluzkę uszyła dla niej mama. Wyciągnęła z szafy kawałek jedwabiu, trochę nad nim powzdychała, żaląc się, że taka piękność nie dla niej, a potem siadła do maszyny do szycia.
No bo jak! Dziewczyna podrosła. Stroje potrzebne. Kto ją zauważy, jeśli będzie chodzić jak byle kto?
Lepiej by mama się tak nie wysilała Co z tego?, pomyślała Zosia, patrząc za swoją pierwszą miłością.
A ta miłość właśnie odchodziła od Zofii rześkim, wojskowym krokiem i ani razu się nie obejrzała.
Raniło to niemożliwie!
Zofia pociągnęła jeszcze raz nosem, ale przecież tusz na rzęsach, wbrew zakazowi matki, więc nie wolno płakać.
Piotr, Piotruś, Piotrunio…
Jedyny i ukochany! Tylko pół roku tego szczęścia im los dał. Zofia liczyła. Od kiedy się poznali minęło równo pół roku.
Tylko pół roku, a tyle się zdarzyło…
Piotr jednak się obejrzał, ale Zofia udała, że tego nie widzi.
Bo i po co! Przychodzi do niego z taką wiadomością, a on nos w górę?! Niech idzie! Marynarz taki z pieca spadł! Morze mu w głowie i wolność! Proszę bardzo! Droga wolna! Co ona, dziecko? Sama sobie poradzi urodzi, wychowa! O pozwolenie pytać nie będzie! Za duży zaszczyt!
Złościła się, lecz wewnętrznie cieniutka, rozdzierająca żal ją łamał.
Jak to? Przecież mówił, że kocha, obiecywał wszystko, czego dusza zapragnie, ślub miał być A sam? Do krzaków?! Od razu, jak tylko powiedziała, że jest w ciąży?
No, jak powiedziała…
Powiedziała raczej, że liczy na coś więcej niż spotkania w niedzielę, a on, że morze na niego czeka. I nie zamierza zmieniać planów przez jej wyobrażenia. Stwierdził, że jak kocha, to niech razem z nim jedzie.
Ale jak tu odejść od matki? Jeszcze z brzuchem? Na koniec Polski, gdzie żadnej rodziny, nikogo znajomego?
O nie! Nie będzie tak!
Zofia wstała z ławki, poprawiła spódnicę i fryzurę. Ma trzy włosy, ale trwała ondulacja czyni cuda. Słusznie mama mówiła wygląd to połowa sukcesu. O, Piotr z twarzy nieurodziwy, bez łzy nie popatrzysz! A dziewczyny za nim szaleją. Bo i sprytny, i wesoły, i poważnie pogadać potrafi, nie gorzej niż student. A ledwie podstawówkę skończył i dwa korytarze szkoły! Ale spryciarz!
Zresztą, ona, Zosia, też nie ma się czym specjalnie pochwalić. Technikum skończyła, koniec. Dalej matka ją namawiała, ale na nic Zosia się uparła. Powiedziała coś gorzkiego, przez miesiąc się nie odzywały! Kiedy to było!
Ale i tak Zosia wiedziała, na czym stoi. Na budowie zarabia swoje, matce pomaga, na własne potrzeby ma.
Matka już się uspokoiła, wróciła pod skrzydła, głaskała po głowie. Matka to przecież matka. Tylko… Co powie teraz, gdy się dowie, że będzie babcią? Będzie awantura?
Nie trzeba było się zastanawiać. Oczywiście, że była!
Matka krzyczała na cały blok, aż sąsiadki się zbiegły. Nic im nie tłumaczyły. Powiedziały, że Zosia miała problemy w pracy, i wyprosiły wszystkich. To rodzinne sprawy nie dla cudzych uszu.
Jak to się stało, córciu? Przecież tyle razy mówiłam, pilnuj się do ślubu! Komu teraz będziesz potrzebna?! Ech, Piotrek! Nie spodziewałam się po nim takiego świństwa! A z wierzchu taki dobry chłopak! Żmija! O, popamięta mnie! Co? Jak mu powiedziałaś o dziecku, to uciekł?
