Szklany kotek
Dzień: 3 czerwca
Wieczór jak każdy inny, a jednak w powietrzu czuć napięcie przecież jutro są urodziny Poli. Cicho, niech tylko nie pomyśli, że coś planuję, bo od razu zacznie przepytywać! Siedzimy na łóżku z Polcią, czytamy Trzy siostry pod oknem….
Mamusiu, to jakby o was, prawda?
Westchnęłam cicho. Prawie tak, kochanie. A ty zamierzasz dziś w końcu zasnąć? Ja muszę jeszcze popracować, a jutro będziesz ziewać na własnej imprezie.
Dobrze, dobrze, już śpię! schowała się pod kołdrą, a za chwilę znowu wystawiła swój zadarty nosek. A będą balony? A Milenka przyjedzie? A…
Chwyciłam ją, owinęłam mocniej kołdrą i obsypałam buziakami, ignorując protesty.
Spać, mała! Jutro wszystkiego się dowiesz!
Wstałam, włożyłam jej w ręce ulubionego pluszowego misia i wyszłam, zostawiając lampkę nocną. Pola wciąż boi się ciemności i pilnuję, by nigdzie w domu nie było zupełnie ciemno.
Zeszłam na dół, lekko uchylając drzwi do kuchni. Włączyłam komputer, a zanim zaczęłam pracę przez parę minut siedziałam w ciszy, zbierając myśli. Jutro trudny dzień. I nie dlatego, że imieniny Poli to samę przyjemności! Sama lubię święta, a już szczególnie te związane z córką… Jednak jutro przyjeżdża rodzina i to już zupełnie inny kaliber emocji. Potrząsnęłam głową i nastawiłam wodę na herbatę. Problemy trzeba rozwiązywać po kolei. Teraz najważniejszy jest raport roczny. Dobrze, że posłuchałam babci i wybrałam księgowość, a nie oceanografię… Romantyzmu byłoby więcej, ale tej życiowej pewności kto wie? Zamknęłam oczy, wyobrażając sobie szumiące morze, i uśmiechnęłam się. Jeszcze tylko trochę i polecimy z Polcią na wakacje. Chyba że znów coś stanie na przeszkodzie Otworzyłam oczy, przestawiłam kubek z herbatą bliżej laptopa i zabrałam się do papierów.
Moje wspomnienia wracają do dzieciństwa urodziłam się w rodzinie Lidii i Włodzimierza Kwiatkowskich. Wyczekiwane dziecko, na które wszyscy czekali niemal z zapartym tchem. Babcie szalały z radości, rodzice patrzyli na mnie z takim uwielbieniem, że brakowało im tchu.
Druga od razu! Żeby miała się z kim bawić! powtarzały babcie, a mama wzięła sobie te rady do serca.
Między mną a młodszą siostrą, Nadzią, była ledwie odrobina różnicy. W dzieciństwie byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, chociaż rywalizacja tliła się w każdym aspekcie. Najpierw bawiła nas ta wzajemna motywacja każda chciała zrobić wszystko lepiej niż druga, ale i cieszyłyśmy się z sukcesu siostry. Mama bardzo pilnowała, byśmy się nie kłóciły i ciągle powtarzała, że nikt nie będzie nam w życiu bliższy niż my sobie nawzajem. Namówiła dyrektorkę szkoły, byśmy chodziły do jednej klasy. 1 września, siedząc razem w ławce i delikatnie dotykając się nowymi lakierkami szeptałyśmy sobie: Jestem tuż obok, nie bój się! Więcej denerwowałam się ja zawsze zbytnio odpowiedzialna. Nadia potrafiła rzucić w połowie zadania z polskiego i zaczynała liczyć wróble za oknem, a ja nie ruszałam się od lekcji, dopóki nie skończyłam wszystkiego.
Werka, masz już skończone zadanie z matematyki? Daj szybciej, przepiszę i pójdziemy na podwórko!
Zrób sama! czasem odbierałam jej zeszyt. Bo znowu nauczycielka nas posadzi osobno i zobaczymy, co wtedy rozwiążesz! Chcesz, żebym ci pomogła zrozumieć temat?
Nadia się złościła, ale długo nie potrafiła się gniewać. Po chwili znów mnie namawiała, by wybrać się na lodowisko czy do parku na kaczki.
Kiedy byłyśmy już w szóstej klasie, mama niespodziewanie urodziła trzecią córkę Lubę. Nie planowała jej dwie wystarczały. Gdy dowiedziała się, że jest w ciąży, ręce jej opadły.
