Wyimaginowana przyjaciółka
Przy Zosi od trzech dni kręci się tłum uczniów. Dziewczynka zyskała w całej szkole opinię wróżki i prawdziwej znawczyni ludzkich charakterów. Każdy chciał zaczerpnąć choć odrobinę jej mądrości. Zaczepiano ją pod łazienką, dosiadano się w stołówce, przynoszono jej krówki, zeszyty z zadaniem domowym i inne drobne prezenty, których ona z kolei z jakiegoś powodu zawsze odmawiała.
Podoba mi się Kuba z 5b. Myślisz, że kiedyś z nim założę rodzinę? rozmarzona wypytywała koleżanka, Jola.
Nie polecam. Kuba tylko z wierzchu taki porządny, a tak naprawdę cały czas dłubie w nosie i zjada to, co znajdzie. Z jedzeniem problemów mieć nie będzie, ale na tym się kończy. Tak mu życie zleci odpowiedziała Zosia, plumkając łyżeczką w kubku herbaty i gryząc obwarzanka.
Fuj, obrzydliwe! A co z Maćkiem? On się dobrze uczy, chodzi na gitarę dziewczyna znów się rozpromieniła.
Maciek dręczy koty. Przywiązuje puszkę do ogona i gania je po podwórku. Będzie okrutny i zacznie pić.
Skąd to wiesz?
A widziałaś kiedyś trzeźwego gitarzystę? I tak ci jeszcze za wcześnie na takie sprawy, żyj dla siebie chłopcy nie uciekną. Lepiej się za matematykę weź i przestań obgryzać paznokcie, bo robaki się zalęgną.
Nie mam przyjaciół. Wszyscy mówią, że jestem gruby i nikt mnie nigdzie nie zaprasza poskarżył się Paweł z 4c, odpychając Jolę tak, że aż przesunęła się na drugi koniec ławki.
W środę zaczyna się nabór na zapasy. Zgłoszenia można zostawić u wuefisty. Może nie schudniesz od razu, ale przestaną cię przezywać. I więcej nie szarp przyszłej żony, jakbyś był herosem.
Zosia wstała od stołu i zaniosła tackę do okienka.
Zosia, powiedz, powinnam w tym roku zapisać się na kurs prawa jazdy czy lepiej poczekać? niby nieśmiało zagadnęła nauczycielka geografii, pani Elżbieta Nowak, przy zmywaku.
Pani Elżbieto, żeby się uczyć na prawo jazdy, trzeba mieć samochód, a pani ma tylko tą wiekową Skodę po ojcu. Czuje pani różnicę?
No chyba tak
Zosia przewróciła oczami i po umyciu rąk dodała:
Proszę sprzedać to biedactwo, a za pieniądze kupić rower i szorty za dwa miesiące i tak ktoś panią będzie podwoził do pracy. A tak w ogóle to proszę wziąć kredyt hipoteczny teraz są świetne warunki. Po trzydziestce mieszkać z rodzicami to średni pomysł, mówię to jako znawczyni.
Odprowadzana zdumionymi spojrzeniami, Zosia pomaszerowała do swojej klasy na zajęcia techniczne.
W ciągu czterdziestu minut, gdy jej koleżanki uczyły się wsypywać nici do igły i poznawały linijkę krawiecką, Zosia zdążyła zacerować przyniesione z domu spodnie, zwęzić spódnicę i wydziergać szydełkiem parę skarpetek, które wręczyła nauczycielce mówiąc, że w ciąży trzeba trzymać stopy w cieple. Pani od techniki natychmiast poszła do apteki po test ciążowy, a następnego dnia cała klasa zajadała się tortem czekoladowym od wdzięcznej nauczycielki.
W domu Zosia też zachowywała się nietypowo. Skarciła mamę za kupny mielony i sama ulepiła pierogi. Wieczorem zamiast oglądać TikToka, czyta Trzech muszkieterów i co chwilę z kimś się ścisze rozmawia. Ojciec podgląda ją zza komputera, a Zosia z kolei zwraca mu uwagę, że się garbi. I w ogóle, lepiej żeby poszedł wytrzepać dywan, a nie szwendał się po jakiś podejrzanych stronach.
