– Basia! No nareszcie! Już mnie nerwy biorą! Małgorzata otworzyła drzwi i mocno przytuliła siostrę. Głowa mi pęka, nie mam pojęcia, co robić!
– Najpierw się uspokój! Basia, krępa i opanowana jak sto niedźwiedzi polarnych, spokojnie weszła do przedpokoju. Jest w domu?
– Nie! Rano zabrała dzieci i pojechała! Małgorzata bezradnie machnęła ręką. W ogóle nie słucha. Ona jest zakochana!
– No i co Ci powiem, Gośka? Przegapiłaś dzieciaka, to teraz nie wypada płakać. Usiądźmy, opowiedz mi wszystko od początku, a potem będziemy myśleć co i jak.
Basia powędrowała do kuchni, rozsiadła się przy stole i badawczo patrzyła, jak siostra robi herbatę.
– Przelej wrzątkiem czajnik! Ile już lat Ci to tłumaczę!
Małgorzata aż się wzdrygnęła, poparzyła się przy tym w ucho i mruknęła:
– O matko, ja ciągle taka sama… Daj mi spokój, sama zrobię!
Basia stanowczo odsunęła Małgorzatę od czajnika, przygotowała herbatę i podsuwając kubek, powiedziała:
– No, opowiadaj. Bez owijania w bawełnę kto on jest i co Lence odbiło?
Małgorzata objęła kubek rękoma. Co miała powiedzieć siostrze? Sama nie była pewna, czemu ta cała sytuacja tak ją martwiła. Mężczyzna spodobał się jej na pierwszy rzut oka nie pił, nie obijał się, miał własny warsztat samochodowy. Trochę nie w smak jej był warsztat, no ale w końcu praca jak każda. Nawet zajął się automatycznym zaworem w kuchni, który od miesięcy cieknął, a wcześniej hydraulik nie dał rady. Ale z Basią obie się zawsze umartwiały, bo Lęka córka młodsza, wieczna potencjalna kłopotnica. Teraz, żeby być pewną jej decyzji, potrzebowała czegoś więcej niż miłe wrażenie.
No i ta historia, jak się poznali Skąd facet, zarabiający na naprawach, ot tak naprawia auto kobiecie na mrozie i jeszcze za darmo? No wiem, dzieci były z nią i środek zimy, ale takich sytuacji bywa masa, a nie każdy zawraca sobie głowę gratisowymi naprawami. A potem w każdy weekend sprawdzał, czy dzieci zdrowe i auto śmiga. Już pół roku minęło, a on wciąż się kręcił. Lęka zupełnie straciła głowę. Nie myśli o dzieciach ani o matce. Ślub jej się marzy! Jeden raz jej nie wystarczył? Wszystko to Małgorzata wyrzuciła siostrze i czekała na werdykt. Basia wiedziała zawsze lepiej od dziecka była jej oparciem.
Ojca prawie nie pamiętały. Mama, Katarzyna, robiła co mogła, żeby wychować dwie córki. Duża różnica wieku osiem lat. Gdy dowiedziała się, że spodziewa się Małgorzaty, po śmiechu przyszło przerażenie, ale w domu od razu powiedzieli: damy radę! Katarzyna zaufała im i postawiła na rodzinę.
Małgorzata była słaba i długo chorowała. Zawsze przy niej była Basia odprowadzała do przedszkola przed swoją szkołą, odrabiała z nią lekcje i uczyła do przodu program pierwszej klasy. Kiedy później, prawie cały pierwszy rok podstawówki Małgorzata przechorowała, przygotowanie się przydało. Matka ją ciągała po lekarzach, a oni mówili: trzeba czasu. Dziewczynka wyrośnie z tych chorób.
Basia nie miała litości lekarstwa co do minuty, regularne drzemki, obowiązkowe mleko (chociaż Małgośka wyła):
– Fuj, ta kożuchowa skórka!
– Nie marudź, to dla Twojego dobra!
I faktycznie, jej opieka i lekarzy prognozy się sprawdziły. Od drugiej klasy Małgorzata chodziła już normalnie do szkoły. Umiała sobie radzić, a do matury już byli tylko we dwie.
Wtedy matka zachorowała. Małgorzata akurat przeżywała pierwsze porywy miłości, ale wszystkie sprawy osobiste odeszły na bok, gdy pojawiła się diagnoza. Basia przyjeżdżała, organizowała wszystko i kazała Małgośce trzymać fason: żadnego płakania przy mamie! Katarzyna odeszła w ciszy, trzymając córkę za rękę. Po dwóch tygodniach płakania Małgorzata wzięła się w garść.
Siostry podzieliły mieszkanie po rodzicach, tak, że Małgorzata miała swoją kawalerkę blisko Basi.
– Dobrze wyszło. Będziesz miała mnie blisko. Basia zakasała rękawy i zabrała się z brygadą za remont. Jej dziewczyny były na wagę złota. Długo była majstrem na budowie, aż wreszcie ruszyła firmę budowlaną. Nie szło łatwo przez te wszystkie kryzysy, brak ludzi do roboty, czasami nawet mąż Aleksy nie bardzo chciał pomóc. Ale Basia parę razy powtarzała z przekąsem:
– Jeszcze przyjdzie moment, że wszystko się poukłada. I wtedy w końcu rozwinę skrzydła.
Nie rozwinęła ich jednak. A Gośka w tym czasie wyszła za mąż, choć Basia nowego szwagra zaakceptowała dopiero po kilku latach i paru wnuczkach. Maks był świetnym ojcem, lubił spędzać czas z córkami, do pracy się przykładał, dom zadbany, tylko Basi nie podobało się jak niańczy dzieci. Zazdrościła trochę siostrze, bo Aleksy nie garnął się do wychowywania ich syna. Ten, ponarzekał trochę, wylądował potem w wojsku, z którego był zadowolony, śmiejąc się, że mama go w domu generałem trzymała.