Zosia rozważała, czy powiedzieć matce całą prawdę. Zatopi ją tylko w goryczy. Lepiej tak… Przynajmniej od niej nikt nie będzie się domagał tłumaczeń, a Piotr już daleko.
Tak, mamo. Tak było.
Oj, niedola moja! I co teraz z tobą?
A nic! Co, dziecko ze mnie? Damy radę, mamo! Jak mnie nie zostawisz, pomożesz na początek, to nie ma co się bać porodu.
A gdzie ja pójdę?! Co ty mówisz?! Jaka matka zostawia swoje dziecko, gdy jej potrzebuje?!
Zosia przymknęła oczy i wypuściła powietrze z ulgą.
Tak to, Piotrusiu! I bez ciebie sobie poradzimy! A ty wypływaj, jeśli morze ci ukochane ważniejsze niż dziecko!
Z czasem Zofia sama zapomniała szczegóły tamtej rozmowy z Piotrem. Nawet uwierzyła, że powiedziała mu o dziecku wprost i dostała za to po nosie. Żal i złość zadomowiły się w środku, związały się w sercu i czasami śmiały się szyderczo:
A patrzcie! Córka przecież cała w swojego ojca! Też taki łobuz! Plącze się pod nogami, rozrabia! Daj jej, niech wie! Niech nie pyta, gdzie jej tato! Jak uciekł na swoje morze, to i ślad po nim zaginął! I ona też tak ucieknie, jak dorośnie! Bo nie umie kochać! Nie nauczyła się! Jabłko od jabłoni…
Może i dlatego Alinka, córka Zofii, rosła pewna, że na tym świecie kocha ją tylko babcia i to nie zawsze. Przytuli, pogłaszcze, ale gdy tylko sąsiadki coś szepną za plecami, od razu odsuwa wnuczkę:
Idź, idź! Do matki idź! Niech ona cię żałuje, nieszczęście moje… Za co nam taka kara, Panie Boże?! Cośmy przeskrobały?
Do trzeciego roku życia Ala była przekonana, że nieszczęście i kara to jej imiona. Tak samo jak Alinka. Mama tylko wtedy tak ją wołała, gdy była łagodniejsza.
Chodź tu, córeczko! Przyczeszę ci warkoczyki! Piękne masz… Nie moje cienkie strączki… O, jakie gęste! Po ojcu… On też miał ciemne i gęste włosy! A oczy miał błękitne jak morze, na które popłynął… Jesteś do niego… Tylko, że pięknaś, ale szczęścia tyle co nic!
Dlaczego? pytała Ala, gotowa zaraz się rozryczeć.
Bo tak!
Głos mamy się łamał, więc Ala wiedziała więcej nie pytać, drogo by to kosztowało. Lepiej uciec do babci, wtulić się w pachnący mielonym i rosołem fartuch i popłakać trochę, żałując siebie, później mamy, a na końcu babci bo dźwiga hańbę córki.
Co to za wstyd i dlaczego babcia ma go dźwigać, Ala dowiedziała się dużo później. Kiedyś, tuż po dziesiątych urodzinach, nagle mama wypiękniała, wyjechała do miasta nowe życie budować.
Ala została z babcią.
Nie żeby tak bardzo tęskniła do mamy. I tak zostawiała ją na długo, mówiąc, że ktoś musi utrzymać bezojcowiznę. Ale potem wracała uśmiechnięta, przynosiła paczki prezentów, tuliła Alę, zachwycała się jej chudością, potem narzekała:
Mamo, dlaczego ona taka chuda? Ludzie pomyślą, że jej nie karmimy!
A to twoja córka nic nie je! Próbowałam na wszelkie sposoby, a ona kromkę chwyci i tyle. Gdybyś była na miejscu, jadłaby, jak należy! A ja? Za krowami biegaj, na gospodarce rób, jeszcze dziecko w domu! Zamiast wytykać prezenty, lepiej wracaj i zajmij się córką!
Po co, mamo, niańczyć ją? Duża już! Daj spokój! Lepiej zobacz, co ci przywiozłam!
