Wyimaginowana przyjaciółka
Wokół Elżbietki już trzeci dzień kręci się cała masa uczniów. Dziewczynka zasłynęła w całej szkole jako jasnowidzka i prawdziwa psycholożka. Każdy chce uszczknąć trochę jej mądrości. Zaczepiają ją przy łazience, dosiadają się w stołówce, przynoszą jej czekoladki, zeszyty z zadaniami domowymi i inne podarki, które ona, o dziwo, zawsze odrzuca.
Podoba mi się Karolek z 5 b. Myślisz, że możemy założyć rodzinę? z rozmarzeniem pyta koleżanka z klasy, Zuzanna.
Nie polecam. Ten Karolek to tylko z wierzchu taki wzorowy, a tak naprawdę dłubie w nosie i zjada te gluty. Głodna nie będziesz, ale na tym koniec całe życie się tylko pod nosem grzebać będzie, odpowiada Elżbietka, gryząc obwarzanka i popijając herbatą.
Fuj! Ohyda! A Krzysio? On prymus, a do tego uczy się grać na gitarze, Zuzia znowu się rozmarzyła.
Krzysio? To łobuz znęca się nad kotami. Przywiązuje puszkę do ogona i gania po podwórkach. Okrutny będzie, a potem jeszcze pić zacznie.
Skąd to wiesz?
A widziałaś kiedyś trzeźwego gitarzystę? I tak naprawdę to za wcześnie na te sprawy, najpierw żyj dla siebie chłopaki i tak nie uciekną. Lepiej popracuj nad matematyką i przestań obgryzać paznokcie, bo jeszcze ci się robaki zalęgną.
Nie mam przyjaciół. Każdy nazywa mnie grubasem i nigdzie mnie nie zaprasza Paweł z 4 c odpycha zakochaną piątoklasistkę, że aż ta ślizga się ławką na drugi koniec stołu.
W środę zaczyna się nabór na zapasy. Zapisać się możesz u nauczyciela wf-u. Schudniesz może nie od razu, ale wyzywać już nie będą. A ty, swoją przyszłą żonę, więcej nie przepędzaj.
Elżbietka wstaje od stołu i niesie tacę do okienka.
Elżbieta, myślisz, że lepiej w tym roku zapisać się na kurs prawa jazdy, czy może jeszcze poczekać? niby od niechcenia pyta nauczycielka geografii przy zlewie.
Pani Joanno, żeby robić kurs prawa jazdy, trzeba mieć samochód, a pani ma tylko tatusia Poloneza. Czuje pani różnicę?
Chyba tak stęka nauczycielka.
Elżbietka przewraca oczami, myje ręce i dorzuca:
Sprzedajcie tego biedaka, za to kupcie porządny rower i spodenki, bo za dwa miesiące będzie panią wozić do pracy. A tak w ogóle, lepiej już zaciągnąć kredyt hipoteczny oprocentowanie teraz śmiesznie niskie, a mieszkać z rodzicami po trzydziestce to niezbyt dobrze. Mówię to jako osoba wiedząca.
Odprowadzana osłupiałym spojrzeniem, Elżbietka rusza do swojej klasy na zajęcia techniczne.
W czterdzieści minut, podczas gdy koleżanki uczą się o liniałach i pierwszych ściegach, Elżbietka łata domowe spodnie, zwęża spódnicę i szydełkuje parę skarpet, które wręcza nauczycielce techniki ze słowami, że ciężarnym trzeba trzymać stopy w cieple. Pani od razu prosi się do domu i pędem leci do apteki po test. Następnego dnia cała klasa zajada czekoladowe ciasto, którym nauczycielka dziękuje Elżbietce.
W domu dziewczynka zachowuje się równie nietuzinkowo. Strofuje matkę za kupny mielony i sama lepi pierogi. Wieczorem zamiast oglądać YouTube pochłania Trzech muszkieterów i co chwila z kimś się szepcze. Tata spogląda na nią znad laptopa, a Elżbietka mu zwraca uwagę, że się garbi. I że lepiej by zrobił, gdyby trzepał dywan, a nie grzebał na jakiś podejrzanych stronach.
Plotki po szkole mnożą się, nauczyciele są zaniepokojeni i domagają się interwencji pedagoga. Zwołano specjalne posiedzenie. W trakcie lekcji zbiera się cały komitet nauczycielski, dyrektorka także obecna.
Elżbietko, powiedz nam, czy ktoś cię w szkole dręczy? zaczyna wypytywać psycholog z modną brodą i okularami.
Najbardziej mnie denerwuje, że na szkołę przeznaczono kilka milionów złotych, a w sali gimnastycznej tylko stary koń i dwa metry liny.
Wszyscy patrzą na dyrektor, która nagle wychodzi na naradę przez otwarte okienko.