Kiedy syn Basi się ustatkował, zaczęły się problemy z córką:
– Mama, jestem w ciąży.
Basia zaniemówiła. Dopiero co skończyła osiemnaście lat. Po krótkiej wymianie zdań Basia załatwiła ślub, załatwiła mieszkanie i… wszystko się ułożyło, chociaż młodzi byli utemperowani, bo wiedzieli, że Basia nie patyczkuje się z nikim.
Za to u Małgorzaty do pewnego czasu wszystko szło jak z płatka. Świetne córki, zdrowe, rezolutne, chociaż bardzo różne. Ola spokojna i cicha po mamie, a Lena istny wulkan po ojcu. Małgorzata, po konsultacji z siostrą, posłała je do tej samej klasy, żeby było łatwiej. Lena wręcz promieniała, ciągnąc siostrę naukowo. Maks był dumny z dziewczyn, aż do dnia, kiedy zginął w wypadku samochodowym. Z dnia na dzień wszystko się zawaliło. Małgorzata nie mogła się pozbierać, traciła kontakt z dziećmi. I wtedy pojawiła się ponownie Basia przywołała ją do porządku, wytłumaczyła jak dziecku, że czas się ocknąć.
Wszystko wróciło powoli do normy. Dziewczyny w klasie maturalnej pierwsze przeżyły miłość Ola posłuchała ciotki i dała sobie na wstrzymanie, a Leonka (Lena) była uparta i postawiła na swoim. Zdecydowała się na ślub. To była kontrowersja dla Basi, która podejrzewała wpadkę, ale Lena urodziła swojego syna dopiero dwa lata po ślubie. Studiowała, pracowała u teścia w biurze rachunkowym, w końcu została główną księgową.
Życie Leny układało się wręcz modelowo, co Basię zaczęło drażnić. Zobaczysz, Gośka, jeszcze się napatrzysz. Za spokojnie tam! komentowała. Gośka jednak więcej słuchała plotek niż sama opowiadała o córkach, bo wiedziała, że jej siostra narzeka bardziej z powodu własnych niepowodzeń. Sprawdziło się nieszczęście przyszło, skąd się nie spodziewali. Sławek, mąż Leny, miał romans. Lena dowiedziała się w sposób najbardziej bolesny przyszła do niej kobieta z brzuchem i oznajmiła, że ojcem dziecka jest Sławek.
Rozwód był ciężki, Sławek walczył o każdy grosz. Lena straciła pracę w firmie męża, a teściowie delikatnie sugerowali, żeby już się nie pokazywała. Mimo wszystko pozwolili wnukom przyjeżdżać i dalej je rozpieszczali. Małgorzata wspierała córkę, Basia narzekała na brak dyscypliny w domu Leny.
– Zobaczysz, nowego chłopa sobie weźmie, a dzieci zostaną na Tobie!
Kiedy na horyzoncie pojawił się Leon, Gośka zaczęła się denerwować. Basia naciskała, by rozmówiła się z Leną, sprawdziła nowego faceta, czy nie jest przypadkiem utrzymankiem. Lęka, stosując się do własnych zasad, zignorowała te nagabywania, aż Basia podstępem zmusiła ją do odwiedzin pod pretekstem choroby Małgorzaty.
Doszło do awantury. Basia groziła, że zabierze jej dzieci, Lena pierwszy raz postawiła się kompletnie i powiedziała twardo, że jej życie nikogo nie powinno już obchodzić. Powiedziała też, że jeśli Basia chce ją pilnować, to niech zacznie od własnych dzieci i rodziny, a nietraktować ją jak kozła ofiarnego.
Wkrótce po tej rozmowie Małgorzata zasłabła. Lena natychmiast rzuciła wszystko, wezwała pogotowie, Basia na moment utraciła rezon nagle zobaczyła w dorosłej Lenie swoją małą siostrę z dawnych lat. Na izbie przyjęć zeszła się cała rodzina. Lena wybaczyła ciotce nerwy:
– Przeprosiny przyjęte.
Małgorzata szybko doszła do siebie. Z Barbarą pogodziły się w szpitalu, ale od tej pory Małgorzata już nigdy nie próbowała mieszać się zanadto w życie córek. Basia też się uspokoiła szczególnie, gdy sama zaczęła mieć poważne zdrowotne problemy.
Na ślubie Leny i Leona to Basia pierwsza krzyknęła Gorzko!, a potem mocno przytuliła siostrzenicę i życzyła jej szczęścia, ściskając i szepcząc jeszcze Wybacz mi. Życie powoli wszystko poukładało. I kiedy zdrowie Basi zaczęło mocno szwankować i to Lena z Leonem zawoziła ją do lekarzy, to Leon nosił zakupy, a Lena podawała jej leki. Gdy Basia już leżała, spytała:
– Dobrze trafiłaś, Lenka. Pilnuj go i szanuj, to masz szczęście.
– Wiem, ciociu odpowiedziała Lena z uśmiechem.
A gdy Basia odchodziła, ostatnie, co powiedziała, ściskając ją za rękę:
– Dziękuję.
Tak to już w życiu bywa każdemu stawiamy poprzeczkę, każdemu wyznaczamy ścieżki, ale na końcu los i tak wykłada własne karty. Ważne, by umieć powiedzieć sobie i tym, których kochamy przepraszam. I dziękuję.