Znowu wszystko od nowa! Władziu, ja już nie taka młoda…
Ale masz już dwie pomocnice i ja też przecież pomogę. Może będzie chłopiec? Wyobraź sobie niespodzianka!
Niespodzianki nie było Luba przyszła na świat. Krzykliwa, uparta, zupełnie inna niż my i mama długo nie mogła się przyzwyczaić. Szybko jednak okazało się, że to ona wkrótce zaczęła rządzić całą rodziną. Mama odczuła ogromną różnicę wychowując Lubę w późniejszym wieku teraz cała oddała się dziecku i starsze córki zeszły na dalszy plan. Przestała interesować się naszym życiem, a gdy między nami przemknął mur, nawet tego nie zauważyła.
Tą czarną kotką był Sebastian. Mieszkał w sąsiednim bloku i obie w ogóle go nie zauważałyśmy, dopóki na moje szesnaste urodziny pociągnął mnie do siebie.
Werka, podejdź, muszę ci coś powiedzieć…
Miałam ścisłe szare oczy, spojrzałam na niego wyczekująco, a po chwili miękko się uśmiechnęłam:
Spieszę się, mama czeka. O szóstej przy klatce.
Ucieszył się i przytaknął.
Podobasz mi się!
Już się domyśliłam zachichotałam odchodząc pod lipami.
Nie wiedziałam co z tym zrobić. To był pierwszy taki, do niego należał pierwszy powiew uczucia, w którym nie wiedziałam co robić z rękami, do niego należał pierwszy nieśmiały pocałunek Wszystko opowiadałam Nadzi, choć trzeba było ją przekonać pytaniami, zanim zdecydowałam się zwierzyć.
A potem coś się zmieniło w naszej relacji. Nadia, sama nie wiedząc dlaczego, postanowiła zwrócić na siebie uwagę Sebastiana. Nie podobał jej się, ale od tego momentu nic nie było ważniejsze niż to, by ją pokochał.
Początkowo nie zrozumiałam, co się dzieje. Dopiero gdy któregoś dnia zobaczyłam ich całujących się przed blokiem minęłam ich bez słowa, weszłam do domu, zatrzasnęłam się w pokoju i nie odpowiadałam na prośby Luby o wpuszczenie.
Weroniko! Co to za zachowanie? Natychmiast wpuść Lubę! mama pukała zdenerwowana.
Nigdy nie byłam krnąbrna. Otworzyłam, a mama, widząc moje oczy, nagle zrozumiała, co znaczy zajrzeć w przepaść.
Co się stało, córeczko? ledwo powstrzymała łzy.
Mamo, boli… Czemu? Czemu Nadia to zrobiła?
Przytuliła mnie. Co mogę dla ciebie zrobić?
Patrzyłam sucho w okno. Jak powiedzieć komukolwiek o tej palącej goryczy? Jak ubrać bezsilność w słowa? To niemożliwe.
Pomóż mi się spakować, chcę na jakiś czas pojechać do babci. Tu nie wytrzymam.
Zziębnięta, smutna, ruszyłam z walizką, podczas gdy Nadia wróciła do domu i minęłyśmy się w drzwiach.
O, gdzie to się wybierasz z walizką?
Minęłam ją bez słowa, zabrakło mi siły nawet na złość. Mama, powstrzymując łzy, uderzyła ją w policzek.
Jak mogłaś?!
Nadia trzymała się za twarz, patrząc, jak mama z Lubą zamykają się w swoich pokojach.
W naszej rodzinie długo nikt nie umiał się długo gniewać. Po tygodniu, dwóch mama znów rozmawiała z Nadią, ale ja potrzebowałam ponad dwóch lat, by odezwać się do siostry. Może i wcale bym nie wróciła, gdyby mama nie zachorowała. Wtedy musiałyśmy się zjednoczyć w walce z chorobą mamy.
Przepraszam Nadia wpatrywała się w swoje dłonie, które drżały tak, że nie mogła ich zacisnąć w pięść. Siedziałyśmy w szpitalnym parku w milczeniu.
Nie rozdrapujmy starych ran powiedziałam w końcu, odwracając się.
Nadia wiedziała, że wybaczyłam, ale nie zapomnę nigdy.
Cicho ujęła moje nadgarstki, by poczuć bliskość siostry. Nie cofnęłam ręki, po prostu siedziałyśmy tak obok siebie, aż tata wyszedł i powiedział, że wszystko poszło dobrze.