Komu te podarki? Lepiej byś była na miejscu! Serce boli… Tęsknię…
Mama ciemniała na twarzy, a Ala czuła, że będzie awantura.
Tak? Tęsknisz? A ja? Też młoda jestem, ładna, ale co z tego? Żyję jak sierota! A ty mi jeszcze dokładasz! Aż się żyć nie chce! Mamo, ulituj się nad mną! I tak taki krzyż dźwigam… Gdybym wiedziała, że tak będzie, czy bym go puściła?
Po fakcie, dziecko, nie czas gryźć się w łokcie!
Mamo!
Co?! Urodziłaś to wychowuj! A nie chcesz napisz ojcu! Może weźmie dziewczynę?
Żebym ja oddała Alę jemu?! Nie ma mowy! Nigdy o niej wiedzieć nie chciał, a teraz gotowe dziecko, proszę bardzo? Nie po to haruję na budowie, żeby przyszedł i odebrał mi wszystko!
To nie narzekaj! Dziecko słyszy! Myślisz, że jej nie żal? Wie, że ojciec łobuz, a matka ledwo zipie.
Niech jej będzie przykro! Życie to nie miód! Obrywa się, aż boli! Dosyć tematu! I nie waż się pisać Piotrowi! Znam cię.
Babcia słowa dotrzymała do czasu.
Ala szykowała się do matury, gdy z miasta przyszła wiadomość mama urodziła chłopczyka, ale tydzień później zmarła, nie tłumacząc nic nikomu.
Tajemnica, kim jest ojciec Ali, pozostałaby nieodkryta, gdyby nie jej upór.
Gdy babcia musiała wyjechać do miasta załatwiać sprawy, zostawiła Alę i kazała pilnować domu.
Teraz nie czas na łzy, kochanie mówiła babcia, opatulając się czarną chustą jak my teraz damy radę?
Babciu, pójdę do pracy!
Poczekaj z tym. Najpierw z niemowlakiem musimy się ogarnąć. Ojciec go odebrał, ale wychowywać nie zamierza. Ja czy dam rady?
Innego wyjścia nie mamy, babciu. Beze mnie mama też sobie radziła, a jego do domu dziecka oddać? Nie, to nie to!
Wiem… Ale boję się, Alineczko. Ile jeszcze mi sił starczy
Babcia wyjechała, a Ala przekopała cały dom w poszukiwaniu wskazówki do ojca. Bo bez pomocy nie dadzą rady.
Od dziecka wiedziała, co robić. Gdy nie umiała pisać, rysowała listy do taty, chowając je przed mamą i babcią. Rysowała całe historie o kocie, który się pojawił, o tym, jak babcia lepiła pierogi. Zeszyty trzymała pod łóżkiem. Babcia znalazła je, ale nie komentowała; próbowała jeszcze raz nakłonić córkę do rozmowy z dawnym ukochanym, ale widząc mur milczenia, odpuściła. Gorycz w Zofii narosła i przez lata utrwalała się na córce.
Zamiast rysunków przyszły koślawe litery Ala pisała listy do ojca, schowane w zeszytach z całym swoim życiem, radościami, smutkami, żalem do świata i swoimi małymi zwycięstwami.
Teraz zostało już tylko napisać najważniejszy list. Ten, który naprawdę wyśle…
Adres znalazła w końcu. Stary, wymięty kopert, mama schowała tak dobrze, że gdyby Ala przypadkiem nie strąciła ramki ze zdjęciem, pewnie nigdy by nie znalazła. Ramka upadła, szkło się rozprysło, Ala wybuchła płaczem z rozczarowania. Mama miała rację dwie lewe ręce…
W rogu pod zdjęciem wystawał kawałek białej koperty. Wyciągnęła ją, zobaczyła adres i znowu się rozszlochała.
Mamo! Czemu mi to zrobiłaś?! Co ja ci takiego zrobiłam?!
Długo siedziała na podłodze, wszystko z siebie wyrzucając i prosząc o wybaczenie, sama nie wiedząc za co…
Nie było jej lżej.