W szkole szerzą się plotki, nauczyciele niepokoją się i chcą konsultacji z psychologiem. Ustalono więc specjalne spotkanie. W trakcie lekcji zebrała się cała rada pedagogiczna z dyrektorem na czele.
Zosiu, czy ktoś Cię tu krzywdzi? rozpoczął rozmowę psycholog z modną brodą i w okularach.
Dolega mi, że na szkołę przeznaczono kilka milionów złotych, a w sali gimnastycznej mamy tylko starego kozła i dwa metry liny.
Wszyscy spojrzeli na dyrektora, który nagle znikł przez otwarte okno, powołując się na pilne zebranie.
Nie masz żadnych bliskich koleżanek?
Przyjaźń jest pojęciem względnym odpowiedziała znudzona Zosia, bawiąc się warkoczykami. Dziś biegacie razem na przerwie w berka, a jutro twoja przyjaciółka zmywa u Ciebie naczynia, podczas gdy Ty rozliczasz PIT.
O czym ty mówisz? Kto ci tak nagadał?
Moja koleżanka.
Więc tutaj tkwi problem! Możesz ją zaprosić?
Ona tu jest powiedziała Zosia całkiem spokojnie, wywołując popłoch wśród nauczycieli.
My jej nie widzimy. Jak się nazywa?
Genowefa Władysławowa.
O rany, a ile ma lat?
Siedemdziesiąt.
Co ci jeszcze mówi?
Żeby myć zęby od dziąseł, że ten pies z naszego bloku nie jest zły, tylko wystraszony i głodny, że nie wolno zapominać o krewnych. A poza tym, że przez ostatnie pięć lat źle naliczał się wam podatek od nieruchomości trzeba pojechać do wydziału geodezji i poprosić o przeliczenie według wartości rynkowej, bo naliczali wam według ewidencyjnej.
Psycholog wszystko starannie notuje, ostatnią uwagę nawet podkreśla.
Na koniec, przez szkolny radiowęzeł, zadzwoniono do rodziców Zosi będących w pracy.
Ależ proszę poczekać! woła wyraźnie przejęty ojciec. Przecież moją mamę tak nazywano! Zmarła dziesięć lat temu.
W pokoju nauczycielskim rozległy się westchnienia i cichy szept modlitw.
No właśnie, dziesięć lat, a nikt nawet nie zaszedł z wizytą. Wszystko zarosło trawą, ogrodzenie się przechyliło mruknęła z wyrzutem Zosia.
No ja chciałem, tylko nigdy nie miałem czasu… tłumaczy się z zakłopotaniem tata w słuchawce.
Spotkanie dobiegło końca.
Nazajutrz cała rodzina pojechała na cmentarz. Zosia nigdy nie widziała babci, znała ją tylko z krótkich opowieści ojca. Grób odnaleźli dopiero po chwili marmurowe pole bardzo się rozrosło, dawniej rosły tu sosny. Zosia przywiozła bukiet żółtych tulipanów i włożyła go do przeciętej plastikowej butelki. Tata naprawił ogrodzenie, mama wyrywała chwasty.
Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, tylko cały czas tkwisz w pracy i internecie, więc nie masz czasu nawet dla mnie.
Ojciec spiekł raka ze wstydu i tylko kiwnął głową na zgodę.
Powiedz, że będziemy się poprawiać pogładził córkę po głowie, a potem wyblakłe zdjęcie na nagrobku.
Teraz babcia jest spokojna i nie będzie już do mnie przychodzić, choć bardzo będę za nią tęsknić, bo jest bardzo dobra, radosna i mądra.
Tak właśnie było. Babcia była nadzwyczajna i przejrzała ludzi na wylot. Mówiła coś jeszcze?
Tak. Że twoja dieta ogórkowa to bzdura chcesz schudnąć, idź na siłownię. I że nie powinieneś był zakładać konta walutowego bez przeliczenia wszystkiego. A o tym tanim betonie, który zamówiłeś na fundament pod altankę…