Gdy mama wyzdrowiała, rozjechałyśmy się każda w swoją stronę. Wyjechałam do Krakowa, by opiekować się babcią to tam zostałam na dłużej. Po roku została mi po babci duża, jasna kawalerka.
Mieszkaj tu, dziewczyno! Buduj swoje szczęście i pamiętaj: nawet najbliżsi mogą być dla siebie obcy, gdy chodzi o własne sprawy…
Szybko wyszłam za mąż bez uroczystości, bez gości. Andrzej mój wybranek nie miał rodziców, a własnych nie chciałam zapraszać.
Byliśmy z Andrzejem naprawdę szczęśliwi spokojny dom, zaufanie i troska. Jedyne, co przyćmiewało naszą codzienność brak dzieci. Lekarze rozkładali ręce.
Poczekajmy. Kiedy przyjdzie nasze dziecko wtedy będzie czas na świętowanie mówiłam do Andrzeja.
Lata mijały, a my zaczęliśmy myśleć o adopcji. Ale życie wybrało inaczej.
Kontakt z rodziną ograniczył się do kartek i życzeń na święta. Kilka razy wracaliśmy razem do rodziców, ale Andrzej się nie spodobał wtedy podjęłam decyzję, by już im się nie tłumaczyć.
To mój wybór, mamo.
Weronika, jak pomyślę, co byś mogła w życiu osiągnąć, a wybierasz… ech. No cóż, twoje życie…
Nie potrafiła zrozumieć, że dla mnie Andrzej jest wszystkim. On gotował obiad, sprzątał bez cienia niezadowolenia, pielęgnował mnie w chorobie.
Udało ci się z mężem! wzdychała Nadia, wiecznie zmęczona między własnymi dziećmi a mężem, który tylko narzekał.
Wiedziałam, że narzeka dla zasady czuła się spełniona, czego o Lubie powiedzieć nie mogłam.
Luba wyrosła na piękną dziewczynę aż za bardzo, z taką urodą, przy niej bledłyśmy. Nic dziwnego, że zamarzyła o karierze modelki, choć szybko się przekonała, że to ciężka praca. Po paru tygodniach znalazła sobie wpływowego „partnera” i nawet wieść, że ma rodzinę jej nie przeszkadzała. Odrzuciła rady mamy i rozkazała:
Nie wtrącajcie się, bo przestanę was odwiedzać. To moje życie!
Chciała za dużo, otrzymała niewiele. Zaszła w ciążę, myśląc, że to rozwiąże sprawę, ale jej ukochany powiedział jasno: alimenty i mieszkanie będą, ale kontaktów nie chce. Spotkanie z jego żoną było bolesne.
Dziecko, takich jak ty on miał i będzie miał jeszcze dziesiątki. Ja jestem żoną. Jego dzieci są moje. Rób, co chcesz, tylko nie licz na wsparcie stwierdziła z chłodnym dystansem.
Była wściekła, ale gdy wszystko przeminęło, Pola przyszła na świat. Z początku Luba wpadała na kilka dni w euforię opieki, by znikać potem na coraz dłużej. Rodzice nie wiedzieli, jak zareagować. W końcu przyszła tamta noc szaleństwo zabawy, szybka jazda i… Luba zginęła nagle w wypadku.
Mama przestała zajmować się wnuczką, tonąc w żalu. Tata miotał się między mamą a małą wnuczką, szukając ratunku u Nadii, która odmówiła.
Mam własne dzieci, wystarczy mi.
Tata zrezygnowany zadzwonił do mnie.
Nie zawahałam się ani chwili. Zostawiłam pracę, po miesiącu formalności przywiozłam Polę do siebie. O tym, że jestem tylko przybraną mamą wiedzieli wyłącznie najbliżsi. Andrzej w tym czasie sprzedał mieszkanie, dokończył dom i pierwsze, co usłyszał to mój zachwyt.
Jak pięknie wszystko urządziłeś! Nowe życie przed nami…
Mała Pola wniosła w nasze życie całą radość. Dziewięć lat minęło w okamgnieniu.
Kontakt z rodziną ograniczałam do minimum, zwłaszcza że mama nie straciła okazji, by wypominać:
Zobaczę, jak sobie poradzisz!
Starałam się nie brać jej słów do siebie. Pola była szczęśliwa. Mama z czasem łagodniała.