Nikt nie chce się z tobą przyjaźnić?
Przyjaźń to pojęcie względne wzdycha z nudą Elżbietka, kręcąc warkoczami. Dziś ktoś z tobą się bawi na przerwie, a jutro ta sama koleżanka zmywa ci naczynia, gdy ty rozliczasz się z ulgi podatkowej.
Skąd ty o tym wiesz? Kto ci to wszystko opowiada?
Moja przyjaciółka.
No to mamy przyczynę! Możesz ją tu zaprosić?
Ona tu już jest odpowiada spokojnie Elżbietka, robiąc niemałe wrażenie na obecnych.
Nie widzimy jej. Jak się nazywa?
Bronisława Stanisławowna.
Że jak? Ile ona ma lat?
Siedemdziesiąt.
I co ci mówi?
Mówi, żeby czyścić zęby od dziąseł, że pies w moim bloku nie jest zły, tylko wystraszony i głodny, że krewnych nie można zapominać. A jeszcze że przez ostatnie pięć lat źle państwu liczono podatek od nieruchomości. Trzeba do urzędu miasta jechać i poprosić o przeliczenie według wartości rynkowej, a nie według ewidencyjnej.
Psycholog wszystko notuje, ostatnie nawet podkreśla dwa razy.
Przez szkolny interkom dzwonią do rodziców, którzy akurat są w pracy.
Poczekajcie! ojciec krzyczy do słuchawki podekscytowany. Tak miała na imię moja mama! Zmarła dziesięć lat temu.
W pokoju słychać westchnienia i cichy szept modlitw.
No właśnie, dziesięć lat minęło, a nikt nawet nie zajrzał z wizytą. Trawa zarosła, płotek przekrzywiony burczy z żalem Elżbietka.
No ja zawsze chciałem, tylko nigdy czasu
Spotkanie się kończy.
Następnego dnia cała rodzina jedzie na cmentarz. Elżbietka nigdy babci nie widziała, zna ją tylko z krótkich opowieści taty. Grobu długo szukają, bo to marmurowe pole bardzo się rozrosło, dawny sosnowy lasek zniknął.
Dziewczynka przynosi bukiet żółtych tulipanów i wkłada w przeciętą plastikową butelkę. Tata naprawia płotek, mama wyrywa chwasty.
Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, tylko za bardzo pogrążonym w pracy i w Internecie, przez co na nic nie masz czasu nawet dla mnie.
Tata czerwienieje ze wstydu i milcząco kiwa głową.
Powiedz, że postaramy się to zmienić głaszcze ją po głowie i głaszcze pobladłe zdjęcie na nagrobku.
Teraz jest spokojna i już nie będzie do mnie przychodzić, chociaż bardzo będę za nią tęsknić, bo była bardzo dobra, wesoła i mądra.
Racja. Babcia była cudowna i przejrzała każdego na wylot. Mówi jeszcze coś?
Tak. Że ta twoja dieta ogórkowa to bzdura. Jak chcesz schudnąć, idź na siłownię. I konto walutowe zakładać bez sensu lepiej to wszystko wyliczyć przed taką decyzją. A ten tani beton, co go zamówiłeś na fundament pod saunęTata uśmiecha się pod nosem, łapiąc się na tym, że szuka wzrokiem nie tylko grobu, ale jakby śladu ciepła w powietrzu. Mama ściska Elżbietkę za rękę, a wiatr porusza łany trawy, jakby chciał komuś pomachać na pożegnanie. Przez chwilę wszyscy stoją bez słowa, pozwalając, by cisza objęła ich jak miękki koc.
To co, wracamy do domu? pyta mama.
Jeszcze minutkę, prosi Elżbietka i zamyka na chwilę oczy. Babcia mówi, żebyśmy się częściej odwiedzali i siebie, i ją. Obiecuje, że będzie się nami opiekować, ale najbardziej cieszy ją, kiedy jesteśmy razem.
Podnoszą się z kolan, poprawiają kwiaty i ruszają w stronę wyjścia, trzymając się wszyscy za ręce trochę nieporadnie, bo dorośli już dawno wyszli z wprawy. Elżbietka obejrzała się jeszcze, jakby żegnała się z najstarszą i najwierniejszą przyjaciółką. Uśmiechnęła się lekko.
Już nikt nie nazywał jej dziwną, ani zbyt mądrą. Bo kiedy ma się kogoś, kto zawsze szepcze dobre rady do ucha nawet jeśli tylko w wyobraźni życie wydaje się o wiele bardziej zrozumiałe.
W końcu, wychodząc przez bramę cmentarza, Elżbietka powiedziała cicho, bardziej do słońca niż do kogokolwiek:
Do zobaczenia, babciu. Będę pamiętać.