Przepraszam, mamo, ale Ciebie nie posłucham. Nie chciałaś, bym kontaktowała się z ojcem, wiem… Ale bardzo go potrzebuję! Babcia mówi, że nie jest wieczna… Złoszczę się, ale rozumiem ma rację. Same nie damy rady. Jeśli jest taki zły jak mówiłaś, to przynajmniej się przekonam i nauczę liczyć na siebie. Ale jeśli nie? Przepraszam, mamo, ale nie bardzo ci wierzę. Powtarzałaś, że tata był zły, a sama… Po co mnie urodziłaś, skoro nie próbowałaś kochać? Po co ten cały heroizm? Tak, wiem, powiesz niewdzięczna jestem… Może i tak! Ale wiesz, jak boli, gdy nikt cię nie kocha? Gdy słyszysz tylko, że jesteś podobna do kogoś, kogo nigdy nie widziałaś? Nie obrażaj się chcę go zobaczyć! I posłuchać, co mi powie!
Nie pomyślała, że człowiek, który kiedyś wysłał mamie list, mógł się przeprowadzić.
Nie myślała o niczym. Działała.
Cały wieczór i pół nocy pisała na kartce wyrwanej z zeszytu. Zdołała złożyć trzy zdania, które jak jej się wydawało zawierały wszystko: żal do rodziców, prośbę o pomoc, nadzieję na wysłuchanie przez ojca.
Rano wysłała list w drodze do szkoły. Po powrocie zastała babcię z malutkim, niepokojącym się niemowlakiem.
No, Alu… To jest Łukasz. Twój brat zaszlochała babcia, odwracając się.
Babciu, czemu on taki mały?
Normalny. Ty byłaś mniejsza.
Naprawdę?
Tak. Urosnął się. Zobaczysz.
A jego ojciec…
Powiedział, że pomoże finansowo, ale zabrać nie zamierza. Za dużo roboty.
Zawsze coś Ala z powagą powtórzyła babciną frazę, a babcia uśmiechnęła się mimowolnie.
Oj, Alusia! Poradzimy sobie z nim?
A co mamy robić? Damy radę, babciu. Wszyscy sobie radzą. U Kacpra Zająców aż dziewięcioro dzieci, a jakoś dają radę! Obiecała mi ich mama, że przyniesie ciuszki po bliźniętach. Dzieci urosły, sporo rzeczy nie zdążyli założyć. To prawda, babciu?
Co, że dzieci za szybko rosną? Prawda. Zanim się obejrzysz Dopiero co trzymałam tak twoją mamę, a już jej nie ma…
Babciu! Nie płacz! Bo i ja się rozbeczę, a Łukasz też… Pewnie głodny?
Czas już chyba… No tak! Karmić trzeba!
Babcia zaaferowana wcisnęła braciszka Ali.
Potrzymaj go! Nie bój się! Dzielna jesteś. Oby i on był taki.
Ala zesztywniała.
Na jej rękach leżał ktoś, przez kogo już nigdy nie będzie sama. Ile razy marzyła, by mieć wokół siebie kogoś, dla kogo będzie ważna? Babcia i mama miały swoje sprawy, swoje racje.
Jak pójdziesz za mąż, to nas zostawisz! powtarzała mama.
Ale Ala marzyła o rodzinie takiej jak u Kacpra Zająców głośnej, gwarnej, ciepłej, z trzema pokoleniami pod jednym dachem.
Kacpra żona mieszkała z rodzicami i teściami, wszystkich jednakowo witała mamo, tato”. Gospodarzyła twardą ręką, dbając, by dzieci były szczęśliwe. Mąż ją wspierał, rozdzielając spory A hej! Posprzątajcie, nie krzyczcie na rodzinę!”
Ala to słyszała i zapamiętała rodzina jest najważniejsza!
Szkoda, że u niej tylko babcia i mama. Ale oto jest brat…
I choć temu chłopcu, który cmoka ustami i marszczy nosek, dopiero parę tygodni, już wie on jej potrzebuje. I ona jego. I choć dorośnie, dla niej pozostanie tym ciężarem i ciepłem, które teraz grzeje i ręce, i serce.