Piękna dziewczynka rośnie ocierała łzy, patrząc na wnuczkę. Nie ograniczaj jej, Werka. Niech będzie szczęśliwa!
Chwytałam Andrzeja za rękę, gdy miał ochotę coś odpowiedzieć. Spojrzeniem prosiłam: zostaw, nie warto. I uspokajał się błyskawicznie.
Werka, dlaczego pozwalasz jej tak cię traktować?
Może dlatego, że nie ma już nikogo poza mną…
A jeśli powie coś do Poli?
Nie zrobi tego. To mimo wszystko wnuczka jej Lubci.
Miałam rację. Wszelkie żale mama zostawiała dla mnie, Polę chroniła.
Dzień kończył się długo po północy. Popijałam zimną już herbatę, patrzyłam przez okno i myślałam o Andrzeju znów go nie ma, służbowy wyjazd, wróci dopiero jutro. Ciekawe, jaki prezent przywiezie Poli? Tajemnica! Nic nie powiedział, tylko się uśmiechnął:
Zobaczycie!
Uśmiechnęłam się do siebie. Cóż, trafiony mąż.
Rano Pola obudziła się pierwsza.
Mamusiu! Wszystkiego najlepszego dla mnie! rzuciła się na mnie i obsypała całusami. I dla ciebie, bo przecież jestem twoim szczęściem!
Ścisnęłam ją w ramionach. Sto lat, kochanie! Niech ci szczęście sprzyja, moja dziewczynko…
Zwinęła się w moich ramionach, wtulona nosem w moją szyję.
Jestem już duża?
Pewnie! Dziesięć lat! Ale wiesz co?
Co?
Dla mnie jeszcze troszkę jesteś mała mrugnęłam do niej i Pola wybuchnęła śmiechem.
I dobrze! Małych wszyscy kochają!
Zaczęłam ją łaskotać, aż piszczała i próbowała się wywinąć.
Dobra, czas na prezenty! sięgnęłam do szuflady przy łóżku i podałam jej małe pudełeczko. Ostrożnie!
Pola pogładziła w palcach przezroczystą figurkę szklanego kota.
Mamo… To TEN kotek!
Tak, kotek od dziadka.
Ale przecież ja jestem jedynaczką…
Uśmiechnęłam się. Kiedy dostrzegła błysk w moich oczach, wstrzymała oddech.
Naprawdę? szepnęła. Kiwnęłam głową, a ona podskoczyła i wrzasnęła głośno: Zostanę starszą siostrą?! Mamo, kto?
Jeszcze nie wiem, kochanie.
Patrzyłam na skaczącą po pokoju Polę i nagle poczułam łzy w oczach. Ile to lat czekania…
Ocknęła się i pobiegła znów do mnie.
To najwspanialszy prezent, jaki mogłaś mi zrobić!
Wstałam, wyciągnęłam dużą paczkę ze szafy.
I jeszcze to!
Cudowna sukienka jej oczy zabłysły. Kręcąc się przed lustrem zapytała:
Mamo, o której wszyscy przyjadą?
Spojrzałam na zegarek i jęknęłam.
O matko! Zaspaliśmy! Szybko, musimy się pospieszyć.
Zdążyłyśmy. W południe Pola już witała gości, tryskała radością i energią.
Mama przysiadła w fotelu.
Wszystko dobrze u was?
Wszystko w porządku, mamo. Pola skończyła rok z samymi piątkami, także w szkole muzycznej. Duma i radość.
Doceniaj to szczęście, Werka. Dostałaś tyle za darmo…
Zaczęła się atmosfera rodzinnego spotkania. Na szczęście Nadia przyszła z kuchni i temat się zmienił. Opowiadała o swoich dzieciach Milenka dostała świadectwo z paskiem jak Pola, a Witek został mistrzem rejonu w boksie.
Nagle do pokoju dobiegł krzyk Poli i zmartwiona rzuciłam się do jej pokoju. Stała tam zapłakana, w białej, poplamionej sukience. Przejęłam ją na ręce.
Nadia! Apteczka jest na lodówce! Szybko! Potrzebny bandaż!
Wszyscy zaczęli biegać, a tylko Milena siedziała cicho w kącie, z tajemniczą miną.
Usiadłam z Polą na kolanach.
Chcesz mi powiedzieć, co się stało?
Najpierw ukryła buzię w mojej piersi, potem podniosła oczy takie szare, jak moje.




