Jak Małgorzata została mamą dzięki swojemu wielkiemu sercu
Małgorzata weszła do klatki schodowej i natychmiast zauważyła stojące przy drzwiach jej mieszkania pudło. Zaskoczona patrzyła na nie przez chwilę. W środku, skulone, leżeli razem pies i kot. Patrzyli przerażeni na Małgosię, trzęsąc się z niepokoju.
Co to jest? Kim wy jesteście? zapytała cicho, jakby się spodziewała, że znajdki jej odpowiedzą.
Nagle z mieszkania naprzeciwko wychyliła się sąsiadka, pani Halina.
Dobry wieczór, Małgosiu. Ej, takie rzeczy… Basia z drugiego piętra odeszła, a jej zwierzakami się nikt nie zajął. Siostrzenica próbowała oddać, ale nikt nie chciał wziąć. Ja już mam swojego kota, który nie znosi innych, inni mają alergie Może wy z Pawłem się zdecydujecie? Dzieci nie macie, młodzi jesteście, powodzi się wam.
Nie planowaliśmy zwierząt, co dopiero dwóch na raz Małgosia była wyraźnie niepewna.
Lepiej ich nie rozdzielać, są do siebie przywiązani. Nawet spały ze sobą. Pani Barbara wyprowadzała psa, kot sam szlajał się po dworze, kłopotów nie powinno być zbyt wiele tłumaczyła pani Halina.
Może się zdecydujecie? mówiła cicho, błagalnym tonem.
A jeśli nie? spytała trochę bezradnie Małgosia. Co z nimi będzie?
Podobno mają je uśpić. Pudło już gotowe. Mieszkanie już prawie sprzedane, nowym lokatorom niepotrzebne zwierzaki pokiwała głową starsza sąsiadka.
W tej chwili do klatki wszedł starszy pan, zawiesił spojrzenie na Małgosi i pudle.
Może jednak je przygarniecie? To spokojne zwierzęta, niewiele jedzą, już starsze, więc nie będą długo żyć Nikt ich nie chce a szkoda. Pani Barbara bardzo je kochała.
Dobrze, już. Bierzemy je. Nie mogę nawet słuchać o usypianiu. Jak się nazywają? My tu dopiero dwa lata mieszkamy, za bardzo nikogo nie znamy zgodziła się Małgosia. Starszy pan aż się rozpromienił i wniósł pudło do przedpokoju u niej w mieszkaniu.
Pies to Borys, kot Feliks. Wielkie dzięki, bardzo wam dziękuję położył na szafce 100 zł i smycz na pierwsze dni, chociaż trochę, dziękuję raz jeszcze
Małgosia zamknęła drzwi i zdjęła płaszcz. Przykucnęła, patrząc na nowych lokatorów.
No, chłopaki Paweł się zdziwi, a jak! Mam nadzieję, że nas wszystkich nie pogoni ale jest dobry, przekonasz się, przyjmie was mówiła spokojnym głosem.
Nie bójcie się, krzywdy wam nie dam zrobić. Żeby tak uspalić w głowie się nie mieści
Kot, jakby zrozumiał jej słowa, ostrożnie wyszedł z pudła i zaczął zwiedzać mieszkanie. Pies jeszcze przez chwilę nie ruszał się z miejsca, obserwując tylko Małgosię i swojego puszystego towarzysza.
Małgosia poszła do kuchni i zajrzała do lodówki. Oczywiście nie było żadnej karmy, ale ugotowała im kaszę z kawałkami mięsa zdecydowała, że muszą to zjeść.
Ku jej radości, kot po chwili zwiedzania mieszkania wszedł do kuchni i natychmiast zainteresował się jedzeniem ze swojej miseczki. Małgosia przywołała też Borysa.
Ten długo nie podchodził, ale gdy zobaczył, jak Feliks z apetytem je kaszę i wybiera kawałki mięsa, zbliżył się powoli i spojrzał na Małgosię smutnymi oczami.
Wieczorem z pracy wrócił Paweł, mąż Małgosi. Był naprawdę zaskoczony, ale razem szybko zdecydowali, że na razie poszukają zwierzakom nowego domu może ktoś z domem z ogródkiem będzie chciał przygarnąć parę.
Małgosia i Paweł byli małżeństwem od czterech lat, mieszkanie kupili właśnie dwa lata temu. Kochali się i nie kłócili. Jedyną rysą na ich szczęściu był brak dzieci.
Przecież zawsze byłaś taka pedantka, sama nie chciałaś nawet kota dziwił się Paweł.
Bo liczyłam na dziecko. A teraz żeby ich uspać? Nawet nie chcę o tym myśleć. Wybacz mi w oczach Małgosi pojawiły się łzy.
Sam kocham zwierzaki. Daj spokój, zaopiekujemy się nimi, a jutro popytam w pracy, może ktoś się zlituje objął ją mocno.