Szybko nauczyła się zajmować Łukaszem. Kilka minut z nią spędziła zadyszana sąsiadka Agnieszka. Szybko przewinęła malca i śmiała się oglądając jego nóżki i rączki:
No, siema, wojaku! Wrzeszczysz? Dobrze! Ćwicz płuca! Słuchaj, Ala nie bój się niczego! Wszystkie kobiety sobie radzą! Pokażę ci wszystko, a potem już sama dasz radę. Gdzie babcia?
Wyjechała z rana papiery załatwiać. Powiedziała co i jak, ale i tak wolę, jak ty mi pokażesz…
Czemu? Babcia źle pokazuje? Agnieszka zmarszczyła brwi.
Nie, nie! Babcia mówi, że już zapomniała, co robić z niemowlakiem. A ty pamiętasz…
Oj tak! śmiała się Agnieszka, której najmłodsze bliźniaki ledwo skończyły rok.
Ala patrzyła uważnie na jej ręce, myśląc, że na mamę jeszcze nie jest gotowa. Przewijanie, butelki to nie wszystko… Trzeba pokochać własne dzieci… Ale jak?
Tego nauczył ją Łukasz. Ala już nie biegła, lecz leciała do domu ze szkoły! A pierwsza bezzębna łukaszowa uśmiech padła na nią, a nie na babcię Jego pierwsze słowo też było Ala!”
Ala! wolał pulchny chłopczyk, drepcząc w jej stronę przez podwórko.
Jestem, skarbie! Chodź tu!
Małe rączki oplatały ją za szyję, a Ala topniała od szczęścia.
Gdzie znowu byłeś? Czemu masz buzię całą brudną? Do łazienki!
Łukasz był gotów dla siostry znieść mydło i gąbkę. Babcia śmiała się oglądając pogonie Ali za braciszkiem:
Zmija! Jak nic, zmija! Trzymaj go, bo sobie nabi nos!
Na codziennych zajęciach Ala zapomniała o liście do ojca. Odpowiedź nie nadeszła i uznała, że milczenie to też odpowiedź. Skoro ojciec milczy nie jest jej potrzebny.
Trochę to ją zabolało, ale szybko o tym zapomniała. Cały czas zajmował ją Łukasz.
Babcia zaczęła temat studiów, ale Ala nawet słuchać nie chciała.
Babciu, sama wiesz, że nie ma takiej opcji! Musiałabym wyjechać! Kto się wami zajmie? Nie, nie i jeszcze raz nie!
Babcia nie dawała za wygraną, Ala była uparta. Pracę w miasteczku znajdzie, przyda się wszędzie, u Agnieszki w sklepie też czekają na ręce do pomocy. Ale babcia swoje.
Aluś! Ty nie rozumiesz! Mama tak przepuściła swoje życie, a ty zrobisz to samo! Dla ciebie się staram!
Babciu, wiem, ale nie namawiaj! Są ważniejsze rzeczy niż dyplom!
A wtedy, w środku ich sprzeczki, pojawił się ktoś, kogo Ala już nawet nie śmiała się spodziewać.
Wracała z Łukaszem od sąsiadki. Brat, zmęczony zabawą, trochę marudził, ale szedł przy nodze, bo z Alą nie było żartów jak powiedziała spanie, to spanie. Przy furtce pociągnął za sukienkę:
Ala! Na rączki!
Ala uśmiechnęła się i wzięła go na ręce.
Przekroczyła furtkę, zrobiła parę kroków i zamarła. Na ganku stał nieznajomy. Stał na taborecie i majstrował przy żarówce, która nie świeciła odkąd pamiętała.
No! Teraz to jest światło! zadowolony mruknął, zeskoczył z taboretu.
Wtedy dopiero zobaczył stojącą jak wryta Alę i Łukaszka na jej rękach.
Córeczko…
Piotr podszedł, nie zważając, że Ala chciała się cofnąć, objął ją i chłopca.
Moja kochana…
Ala zobaczyła, że w oczach nieznajomego stanęły łzy.
Wybacz mi, córeczko! Nie wiedziałem o tobie! Twój? wskazał na Łukasza, który patrzył zdziwiony na nieznajomego. Dasz dziadkowi na ręce? Chodź tu, dzieciaku! Dać się obejrzeć!
Dopiero teraz Ala ocknęła się i zrozumiała.
Nie mój! Ups, znaczy nie syn! Tatusiu, to… Maminy… Braciszek, Łukasz.
A to dopiero! Piotr przytulił chłopca, który nie protestował, a wręcz wtulił się w dziadka i potarł policzkiem o zarost.
Kłuje!
To nie problem, synku! Ogolę się! Dziecinnie proste! Córko, chodź do domu, komary tu gryzą gorzej niż wilki! Zjedzą mnie za żywca!
Rzeczka blisko, tato…
Wiem…
Babcia spojrzała na Alę takim wzrokiem, że dziewczyna wszystko zrozumiała dorośli już się dogadali. Nie ma co się obrażać.
Jakie znaczenie, co było przed jej narodzinami? Ważne, że teraz rodzina się powiększyła. Taki dar od losu trzeba przyjąć z wdzięcznością.
Ala patrzyła, jak Łukasz plącze się koło ojca i wiedziała, że teraz już tak będzie. W domu zamieszkał wreszcie mężczyzna. I to dobrze…
Potem dowie się, że jej list nie zaginął, tylko długo wędrował, aż pewna kobieta odnalazła Piotra i przekazała mu wiadomość. Po długich staraniach dostał ją podczas rejsu.
Kiedy dostałem twój list, przyjechałem! Myślałem, że jestem sam na świecie. Pisałem do twojej mamy nie raz. Rodziny chciałem.
A ona?
Odpisała raz, że wyszła za mąż i prosi, bym już nie pisał. I przestałem… Ech, córeczko, gdybym wiedział, jakie tu sprawy! Byłbym wrócił na piechotę! Za co mnie takie szczęście spotkało? Na nic nie zasłużyłem! Chcesz jechać ze mną? Mam mieszkanie w Gdyni, duże, jasne! Widać morze, zachody słońca cudne…
Tato, nie mogę…
Czemu?
Nie pojadę bez Łukasza i babci! To nieuczciwe!
A kto powiedział, że bez nich? Mieszkanie duże, dla wszystkich miejsce. Masz się uczyć dalej, a babcia zajmie się Łukaszem. Na uczelni cię zapiszemy!
A żyć za co? Z babcią ledwo wiążemy koniec z końcem! Ojciec Łukasza choć obiecał, nie płaci alimentów, w ogóle nie pomaga. Jakby nie miał syna. Ponad rok już się nie pokazał. Był raz. Zobaczył Łukasza, posiedział dziesięć minut i zniknął.
Chcesz mnie obrazić? Piotr zmarszczył brwi, a Ala ledwo powstrzymała śmiech, tak przypominał Łukasza. Z czego się śmiejesz? Jestem facetem czy nie? Dwóm kobietom i chłopcu nie dam rady? Szykuj się! Babcia już się zgodziła, tylko czekała na twoją decyzję. No?
No, tato. Tak…
I Ala przytuli ojca, wdzięczna temu dniowi, w którym postanowiła napisać list. Potem wyjedzie z nim ku morzu, które mimo nazwy, wcale nie będzie spokojne.
Może jej życie też ciche nie będzie, a sztormów i pogodnych dni wystarczy na trzy takie morza, ale będzie wiedzieć jedno ma port, do którego zawsze może wrócić, cokolwiek się zdarzy.
A w tym porcie zawsze będzie ciepło. Czekać będą bliscy i zapach ulubionych pierogów z kapustą, których Ala mimo nauk babci nigdy nie nauczy się lepić.
I zawsze będzie na nią czekać rozczochrany chłopiec, witając ją już męskim, choć jeszcze młodym głosem:
Cześć! Tata mówił, że wpadniesz! Ala, tęskniłem!
Ja też, skarbie… Ja też…
Dziś, gdy wspominam ten czas, wiem jedno: rodzina to nie przypadek, a dom buduje się sercem. Bez odwagi i szczerości do siebie i bliskich nigdy nie znalazłbym swojego miejsca na ziemi. Trzeba mieć odwagę, by napisać pierwszy list i odwagę, by odpowiedzieć.