Od tego dnia życie w ich mieszkaniu zaczęło się zmieniać. Kot i pies szybko się zaaklimatyzowali może dlatego, że ich poprzednie mieszkanie było dokładnie nad mieszkaniem Małgosi i Pawła, podobny rozkład, ten sam widok z okna, te same ścieżki pod blokiem.
Dobrze, moje kochane, jakbyście tu zawsze mieszkały mówiła Małgosia z czułością.
Wyprowadzała psa trzy razy dziennie, a kot sam wychodził oknem na balkon i wracał dokładnie tą samą drogą. Dla niej to było bardzo wygodne.
Pani Halina nie kryła radości, że Małgosia przygarnęła zwierzęta. Często przynosiła Borysowi kości z rosołu, a Feliksowi oddawała resztki kaszy.
Wieczorami Paweł i Małgosia śmiali się przy herbacie, widząc, jak Feliks gania za nową zabawką, a Borys śpi na nowym legowisku.
Futrzaki zawsze spały razem. Byli do siebie mocno przywiązani. Małżonkowie szybko przekonali się, że nie powinni ich rozdzielać.
Po kilku miesiącach zrezygnowali z szukania zwierzakom nowych domów tak bardzo się do nich przyzwyczaili, że nie wyobrażali sobie rozstania.
W weekendy do Małgosi zaglądała jej mama, mieszkająca niedaleko. Początkowo była zdziwiona nabytkiem, ale z czasem polubiła Borysa i Feliksa.
Kotka bym chętnie wzięła, ale mieszkam na trzecim piętrze, a on tak lubi chadzać na dwór przyznała się do Małgosi.
Małgosia od razu zaprotestowała:
Nie, mamo, ty się tu jeszcze przydasz, jak kiedyś pojedziemy na urlop. Popilnujesz ich i podlejesz kwiaty.
Nadeszło lato. Małgosia i Paweł pojechali nad morze. Małgosia dzwoniła do mamy niemal codziennie, martwiąc się o pupili.
Wszystko w porządku, jedzą, śpią razem, pies codziennie ze mną na spacerze. Baw się dobrze, Małgosiu uspokajała mama.
Kiedy wrócili, Małgosia była wzruszona, widząc jak Borys wita ich ogonem, skacząc i popiskując z radości. Feliks po całej tej euforii cicho podszedł do Pawła i ocierając się o nogi zaczęło głośno mruczeć.
Patrz, jak nas kochają nasze futrzaki śmiał się Paweł. Małgosia od razu pogłaskała Borysa i zaczęła ich karmić.
Zaczęła wstawać wcześniej, żeby rano zdążyć na spacer z Borysem i nakarmić wszystkich po powrocie.
Kilka miesięcy później, drżąc z emocji, Małgosia oznajmiła Pawłowi, że wreszcie spodziewa się dziecka. Była to najbardziej wymarzona chwila w ich wspólnym życiu.
Mama Małgosi mówiła wtedy tak:
Widzisz, córeczko, to nie przypadek, że przyszli do ciebie Borys i Feliks. To była próba z nieba, czy masz serce. I zobacz, los ci się odwdzięczył. Teraz czekaj na macierzyństwo.
Chyba coś w tym jest, mamo. Mówią, że praktyka czyni mistrza odparła Małgosia ze śmiechem a ja ćwiczyłam od momentu, kiedy pojawiły się moje futrzaki.
Sprzątanie, opieka, troska, czułość Przecież to jak dzieci!
Jeśli chcesz, mogę je na jakiś czas zabrać, żeby łatwiej ci było, jak pojawi się dziecko? zapytała mama.
Nie, mamo. Zrobimy wszystko razem. Dasz radę zajrzeć do nas i przejść się z wózkiem, gdy maluszek będzie spał. Albo popilnujesz go w domu.
Przytuliły się mocno.
Ciąża przebiegła spokojnie i bezproblemowo. W odpowiednim czasie na świat przyszedł upragniony synek. Paweł był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, a Małgosia i cała rodzina nie mogli się nacieszyć nowym członkiem rodziny.
Borys, będąc już starszym i spokojnym psem, w ogóle nie szczekał.
Feliks nie sprawiał żadnych problemów, a latem całymi dniami przesiadywał w ogródku, wspinał się na starą lipę albo bawił z dziećmi sąsiadów. Wszyscy żyli razem, szczęśliwie, w pełnym składzie.
Starsze sąsiadki z klatki, na czele z panią Haliną, rozpowiadały teraz po całej ulicy, jak to Małgosia została mamą dzięki swojemu wielkiemu sercu.
Opowiadały to jak prawdziwą miejską legendę, dowód na to, że dobro zawsze wraca
A wy co o tym sądzicie? Czy pani Halina ma rację? Piszcie w komentarzach, zostawcie serduszko dajcie znać, co myślicie!




